Szubin, praca, M-GOPS, opieka
Pracownik socjalny na linii frontu
Pracownicy socjalni w terenie muszą sobie radzić w różnych trudnych sytuacjach i z różnymi osobami. Stykają się czasem z ludźmi agresywnymi, pod wpływem alkoholu, roszczeniowymi. Radzą sobie z sytuacjami i ludźmi, bo podchodzą do nich profesjonalnie. Dyrektor szubińskiej pomocy społecznej zwraca jednak uwagę na to, że są to jakby nie patrzeć, sytuacje niebezpieczne i zawsze może skończyć się tak, jak w Makowie.
Dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie Renata Michalak mówi, że tragedia, do jakiej doszło w Makowie, może równie łatwo zdarzyć się w każdej innej miejscowości. Również w Szubinie. W Makowie klient tamtejszego Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej podpalił siedzibę, bo najprawdopodobniej nie otrzymał świadczenia. W wyniku pożaru pracownica GOPS zmarła. Dyrektor szubińskiego M-GOPS powiedziała, że jego pracownicy solidaryzowali się z Makowem, ale ta tragedia pokazuje, z jakimi trudnymi sytuacjami mają do czynienie pracownicy socjalni.
Pracowników Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie podzielić można na dwie grupy. Na tych, którzy mają kontakt z podopiecznymi w ich domach i mieszkaniach, i tych, którzy mają kontakt z klientami w siedzie M-GOPS. Do pierwszej grupy należą pracownicy socjalni, opiekunki i asystentki rodzin, do drugiej pracownicy administracji.
- Pracownik socjalny w terenie zdany jest niejednokrotnie sam na siebie. Oczywiście nie zawsze tak jest, bo w trudnych sytuacjach wychodzi dwójka pracowników lub policjant. Jednak są takie sytuacje, gdzie górę biorą emocje naszych podopiecznych i klientów i trzeba sobie jakoś radzić - mówi Renata Michalak.
Obok pijanych klientów, awanturników, osób bardzo roszczeniowych, pracownicy M-GOPS są narażeni na groźne psy i kręte schody.
- Są to różnego rodzaju sytuacje. Na przykład takie, w których nasza pracowniczka, ważąca 50 kg, sama zajmuje się osobą z nadwagą. Trzeba się kompleksowo zająć taką osobą, łącznie ze zmianą pieluchy, ubraniem, myciem. Są też sytuacje, gdzie w grę wchodzi podeszły wiek podopiecznej i objawy demencji starczej. Opiekunki muszą sobie radzić z sytuacją, gdy przez osobę starszą są posądzane nawet o kradzież - wyjaśnia Renata Michalak.
Szefowa szubińskiego ośrodka pomocy społecznej przytoczyła różne niebezpieczne przypadki tzw. trudnych klientów. Raz przyszedł po świadczenie mężczyzna z nożem w dowodzie osobistym. Innym razem do siedziby M-GOPS wzywana była policja do pijanego awanturnika. Kiedy indziej przed siedzibą ośrodka siedział mężczyzna i groził, że potnie się żyletką. Zdarzają się klienci trzaskający drzwiami, bo decyzja o przyznaniu zasiłku była odmowna.
- W rozmowach telefonicznych nasi pracownicy są obrażani, poddawani presji, klienci kilka razy w ciągu dnia pytają, czy otrzymają zasiłek, straszą nas prasą, policją i tym, że pójdą na skargę do burmistrza. Nieraz słyszymy w słuchawce: "Co wy k.. tam robicie". Ludzie dzwonią, pytają, chcą przyspieszyć procedurę wydawania decyzji, wypłaty zasiłków, a tak się nie da, bo obowiązują nas przepisy regulowane ustawą sejmową i terminów przyspieszyć nie można - dodaje Renata Michalak.
W kontaktach z agresywnymi osobami najważniejszy jest spokój, bo agresja rodzi agresję. - Powiem wprost. Była taka sytuacja, że w domu jednej z rodzin pijany facet powiedział do naszej pracowniczki: "Wypierdalaj kobieto". I nasza pracowniczka wyszła, bo nie było sensu drażnić osoby agresywnej, będącej pod wpływem alkoholu - wyjaśnia dyrektor M-GOPS.
W trudnych sytuacjach, dzięki odpowiedniemu podejściu pracowników, daje się uniknąć sytuacji bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia. Renata Michalak podkreśla, że Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej pomaga tym, którzy chcą współpracować. Jeśli takiej współpracy nie ma, to pomocy również.
Remigiusz Konieczka, 31 XII 2014
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze