W Redczycach archeolodzy ze Stowarzyszenia Pomost ekshumowali 61 ofiar najpierw potyczki, a później masowej egzekucji żołnierzy i kilku cywilów niemieckich. Masakra w Redczycach miała miejsce 21 stycznia 1945 r. Tamte wydarzenia pamięta dobrze Alojzy Łybek, który obecnie mieszka w Wilczkowie.
Kazimiera Zamorska w 1945 r. była 12-letnią Kazią Rabachą i mieszkała w Redczycach. Znała się w tamtych czasach ze wspólnych zabaw ze swoim rówieśnikiem Alojzym Łybkiem. Dzisiaj to on więcej pamięta
o masakrze, której ofiarami po wkroczeniu Armii Czerwonej stali się hitlerowscy żołnierze.
fot. Karol Gapiński
Szczątki najprawdopodobniej 61 osób zostały odkryte w zbiorowej mogile i trzech pojedynczych miejscach pochówku na pozostałościach cmentarza ewangelickiego w Redczycach. Większość to żołnierze Wehrmachtu. Kilku z nich poległo w potyczce z kolumną czołgów radzieckich 21 stycznia 1945 r., a reszta została wzięta do niewoli i od razu rozstrzelana przez czerwonoarmistów.
DAWNA MIESZKANKA NIE MOGŁA ZAPOMNIEĆ
Przed dwoma tygodniami prace wykopaliskowe na cmentarzu w Redczycach przeprowadzało poznańskie Stowarzyszenie Pomost, które w ramach umowy polsko-niemieckiej realizuje na terenie województw, m.in. wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego, zadania odkrywania mogił niemieckich z lat II wojny światowej. Szczątki żołnierzy III Rzeszy są odkopywane często z dotąd nieujawnionych miejsc pochówków, a następnie grzebane na centralnym cmentarzu niemieckim w okolicach Starego Czarnowa w powiecie gryfickim, w województwie zachodniopomorskim. Przypomnijmy, że kilka lat temu w wyniku tej samej umowy międzynarodowej ekshumacje na podstawie zeznań świadka przeprowadzono w okolicach Wyręby i Jabłowa Pałuckiego.
Lusterko z treścią propagandową po rosyjsku: „Koniec bolszewizmu, początek twojego szczęścia“, które archeolodzy odkryli w Redczycach przy szczątkach jednego z żołnierzy Wehrmachtu Ostatnie prace archeologów ze Stowarzyszenia Pomost na Pałukach są rezultatem informacji, które dwa lata temu dotarły do tej organizacji w liście od mieszkanki Bydgoszczy Anny Domańskiej. - Jako dziewczynka mieszkała ona w 1945 r. w Redczycach i była świadkiem tych wydarzeń. Nurtowały ją te wspomnienia przez całe życie i wreszcie przed dwoma laty zdecydowała się do nas napisać. Opowiedziała w tym liście całą historię, wskazała również dokładnie miejsce pochówku niemieckich żołnierzy w Redczycach. Pani Anna Domańska informowała również o ofiarach wśród ludności cywilnej. Spodziewaliśmy się, według relacji, odnaleźć szczątki około 40 osób. Potwierdzały to również inne osoby, które zamieszkiwały tę okolicę w 1945 r. - przekazał Tomasz Czabański, prezes Stowarzyszenia Pomost w Poznaniu.
Dwa lata trwały przygotowania formalne do ekshumacji, poza tym najpierw stowarzyszenie miało do przeprowadzenia wykopaliska w innych miejscach. Do Redczyc archeolodzy mieli przyjechać za kilka tygodni, ale korzystna aura sprawiła, że harmonogram prac został przyspieszony i ekshumację w Redczycach przeprowadzono przed dwoma tygodniami. Tomasz Czabański dodaje, że nieznana była dokładna lokalizacja mogiły, dlatego najpierw przez dwa tygodnie prowadzone były działania rozpoznawcze w terenie, zanim przystąpiono do wykopalisk.
BRAT ZABIŁ BRATA
Prace prowadzone pod Żninem przywołały wspomnienia starszych mieszkańców tej okolicy oraz ich dzieci. Udało nam się dotrzeć do Alojzego Łybka, który urodził się w 1933 r. w Redczycach. Obecnie mieszka w Wilczkowie. Zimą 1945 roku przebywał z rodziną w Hubie pod Chomętowem. Jednak w Redczycach mieszkali jego koledzy, z którymi się bawił i spędzał czas. Miał tam również rodzinę, stąd pamięta zdarzenia z 21 stycznia 1945 r.
- Była to niedziela, między 11:30 a 12:00 przed południem. W Redczycach był oddział żołnierzy niemieckich. Oni uciekali przed Armią Czerwoną. W tej wsi, jeszcze przed wojną, było bodajże siedem czy osiem gospodarstw niemieckich. Praktycznie połowa Redczyc to byli przedwojenni jeszcze gospodarze niemieccy. Ta społeczność uciekła przed wojskiem radzieckim kilka dni wcześniej, w środę. Gdy w niedzielę przebywali tam niemieccy żołnierze, to zastali puste posesje po swoich rodakach. Tam też się schronili dla odpoczynku. Od strony Żnina nadjechały przed południem trzy czołgi radzieckie. To Niemcy pierwsi do nich strzelili. Nie wiem, czy to ostatecznie przekreśliło ich szansę na przeżycie. Może Ruscy wzięliby ich tylko do niewoli? Choć nie sądzę. W każdym razie rozpoczęła się strzelanina. Ze swoich armat wystrzeliły też czołgi. Jeden przestrzelił dawny dom Hermana Zieberta. Pocisk przeszył strych. Drugi pocisk został wystrzelony w budynek innego Niemca z okresu przedwojennego i z lat wojny - Maxa Cymke. Ja nie wiem, jak się ich nazwiska niemieckie pisało, więc podaję tylko tak, jak o nich wtedy we wiosce mówiliśmy. Po wywiązaniu się ognia może kilku Niemców zostało zabitych. Inni szybko zaczęli uciekać. Ale na nic się to im zdało. Szybko ich Ruscy otoczyli, a później wszystkich zastrzelili. Pamiętam z opowieści starszych, bo akurat sam tego nie widziałem, o jednej takiej sytuacji, która w szczególny sposób wbiła mi się w pamięć jako dzieciakowi. Bo jeśli to była prawda, to znaczy, że był to niesamowity zbieg okoliczności i czyjaś rodzinna tragedia. Okazało się bowiem, że w grupie Niemców jest jeden Rosjanin czy też Ukrainiec, który do nich przystał parę lat wcześniej, gdy hitlerowcy mieli przewagę i wygrywali na wschodzie. A w styczniu 1945 r. w Redczycach - z tego, co mi starsi mieszkańcy wtedy opowiadali - rodzony brat tego Rosjanina czy Ukraińca, akurat był w oddziale, który pokonał Niemców w Redczycach. I ten czerwonoarmista poznał swego. Nie wiedział, że on przeszedł na niemiecką stronę. Myślał, że wcześniej zginął. Powiedział do niego: „Ty i tak nie masz po co wracać do domu. Towarzysz Stalin takich rzeczy nie daruje, umarłbyś w męczarniach“. I osobiście zastrzelił swojego brata - opowiedział Alojzy Łybek.
Zapytaliśmy go, czy pamięta innych świadków wydarzeń z 21 stycznia 1945 r., którzy nadal mieszkają w tej okolicy. Nasz rozmówca przypomniał sobie Kazimierę Zamorską, córkę Gustawa Rabachy. Jest ona rówieśniczką Alojzego Łybka, a mieszka obecnie w Januszkowie. Pan Alojzy doprowadził nas i do niej.
- Ja nie pamiętam tego, co się tam stało, to było dawno temu. Poza tym, gdy rozpętała się ta strzelanina, to my u sąsiadów Wojciechowskich siedzieliśmy w piwnicy, chroniąc się przed pociskami. Rozstrzelania Niemców też nie widziałam - to było wszystko, czego dowiedzieliśmy się od pani Kazimiery.
AMUNICJA DO SAPERÓW
Prace ekshumacyjne pokazały, że w zbiorowej mogile było więcej szczątków niż przypuszczali świadkowie. Maksymilian Frąckowiak, archeolog ze Stowarzyszenia Pomost poinformował, iż w zbiorowej mogile było 58 ciał, a trzy dalsze w indywidualnych pochówkach nieco dalej, ale też w obrębie dawnego cmentarza ewangelickiego. Mogiła zbiorowa miała powierzchnię 8,40 na 2,20 m. Znajdowała się w centralnej części cmentarza, ale na pustej w 1945 r. kwaterze. W sąsiedztwie są pozostałości normalnych pochówków obrzędu ewangelicko-augsburskiego. Jednak pozostałości pomników nagrobnych na cmentarzu nie ma już wiele.
- Większość szczątków pozostawionych w zbiorowej mogile to żołnierze Wehrmachtu. Byli w wieku od 18 do 25 lat, sądząc po wyglądzie szkieletów. Druga część tych szczątków to pozostałości po dojrzałych już mężczyznach, w wieku 50-60 lat. Należy sądzić, że to oddział volkssturmu, czyli pospolitego ruszenia niemieckiego, które było zaciągnięte pod broń w końcówce wojny. Były wśród szczątków pozostałości wyposażenia żołnierskiego, jak menażki, manierki. Przy jednym ze szkieletów odnaleźliśmy bardzo dużo amunicji. Natomiast broni nie było. Również niewiele zostało z elementów odzieży. Po pierwsze, szczątki leżały 70 lat pod ziemią, a po drugie, zanim zostały pochowane, to - jak wynika z relacji świadków - może około dwa tygodnie leżały niezakopane wzdłuż drogi w Redczycach. Rosjanie nie pozwalali mieszkańcom ich zakopać. Poza tym zarówno przez żołnierzy radzieckich, jak i przez polskich cywilów mogły zapewne być zabrane części odzieży, zwłaszcza buty czy płaszcze od zabitych hitlerowców. Była zima, czas wojny. Odzież była bardzo poszukiwanym wtedy dobrem. Jakakolwiek odzież. Znaleźliśmy w mogile tylko jeden nieśmiertelnik, czyli metalową blaszkę pozwalającą zidentyfikować żołnierza. Został ów nieśmiertelnik wybity w 1939 r., zatem należał do żołnierza o długim stażu. Był żołnierzem artylerii, a przynajmniej 6 lat wcześniej, gdy wybito jego blaszkę. Przeżył on pod bronią całą wojnę i zginął na początku 1945 r. w Redczycach. Innych nieśmiertelników nie było w mogile, być może z tego powodu, że zabrali je Rosjanie lub ktoś z cywilów, aby przekazać choćby do PCK. Tą drogą rodziny tych zabitych mogłyby się dowiedzieć o losie swoich synów. Wiemy, że tak się nie stało, ponieważ w żadnym niemieckim archiwum nie odnaleźliśmy żadnej wzmianki o tym, że ktokolwiek zginął z ich strony w Redczycach w czasie wojny. Zatem tę przeszłość odkrywamy dopiero teraz - podkreśla Tomasz Czabański.
Odnalezioną amunicję stowarzyszenie przekazało Komendzie Powiatowej Policji w Żninie, a ta - jak poinformował rzecznik prasowy, nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński - została oddana saperom Wojska Polskiego.
Zanim szczątki Niemców z Redczyc trafiły do Poznania, były po kolei mierzone, przeszukiwane i katalogowane
fot. archiwum Stowarzyszenia „Pomost“ w Poznaniu
Alojzy Łybek pamięta, że 70 lat temu, po wydarzeniach w Redczycach i on, i jego bracia oraz koledzy odnajdywali jeszcze sporo broni po Niemcach. - My się tym próbowaliśmy bawić, ale gdy tylko starsi nas przyuważyli, to szybko nam tę broń zabierali. Były to chyba mauzery. Nasi mieszkańcy, nawet po przedwojennym przeszkoleniu wojskowym, nie bardzo wiedzieli, jak to się obsługuje, ale brali do rąk i przyglądali się, czy to strzela. U Gustawa Rabachy w ogrodzie leżało kilka pozabijanych koni i stało chyba z sześć czy osiem wozów pełnych pozbieranej broni i amunicji. Część chyba wzięli w dalszą drogę Rosjanie. Część zaś miała zostać odwieziona do punktu w Jaroszewie, gdzie należało wszelką broń i amunicję zdawać. Nasi ludzie bali się tym wozem jechać, bo mówili, że to jeszcze na wertepach wybuchnie. Wreszcie mój najstarszy brat, Jasiu, który teraz już nie żyje, a wtedy miał 18 lat, zdecydował, że on pojedzie. Wsiadł na wóz i odjechał z tym arsenałem do Jaroszewa. Nic mu się nie stało i niedługo później wrócił do domu - mówi Alojzy Łybek.
CYWILE I PROPAGANDOWE LUSTERKO
Prezes Stowarzyszenia Pomost przyznaje, że według informacji Anny Domańskiej wśród ofiar wydarzeń styczniowych w 1945 r. w Redczycach byli też cywile
- kobiety z dziećmi. Dokonana ekshumacja to potwierdziła, wśród żołnierzy Wehrmachtu i volkssturmu były też szczątki kobiety oraz dziecka w wieku od 5 do 8 lat. O określeniu wśród szczątków płci przynajmniej tej jednej kobiety zdecydował rodzaj obuwia, jaki nosiła. Poza tym na jej czaszce znajdował się grzebień do układania włosów.
- Ja pamiętam, że jak już Rosjanie skończyli z tymi Niemcami, to na drodze od strony Wawrzynek pokazały się trzy kobiety, które szły z dziećmi. Jeden z czerwonoarmistów pytał je po swojemu, gdzie idą, kim są. Jedna z nich odpowiedziała jakimś pytaniem. Po niemiecku. Po tej wymianie zdań i one, i dzieci też zostały zabite. Nie wiem, czy te Niemki z dziećmi to były przedstawicielki naszej tutaj społeczności sprzed wojny, czy po prostu uciekały przez nasz teren ze wschodu na zachód. W każdym razie tutaj zginęły - przypomina sobie Alojzy Łybek.
Pamięta on również, że ciała zabitych Niemców leżały przy drodze w Redczycach niepochowane przez co najmniej dwa tygodnie. Dopiero wtedy miejscowi ludzie otrzymali zgodę, by te ciała zakopać na niemieckim cmentarzu. - Na pewno było to już w lutym, bo to sobie dobrze przypominam, że dopiero wtedy te ciała zniknęły z drogi. Co do śmierci tych Niemców, to nie potrafię powiedzieć, czy gdyby się poddali od razu, to by przeżyli. Nie sądzę. Zostali rozstrzelani, ale też wydaje mi się, że gdyby Rosjanie nie wjechali i ich nie zlikwidowali, to nie wiadomo, co by się z nami - Polakami stało. Przedwojenny kierownik szkoły w Redczycach utrzymywał w czasie okupacji kontakty z Niemcami i powiedział nam, że oni chcą nas wszystkich tutaj Polaków zebrać w jednym miejscu. Po co? Tak się później domyślali starsi, że jeśli to prawda i tak by się stało, to oni by nas wszystkich pewnie rozstrzelali. To nas spotkałby może ten los, który dosięgnął koniec końców ich z rąk Ruskich - mówi Alojzy Łybek.
Tomasz Czabański poinformował, że jeśli chodzi o część żołnierzy niemieckich odkrytych w mogile w Redczycach, to byli to frontowcy wycofujący się przed Armią Czerwoną aż z terenów radzieckich. Świadczy o tym lusterko, które archeolodzy ze Stowarzyszenia Pomost odkryli przy szczątkach jednego z Niemców. - To podręczne lusterko, taki propagandowy gadżet do rozdawania ludności cywilnej na terenie ZSRR po niemieckiej inwazji z 1941 r. Na tym lusterku, z tyłu na sreberku jest napisane po rosyjsku „Koniec bolszewizmu - początek twojego szczęścia“. Tym sposobem Niemcy próbowali przekonywać ludność radziecką, że pod rządami Hitlera będzie im lepiej, niż pod Stalinem. Przyznam, że na takie znalezisko jeszcze nie natrafiliśmy, a działalność naszą prowadzimy od 2003 r. - powiedział Tomasz Czabański.
TO NIE KONIEC EKSHUMACJI NA PAŁUKACH
Na razie szczątki Niemców z Redczyc trafiły do magazynu stowarzyszenia na cmentarzu w poznańskim Miłostowie. 8 października zostaną pochowane wspólnie z około tysiącem innych szczątków żołnierzy niemieckich na cmentarzu w Starym Czarnowie. Tyle mniej więcej szczątków co roku stowarzyszenie grzebie na tym cmentarzu. W innych rejonach Polski działalność tę prowadzą inne stowarzyszenia, a szczątki kierowane są na inne cmentarze centralne. Dotychczasowe, nieoznakowane i zapomniane miejsca pochówku żołnierzy hitlerowskich, według umowy ze stroną niemiecką, nie są upamiętniane tablicami informacyjnymi, ani w żaden inny sposób.
Po ekshumacji w Redczycach Stowarzyszenie Pomost zaczęło otrzymywać bardzo dużo sygnałów i informacji o zagubionych cmentarzach ewangelickich. Tomasz Czabański apeluje, aby tego typu informacji do stowarzyszenia nie przekazywać, bo zajmuje się ono ekshumacjami żołnierzy, a nie osób cywilnych. Prezes Stowarzyszenia Pomost powiedział również, że zgłosił się do stowarzyszenia także jeden z mieszkańców Pałuk, który przekazał cenne informacje o możliwym pochówku niemieckich żołnierzy na Suwalszczyźnie. Ta informacja zostanie przekazana tam działającemu innemu stowarzyszeniu. Natomiast w powiecie żnińskim Pomost w najbliższych miesiącach przeprowadzi prace w jeszcze jednej lokalizacji. Gdzie to będzie, prezes nie chce póki co ujawniać, aby nie spowodować przedwczesnej ingerencji osób ciekawskich, które przed oficjalną ekshumacją mogłyby zniszczyć to miejsce. Rzecz dotyczy prawdopodobnie również mogiły zbiorowej. Dalsze pojedyncze miejsca pochówków niemieckich żołnierzy na terenie naszego powiatu również Stowarzyszenie Pomost ma wytypowane do ekshumacji w kolejnych miesiącach. Tomasz Czabański prosi o zgłaszanie informacji o miejscach pochówków żołnierzy niemieckich z II wojny światowej za pośrednictwem naszej gazety.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1207 (13/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze