Reklama

Rolnik chce wiatrak

„Okazuje się, że ładna miska jeść nie daje. Nie widzę entuzjazmu w poczynaniach władzy. Burmistrz jest miły, grzeczny, uprzejmy, ale ta sprawa mało go interesuje” - tak o sprawie budowy wiatraków na swoim polu mówi mieszkaniec Żurawi Bolesław Prus.

         fot. Remigiusz Konieczka

Gmina Kcynia, rolnik, Bolesław Prus, CRE Wide, wiatrak
      Rolnik chce wiatrak
      Bolesław Prus z Żurawi uważa, że władze gminy Kcynia działają nie po gospodarsku, nie podejmując wraz z inwestorem tematu budowy siłowni wiatrowych. Zdaniem rolnika przyniosłoby to dodatkowy dochód i jemu, i gminie. Wiceburmistrz Kcyni uważa jednak, że stawianie wiatraków na terenie całej gminy ograniczyłoby jej rozwój.

      Mieszkaniec Żurawi w gminie Kcynia Bolesław Prus powiedział nam, że zawarł umowę z firmą CRE Wide na pobudowania na jego polu siłowni wiatrowej. Dodał, że lokalizacja siłowni wiatrowej nie byłaby uciążliwa, bo do najbliższych zabudowań z tego miejsca jest 900 metrów, do reszty byłoby już około kilometra.
      ŁADNA MISKA JEŚĆ NIE DAJE
      - Firma zgłosiła się w sierpniu ubiegłego roku. Po negocjacji podpisałem z nimi umowę. Stawianie wiatraka przewidywali na 2015-2016 rok. Radość trwała krótko. W kwietniu tego roku otrzymałem wypowiedzenie umowy ze względu na brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego - mówi Bolesław Prus.
      Rolnik z Żurawi powiedział też, że gmina miała powiedzieć firmie z Nakła, że na sporządzenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który umożliwiałby budowę na południowej rubieży gminy Kcynia siłowni wiatrowych, nie ma pieniędzy. Firma ta, zgodnie z tym co twierdzi nasz rozmówca, miała 17 lipca wystąpić do gminy z prośbą o przygotowanie uchwały o sporządzeniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i wniosek ten nie został rozpatrzony. Zdaniem rolnika gmina inwestuje w świetlice wiejskie, w budowę grzybków do zabawy, ale te inwestycje nie przynoszą zysku. Natomiast wiatraki przyniosłyby dochód nie tylko jemu z tytułu dzierżawy, ale również gminie. - Siedemnaście, osiemnaście siłowni wiatrowych to dla gminy około 1,5 mln zł z podatku rocznie - przekonuje. Te siłownie miałyby stanąć m.in. w takich miejscowościach, jak Żurawia, Miastowice, Dziewierzewo, Górki Zagajne, Głogowiniec.
      - Burmistrz mógłby myśleć po gospodarsku. Okazuje się, że ładna miska jeść nie daje. Nie widzę entuzjazmu w poczynaniach władzy. Burmistrz jest miły, grzeczny, uprzejmy, ale ta sprawa mało go interesuje. A powinno się robić tak, że najpierw praca, a potem rozrywka. Nie widzę ręki gospodarza - tłumaczy Bolesław Prus.
      NIE POKRYLI KOSZTÓW
      Daniel Olszak, zastępca burmistrza Kcyni, wyjaśniając kwestię, dlaczego gmina nie przystąpiła do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, cofnął się o kilka lat wstecz. Przypomniał, że najpierw pojawiła się w Urzędzie Miejskim firma z Poznania, która podpisała umowy intencyjne z rolnikami, które pozwalałyby im postawić na południowym terenie gminy siłownie wiatrowe. Do realizacji tych umów nie doszło i firma ta wycofała się. Później pojawiła się firma Primatex, która również podpisała z gminą umowę intencyjną. Gmina miała sporządzić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla północno-zachodniej części gminy. Na tym terenie miało powstać około 120 siłowni wiatrowych, a zatem cała farma elektrowni.
      Zastępca burmistrza powiedział, że aby uzyskać pozytywną opinię Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska do projektu planu, musiał zostać spełniony nieformalny warunek, aby w linii prostej odległość siłowni wiatrowej od najbliższych zabudować wynosiła 550 m. Warunek był nieformalny, bo polskie przepisy nie określają minimalnej odległości wiatraków od zabudowań. Obowiązują normy hałasu. Propozycja ustalenia limitu odległości znajduje się w projekcie ustawy przygotowywanym aktualnie w Sejmie.
      W związku z tym 120 lokalizacji zrobiło się 49, bo tyle spełniało ten wymóg. Rada Miejska podjęła uchwałę o tym, by na jednej czwartej proponowanego obszaru opracować miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, by mogły stanąć siłownie wiatrowe w liczbie 17 sztuk. Co ważne, firma Primatex zobowiązała się pokryć koszty sporządzenia tego planu. Daniel Olszak wyjaśnił, że odbyło się to w formie darowizny na rzecz gminy, która obarczona była wykonaniem zadania, czyli sporządzeniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
      Zastępca burmistrza Kcyni wyjaśnił, że dopiero wtedy pojawiła się trzecia, nakielska firma z zamiarem postawienia wiatraków, ale - jak dodał Daniel Olszak - gmina uzależniła opracowanie miejscowego planu od tego, czy zostaną pokryte koszty jego przygotowania. Do podpisania umowy nie doszło. - Firma podpisała umowy z rolnikami nie mając podpisanego porozumienia z gminą co do lokalizacji inwestycji - tłumaczy wiceburmistrz Kcyni. - Nie powinni tego robić. Odbieram takie działanie jako formę nacisku na gminę.
      Władze Kcyni nie chciały wikłać się w przygotowanie kolejnego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, ponieważ były w trakcie przygotowywania jednego. Na drugi nie było środków. W pierwszym przypadku środki trafiły do gminy i procedura ruszyła, a w drugim przypadku - jak twierdzi wiceburmistrz - propozycja pozostała bez odzewu.
      Daniel Olszak wyraził wątpliwość na temat sensowności stawiania turbin wiatrowych na terenie całej gminy. Bo to z jednej strony ogranicza rozwój (w promieniu 550 metrów nie można stawiać budynków), a poza tym źle wygląda okolica, jeśli siłownie są dominującym elementem krajobrazu.
      BO NIE MOGLI
      Dodzwoniliśmy się do firmy CRE Wide w Nakle. Rozmawialiśmy z jej przedstawicielem, ale nie chciał on się przedstawić, gdyż nie spodobało mu się nasze nastawienie do tematu. Mężczyzna pytał, w jakiej formie będzie sporządzony artykuł i otrzymał odpowiedź, że w pisemnej.
      Uzyskaliśmy wyjaśnienie, że wszystkie działania firmy mają potwierdzenie w dokumentach, które znajdują się w Urzędzie Miejskim w Kcyni.
      Osoba, z którą rozmawialiśmy telefonicznie powiedziała, iż firma nie może przystać na propozycję sfinansowania przez siebie sporządzenia projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, bo jest to prawnie niemożliwe, a władze kazały czekać firmie z Nakła do chwili aż przygotowywany projekt miejscowego planu zostanie uchwalony (ostatecznie plan miejscowy na północno-zachodnią część gminy został przez wojewodę odrzucony, a artykuł o tym opublikujemy w jednym z następnych numerów).
      Przedstawiciel nakielskiej firmy dodał, że brak zainteresowania gminy sporządzeniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla południowej części gminy Kcynia, nie zahamuje ich chęci inwestowania na tym terenie. Tym bardziej, że przedsiębiorstwo poniosło koszty związane z postawieniem masztu do pomiaru siły wiatru. Zamierzają postawić turbiny wiatrowe na podstawie decyzji o warunkach zabudowy. Pierwotnie miało to być kilkanaście, a będzie najprawdopodobniej kilka turbin. Ograniczenia wynikają z ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, która wymaga, w razie przeznaczenia na cele nierolnicze gruntów rolnych klas I-III, zgody ministra właściwego do spraw rozwoju wsi.
      Wczoraj, przed wydaniem numeru a już po napisaniu tekstu, skontaktowała się z nami nakielska firma. Poproszono nas o autoryzację tekstu i o to, by nie pisać, że z nimi rozmawialiśmy. W związku z tym, że autoryzacja obejmuje wypowiedzi konkretnych osób, które występują z imienia i nazwiska, odmówiliśmy autoryzacji, ponieważ nasz rozmówca nie przedstawił się, a tekst nie zawiera cytatów. Nie możemy też nie napisać tego, że się z firmą kontaktowaliśmy, gdyż artykuł wymaga przedstawienie racji wszystkich stron, a jedną z nich jest firma z Nakła.
      OBCHODZENIE PRAWA
      Radca prawny Marcin Przychodzki z Warszawy wyjaśnił nam, że rzeczywiście żaden inwestor nie może podjąć się finansowania sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Chyba, że jest to inwestycja celu publicznego, ale turbiny wiatrowe nie są tego typu inwestycją. Można spotkać się z sytuacjami takimi, że inwestorzy przeznaczają darowiznę na rzecz rozwoju gminy lub same zlecają sporządzenie projektu i przekazują samorządom jako darowiznę rzeczową. - Sądy administracyjne powinny takie plany wyrzucać do kosza - wyjaśnił Marcin Przychodzki.
      Nasz rozmówca dodał, że jeśli w gminie nie będzie obowiązywał miejscowy plan zagospodarowania terenu, inwestorzy będą budowali siłownie wiatrowe na mocy decyzji o warunkach zabudowy. Zgodnie z orzecznictwem sądowym traktuje się siłownie wiatrowe, jako elementy infrastruktury technicznej i stawia się te budowle bez zachowania zasady dobrego sąsiedztwa.
      Marcin Przychodzki przestrzega rolników przed entuzjazmem związanym z budową na ich terenie elektrowni wiatrowych. - Dotacje się skończą i rolnicy nie będą wiedzieli, co z tym złomem na ich polach zrobić. Grunt z elektrownią wiatrową jest praktycznie niezbywalny, bo nikt go nie będzie chciał kupić - mówi.
Jego zdaniem po tym, jak energia odnawialna przestanie być dotowana przez państwo, inwestorzy zwyczajnie wiatraki porzucą. A  turbina się zatrzyma, bo jej naprawa i demontaż będzie nieopłacalna, będzie po prostu stać na środku pola i niszczeć. Radca prawny zastanawia się, kto wtedy zapłaci za demontaż turbin wiatrowych, masztów, kto skuje setki ton betonu wylanych w ziemię i zrekultywuje grunty: - Pytanie brzmi tylko: czy rolnicy dzierżawiący ziemię pod elektrownie, czy też same gminy?
      Biorąc pod uwagę stanowisko gminy Kcynia oraz klasę bonitacji gruntu w Żurawi, Bolesław Prus może nie doczekać się siłowni wiatrowej na swoim polu.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1171 (30/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości