Klatka schodowa, w której znajduje się mieszkanie 14-miesięcznego Jakuba pełna jest dziecięcych wózków, bo w bloku socjalnym żyją często rodziny z kilkorgiem dzieci fot. Karol Gapiński
Barcin, Jakub, dziecko, poparzenie
Rodzice pijani, gorąca kawa na stole
- Był już późny ranek, po pierwszej wizycie Opieki Społecznej, gdy natknęłam się na panią Agnieszkę w sklepie „Dino”. Była zapłakana, ale nie to, żeby to były rzewne łzy, płynące ciurkiem. Niemniej jednak ocierała ręką oczy i mówiła, że dziecko jej się oparzyło i nie wie, co mu powinna przyłożyć na ciałko. Ja powiedziałam, że w tej sytuacji trzeba natychmiast wezwać pogotowie, a nie działać samemu - mówi sąsiadka.
W ostatni piątek było bardzo parno i upalnie. Żar z nieba lał się od wczesnych godzin rannych. Ściany mieszkań w blokach nie były wystarczającą ochroną przed tropikalną gorączką. Agnieszka L. i jej konkubent na co dzień mieszkający w gminie Piotrków Kujawski, a w Barcinie spędzający najczęściej weekendy oraz wakacje, nie starali się łagodzić wpływu upałów zimną wodą, czy napojami chłodzącymi. Wybrali alkohol, choć było dopiero przedpołudnie.
Mieli pod opieką tylko 14-miesięcznego Jakuba, starszego rodzeństwa w domu nie było, ponieważ - jak przekazała później dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Barcinie Dorota Dokładna - w związku z wakacjami dwoje starszych dzieci wyjechało na kilka dni z domu.
Agnieszka L. kilka lat temu przeprowadziła się do Barcina z Piechcina. W nowym bloku socjalnym otrzymała od gminy przydział mieszkania. Wraz z nią zamieszkało tutaj jej dwoje starszych dzieci, które są obecnie w wieku szkolnym. Wiosną zeszłego roku na świat przyszedł kolejny syn, któremu rodzice nadali imię Jakub.
Ponadroczny chłopiec w jednym z mieszkań tego bloku w piątek uległ poparzeniom dużej części ciała Około południa niektórzy z sąsiadów odczuli zaniepokojenie. Źródłem były odgłosy dobiegające z mieszkania Agnieszki L. Jej najmłodszy synek płakał. Na wszelki wypadek zatelefonowali do Opieki Społecznej i opowiedzieli, co się dzieje. - Nasza pracowniczka interweniowała w domu tej pani w piątek dwa razy w związku z informacjami, które wpłynęły od zaniepokojonego mieszkańca. Podczas pierwszej wizyty w domu był spokój, a matka chłopca pokazywała śpiące dziecko i prosiła, by nie budzić. Nasza pracowniczka wróciła zatem do biura z postanowieniem, że wróci za pewien czas, gdy chłopiec już obudzi się - podała dyrektor M-GOPS w Barcinie Dorota Dokładna. Nie udało nam się tego ustalić z całą pewnością, ale najprawdopodobniej wtedy dziecko nie było jeszcze poparzone.
SPOTKANIE W SKLEPIE
- Był już późny ranek, po pierwszej wizycie Opieki Społecznej, gdy natknęłam się na panią Agnieszkę w sklepie „Dino”. Była zapłakana, ale nie to, żeby to były rzewne łzy, płynące ciurkiem. Niemniej jednak ocierała ręką oczy i mówiła, że dziecko jej się oparzyło i nie wie, co mu powinna przyłożyć na ciałko. Ja powiedziałam, że w tej sytuacji trzeba natychmiast wezwać pogotowie, a nie działać samemu - mówi jedna z sąsiadek Agnieszki L.
Nasza rozmówczyni podkreśliła, że doskonale wie, jak traumatycznym przeżyciem dla dziecka jest oparzenie, bo zdarzył się kiedyś taki wypadek i jej synowi. - Oczywiście, że dziecko trudno upilnować. Taki wypadek, jak oparzenie może się zdarzyć w każdej chwili, choćbyśmy nie wiem, jak uważali. Jednak przede wszystkim opiekę trzeba sprawować na trzeźwo. Bo wtedy nawet jeśli dojdzie do wypadku, to potrafimy od razu zadziałać. Wezwać lekarza, zapobiec odwodnieniu, chłodzić ciałko dziecka przez kilka minut zimną wodą, a nie biegać do sklepu i zastanawiać się, co robić. Przecież nawet w tym samym bloku jest gabinet lekarza. Ta pani tam choćby mogła zanieść synka, żeby mu udzielono pomocy. Niestety, czułam od niej alkohol. Jak sądzę, mogła się nawet bać interweniować u lekarza, bo ten byłby wezwał policję, czy Opiekę Społeczną i Agnieszka L. miałaby kłopoty - oceniła nasza rozmówczyni.
OPARZENIA DRUGIEGO STOPNIA
Opieka społeczna pojawiła się i tak w mieszkaniu Agnieszki L. raz jeszcze - po kilkudziesięciu minutach od pierwszej wizyty. Tym razem sytuacja wyglądała dramatycznie. Widać było, a zwłaszcza było słychać, że chłopiec strasznie cierpi, że coś mu się stało. M-GOPS powiadomił natychmiast pogotowie i policję. Po oględzinach okazało się, że Jakub ma oparzenia drugiego stopnia klatki piersiowej, okolic szyi oraz lewego barku i ręki. Dla małego dziecka, którego skóra jest bardzo delikatna, były te oparzenia znacznie bardziej bolesne niż dla dorosłego. Jakub został przewieziony do jednego ze szpitali w Bydgoszczy. Przebywał w nim przez kolejne dni. Także i wczoraj.
- Rodzice chłopca zostali zatrzymani w związku z narażeniem na niebezpieczeństwo utraty życia i narażenia zdrowia poprzez nieudzielenie pomocy poszkodowanemu malcowi. Badanie alkomatem wykazało, że matka dziecka miała w chwili zatrzymania w wydychanym powietrzu 1,1 promila alkoholu. W przypadku mężczyzny było to 1,13 promila alkoholu w wydychanym powietrzu - poinformował aspirant Jarosław Pioterek z Komendy Powiatowej Policji w Żninie.
Pierwsze czynności wyjaśniające przeprowadzone zostały z rodzicami Jakuba po ich wytrzeźwieniu. Następnie zostali zwolnieni z nakazem stawienia się przed prokuratorem rejonowym w poniedziałek.
Następnego dnia, w sobotę, mieszkańcy bloku socjalnego w Barcinie byli zbulwersowani zachowaniem pary rodziców. - Znów spożywali alkohol. Normalnie matka pojechałaby do szpitala do poparzonego synka, by siedzieć przy łóżku i dodawać mu otuchy. A tymczasem oni znów zaopatrywali się w weekend w alkohol w pobliskim markecie - nie kryły oburzenia matki z dziećmi, z którymi rozmawiałem na placu zabaw przed blokiem w Barcinie.
APEL O DALSZĄ CZUJNOŚĆ
Dorota Dokładna podziękowała mieszkańcom, którzy w piątek zainteresowali się sytuacją w domu Agnieszki L. i zwrócili uwagę na zagrożenie dla dziecka. Przyczyną wyostrzenia uwagi sąsiadów było to, co widzą na co dzień: - Praktycznie codziennie widzę ją pod wpływem alkoholu. Śmierdzi od niej piwem niemal zawsze, gdy zagada do kogoś na ulicy. Ja rozumiem, że alkohol też jest dla ludzi, ale przecież nie codziennie i to zwłaszcza, gdy się ma pod opieką dzieci. Od kiedy otworzyli obok bloku market „Dino”, to widać ją codziennie, jak tam chodzi na zakupy. Ona lub jej partner. A te zakupy to zawsze alkohol. Starsze dzieci tej pani w miarę wyglądają na zadbane. Ta dwunastolatka jest bardzo dobrą dziewczynką, często wychodzi z małym na spacer.
Agnieszka L. i jej dzieci oraz - w nieco mniejszym stopniu - jej partner (jako mieszkaniec innej gminy) byli w zainteresowaniu M-GOPS już wcześniej. Pracownicy Opieki Społecznej pilotowali sytuację w tej rodzinie ze względu na fakt, że korzysta ona z pomocy ośrodka, i z innych względów społecznych. - Wiadomo, że nasi pracownicy nie mogą codziennie odwiedzać każdej rodziny, będącej w obszarze naszego zainteresowania. Dlatego konieczna jest pomoc członków rodziny, czy sąsiadów wyczulonych na niepokojące sytuacje. Poinformowanie nas o takich niepokojących sygnałach to nie jest donosicielstwo, a pomoc drugiemu człowiekowi. Co więcej - w obecnym stanie prawnym zatajanie takich niepokojących sygnałów jest postępowaniem niezgodnym z przepisami. Za przemilczanie informacji w tych sprawach grozi kara. Apeluję, żeby w każdym podobnym przypadku zgłaszać do nas takie sygnały - powiedziała dyrektor M-GOPS w Barcinie. O zdarzeniu barciński Ośrodek Pomocy Społecznej poinformował swój odpowiednik w gminie Piotrków Kujawski, gdzie mieszka Piotr S.
DZIECKO I KAWA
W poniedziałek Piotr S. i Agnieszka L. stanęli przed prokuratorem Wojciechem Jabłońskim, zastępcą szefa Prokuratury Rejonowej w Szubinie, który sformułuje w tej sprawie akt oskarżenia. Rodzicom małego Jakuba postawione zostały zarzuty z artykułu 162 paragraf 1 kodeksu karnego w związku z narażeniem na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia poprzez nieudzielenie pomocy. W zarzutach tych mieści się też jako znamię czynu przestępczego sprawowanie w stanie nietrzeźwości opieki nad dzieckiem. Wojciech Jabłoński powiedział we wtorek: - Stan czternastomiesięcznego Kuby jest zadowalający i nic nie zagraża w tej chwili jego życiu. Nadal przebywa on w szpitalu pod opieką lekarzy. Policję uczuliliśmy na to, ażeby regularnie sprawdzała, co się będzie działo w tej rodzinie. W tej chwili nie wiadomo zresztą, co będzie dalej z opieką nad Kubą i jego starszym rodzeństwem. Decyzję, czy ta opieka może pozostać w rękach pary rodziców podejmie sąd rodzinny.
Przed prokuratorem rodzice dziecka tłumaczyli się, że chłopiec jest bardzo ruchliwy, i w piątek w pewnej chwili po prostu rączkami ściągnął ze stolika na siebie tacę, na której były kubki z kawą.
POD NADZOREM KURATORA
Jeszcze w piątek M-GOPS w Barcinie poinformował o zdarzeniu Wydział Rodzinny Sądu Rejonowego w Szubinie. Nadzór nad Agnieszką L. i Piotrem S. roztoczył kurator sądowy Tadeusz Kurzel. Już teraz regularnie odwiedza on mieszkanie rodziny w Barcinie, a po werdykcie sądu rodzinnego prawdopodobnie będzie roztaczał ten nadzór dalej. W ostatni wtorek kuratora spotkaliśmy wychodzącego z mieszkania Agnieszki L. i jej rodziny. Bez upoważnienia prezesa sądu w Szubinie kurator nie mógł wypowiadać się w tej sprawie.
Swoje kroki skierowałem zatem do mieszkania Agnieszki L. Drzwi otworzyła matka Jakuba. - Czy zechciałaby pani przedstawić przebieg zdarzeń z ostatniego piątku i podać jakieś okoliczności tłumaczące lub usprawiedliwiające to, co się zdarzyło? - zapytałem kobietę. W głębi mieszkania był mężczyzna, prawdopodobnie Piotr S. Matka poparzonego chłopca nieco drżącym głosem, ale spokojnie odpowiedziała: - Nie. Nie chcę mówić z dziennikarzami. Powiedzieliśmy wszystko, jak to było policjantom i prokuratorowi. Przyznałam się.
BABCIA
Prezes Sądu Rejonowego w Szubinie Ewa Sozańska-Walczak poinformowała nas wczoraj po południu, że Wydział Rodzinny zajął się już sprawą. - Z informacji kuratora wygląda to nieciekawie. Złożył wniosek o umieszczeniu dziecka w trybie natychmiastowym w rodzinie zastępczej. Wniosek o ustanowienie rodziny zastępczej złożyła babcia dziecka, matka Agnieszki L. Babcia ta mieszka w Kruszwicy, zadeklarowała, że posiada dobre warunki w domu i otoczy dziecko należytą opieką. Co do sytuacji w domu wnioskującej o ustanowienie rodziny zastępczej nie było zastrzeżeń. Dzisiaj wydany został wniosek w trybie nagłym, przyspieszonym o ustanowieniu rodziny zastępczej w osobie babci dziecka. Kurator będzie nadzorował, jak wygląda sprawowanie opieki nad chłopczykiem w rodzinie zastępczej, i następnie podejmiemy dalsze decyzje - powiedziała pani prezes szubińskiego sądu. Co do sprawowania opieki nad starszymi dziećmi Agnieszki L., sytuacja nie stanowi zagrożenia, dlatego te dzieci pozostają w domu rodzinnym.
Chłopiec nie został jeszcze zabrany ze szpitala. Oprócz poparzeń stwierdzono u niego również świerzb i odwodnienie organizmu. Dlatego hospitalizacja Jakuba będzie musiała jeszcze potrwać.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1068 (31/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze