Firmy, które zaczynały działalność w tym czasie, co Pałuki
Pozostała miłość do bezkresnych morskich przestrzeni
Zaczynali w trudnych warunkach - w garażach, wynajętych ciasnych salach. Podczas gdy inni oglądali kolejne obrady sejmu i śledzili losy bohaterów pierwszych telenoweli i seriali (pamiętacie "W labiryncie"?) oni ryzykowali i ciężko pracowali. Dzięki ich decyzjom i samozaparciu powstało w Żninie wiele nowych miejsc pracy. Dziś, wspominając, mówią: - Mam taką naturę, że nie lubię stać w miejscu... Jednak nie można stękać, należy ciągle iść do przodu... Należy nieustannie myśleć o przyszłości... Czy dziesięć lat temu myśleli o tym, że ich garażowe firmy będą w przyszłości mogły spełniać wymogi Unii Europejskiej?
ZACZYNAŁ W GARAŻU
Wacław Górny (z prawej) i Kazimierz Sala wspólnie tworzyli Właściciel Przedsiębiorstwa Wielobranżowego Inter-Vax Wacław Górny zaczął prowadzić działalność gospodarczą 13 września 1990 roku na 27m2 w garażu przy Podmurnej - wspólnie z Kazimierzem Salą, który i dziś jest jednym z 15 pracowników firmy. Wacław Górny opowiada, iż wyczuł zapotrzebowanie na uruchomienie firmy zajmującej się sprzedażą sprzętu rolniczego. Swej decyzji - w podjęciu której pomogło mu szereg osób, m.in. ówczesny dyrektor Banku Spółdzielczego w Gąsawie Ryszard Królikowski - nie żałuje.
A gdyby nie prowadził własnej firmy? Zapewne wtedy nadal pracowałby w Zakładzie Handlu. - Moim młodzieńczym marzeniem było zostanie pilotem, jednak nie było mi dane go spełnić - z nutką żalu wspomina nasz rozmówca.
O zyskach nie chce rozmawiać. Jego zdaniem, ludziom żyje się coraz trudniej, więc i firmie nie jest lekko. Za najtrafniej podjęte decyzje uważa zakup działki na Dworcowej - gdzie od 1993 roku mieści się siedziba firmy - a także sukcesywne - mimo trudnych czasów - rozszerzanie asortymentu. - 2 lata temu wprowadziłem do firmy nawozy sztuczne, a rok temu pasze - podsumowuje Wacław Górny.
O chybionych decyzjach woli nie pamiętać. - Nie ma co żałować, należy nieustannie myśleć o przyszłości - podkreśla Wacław Górny. Myśli o kolejnym rozszerzeniu asortymentu, lecz nie chcąc być wyprzedzonym przez konkurencję, woli nie zdradzać szczegółów. Pragnie też rozwinąć otwarty w zeszłym roku punkt w Rogowie.
Z MARYNARZA - HANDLOWIEC
Właściciel Hurtowni Materiałów Budowlanych Majster Krzysztof Bachora, po ukończeniu szkoły morskiej pływał jako mechanik okrętowy na statkach Polskich Linii Oceanicznych. Jak opowiada, handlowcem został przez zupełny przypadek, lecz decyzji tej nie żałuje.
Oficjalną działalność gospodarczą rozpoczął 7 listopada 1990 roku od małego sklepiku przy ulicy Kościuszki. Zatrudniał wtedy jednego pracownika. Jednak interes kręcił się na tyle dobrze, że pan Krzysztof mógł planować rozwój firmy. I udało się. Od ponad 4 lat jego hurtownia funkcjonuje w przestronnym pomieszczeniu, niegdyś należącym do Spomaszu, przy ulicy Szpitalnej. Zatrudnia już 14 osób, ma ponadto oddziały swej firmy w Toruniu (od 1997 roku) i od zeszłego roku w Inowrocławiu. Ubiegłoroczne obroty Majstra przekroczyły 4.000.000 złotych.
Krzysztof Bachora za kluczową dla rozwoju firmy decyzję uważa przejście z detalu na hurt. - Mam taką naturę, że nie lubię stać w miejscu. Są oczywiście decyzje których żałuję, jednak nie można stękać, należy ciągle iść do przodu - uważa nasz rozmówca. Nie wykluczone, że jego najbliższym krokiem do przodu będzie otwarcie kolejnego oddziału firmy, tym razem w Gnieźnie. A kim by był, gdyby nie robił tego, co robi obecnie? Pewnie nadal marynarzem, bo mimo wszystko miłość do bezkresnych morskich przestrzeni w panu Krzysztofie pozostała.
100 RAZY WIĘCEJ PIZZY DZIENNIE
Jantex produkuje nawet do 20.000 sztuk pizzy dziennie (25 rodzajów pizzy; niewielką część produkcji stanowią zapiekanki). Dziś w zakładzie przy Składowej jest 65 etatów, jednak na początku w firmie pracował tylko obecny właściciel Jan Jarmuż, a także jego rodzice i żona.
Jan Jarmuż pracował niegdyś jako szef Społem PSS. Prowadził też bar gastronomiczny przy biskupińskim muzeum, który był jego pierwszym prywatnym biznesem.
13 listopada 1991 roku produkcję pizzy (wówczas około 200 sztuk na dzień) rozpoczynali w wydzierżawionej kuchni w Szkole Podstawowej nr 6 - obecnie Publiczne Gimnazjum nr 2. Jana Jarmuża do zajęcia się właśnie tego rodzaju działalnością skłoniły 3 sprawy: jest z wykształcenia technologiem żywności, widział lukę na rynku w tej dziedzinie, a ponadto nie bez znaczenia były sprawy podatkowe - dzięki działaniom Leszka Balcerowicza w ogóle wtedy nie płacił podatku dochodowego.
Nie brał na rozwój zakładu kredytu i z perspektywy czasu trochę tego żałuje. - Szybciej wykonałbym pewne ruchy, które i tak uczyniłem - ale później, dziś mógłbym być już dalej - uważa. O finansach firmy woli nie mówić twierdząc, że na Zachodzie jest to nawet pożądane, jednak u nas może tylko przynieść szkodę zakładowi.
Zdecydowana większość wyrobów Jantexu trafia do wielkich sieci sklepów tj. Tesco czy Biedronka. We współpracy z marketami pan Jan dostrzega coraz większe zagrożenia dla siebie i firm po-dobnych do prowadzonej przez niego. - Panuje tam bardzo agresywna polityka pod kątem obecności w sieci, co uwidacznia się choćby poprzez stały wzrost różnych opłat, które należy uiszczać - chcąc się tam utrzymać. Kolejną sprawą jest ciągle wzrastająca konkurencja firm zachodnich - mówi Jan Jarmuż.
3 lata temu kupił od gminy teren (3 działki o łącznej powierzchni 1 hektara) i zbudował chłodnię, która służy także jako magazyn składników wyrabianych w Jantexie produktów. Dziś produkuje ich ponad 1.000 ton rocznie, a udział Jantexu na rynku produkcji mrożonek sięga 7-8%.
W przyszłości, jeżeli wszystko potoczy się zgodnie z zamysłami właściciela, stanie nowy, większy zakład produkcyjny, gdzie będzie produkować się jeszcze więcej pizzy, spełniającej oczywiście wymogi Unii Europejskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze