Reklama

Rów bez odpływu

W Wójcinie podczas opadów deszczu za każdym razem zalewa posesję Teresy Kubalak. Od wielu lat, pomimo zgłoszeń sołtysa Fabiana Heinicha, na rozwiązanie problemu nie znaleziono sposobu. Ryszard Parjaska z Urzędu Miejskiego w Żninie zapewnia, że problemowi ponownie się przyjrzy i spróbuje znaleźć właściwe rozwiązanie.

     W ostatnich tygodniach przez Pałuki przechodzą burze, niosąc ze sobą obfite opady deszczu. Taka aura to prawdziwa zmora dla mieszkanki Wójcina Teresy Kubalak. Po każdym deszczu, niekoniecznie gwałtownej ulewie, wjazd na jej posesję jest zalany. Po obfitych opadach woda osiąga poziom nawet 20 cm. Problem tkwi w jej odprowadzeniu. Przed posesją ciągnie się rów melioracyjny. Kończy się tuż za posesją Teresy Kubalak. Dalej woda nie ma żadnego odpływu. Poza tym dom mieszkanki Wójcina znajduje się na łuku drogi. Jezdnia biegnie nieco powyżej poziomu posesji pod niewielkim kątem. Nachylenie to sprawia, że woda deszczowa z całej jezdni wpada wprost na wjazd na posesję.
     - Zaraz za domem kończy się rów. Nie ma odpływu, który by odprowadzał wodę, gromadzącą się przy wjeździe na posesję, płynącą z jezdni i z pól - mówi Teresa Kubalak. Woda zbiera się przy posesji nie tylko podczas deszczu. Również podczas wiosennych roztopów śniegu.
     Jacek Ajchstet, brat Teresy Kubalak, uważa, że problem można w prosty sposób rozwiązać. Naprzeciw posesji Teresy Kubalak (po drugiej stronie jezdni) znajduje się niewielki staw. W miejscu, w którym kończy się rów można by zbudować studnię, która odbierałaby wodę. Pod jezdnią należałoby wykonać odpływ, którym woda płynęłaby do najniższego punktu we wsi, czyli tam gdzie mieści się staw i nieużytki. Tymczasem problemu, z którym pani Teresa notorycznie boryka się od wielu lat, nie rozwiązano do dziś.
     - Co najmniej od 6 lat problem ten jest zgłaszany sołtysowi. Po jednej z jego interwencji przyjechali kiedyś panowie z gminy, ale nic nie zrobili. Od kilku lat sytuacja się powtarza, ale nie ma żadnej reakcji. Podczas deszczów wjazd na posesję zawsze zalewa. Nieraz zbiera się nawet i do 20 cm wody, że bramy nie idzie otworzyć. Wejść praktycznie nie można. Przekonał się o tym listonosz, który nie mógł tutaj dotrzeć. Ksiądz kiedyś wchodził po kładce na kolędę, bo inaczej by nie wszedł. Tak ukształtowana droga powoduje, że woda dostaje się też na podwórko. Żeby wyjść z domu i wejść z powrotem, trzeba zakładać kalosze - opowiada rodzeństwo.
     Sołtys Wójcina Fabian Heinich potwierdza, że problem nie jest łatwy do rozwiązania. Przyznaje, że sprawa nie jest nowa i pracownicy Urzędu Miejskiego szukali już sposobu, dzięki któremu woda przestałaby zalewać posesję Teresy Kubalak.
     - To jest trudna sprawa. Ja też raz po raz to monituję, ale sam pan widzi z jakim skutkiem. Ten problem zawsze tam był. W czasie dużych opadów ci państwo mają problem, bo ten dom jest tak nieszczęśliwie usytuowany. Myślę, że problem jednak w końcu powinien być rozwiązany - przyznaje Fabian Heinich.
     Ryszard Parjaska z Urzędu Miejskiego w Żninie przyznaje, że zna problem, z jakim boryka się Teresa Kubalak. - Trzeba by się zastanowić nad jakąś studnią chłonną. Jeszcze raz się nad tym tematem pochylimy i przyjrzymy się, co by można docelowo zrobić. Wspólnie z miejscowymi rolnikami zastanowimy się, co z tym zrobić. Wybierzemy się tam po opadach i zobaczymy, jak to wygląda - zapewnia.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1064 (27/2012)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/07/2025 10:02
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości