Władysława Kamińska straciła cierpliwość, gdy zadzwoniła na infolinię „Orange”. „Przyjechali, zawiązali kabel na drzewie, zostawili wszystko byle jak, a ja musiałam zapłacić 10 zł za to, że rozmawiali ze mną w związku z tym zgłoszeniem. Dlatego zrezygnowałam z telefonu stacjonarnego” - powiedziała mieszkanka Bożejewiczek.
fot. Karol Gapiński
Bożejewiczki, Orange, linia telefoniczna, mieszkańcy, naprawa
Rozmowy płyną przez trawę
Od lutego mieszkańcy Bożejewiczek pod Żninem nie mogą się doczekać skutecznej naprawy linii telefonicznej, którą zerwał przejeżdżający tir. Rozmawiać przez telefon wprawdzie można, ale kabel, przez który płyną te rozmowy, leży w trawie, na prywatnej posesji. Mieszkańcy rozwieszają kabel na płocie, żeby się o zerwane łącze nie potykać. Wczoraj firma Orange zapowiedziała, że zajmie się tym problemem.
W lutym przez drogę gminną w Bożejewiczkach, przy ul. Dębowej, niedaleko placu zabaw przejeżdżał tir. Kierowca jechał tak nieuważnie, że zerwał kabel napowietrznej linii telefonicznej. Przy okazji przewrócił słup. - Od początku jakimś wielkim problemem nie był brak łączności, bo i tak większość mieszkańców korzysta z sieci bezprzewodowych. Głównym problemem było to, że kabel spadł m.in. na prywatną posesję jednej z mieszkanek - mówi Halina Krygier, sołtys Bożejewiczek. - Kabel leży w trawie, co przeszkadza choćby w jej koszeniu. My się boimy, czy dzieciom nie stanie się krzywda przez ten kabel. U wjazdu na posesję przeszkadza też samochodom - mówi Teresa Nieszkowska, mieszkanka posesji, na którą w lutym spadł kabel telefoniczny i leżał aż do drugiej dekady czerwca.
- Ja wprawdzie interweniowałam zaraz po tym zdarzeniu i przyjechali jacyś pracownicy „Orange”, ale zrobili prowizorkę. Kabel przywiązali do drzewa, do słupa, zawiesili na płocie. Owszem, linia działała, bo to wystarczy związać kabel, ale zaraz z powrotem wszystko spadło na ziemię. Tym razem usłyszałam w „Orange”, że tę interwencję muszę zgłosić na ich infolinię. Tylko że dzwoniąc z telefonów komórkowych na tę infolinię, nie można się połączyć, a stacjonarnego telefonu nie mam - mówi Halina Krygier. Teresa Nieszkowska pokazuje nam na swoim trawniku, że zniecierpliwiona zawiesiła kabel podniesiony z trawy na płocie. Wygląda to jak sznur do wieszania prania. Halina Krygier dodaje, że sposób zajęcia się tą sprawą przez pracowników firmy telekomunikacyjnej zakrawa na kpinę.
Telefon stacjonarny do końca maja br. posiadała w swoim domu inna mieszkanka Bożejewiczek, Władysława Kamińska. - No i wykręciłam numer z tego stacjonarnego na infolinię. Interwencja była, jaka była, czyli nic nie dała, bo kabel leży, a ja zapłaciłam za połączenie i rozmowę z tą infolinią 10 zł. Od 1 czerwca już nie mam telefonu stacjonarnego, bo ze względu na koszty - a i tak korzystamy z komórek - zrezygnowałam. Teraz z telefonu komórkowego już na infolinię nie mogłam się dodzwonić.
Skontaktowaliśmy się z Marią Piechocką, poznańskim rzecznikiem prasowym firmy telekomunikacyjnej Orange. Oddział poznański realizuje sprawy dotyczące także województwa kujawsko-pomorskiego. Maria Piechocka powiedziała, że do Bożejewiczek na ul. Dębową firma wyśle pracowników, aby stwierdzili, co trzeba zrobić, a później zostaną podjęte działania.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1165 (24/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze