Reklama

Przypadki Edmunda Kapłońskiego

kap2.jpg Spotkanie przebiegało we wspaniałej, rodzinnej atmosferze. Na zdjęciu mistrz z córką Anną.                       fot. Marta Złotnicka

80 lat artysty
    Przypadki Edmunda Kapłońskiego
    - Sztuka była dla mnie najważniejsza. To było moje życie, to była moja miłość, to było przeznaczenie, które stworzyło ze mnie człowieka harującego nieraz do trzeciej w nocy, zapominając o jedzeniu, o piciu, o wszystkim - wspomina obchodzący 80. urodziny Edmund Kapłoński - intarsista ze Żnina, za swój artystyczny kunszt doceniany nie tylko w Polsce, ale i w Europie.  

    Od wczesnego dzieciństwa marzył, że zostanie malarzem. Choć niewątpliwie malarskiego talentu mu nie brakowało (świadczą o tym chociażby rysunki koni, które we wczesnej młodości wykonywał), jego los potoczył się inaczej. W 1939 roku wybuchła wojna, Jan Kapłoński - ojciec Edmunda wywieziony został do Niemiec; na przyszłego artystę - najstarszego z rodzeństwa - spadł obowiązek utrzymania rodziny, w wieku 12 lat rozpoczął więc pracę w prowadzonym przez Niemca warsztacie stolarskim. To, że zajął się intarsją, stając się prekursorem tej sztuki w Polsce i osiągając w niej mistrzostwo, nazywa przypadkiem. - Gdyby nie okupacja, to nie znalazłbym się w warsztacie stolarskim, gdyby nie stolarnia, to ja bym w ogóle nie miał pojęcia o drewnie. Drewno tak mnie zafascynowało, że zacząłem robić jakieś ornamenty, monogramy  na szkatułkach - tak o początkach swej wielkiej pasji Edmund Kapłoński opowiadał podczas piątkowego benefisu z okazji swoich 80 urodzin.
    Niecodzienna uroczystość zorganizowana została przez pracowników Muzeum Ziemi Pałuckiej.
    W galerii im. Tadeusza Małachowskiego zgromadziła ona licznie przybyłą rodzinę, przyjaciół, a także przedstawicieli władz samorządowych oraz wielbicieli twórczości mistrza.
    Benefis uświetniła swym występem bydgoska aktorka Roma Warmus, która recytowała poezję, a także, akompaniując sobie na gitarze, śpiewała między innymi do utworów  Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Adama Asnyka i Bułata Okudżawy. Był też urodzinowy tort, życzenia i upominki dla artysty.     
    Spotkanie przebiegało we wspaniałej atmosferze; szacownemu jubilatowi dopisywał dobry humor, momentami tryskał dowcipem. Nie zabrakło też nieraz zabawnych, nieraz wzruszających rodzinnych wspomnień. - Wszystkie dzieci miały konie na biegunach, my mieliśmy łabędzia - wracała pamięcią do dzieciństwa córka intarsisty Anna Rogowska, która podobnie jak pozostała trójka dzieci artysty wyrastała wśród zapachu drewna i wykonanych przez ojca zabawek.
Pani Ania wspominała też nieżyjącą mamę.
    - Nasza mama powinna była zdobyć papiery czeladnicze stolarza, mama była dla ojca podporą, pomagała mu, to dzięki niej tata mógł się tak oddać pracy twórczej. Mieliśmy wspaniałą mamę, mamy wspaniałego ojca i jesteśmy z niego dumni.
    Uroczystości towarzyszyło otwarcie wystawy prac wybitnego twórcy. Wśród obrazów zaprezentowanych, a powstałych w różnym okresie - od wczesnych lat sześćdziesiątych, aż po 2006 rok - znalazł się obraz wyjątkowy, liczący cztery metry szerokości: Śmierć Leszka Białego z 1975 roku.
    - Wiedzieliśmy, że artysta chciał, żeby ten obraz znalazł się na wystawie, ale prawie do końca nie było pewne, czy uda nam się wypożyczyć go od Agencji Nieruchomości Rolnych - mówi dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej Urszula Nowicka.
    Ostatecznie dzięki pomocy radnego Jana Rogosza w piątek rano, na kilka godzin przed wernisażem, monumentalne dzieło przewiezione zostało z pałacu w Marcinkowie Górnym - niegdysiejszej własności PGR, obecnie opustoszałej. Pojazdu do przetransportowania obrazu do Żnina użyczył Adam Kołodziej - właściciel zakładu szklarskiego z ulicy 700-lecia.
    Sprowadzenie Śmierci Leszka Białego do Żnina było dla mistrza radosną urodzinową niespodzianką, tym bardziej, że wraz z tym dziełem udało się wypożyczyć, również przed laty zakupione przez PGR i znajdujące się w Marcinkowie Górnym, portrety Leszka Białego i jego zabójcy - Świętopełka.
    Oprócz tych obrazów o tematyce historycznej, na wystawie znalazły się prace reprezentujące niemal wszystkie główne nurty twórczości artysty; przybyli na uroczystość mogli podziwiać drewnem malowane pejzaże, kwiaty, portrety kobiet, a także panoramę Żnina i dramatyczny, przejmujący swą ekspresją Taniec śmierci z 1963 roku.
    Na mnie osobiście największe wrażenie robią te intarsje żnińskiego mistrza, w których tworzy on, maksymalnie wykorzystując właściwości danego mu przez naturę tworzywa -  jego barwę, a także różnej grubości słoje, sęki i nierówności, które w ręku artysty przemieniają się w ludzkie twarze i postacie, senne pejzaże, czy niezwykłe kwiatowe kompozycje. Takie prace świadczą o ogromnej twórczej wyobraźni artysty, który w konkretnym kawałku drewna potrafi dostrzec fragment swojej malarskiej wizji.
    Prace żnińskiego twórcy na wystawie w Muzeum Ziemi Pałuckiej można oglądać do 20 sierpnia.

    Więcej zdjęć, a także krótki film z benefisu Edmunda Kapłońskiego w naszej internetowej galerii.

Marta Złotnicka
Pałuki nr 808 (32/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości