Komentarz w sprawie procesu Andrzeja Marka
Przeciw sankcji karnej
Niebawem odżyje zapewne społeczny dyskurs na temat karania dziennikarzy za wypowiedź. Na 16 stycznia 2006 r. Sąd Rejonowy w Szczecinie wyznaczył Andrzejowi Markowi - dziennikarzowi i wydawcy lokalnej gazety Wieści Polickie termin stawienia się w areszcie śledczym celem wykonania kary trzech miesięcy pozbawienia wolności orzeczonej na podstawie art. 212 par. 2 k.k.
Zgodność tego przepisu z Konstytucją RP jest w odniesieniu do wypowiedzi w mediach kwestionowana przed Trybunałem Konstytucyjnym (por. S. Podemski, Pojedynek na cepy Rzeczypospolita z 22.07.2005 r.), choć zdania na ten temat są podzielone. W mojej ocenie sankcji karnej za wypowiedź dziennikarska nie da się pogodzić z art. 14 Konstytucji (Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu) oraz art. 31 ust. 3 Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
W rzeczy samej ściganie w drodze karnej dziennikarzy i (w pewnych wypadkach) polityków głoszących swoje poglądy w mediach wydaje się środkiem dość przestarzałym, a przede wszystkim nieadekwatnym do zagrożonych wartości, zwłaszcza gdy wypowiedź dotyczy spraw publicznych, a krytyka kierowana jest pod adresem innego polityka lub dziennikarza.
Widać to obrazowo na przykładzie sprawy Andrzeja Marka. Czyn skazanego polegał na zamieszczeniu w lokalnym tygodniku Wieści Polickie krytycznych wypowiedzi wobec P. M., Naczelnika Wydziału Promocji i Informacji Urzędu Gminy w Policach, wyrażających się w zestawieniu czytelnej fotografii biletu wizytowego P. M. z wyraźnie widocznym jego imieniem i nazwiskiem z tytułem: Promocja kombinatorstwa oraz w stwierdzeniach, że (...) tylko jakiś szantaż, niezrozumiałe partyjne szachy mogły wynieść M. na funkcję naczelnika i, że P. M. pozwala sobie na zniechęcanie klientów do współpracy z innymi nośnikami reklamy czyniąc sobie niedozwolony użytek z pełnionej funkcji publicznej. Na skutek wniesionego przez P. M., jako oskarżyciela prywatnego aktu oskarżenia, sądy orzekające we wszystkich instancjach uznały Andrzeja Marka winnym czynu z art. 212 par. 2 k.k. i wymierzyły mu karę 3 miesięcy pozbawienia wolności. To rozstrzygnięcie spotkało się z żywiołowym sprzeciwem środowiska dziennikarskiego, czego wyrazem było spektakularne zamykanie się znanych postaci w symbolicznej klatce przed Sejmem.
Mam nadzieję, że tamta niekoniunkturalna manifestacja pokazała również to, że media nie są już, jak w nieboszczce PRL, ustami władzy, że wypowiedź dziennikarza jest relacją jego własnego poglądu, nie zaś komunikatem rządzących. Obawiam się, że tak jak wielu ludzi w Polsce tęskni za starym, jedynie słusznym systemem, tak też wielu czytelników chciałoby ciągle widzieć w prasie, zwłaszcza codziennej, gwarancję informacji z jedynego i słusznego źródła. W konsekwencji takich oczekiwań wielu Polaków skłonnych jest prawdopodobnie akceptować stosowanie sankcji karnej za wypowiedź niesłuszną.
Jednak według współczesnych europejskich standardów prawa karanie za wypowiedź w mediach jest uznawane w zasadzie za naruszanie podstawowych praw i wolności obywatelskich. Orzecznictwo Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka jest jednoznaczne i zdecydowanie broni prawa dziennikarzy do swobody wypowiedzi, zwłaszcza w sprawach publicznych.
Swoboda wypowiedzi stanowi jeden z fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz jeden z warunków jego rozwoju i samorealizacji jednostki (Handyside v. Wielka Brytania, 17.12.1976, A.25, par. 49). Zasady dotyczące swobody wypowiedzi są szczególnie ważne w odniesieniu do prasy (The Observer i Guardian v. Wielka Brytania, 26.11.1991, A.216, par. 59-60). Granice swobody wypowiedzi są znacznie szersze, gdy wypowiedź dotyczy sfery życia publicznego (Lingens v. Austria, 8.07.1986, A. 103, par. 42). Swoboda dziennikarska obejmuje również możliwość odwołania się do zastosowania pewnej przesady lub nawet prowokacji (Jersild v. Dania, 23.09.1994, A.298, par. 31). Władza publiczna jest pod stałą kontrolą obywateli i każdy powinien mieć możliwość zwrócenia publicznie uwagi - w dobrej wierze - na jej działanie niezgodne z prawem (Vides Aizsardz bas Klubs przeciwko Łotwie, orzeczenie z 27 maja 2004 r., Izba I, skarga nr 57829/00). Z bogatego orzecznictwa Trybunału wynika ogólny wniosek, iż karę wiezienia za wypowiedzi w zgodzie z art. 10 Konwencji orzekać można absolutnie wyjątkowo i w przypadku naruszenia innych praw podstawowych, np.: siania nienawiści czy podżegania do przestępstwa lub przemocy.
Na tle tego orzecznictwa w sprawie Andrzeja Marka rysuje się zdecydowanie przesadna ingerencja Państwa. Zastosowanie przymusu Państwa w procesie karnym do osądzenia wypowiedzi dziennikarskiej zamieszczonej w lokalnej prasie pod adresem urzędnika kierującego innym lokalnym tytułem, nie jest środkiem ani koniecznym, ani subsydiarnym, ani proporcjonalnym. O ile można ostatecznie rozważać zastosowanie prawa karnego wobec wydawcy rażąco i w sposób zawiniony naruszającego dobre imię przeciętnego obywatela, nie dysponującego praktycznie innymi skutecznymi możliwościami obrony, to nie ma żadnej rzeczowej potrzeby, aby w drodze postępowania karnego chronić prawa jednego wydawcy wobec drugiego wydawcy. Wydawca takiej szczególnej ochrony nie wymaga, gdyż może w każdym czasie przy pomocy środka przekazu, jakim dysponuje, zaprzeczyć godzącej w niego wypowiedzi tak, jak uzna za stosowne. W ostateczności wydawca dysponuje całym szeregiem innych środków przewidzianych prawem, takich jak pozew cywilny, sprostowanie czy odpowiedź, którymi może bronić swoich praw, z pewnością nie gorzej niż w procesie karnym.
Zwolennicy wsadzenia Marka do więzienia twierdzą, że bezpośrednią przyczyną zarządzenia przez sąd wykonania orzeczonej kary 3 miesięcy pozbawienia wolności nie była sama wypowiedź, lecz niewykonanie orzeczenia sądu - nieprzeproszenie oskarżyciela prywatnego. Nie zmienia to zasadniczo oceny sprawy, bo przecież skazanie nastąpiło właśnie za wypowiedź. Samo zaś nakazywanie przez sąd wygłaszania oświadczenia określonej treści musi budzić dodatkowe wątpliwości.
Przede wszystkim sąd nakazał Markowi przeprosić za czyn, do którego od początku i konsekwentnie się nie przyznawał. Sam obowiązek przeproszenia pokrzywdzonego narusza prawo do obrony, które polega na prawie do utrzymywania, że jest się niewinnym, nawet po uprawomocnieniu się wyroku. Akt nakazanej przez sąd ekspiacji osłabia to prawo. (cyt. za J. Skupiński w pracy: Warunkowe skazanie, str. 286-287).
Sam akt przeprosin może być zachowaniem sztucznym, by nie powiedzieć komediowym; nie można zaś tak konstruować środka karnego, aby istniało niebezpieczeństwo, że przerodzi się on w odegranie komedii. Wówczas lepiej takiego środka karnego w ogóle nie ustanawiać. Aprioryczne zakładanie zaś, że wykonanie takiego obowiązku ma charakter "weryfikujący", czyli pozwala ocenić, czy przyjęta przez sąd prognoza kryminologiczna okazała się trafna, jest dość poważnym nieporozumieniem (za komentarzem do Kodeksu Karnego pod red. G. Rejman, Wyd. CH Beck, Warszawa 1999, s. 1131).
Andrzej Marek, między innymi, tak właśnie pojmował wykonanie tego nałożonego przez sąd zobowiązania. Czując się niewinnym, nie chciał przepraszać pokrzywdzonego, widząc w tej czynności fałsz i nieprawdę.
We współczesnym rozumieniu zasad wolności i podmiotowości człowieka można też bronić poglądu, że żadna władza, nawet sądowa, nie może zmuszać człowieka do określonych wypowiedzi. Można oczywiście zastosować przymus i go wyegzekwować dla przykładu poprzez nakazanie określonej publikacji na koszt skazanego. Jednak skazywanie wyrokiem na obowiązek wypowiedzenia się w określony sposób budzi zasadnicze wątpliwości moralne. Pozbawiając wolności w przypadku niepodporządkowania się orzeczeniu sądu, należy zważyć znaczenie dla demokratycznego społeczeństwa zapewnienie wykonania obowiązku zaś z drugiej zaś strony - prawa jednostki do wolności (Raport Veight i inni v. Wielka Brytania, 8022, 8025, 8027/77).
Można oczywiście i trzeba poszukiwać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Andrzej Marek został skazany na karę pozbawienia wolności. Na tle innych, rozlicznych i codziennych, wypowiedzi prasowych jego czyn nie wyróżnia się przecież jakąś szczególną społeczną szkodliwością, ani też szczególną potrzebą angażowania przymusu państwowego z taką siłą.
We wszystkich cytowanych wyżej sprawach zawisłych przed Trybunałem w Strasbourgu chodziło o wypowiedzi zdecydowanie bardziej dosadne, niż te których użył Andrzej Marek (np. Lingens nazwał urzędującego Kanclerza Austrii idiotą). Dziennikarze rumuńscy Constatnin Cumpana i Radu Mazare, kwestionując legalność umowy o usuwanie nieprawidłowo zaparkowanych samochodów zawartej między Konstancą z prywatną firmą Vinalex zamieścili rysunek sędzi na ramionach zastępcy mera, trzymającą torbę z pieniędzmi z napisem Vinalex (zob. Marek Nowicki, O czym sędzia i dziennikarz wiedzieć powinni, Rzeczpospolita z 15-16.01.2005 r.). I choć dziennikarze nie potrafili przed sądem swojej tezy udowodnić i zostali skazani na karę pozbawienia wolności, to w konsekwencji wygrali w Strasbourgu sprawę przeciwko Rumunii (Cumpana i Mazare przeciwko Rumunii, orzeczenie z 17 grudnia 2004 r., Wielka Izba, skarga nr 33348/96).
Trzeba też zwrócić uwagę, że wypowiedzi, za które Marek został skazany na karę więzienia, były sądami ocennymi. Poglądy, z samej swojej istoty są wynikiem subiektywnej oceny i nie podlegają weryfikacji.
Należy starannie odróżniać fakty i sądy ocenne. Istnienie faktów można wykazać, podczas, gdy prawdziwość ocen nie nadaje się do udowodnienia. Wymóg udowodnienia zgodności ich z prawdą nie da się zrealizować i narusza swobodę opinii będącą fundamentalnym elementem prawa zagwarantowanym w art. 10 Konwencji (Lingens v. Austria, 8.07.1986, A.103, par. 46).
Być może szczególne potraktowanie sprawy Andrzeja Marka przed sądami wiąże się z wyjątkowym napięciem, jakie na tle tej sprawy powstało między wymiarem sprawiedliwości, a opinią publiczną.
Być może Andrzej Marek nie zdając sobie z tego sprawy i zupełnie bez takich intencji stał się centralną postacią tego tyleż ważnego, co dla niego osobiście niebezpiecznego zwarcia pomiędzy przywilejem i interesem wolności słowa, a prawem i interesem wymuszania posłuszeństwa.
W końcowym fragmencie obszernego uzasadnienia orzeczenia oddalającego skargę kasacyjną Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie Sąd Najwyższy ocenił, że Andrzej Marek wywarł świadomą presję (...) na Sąd w celu zmuszenia go do wyboru pomiędzy rozstrzygnięciem o całkowitej bezkarności, a zarządzeniem wykonania kary i dalej: (...) Skazany, hołdując bezrefleksyjnym poglądom o absolutnej wolności wypowiedzi zmierzał w ten sposób do otwartej konfrontacji z wymiarem sprawiedliwości (...).
Nie rozumiem obojętności Kancelarii byłego Prezydenta w stosunku do wniosku Ministra Sprawiedliwości złożonego z urzędu w trybie art. 567 par. 1 k.p.k. o ułaskawienie Andrzeja Marka, szczególnie w kontekście innych ułaskawień. Wytykam obojętność urzędnikom, bo nie chce mi się wierzyć, by sam były Prezydent dokładniej badał całą sprawę. Nie chcę też dopuszczać myśli, że chodziło o pozostawienie nowemu Prezydentowi trupa w szafie, bo podobny wniosek o ułaskawienie złożony został u nowego Ministra Sprawiedliwości, a zaprzysiężony niedawno Prezydent miał przecież z identycznym zarzutem karnym osobiście do czynienia.
Niewątpliwie i przed Prezydentem RP i przed Trybunałem Konstytucyjnym staje do rozstrzygnięcia ważki, wrażliwy i precedensowy problem. Rozstrzygnięcie będzie z pewnością uważnie obserwowane i komentowane przez polskie i zagraniczne media publiczne, będzie też przedmiotem osądu Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Jurysprudencja polska może w tej sprawie pokazać swoją tolerancję i odwagę lub zachowawczość.
W moim skromnym, choć urozmaiconym zawodowym życiu, dane mi było obcować zarówno ze światem mediów, jak i z wymiarem sprawiedliwości. Doświadczenia z tego obcowania są różne, lecz prowadzą do wniosku, że rola, jaką pełnią dziennikarze i prawnicy we współczesnym demokratycznym państwie prawa, jest bardzo podobna - obydwie grupy zawodowe przy pomocy dostępnych im środków kontrolują i regulują mechanizmy władzy, choć same nie rządzą.
Zasadnicza różnica między dziennikarzami a politykami wynika z ilości czasu do namysłu, którego ludzie wypowiadający się w mediach mają niestety (z reguły) za mało, a ludzie stosujący prawo, niestety (zbyt często) za dużo.
To jest signum temporis rzeczywistości, którą sami sobie tak urządziliśmy. Pora już by pozostawić karanie za naruszanie ósmego przykazania w mediach sądowi ostatecznemu, zaś sprawy doczesne poddać wyłącznie orzecznictwu cywilnemu. Postulat ten jest dzisiaj tym bardziej aktualny, że dla tolerancji i poczucia humoru czasy nie są chyba w Rzeczypospolitej najlepsze.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze