Reklama

Problemy z zapyleniem i hałasem w Zalesiu - mieszkańcy skarżą się na silosy Golpaszu

Rodzina z Zalesia oraz ich sąsiedzi zasypywani są pyłem pochodzącym z suszenia kukurydzy w pobliskich silosach. Pył osiada na dachach, samochodach, parapetach, wpada do piaskownicy, wdziera się do mieszkań. Chcą, by właściciel firmy zrobił wszystko, aby zminimalizować pylenie. Ten twierdzi, że to robi. Niemniej lokatorzy chcą kontroli WIOŚ.

     Kazimierz Borowicz z żoną, córką i dwójką wnuków mieszka w Zalesiu w bezpośrednim sąsiedztwie silosów zbożowych, które należą do firmy Golpasz. Mieszkaniec twierdzi, że firma przejęła silosy 1,5 roku temu (firma, że ponad 2 lata temu) i od tego momentu zaczęły się problemy jego rodziny.
     - Od tego czasu zaczęła się gehenna - mówi. - Czujemy się uwięzieni we własnym domu. Nie można wyjść, bo pada śnieg, jak my nazywany ten pył z silosów. Mam 2 wnuków. Młodszy jest chory na astmę oskrzelową. Starszy jest alergikiem. Ja jestem inwalida pierwszej grupy, a żona drugiej. Czasem nie mamy jak oddychać. Praktycznie nie wychodzimy już z domu, bo jest ciągle zasypywany plewami, otrębami, pyłem z tych silosów.
     Mieszkaniec Zalesia opisuje, jak do tego zapylania dochodzi. Mówi, że podjeżdża samochód i na przyczepę wysypywana jest kukurydza. - Jak wiatr wieje od strony silosów, to świata nie widać - twierdzi nasz rozmówca. - Potem to, co w nocy nasypią, w dzień sprzątają, ale po swojej stronie. U nas na całym podwórku to zalega. Zboże jest w piaskownicy. Altankę ogrodową musiałem folią owinąć, trampolinę dla dzieci też osłoniłem.
     - Nie mogę wywiesić prania na podwórku, a w domu też nie mogę ze względy na alergię syna. Okna otworzyć też nie - mówi córka pana Kazimierza.
     - Żeby w nocy nie hałasowali i w niedziele, ale to jest na okrągło. Latem w ogrodzie kawy nie można wypić, bo leci. 24 godziny na dobę leci. Na okrągło - dodaje jego żona.
Hałas, jak mówią mieszkańcy Zalesia, jest nieustanny, bo silosy cały czas pracują. Przez hałas dzieci nie mogą spać. Potęguje się, jak podjeżdża ciężarówka po zboże. Nasi rozmówcy powiedzieli, że hałas trwa od 20:00 do 7:00. Na zapylenie i hałas narzekają też sąsiedzi. - Chcemy tylko tyle, żeby tego pylenia i hałasu nie było. Niech znajdą jakieś wyjście. Czy zamontują takie ekrany, jak przy drogach? Nie wiem. Nie chcemy być uciążliwi, ale niech dadzą żyć dzieciom - słyszymy.
     Skontaktowaliśmy się z kierownikiem firmy Golpasz z Janowca Waldemarem Rudawskim. Powiedział, że firma wiele już zrobiła, aby pylenie ograniczyć. Posadzili 60 tui wzdłuż ogrodzenia, by stanowiły naturalną osłonę. Zmienili system suszenia z węglowego na gazowy. Firma zmieniła system odbioru odpadów po suszeniu podpisując kontrakt z firmą skupującą biomasę. Został przebudowany kosz osłaniający pylenie podczas zsypywania surowca na przyczepę. W najbliższym czasie zamontowany będzie specjalny rękaw, dzięki któremu zsyp odbywać się będzie przy dnie przyczepy, co ograniczy pylenie.
     - W naszym interesie leży to, aby sąsiada uspokoić, bo konflikt do niczego nie prowadzi. Jeśli będzie się domagał ekranów chroniących przed pyleniem, to my je zamontujemy. Koszt nie jest duży. Rozważaliśmy zresztą już tę opcję, ale uznaliśmy, że tuje wyglądają bardziej estetycznie. To prawda, że musi minąć trochę czasu, zanim urosną - stwierdził kierownik.
     Na pytanie o nocny odbiór kukurydzy odpowiedział, że takowy się nie odbywa. Powiedział, że w nocy odbywa się tylko suszenie i to słyszą mieszkańcy. Natomiast odbiór surowca odbywa się w soboty i tylko czasem w  niedziele, ale nie w nocy.
     Mieszkańcy mają zdjęcie i filmy nagrane podczas nocnego pylenia spowodowanego odbiorem kukurydzy, a nie samym tylko suszeniem. Mając te dowody postanowili zgłosić sprawę Wojewódzkiemu Inspektorowi Ochrony Środowiska. Wysłali list pocztą elektroniczną do Małgorzaty Witkowskiej, naczelnik wydziału inspekcji. We wtorek jej zastępczyni Małgorzata Kwaśniewska powiedziała nam, że zgłoszenia nie widziała, ale jeśli dojdzie, to w ciągu 30 dni zostanie przeprowadzona kontrola. Jakie zlecone zostaną badania, kontrolujący zdecydują na miejscu.
     Mieszkańcy powiedzieli nam, że kontrolujący mają na 7 dni przed kontrolą powiadomić o tym fakcie kontrolowanego. - Wtedy oni wszystko wyciszą i z kontroli nic nie wyjdzie - twierdzą. Małgorzata Kwaśniewska wyjaśniła, że takiego powiadomienia nie stosuje się w części przypadków, a wszystko zależy od treści zgłoszenia.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1085 (48/2012)

Reklama

 

 

Więcej informacji:

- Jeszcze kontrolują

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/01/2025 11:44
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości