Nie tylko handlowcy z ul. Śniadeckich w Żninie są przybici faktem, że burmistrz zamknął na tej ulicy parking przed kościołem. Także państwo Domagałowie, starsze małżeństwo z ul. Kasprowicza w Żninie, płaczą po decyzji burmistrza. Przez wiele lat codziennie jeździli do kościoła na poranną mszę św. i parkowali samochód przed samą świątynią. Teraz musieli zaprzestać tych wyjazdów i pozostała im tylko modlitwa przed figurą Matki Bożej, którą mają w ogródku.
Państwo Barbara i Henryk Domagałowie są bardzo pobożnym małżeństwem. Pan Henryk przez 21 lat pełnił funkcję konserwatora w obiektach należących do parafii pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski na ul. Śniadeckich w Żninie. Był tzw. złotą rączką. Na zasłużoną emeryturę przeszedł dopiero po odejściu z funkcji proboszcza ks. Jana Janika.
W latach osiemdziesiątych pan Henryk za namową żony wybudował postument, na którym osadził figurę Matki Bożej. Figura została posadowiona w przydomowym ogródku na posesji państwa Domagałów przy ul. Kasprowicza w Żninie. Powstała w ten sposób jakby przydrożna kapliczka, tyle tylko, że na prywatnym terenie. Poświęcenia 1 maja 1983 r. dokonali ówcześni księża z parafii, do której należą państwo Domagałowie, czyli ksiądz Jan Janik oraz jego wikariusze: Zenon Lewandowski i Andrzej Szyndler.

Państwo Henryk i Barbara Domagałowie codziennie przez kilkadziesiąt lat jeździli "maluchem" na msze św. do kościoła mariackiego w Żninie. Po zamknięciu parkingu przed kościołem nie mogą już się dostać do świątyni. Pozostały im modlitwy przy figurce Matki Bożej na swojej posesji. fot. Karol Gapiński
Ta figurka oraz msza św. w TV Trwam, po decyzji burmistrza Żnina Leszka Jakubowskiego zamykającej parking na ul. Śniadeckich, są jedyną alternatywą dla codziennej modlitwy państwa Domagałów. Przez lata Henryk Domagała jeździł fiatem 126p na poranną mszę do kościoła na ul. Śniadeckich o 700. Po mszy miał w zwyczaju jeszcze pójść po bułki i wracali z żoną do domu. Pani Barbara 6 lat temu doznała pęknięcia tętniaka w czaszce. Zdarzenie miało miejsce podczas mszy św. w kościele. Kobieta cudem została uratowana, ale do dzisiaj w związku z tamtym wypadkiem ma problemy z poruszaniem się. Obecnie pan Henryk ma 85 lat, zaś jego żona skończyła 79.
8 października, gdy burmistrz zakazał wjazdu w ul. Śniadeckich, państwo Domagałowie byli zszokowani. Zaparkowali przy placu Działowym i pani Barbara podpierając się laską i na ramieniu męża z wielkim bólem dotarła do kościoła. To jednak była już ostatnia jej wizyta w kościele w dzień powszedni. Dodajmy, że w te dni wjazd na podwórze plebanii od ul. Lewandowskiego jest zamknięty, więc nie mogli skorzystać z uprzejmości księdza i zaparkować w podwórzu. Od tamtego dnia zaprzestali swych codziennych wyjazdów na poranne msze św.
- Pozostała nam tylko ta kapliczka w ogrodzie i msze św. w TV "Trwam". Zięć przygotuje pismo do burmistrza w sprawie ponownego otwarcia parkingu przed kościołem. Starszym ludziom jest trudno dojść nawet z placu Działowego, a na dodatek i tam nie zawsze jest miejsce do zostawienia samochodu. W zasadzie to częściej wszystkie miejsca parkingowe są zajęte niż choćby jedno wolne - powiedział Henryk Domagała. Zięć przyznał, że faktycznie takie pismo protestacyjne od siebie i od rodziców przygotuje i przekaże burmistrzowi. Według niego, nie jest normalnym zakaz wjazdu na ulicę, gdzie pod znakiem nie ma nawet informacji o tym, że nie dotyczy mieszkańców. To bowiem oznacza, że ksiądz od poniedziałku do piątku nie może, nie narażając się na mandat, wjeżdżać do swego domu. Alternatywny bowiem wjazd od ul. Lewandowskiego na plebanię, z uwagi na bezpieczeństwo młodzieży uczęszczającej do sąsiadującej z plebanią szkoły, jest zamknięty.
Karol Gapiński, 31 X 2012
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze