Longin Górecki przekonuje, że przywiezione przez Marcina Kruszelnickiego do PSZOK-u kartony nie są odpadami domowymi. „Kto by tyle rajstop do domu kupował?” - zastanawia się Longin Górecki.
fot. Karol Gapiński
Żnin, pracownik, PSZOK, Marcin Kruszelnicki, odpady
Pracownik PSZOK-u w szoku
W sobotę w PSZOK-u w Żninie doszło do spięcia między jednym z mieszkańców a panem pracującym w tym punkcie. Skończyło się na krzykach, groźbach i piśmie do burmistrza Żnina.
Korzystając z wolnej soboty Marcin Kruszelnicki, jeden z mieszkańców Żnina, postanowił odstawić do miejscowego punktu zbiórki odpadów selektywnych PSZOK na ul. Mickiewicza śmieci, które - jak zapewnia - powstały w jego prywatnym domu po remoncie oraz na posesji po sprzątaniu opadłych liści kasztanowców.Tego dnia w puncie PSZOK Marcin Kruszelnicki pojawiał się swoim pick-upem trzykrotnie. Obsługujący PSZOK Longin Górecki z każdą kolejną wizytą tracił powoli cierpliwość, a przy okazji trzeciej z nich doszło do sytuacji, w której Marcin Kruszelnicki poczuł się obrażony, zlekceważony i straszony policją. Dlatego w poniedziałek pojawił się w sekretariacie burmistrza Żnina Leszka Jakubowskiego, gdzie zostawił pismo w tej sprawie. Wyjaśnijmy, że Zakład Oczyszczania Miasta Świdnica, który obsługuje PSZOK, czyni to na zlecenie gminy Żnin, więc mieszkaniec, który poczuł się spostponowany w punkcie na ul. Mickiewicza, zwrócił się o interwencję do włodarza gminy.
Marcin Kruszelnicki próbował w telefonicznej rozmowie z kierownikiem oddziału ZOM w Żninie Władysławem Warchulskim wyjaśnić problemy, które miał w PSZOK-u
fot. Karol Gapiński
W piśmie skierowanym przez Marcina Kruszelnickiego do burmistrza czytamy: (...) Jako mieszkaniec, a zarazem płatnik za segregowane śmieci z mojej posesji, zgodnie z wytycznymi urzędu, w dniu 5 października 2013 r. odstawiłem śmieci po remoncie i sprzątaniu pokoju dziecięcego z mojego domu na ul. Kasztanowej do wyznaczonego punktu na ul. Mickiewicza. Odmówiono mi przyjęcia śmieci, argumentując, że nie ma miejsca i nie są to moje śmieci. Proszę Pana Burmistrza o zapewnienie odbioru mi jako mieszkańcowi i płatnikowi za śmieci segregowane, odstawienia śmieci po remoncie mojego domu do PSZOK, zgodnie z umową, jaką zawierano ze mną i za którą pobierane są opłaty (...)
W dalszej części pisma mieszkaniec ul. Kasztanowej sugeruje burmistrzowi, że gmina powinna częściowo zwracać mieszkańcom wniesione przez nich opłaty, gdy wykonawca nie realizuje należycie zadania. Sugeruje również, że jeśli firma wyłoniona w przetargu do wykonania zadania śmieciowego nie wypełnia założonych postulatów, a pobiera wynagrodzenie od Urzędu, a faktycznie od mieszkańców, to trzeba rozwiązać z firmą umowę i wyłonić nowego usługodawcę. Marcin Kruszelnicki wysłał też burmistrzowi w załączeniu dowód w postaci nagranego przez siebie filmu oraz zdjęcia kontenera, w którym jest jeszcze miejsce na odpady, choć pracownik PSZOK-u odmawiał przyjęcia śmieci ze względu na wypełnienie kontenera. Według relacji Marcina Kruszelnickiego, pracownik PSZOK-u zachowywał się wobec niego niegrzecznie i groził, że powiadomi o wszystkim policję. Marcin Kruszelnicki napisał do burmistrza, że powinny być określone minimalne wymogi wobec osoby zatrudnianej do obsługi PSZOK-u, żeby usługa mogła być realizowana w dobrej atmosferze.
W żnińskim PSZOK-u pracuje zatrudniony przez ZOM Świdnica Longin Górecki. Po sobotniej wizycie w tym punkcie Marcina Kruszelnickiego był on w szoku.
- Ten pan jest właścicielem firmy sprzątającej odpady i przywozi śmieci do nas regularnie w dużej ilości. Robi to on albo ktoś z jego rodziny tym samym samochodem. To jest pick-up. W ostatnim czasie jego samochodem przywożone były do nas odpady 26 i 3 września oraz trzykrotnie w sobotę 5 października. Ja mam powody, aby przypuszczać, że nie są to w nadwyżce odpady wyprodukowane w domu, tylko zwożone tutaj nie wiem skąd. Inni mieszkańcy takich ilości nie zwożą, a ten pan nie dość, że nas zasypuje, to jeszcze częściowo odpadami niepodlegającymi sortowaniu. I zachowuje się przy tym roszczeniowo. To on wszystkiego żąda i ma być wykonane, jak ja bym był jakimś zwykłym śmieciarzem. Nie obrażę się nawet za słowo śmieciarz, ale żądam szacunku i trochę kultury osobistej. Ten pan mógłby być moim synem - mówi Longin Górecki.
Brak kultury osobistej Marcin Kruszelnicki zarzuca z kolei pracownikowi PSZOK-u. W piśmie do burmistrza ujął to tak: (...) Urząd powinien w specyfikacji przetargu zapewnić sobie i nam, mieszkańcom, minimalne wymogi, jakie stawia firmie do zatrudniania osoby do obsługi mieszkańców na punkcie PSZOK, bo takie zachowanie w mojej ocenie osoby niezrównoważonej psychicznie i o niskiej kulturze osobistej nie powinno mieć miejsca w stosunku do mojej osoby, jak i do innych mieszkańców. (...)
- Jestem zrównoważony i nie zachowuję się niegrzecznie. Mam podstawy sądzić, że kartony w takich ilościach i od opakowań hurtowych nie są odpadami domowymi - tłumaczy Longin Górecki.
Marcin Kruszelnicki odpowiada, że może teraz specjalnie w PSZOK-u podrzucone zostały tego typu śmieci, aby twierdzić, że to on je przywiózł. - Moje śmieci były po remoncie i porządkowaniu domu na ul. Kasztanowej. Śmieci ze sprzątania marketów, które realizuje nasza firma, trafiają na podstawie umów zawieranych w tych miejscowościach, gdzie znajdują się te sklepy. Przecież nie zwożę odpadów z marketów z innych miast do punktu w Żninie. To absurd. Ten pan w sobotę nie chciał przyjąć starych zabawek. Mówił, że nie ma miejsca w kontenerze, a było. Groził policją. Odpadów zielonych mam tyle, bo na ulicy rosną kasztany i spadają do mnie na podwórko liście - mówi Marcin Kruszelnicki.
- Ale wśród tych liści były i takie od topoli. Ja nie chcę mówić, że nie przyjmę, ale niech ten pan nie przesadza - odpowiada Longin Górecki.
Materiały w tej sprawie trafiły do Małgorzaty Drzewieckiej, inspektora do spraw ochrony środowiska w Urzędzie Miejskim w Żninie. - Dyskusja między panami to jest słowo przeciwko słowu, który był kulturalny, a który nie. Pan Kruszelnicki ma umowę jako osoba fizyczna. Żadna jego firma nie ma umowy z naszym Urzędem na odprowadzanie i zagospodarowanie odpadów. A PSZOK jest przewidziany do zbierania podlegających sortowaniu odpadów produkowanych w gospodarstwach domowych. Jeśli firma produkuje odpady komunalne, to musi ona posiadać karty ewidencji odpadów i karty przekazywania odpadów. PSZOK zaś nie jest dla potrzeb firm, a dla mieszkańców. Ten punkt służy w takich przypadkach, gdy ktoś prywatnie sam sobie robi jakiś remont w mieszkaniu. Natomiast, jeśli remont wykonuje u kogoś ktoś na zlecenie, to on ma firmę i wtedy nie jest traktowany jako mieszkaniec oddający nadmiar odpadów do PSZOK-u. Ta sprawa będzie jeszcze wyjaśniana i może skutkować tym, że zostanie wydana decyzja administracyjna zmieniająca umowę pana Kruszelnickiego, skoro on - co wynika z ewidencji - oddaje do PSZOK-u znacznie więcej odpadów niż przeciętny mieszkaniec Żnina. Na pewno nie jest tak, jak uważa pan Longin Górecki, że my jako Urząd, czy też ja osobiście, biorę czyjąkolwiek stronę w tym sporze - zapewnia Małgorzata Drzewiecka. Urzędniczka dodaje jeszcze, że w gminie Żnin wszystkie stare zabawki, także plastikowe lalki, a nie tylko pluszaki, są traktowane jako odpady zmieszane i nie powinny trafiać do PSZOK-u, tylko do kontenera na odpady zmieszane przy domu.
Dlatego Longin Górecki miał rację nie zgadzając się na przyjęcie tych zabawek. Mimo to, Marcin Kruszelnicki w sobotę je tam zostawił, więc ZOM musiał je następnie odwieźć na wysypisko w Wawrzynkach. Małgorzata Drzewiecka tłumaczy też, że zabawki są wyprodukowane z różnych materiałów, więc nie mogą podlegać sortowaniu u źródła.
- Zabawki na pace były w 10% odpadów, czyli 3 duże zabawki i hulajnoga, a reszta to były odpady po remoncie, typu styropian i gruz w workach. Zatem powinno się to odbyć na zasadzie przyjęcia odpadów i załóżmy poinformowania mnie, że te 4 zabawki nie zostaną przyjęte i by nie było problemu. A odmówiono mi odstawienia wszystkich odpadów, które były na samochodzie. Straszenie mnie, że będzie wszczęte postępowanie administracyjne, chyba nikogo nie dziwi, bo przecież wszyscy wiedzą, jak działa Urząd. Straszenie to żadna tam nowość. Moje deklaracje prywatne i firmowe są zgodne z prawem i nikt mnie nie zmusi do zmiany deklaracji. Jeżeli mówimy tu o ewidencji, to poproszę ją ujawnić, bo ja nie widziałem na punkcie zbiórki odpadów żadnej ewidencji i nic nie podpisywałem, a jak pan z PSZOK-u twierdzi, że ktoś z mojej rodziny był moim autem, no to przepraszam, ja nie byłem a auto jest robocze i dostępne dla wszystkich bliskich jak są w potrzebie - ripostuje Marcin Kruszelnicki.
Marcin Kruszelnicki w rozmowie telefonicznej pytał kierownika oddziału ZOM w Żninie Władysława Warchulskiego, czy może odstawić do PSZOK-u stary tapczan. Po potwierdzeniu uczynił tak we wtorek kilkanaście minut przed 10:00. Szkopuł w tym, że PSZOK otwarty jest od 10:00, więc tapczan pozostał przed PSZOK-iem.
- Co to ma być za postępowanie? To teraz formalnie są śmieci miasta i to zostawione na ulicy. Ja tu sam pracuję i tapczanu nie wciągnę na teren punktu zbiórki. Czy według tego, jak postępuje ten pan, to gdy jest ubikacja zamknięta, to człowiek ma na drzwi nasikać? Chyba nie - skarżył się Longin Górecki.
- Ten pan tylko szuka sensacji, bo ja telefonicznie poinformowałem biuro ZOM-u jeszcze rano, że teraz potrzebuje samochód i zostawię tapczan przed punktem, a po południu wrócę i odstawię tam gdzie trzeba - mówi Marcin Kruszelnicki.
We wtorkowe popołudnie Marcin Kruszelnicki zabrał tapczan sprzed wjazdu do PSZOK-u i przetransportował go we wskazane miejsce.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1130 (41/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze