Podejrzenia ukierunkowane były na przeterminowaną szczepionkę przeciw rotawirusom - podano ją chłopcu w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Gąsawie. Przyczyną śmierci może być jednak najprawdopodobniej pałeczka ropy błękitnej, która doprowadziła do sepsy, a w konsekwencji niewyobrażalnej tragedii - zgonu sześciomiesięcznego dziecka. Śledztwo w tej nieoczywistej sprawie prowadzi prokuratura.
Sześciomiesięczny Gabryś był w pełni zdrowym i wesołym dzieckiem. 22 września - zgodnie z kalendarzem szczepień - w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Gąsawie wstrzyknięto mu w udo skojarzony preparat przeciw błonicy, tężcowi, krztuścowi, wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, polio, haemophilus typ B, a także podano doustną szczepionkę przeciw rotawirusom. Druga z wymienionych była przeterminowana.
Obowiązkową kwalifikację przed szczepieniem, która obejmuje wywiad lekarski i badanie fizykalne przeprowadziła pediatra Beata Szczęsna (dyrektorka ośrodka). Podaniem obu preparatów zajęła się natomiast jedna z pracujących tego dnia pielęgniarek.
- 1 października Gabryś był jeszcze zupełnie zdrowy. Mamy filmik, na którym widać jak siostra się z nim bawi, a maluszek się śmieje. Wszystko zaczęło się następnego dnia, najpierw od problemów z brzuszkiem. Siostra pojechała z nim do przychodni w Gąsawie, gdzie zrobiono USG i zalecono podawanie leków tylko i wyłącznie na problemy brzuszkowe - opowiedziała nam ciocia chłopca, Natalia Wasik.

Na zdjęciu widoczna jest jedna z dwóch plam, które pojawiły się na kończynie dziecka. Tej, w którą wstrzyknięto szczepionkę. fot. z arch. rodziny
4 października podczas wieczornej kąpieli mama niemowlęcia dostrzegła dwie czerwone plamy i opuchliznę na jego udzie, które wzbudziły niepokój. - Wystąpiły na nóżce, w którą podano szczepionkę. Następnie pojawiła się też gorączka - 38 stopni. Siostra pojechała do szpitala w Żninie, a było to w niedzielę rano - opisuje pani Natalia.
Z jej relacji wynika, że dziecko zostało przyjęte na oddział. Podano mu leki, jednak kiedy po kilku godzinach nie stwierdzono poprawy, lekarz prowadzący zdecydował o przekierowaniu niemowlęcia do bardziej wyspecjalizowanej placówki medycznej w Bydgoszczy.
Początkowo chłopczyk trafił na chirurgię. - Synek siostry miał tam już wstręt do światła, był bardzo apatyczny. W wyniku wielu badań wykluczono u niego m.in. zapalenie opon mózgowych. Kiedy przyszedł do niego lekarz z OIOM-u, wystarczyło mu tylko jedno spojrzenie. Od razu wiedział, że on jest septyczny i natychmiast zabrali go właśnie na OIOM - kontynuowała ciocia Gabrysia.
Dziecko zostało zaintubowane i wprowadzone w stan śpiączki farmakologicznej. - W badaniach przesiewowych, które zostały wykonane jeszcze w szpitalu w Żninie, a na których wyniki czeka się trzy dni, wyszła bakteria pseudomonas, czyli pałeczka ropy błękitnej. Ona musi zostać wprowadzona do obiegu krwi, żeby faktycznie zaczęła atakować organizm. Nie mogła wziąć się znikąd. O tym też powinno się powiedzieć głośno. Nie można winić tylko szczepionki, bo mogło być też tak, że podczas samego szczepienia, poprzez ranę bakteria dostała się do organizmu - podkreśla Natalia Wasik.

Na zdjęciu widoczna jest druga z dwóch plam, które pojawiły się na kończynie dziecka, fot. z arch. rodziny
Chłopiec został wybudzony. W poniedziałek jego stan był jeszcze stabilny, natomiast we wtorek 7 października określono go jako krytyczny. - Lekarze mówili nam, że mamy modlić się o cud. Dali do zrozumienia, że nie wiadomo czy z tego wyjdzie. Wieczorem sam ordynator powiedział, że już nie ma ratunku, że wykorzystali już wszystkie możliwości. Wszystkie jakie tylko były. Przetaczali mu krew, podawali mu osocze, zrobili wszystko. Żadne leki nie zadziałały na tą bakterię. Był tak zainfekowany, że nie było już żadnego miejsca, gdzie nie zaatakowała - usłyszeliśmy. 9 października Gabryś odszedł.
PROKURATURA I SANEPID
O śmierci chłopca szpital poinformował sanepid. - Po otrzymaniu zgłoszenia podejrzenia niepożądanego odczynu poszczepiennego w dniu 09.10.2025 r., pracownicy Sekcji Nadzoru Przeciwepidemicznego Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Żninie, w ciągu godziny od zgłoszenia podjęli czynności kontrolne w podmiocie leczniczym, podczas których stwierdzili niezgodność daty podania z datą ważności jednego z podanych preparatów - przekazał gazecie rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy Łukasz Betański.
Kolejno podjęto czynności zabezpieczające dokumentację i próbki szczepionek, a także powiadomiono prokuraturę.
Łukasz Betański zapewnił, że szczepionki zostały wydane z magazynu PSSE w Żninie w okresie ważności. - Po wydaniu za przechowywanie i kontrolę dat ważności szczepionek odpowiada świadczeniodawca i jego pracownicy. Zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i przepisami, osoba podająca lek dokonuje sprawdzenia daty ważności podawanego preparatu. W sprawie okoliczności podania szczepionek w tym POZ toczy się obecnie postępowanie prokuratorskie - doprecyzował rzecznik.
Dodajmy, że nie otrzymaliśmy odpowiedzi na pytanie czy przeterminowana szczepionka została podana wyłącznie jednemu dziecku.
- Śledztwo trwa, przeprowadzona zostanie sekcja zwłok dziecka, będziemy ustalać przyczyny zgonu, prawidłowość podania szczepionki i jej ważność. Dla dobra postępowania nie powiem nic więcej - zaznaczył w rozmowie z gazetą szef żnińskiej prokuratury prok. Dariusz Mańkowski.
- Zbieżność czasowa nie musi oznaczać związku przyczynowo- skutkowego - usłyszeliśmy od lekarza, który chciał pozostać anonimowy. - To, że dziecko zmarło PO podaniu szczepionki, nie oznacza, że zmarło W WYNIKU podania szczepionki. Przeterminowanie szczepionki nie ma tu też nic do rzeczy, bo są one zdatne do użycia jeszcze długo po terminie ważności - jest to zazwyczaj termin wynikający z przyczyn marketingowych. Oczywiście nikt nie powinien po terminie podawać takiej szczepionki.
Justyna Kulpińska
Pałuki 42/2025 [1757]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze