1. Zanieczyszczenia wpływały rurą do przydrożnego rowu w Uścikowie
fot. Karol Gapiński
WIOŚ, Uścikowo, sianokiszonka, jezioro, rów melioracyjny
Potok z sianokiszonki płynął do jeziora
Rów melioracyjny wiodący z Uścikowa do jeziora w Kaczkowie przez długi weekend majowy, a także na początku bieżącego tygodnia, był zanieczyszczany przez nieczystości pochodzące z sianokiszonki z silosów Cerplonu. Tak przynajmniej wskazują wstępne ustalenia policjantów. We wtorkowe popołudnie do Uścikowa przyjechali także inspektorzy WIOŚ w Bydgoszczy, którzy zbadają, co rzeczywiście wpływa do rowu melioracyjnego w tej miejscowości i jaki ma skład chemiczny.
2. Substancja wpływała do rowu pod dużym ciśnieniem, silnie się pieniąc
fot. Karol Gapiński
Od kilku tygodni otrzymywaliśmy sygnały od czytelników, że na terenie Kaczkowa, w rowie melioracyjnym, który uchodzi do tamtejszego jeziora, pojawia się brzydka ciecz, której źródłem są prawdopodobnie jakieś ścieki organiczne. Często bowiem przepływowi tej cieczy towarzyszył charakterystyczny zapach - raz gnojowicy, innym razem taki, jaki towarzyszy procesom gnilnym roślin. Na miejscu jednak nie zdołaliśmy potwierdzić tych informacji. Tym doniesieniom zaprzeczała także sołtys Kaczkowa-Kaczkówka Maria Janicka, o czym informowaliśmy w poprzednim numerze naszej gazety.
KISZONKA W ROWIE
Dwa dni po naszym artykule, czyli 2 maja, kolejny mieszkaniec, tym razem pobliskiego Uścikowa zaobserwował przepływ rowem melioracyjnym w Kaczkowie podejrzanej substancji. - Były tego wielkie ilości. Nie po raz pierwszy. Sądzę, że przez te kilka dni weekendu majowego przepłynęły tym rowem setki tysięcy litrów tej substancji. To jest wykorzystywanie faktu, że w dni wolne od pracy być może mniej się ludzi kręci po okolicy, więc sprawcy liczą na to, że nikt nie zauważy. Ale to błędne założenie. My to widzimy i też czujemy, tylko przeważnie ludzie obawiają się to zgłaszać. Tak się składa, że większość okolicznych mieszkańców, albo pracuje w tej firmie, która prawdopodobnie odpowiada za wyciek szkodliwych dla ekosystemu substancji, albo mają krewnych pracujących w tej firmie. Strach przed utratą pracy jako konsekwencją zgłoszenia nieprawidłowości robi swoje. Wprost nie zostaną zwolnieni z tego powodu, że poinformowali policję lub ochronę środowiska. Jednak w tej firmie planowane są zwolnienia grupowe, więc zawsze ktoś, kto podpadł szefostwu, ma szansę być pierwszym do takiego zwolnienia - opowiadał mieszkaniec Uścikowa.
2 maja w godzinach późnopopołudniowych mieszkaniec ów zauważył wielką ilość ścieków płynących rowem melioracyjnym. Dotarł do źródła tego wycieku. Znajdowało się ono przy drodze w Uścikowie. Po jednej stronie tejże drogi umiejscowione są silosy z sianokiszonką, które należą do głównego pracodawcy mieszkańców okolicznych wsi popegeerowskich. Jest nim firma Cerplon z siedzibą w Cerekwicy. Te silosy są w postaci betonowych płyt, a rynsztokiem sok z sianokiszonki może wydostawać się na zewnątrz.
Po drugiej stronie drogi znajduje się rów przydrożny, który kilka metrów dalej skręca w pole i dociera do małego stawu. Na drugim brzegu stawu jest studzienka. Według naszego rozmówcy, tą studzienką woda przedostaje się dalej do rowu melioracyjnego, który wije się na długości kilku kilometrów do ujścia do jeziora w Kaczkowie. - Gdyby to jednak była woda w tym rowie, to wszystko w porządku. Rowy po to są, by wodę odprowadzać. Ale nie ścieki. Tymczasem ten zgniły sok po sianokiszonce płynął przez rów przydrożny, staw i rów melioracyjny prosto do jeziora. Przecież to jest jezioro wykorzystywane do gospodarki rybnej. Tam są też przyczepy campingowe, bo ludzie zażywają rekreacji. Wprawdzie nad jeziorem nie ma plaży, ale ludzie, zwłaszcza dzieci, zażywają tam kąpieli. Trudno dzieciakowi tłumaczyć, kiedy jest wielki upał, a ono ma jezioro pod nosem, by do tego jeziora nie wchodziło, bo może się czymś zarazić albo dostać egzemy od tego gnoju. Po tych ostatnich wyciekach woda była czarna od brudu - mówił nasz rozmówca.
Widząc, co się dzieje - a nie była to jego pierwsza obserwacja takich wycieków - zdecydował się wezwać policjantów ze Żnina.
3. Następnie ciecz spływała rowem w dół terenu
fot. Karol Gapiński
4. Rów skręca i około 50 m dalej uchodzi do niewielkiego stawu. Na drugim brzegu jest studzienka, przez którą zanieczyszczona woda była tłoczona do rowu melioracyjnego.
fot. Karol Gapiński
WSTĘPNE USTALENIA POLICJI
- 2 maja około 18:30 dyżurny KPP w Żninie przyjął zgłoszenie od mieszkańca Uścikowa, dotyczące nieczystości wypływających do rowu. Na miejsce pojechali policjanci. Ustalili oni, że źródłem wycieku jest firma „Cerplon”, a konkretnie silosy z sianokiszonką należące do tej firmy. Z tych silosów nieczystości odprowadzane są studzienką do rowu melioracyjnego, a następnie do jeziora. Policjanci zrobili notatkę urzędową na tę okoliczność. Trwa sprawdzanie, czy nie zostało naruszone prawo wodne dotyczące zanieczyszczania i wykorzystywania ścieków w sposób niezgodny z przepisami, czyli odprowadzania ich do jeziora lub wód gruntowych. To może być - jeśli wina się potwierdzi - wykroczenie - przekazał w ostatni poniedziałek nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie.
Dodał również, że o tym zdarzeniu zostanie też poinformowany Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Bydgoszczy oraz wydział ochrony środowiska w żnińskim ratuszu.
3 MAJA NADAL NIECZYSTO
Dzień po interwencji policjantów, czyli 3 maja, odwiedziliśmy Uścikowo i Kaczkowo. Wyciek nadal miał miejsce. Był intensywny. Woda miała kolor brunatny i brunatno-brązowy. Jednak nie wydzielała nieprzyjemnych zapachów. Zanieczyszczenie z rury przepustu pod drogą w Uścikowie do rowu płynęło bardzo szybko. Rów melioracyjny kilka kilometrów dalej wciąż był zanieczyszczony zabrudzoną wodą. Tutaj też nie wyczuliśmy jednak nieprzyjemnej woni. Na brzegu jeziora w Kaczkowie było też trochę brzydko wyglądającej piany. Na tafli wody tworzyły się drobne bąbelki. Dna jeziora nie było widać już na najmniejszej, kilkucentymetrowej głębokości, czyli mniej więcej już na krok od brzegu do wody. Na okoliczność wycieku podejrzanej substancji wykonaliśmy dokumentację fotograficzną, którą prezentujemy jako ilustrację niniejszego artykułu.
We wtorek informacja o wycieku - zgodnie z zapowiedzią nadkomisarza Krzysztofa Jaźwińskiego - wpłynęła do WIOŚ w Bydgoszczy. Małgorzata Witkowska, naczelnik wydziału inspekcji w WIOŚ, powiedziała nam, że jakkolwiek notatka służbowa z wizyty policji w terenie jest pewnym materiałem dowodowym, to jednak kluczową rzeczą przesądzającą o tym, czy był wyciek, czy nie, i w którym miejscu, będzie wykonanie badań składu chemicznego wody. Zauważyliśmy, że do czasu wizyty inspektorów WIOŚ wycieku może już nie być, bo wcześniejsze informacje mieszkańców wskazywały, że nie jest to wyciek stały, a zdarza się od czasu do czasu. Może on mieć miejsce przez kilka godzin, później przez wiele dni może już płynąć w rowie woda niezanieczyszczona, by wreszcie znów któregoś dnia popłynąć tam miały zanieczyszczenia. Tak przynajmniej bywało w przeszłości.
WIZYTA INSPEKTORÓW
Naczelnik przejrzała naszą dokumentację fotograficzną. Następnie zdecydowała się, mimo godzin już popołudniowych, skierować inspekcję do Uścikowa jeszcze we wtorek.
Zadaniem inspektorów było pobranie próbek do badań składu wody. Następnie wydział inspekcji sprawdzi zapisy w pozwoleniu zintegrowanym, które posiada firma Cerplon. Te zapisy obejmują obowiązki firmy w zakresie monitoringu środowiskowego. Sprawdzenia wymaga to, czy wykorzystywane do odprowadzania nieczystości urządzenia są legalne, a jeśli tak, to czy są wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, czy też do nielegalnego odprowadzania nieczystości. Dotyczy to zarówno soków z sianokiszonki, jak i ewentualnie gnojowicy. Jakkolwiek można jej wprawdzie używać do użyźniania pól, to tylko pod warunkiem, że odbywa się to w zgodzie z przepisami i w ilościach mieszczących się w określonych w pozwoleniu normach.
Jeśli zostaną stwierdzone nieprawidłowości, WIOŚ informację przekaże do Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu. Marszałek może zdecydować o wymierzeniu opłaty karnej dla firmy, która złamie warunki pozwolenia zintegrowanego. Są to - jak przekazała Małgorzata Witkowska - kary już dużo wyższe, aniżeli mandaty za wykroczenie. - Tak naprawdę, to mamy szerokie instrumenty, by doprowadzić do ukarania sprawców. Jednak najpierw trzeba im sprawstwo udowodnić. A z tym bywa często tak, że gdy przyjeżdżamy na kontrolę, to wszystko już jest na miejscu pozacierane. Później słyszymy tylko tłumaczenia, że to nie oni są sprawcami. Zobaczymy, jak będzie w tym przypadku. Na szczęście mamy tutaj jakiś ślad w postaci notatki służbowej policjantów. Są też zdjęcia zrobione przez was. Teraz zobaczymy, co wykaże analiza chemiczna składu wody - powiedziała Małgorzata Witkowska.
5. Breja płynęła rowem melioracyjnym na odcinku kilku kilometrów do Kaczkowa
fot. Karol Gapiński
6. Na koniec zanieczyszczenia wpływały do jeziora w Kaczkowie
fot. Karol Gapiński
PREZES CERPLONU NIE MA O CZYM ROZMAWIAĆ
Około 17:00 w ostatni wtorek inspektorzy WIOŚ pojawili się w Uścikowie. Z naszych informacji wynikało, że wyciek nieczystości do rowu przydrożnego nadal ma miejsce. Inspektorzy mieli zbadać, czy przedostaje się to faktycznie do jeziora w Kaczkowie tą drogą, którą zaobserwowała policja.
O wyjaśnienie sytuacji poprosiliśmy też prezesa firmy Cerplon Romana Rezulaka. Przed południem we wtorek, gdy prezes wysłuchał przez telefon naszej relacji z wizyty policjantów w Uścikowie, stwierdził po około minucie rozmowy, że nie może teraz mówić, bo nie ma przy sobie ładowarki, a bateria w telefonie komórkowym zaraz mu się rozładuje. Roman Rezulak polecił nam zadzwonić po południu, gdy będzie miał już naładowany telefon komórkowy. Wówczas mieliśmy dokończyć rozmowę. Jednak po południu w telefonie prezesa Cerplonu odzywała się już tylko poczta głosowa. Spróbowaliśmy zatem połączyć się z nim następnego dnia. Tym razem prezes odebrał telefon, ale stwierdził tylko, że nie ma o czym z nami rozmawiać i rozłączył się.
NIEPOKÓJ GOSPODARSTWA RYBACKIEGO
O to, czy zanieczyszczenie jeziora w Kaczkowie zaobserwowali pracownicy Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie, które zarządza m.in. tym akwenem, zapytaliśmy Henryka Sobolewskiego. Dyrektor Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie powiedział, że o ostatnim wycieku słyszy od nas, ale w przeszłości regularnie otrzymywał sygnały o wyciekach przedostających się rowem melioracyjnym do jeziora w Kaczkowie. Najczęściej doniesienia dotyczyły gnojowicy spływającej z pól.
Dyrektor gospodarstwa przyznaje, że sam jechał sprawdzać, jak to wygląda, gdy otrzymywał w tej sprawie telefony. W zeszłym roku stwierdzono nawet śnięcie ryb. Jednak o odszkodowanie od Cerplonu za powstałe straty Gospodarstwo Rybackie nie zamierza póki co występować. Henryk Sobolewski przyznał, że trudno po pierwsze niezbicie udowodnić sprawstwo, a po drugie wykazać, że dany wyciek jest konkretną przyczyną określonej straty.
Z kolei Tadeusz Kosiara, kierownik żnińskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, stwierdził, że badanie wody w jeziorze w Kaczkowie nie znajduje się w zakresie zadań stacji. Nie ma bowiem nad tym akwenem kąpieliska, ani miejsca zgłoszonego jako wykorzystywane do kąpieli, a tylko takie są badane przez sanepid. Także ewentualne wycieki do rowów melioracyjnych czy spuszczanie gnojowicy na polach nie jest przedmiotem kontroli sanepidu, jeśli nie odbywa się to w miejscach bezpośrednio zagrażających człowiekowi. A w tym przypadku tak nie jest. Dlatego w tej akurat sytuacji jedyną władną instytucją kontrolną i przy tym wyposażoną w instrumenty po temu jest Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
O tym, jakie rezultaty przyniosła wtorkowa kontrola inspektorów WIOŚ w Uścikowie, napiszemy wkrótce.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1108 (19/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze