Mieszkańcy zdają sobie sprawę, że worki z piaskiem to niewielka
przeszkoda dla wysokiej wody. Obawiają się wiosną dalszego wzrostu
poziomu wody w rzece oraz na łąkach starorzecza
fot. Karol Gapiński
Koparką do szkoły
Powódź wymusza bagrowanie
W tym roku powstać ma projekt i może zacznie się wykonywanie bagrowania Noteci od Pakości do Łabiszyna. Podtopienia i w niektórych miejscach zalania pokazały, że nie da się już dłużej odwlekać tej inwestycji. Tymczasem barcinianie mieszkający wzdłuż rzeki i starorzecza wciąż walczą z wysoką wodą i obawiają się, że będzie ona jeszcze wyższa.
Zdaniem przedstawicieli Regionalnego Zarządu Dróg Wodnych w Poznaniu, a konkretnie Zlewni Noteci w Bydgoszczy, sytuacja na Noteci ustabilizowała się. Jednak mieszkańcy terenów podtopionych i zagrożonych zalaniem są innego zdania. Barcinianie dziwią się, dlaczego na odcinku z Pakości do Łabiszyna Noteć jest wysoka i występują zalania wielu hektarów łąk i pól oraz podtopienia w posesjach, a poniżej Łabiszyna woda w samej rzece nie jest tak wysoka. Ponadto mieszkańcy Barcina uważają, że ich kosztem, podobnie jak kosztem Pakości, ratują się mieszkańcy Wielkopolski. Polegać to ma na tym, że urządzenia hydrotechniczne w Ślesinie wykorzystuje się do przelewania nadmiaru wód z Warty do Noteci.
Andrzej Łyczywek, p.o. zastępca dyrektora RZGW Zlewnia Noteci w Poznaniu z siedzibą w Bydgoszczy, zaprzecza tym doniesieniom. Jeśli przelewanie się wód z Warty do Noteci miało miejsce w poprzednich tygodniach, to nie było ono sterowane, po prostu wezbrana woda mogła się przedostawać przez urządzenia.
- Sytuacja na Noteci ustabilizowała się w ostatnich dniach. 24 stycznia informowaliśmy, został zwiększony z poprzednich 2 m3 do 4 m3 na sekundę przepływ wody na tamie w Pakości (normalnie płynie tam 8m3/s - przypis kg). Musieliśmy zwiększyć zrzut wody, ponieważ zależało nam na utrzymaniu rezerwy retencyjnej 5.000.000 m3 w zbiorniku pakoskim. Teraz ta rezerwa nie jest zagrożona, a przepływ wody na tamie wynosi już 5,57 m3 na sekundę - mówi Andrzej Łyczywek.
Andrzej Idziaszek z barcińskiego ratusza informuje, że stan alarmowy na Noteci przekroczony jest o 1 m, od poniedziałku już nie wzrastał i wynosi 382 cm.
Według mieszkańców Barcina i okolic, powodem, że woda wolno płynie, są wieloletnie zaniedbania RZGW na Noteci. Mieszkańcy przypominają, że 30 lat temu i więcej Noteć była regularnie bagrowana. Gdy zaprzestano transportu barkami, odstąpiono również od bagrowania. Teraz w korycie jest pełno mułu, ponadto koryto się zwęża, gdyż nikt nie karczuje trzcin, które wyrastają w korycie. Bagrowanie jest bardzo kosztownym przedsięwzięciem, jednak teraz inwestycja będzie robiona. Rozpocznie się już najprawdopodobniej w tym roku. - Otóż na komisji sejmiku województwa zapadła decyzja, że trzeba udrożnić odcinek między Pakością a Łabiszynem. Zgłosiłem wniosek o sfinansowanie do funduszu powodziowego oraz programu „Odra 2006”.
Bagrowanie będzie sfinansowane ze środków budżetu państwa. Jeśli chodzi o środki europejskie, to nie mamy możliwości skorzystania - mówi Andrzej Łyczywek.
Zastępca dyrektora RZGW w Poznaniu, Zlewnia Noteci powiedział, że w tym roku powinien być zrobiony projekt inwestycji między Pakością a Łabiszynem i być może zostanie to bagrowanie jeszcze pod koniec roku rozpoczęte, by je kontynuować w 2012 r. Odcinek Noteci od Pakości do Łabiszyna to jakieś 30 km. Andrzej Łyczywek szacuje, że pogłębienie będzie dotyczyło co najmniej 30.000 m3 do 60.000 m3 powierzchni rzeki. Tymczasem koszt bagrowania 1 m3 wynosi 5.000 zł. Zatem bagrowanie Noteci na odcinku Pakość - Barcin - Łabiszyn na pewno będzie kosztowało setki milionów złotych. Nie wiadomo, jakie i ile metali ciężkich zalega w mule Noteci. Im będzie ich więcej, tym koszty udrożniania będą większe, ponieważ metale ciężkie i różne związki chemiczne zagrażające środowisku trzeba odpowiednio składować bądź utylizować.
Z Barcina codziennie raportowano do Starostwa Powiatowego w Żninie, a za jego pośrednictwem do Wojewódzkiego Sztabu Kryzysowego w Bydgoszczy, o ilości zalanych i zagrożonych w gminie terenów. Ostatni taki raport wysłany został 11 lutego. Dopóki były one robione, to obserwowano wzrost zalanych obszarów. Widać to najpełniej w Pturku. Wody rzeki, jeziora oraz gruntowe wylały, sięgając aż do nasypu drogi wojewódzkiej nr 251 Kaliska - Inowrocław.
11 lutego na terenach wiejskich w gminie Barcin wskutek wylania rzeki pod wodą znajdowało się 38 ha użytków rolnych, zagrożone były 2 budynki. Wskutek zalania wodami roztopowymi pod wodą było 253 ha użytków rolnych i zagrożonych 6 gospodarstw domowych. Zalania na wsi dotyczą wszystkich miejscowości wzdłuż Noteci od Zalesia Barcińskiego do Pturka, ale także nieco tylko oddalonych od rzeki Mamlicza, Młodocina. Woda pojawia się nawet na polach wyżej położonych miejscowości, jak Kania. Dla porównania, 11 lutego w gminie Pakość było zalanych lub podtopionych 780 ha. Zagrożenia dotyczą też Barcina. Tam wskutek wylewów rzeki zalanych jest 5 ha gruntów. Zalany jest też 1 budynek na ul. Kościelnej. Mieszka tam Andrzej Fabiański. W domu wprawdzie nie ma wody, ale jest on samotną wyspą. Mateusz Fabiański od poniedziałku do szkoły dojeżdżał kawałek koparką. Tata woził go maszyną spod drzwi domu do chodnika.
Według raportu z 11 lutego w mieście było zagrożonych zalaniem 30 budynków. Zagrożenia stwarzały też wody roztopowe. Przede wszystkim na ul. Kościelnej strażacy zabezpieczali posesje, układając worki z piaskiem.
W piwnicach niektórych domów starego Barcina pojawia się woda. Zwłaszcza na ul. Kościelnej. Mieszkająca tam Pelagia Kujawa przez wcześniejsze tygodnie przyzwyczaiła się, że ma w piwnicy wodę na wysokość kilku cm. Pozwalało to jej rodzinie nadal korzystać z piwnicy, gdzie jest m.in. kotłownia. - Mamy piec miałowy. Jak się napali, to na jakieś 2 dni wystarcza. Dzisiaj rano byłam w piwnicy. Była w niej woda do kostek, jak przez ostatnie dni. Tymczasem weszłam teraz, po kilku godzinach i woda sięgnęła powyżej kaloszy. Wyłączyłam korki. Jak piec stoi w wodzie do wysokości paleniska, to nie napalimy. Jest mróz, a moja mama ponad 90-letnia leży w łóżku, potrzebuje ciepła - martwiła się Pelagia Kujawa w poniedziałek wczesnym popołudniem.
Zalanie piwnicy może być spowodowane tym, że kanalizacja sanitarna nie jest w stanie odbierać wody, a Pelagia Kujawa w swojej piwnicy jedno pomieszczenie ma zaadaptowane na pralnię i suszarnię bielizny. Jest tam wanna, a pod nią kratka ściekowa. Wezwała więc na miejsce ekipę Wodbaru. Okazało się, że woda wybija z kanalizacji sanitarnej przez wspomnianą kratkę w piwnicy. Zdaniem dyrektora Wodbaru Stefana Firszta, robienie tam kratki ściekowej w posadzce to lekkomyślność. Otóż końcówka ul. Kościelnej obsługiwana jest, jeśli chodzi o odprowadzanie ścieków, przy pomocy przepompowni umiejscowionej w pobliżu rzeki. Ścieki z okolicznych domów odprowadzane są najpierw do tej przepompowni. Jest ona wyposażona w 2 pompy, przy czym jedna jest pompą pomocniczą. - Normalnie działa tutaj 1 pompa z przerwami, a druga jest rezerwowa. Tak się dzieje, gdy poziom wód jest normalny. Teraz jednak działają obydwie pompy bez przerwy, ale i tak nie podołały odprowadzeniu ścieków, które przy ich pomocy muszą być tłoczone wyżej, w kierunku miasta. Pompowanie wymusza bowiem położenie tej części ul. Kościelnej. Tymczasem, gdy są te podtopienia, to podejrzewam, że mieszkańcy może wiadrami, może jakimiś pompami odprowadzają zalewającą ich wodę do kanalizacji miejskiej poprzez zlewy, czy toalety w domach. Przepompownia nie jest na to przygotowana, stąd doszło do wybicia wody przez kratkę w posadzce piwnicy tej pani - tłumaczy Stefan Firszt. Jak dodał dyrektor, kratka w piwnicy przy pomocy pracowników Wodbaru już została zaślepiona. Wodę z tej piwnicy, podobnie jak z innych na wezwanie właścicieli posesji, mogą wypompować strażacy. Jednak niektórzy mieszkańcy boją się wypompowywania, uważając, że może ono spowodować osłabienie fundamentów budynków.
Karol Gapiński
Pałuki nr 992 (7/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze