Teoretycznie rysie na Pałukach nie mieszkają. Nawet zakładając, że jakiś osobnik tutaj by dotarł, np. z terenów Puszczy Nadnoteckiej, to czy zbliżałby się do siedzib ludzkich, czy raczej bytował w lesie? Po sobotniej przygodzie mieszkańca Kaczkowa w gminie Żnin, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista.
Dariusz Goliński z Kaczkowa wracał w sobotę 14 listopada około 9.00 ze sklepu do domu. Jeszcze zanim podjechał pod posesję, widział przez szybę w samochodzie sprężyście snującego się wśród liści kota. Zwierzę na pewno nie było kotem domowym, co łatwo było ocenić ze względu na wielkość tego zwierzęcia. Drapieżnik skręcił i oddalał się od drogi, zmierzając w kierunku Jeziora Kaczkowskiego. Dariusz Goliński widząc to, zatrzymał się na górce i wysiadł z auta, by mieć lepszy widok na zwierzę.
- Początkowo myślałem, że to puma może, bo ostatnio w okresie wakacyjnym sporo się mówiło o pumie, która w Polsce chodziła sobie na wolności. Gdy wyszedłem z samochodu, to ku mojemu zdziwieniu zwierzę nie uciekło. Podejrzewałem, że to ryś, a o tych zwierzętach wiedziałem, że są bardzo płochliwe, więc nie wiem, dlaczego on się najpierw położył na liściach. Mienił się kolorami a jego cętkowana maść idealnie harmonizowała z podłożem. Ja jestem typem wzrokowca, który potrafi różne rzeczy, nawet biorąc pod uwagę kamuflaż, dostrzec. Przyznam jednak, że jeślibym spuścił na chwilkę chociaż wzrok z tego kota, to trudno byłoby mi go znów namierzyć. Włączyłem od razu telefon, zacząłem nagrywać. Na początku myślałem, że on zaraz ucieknie, więc nawet nie pomyślałem o zoomie w aparacie. Okazało się jednak, że kot nie ucieka. Domyślałem się, że to ryś. Tego gatunku chyba jeszcze na Pałukach nie widzieliśmy, choć przyznam, że nad naszym jeziorem w Kaczkowie ja natknąłem się jakiś czas temu na orła, który leciał nisko nad łąką, a następnie poleciał zapolować na kaczki. Od kilku lat zbierają się też u nas do odlotów czaple białe, Jeśli chodzi o tego dzisiejszego rysia, to ja od paru dni podejrzewałem, że jakiś dziki zwierzak kręci się koło naszego obejścia. Natykałem się na jakieś dziury w ziemi, próby podkopów. Myślałem, że to lis chce się dobrać do kur. Po dzisiejszym spotkaniu jestem przekonany, że to był jednak ryś, a nie lis. Skontaktowałem się ze znajomym leśnikiem, opowiedziałem o zdarzeniu i pokazałem nagranie. On również uważa, że to był ryś - opowiada Dariusz Goliński.
Ryś po kilkunastu sekundach wstał i zaczął dalej iść w kierunku jeziora. Jak ocenia Dariusz Goliński, najbliższa odległość, która go dzieliła od przemieszczającego się drapieżnika wynosiła około 20 m. Mężczyzna zdążył przypomnieć sobie o zoomie w aparacie i ostatnie kroki zwierzęcia, nim zniknęło ono w chaszczach, zdołał sfilmować na zbliżeniu. Kot miał na sobie obrożę telemetryczną. Ponieważ rysie nie występują na Pałukach, być może kot ten dotarł z innego regionu, w którym podejmowane są próby reintrodukcji tego niezwykle rzadkiego w Polsce - zwłaszcza poza obszarami górskimi lub Mazurami - drapieżnika. Niewykluczone, że mała płochliwość tego rysia wynikała z tego, że dopiero został puszczony na wolność i mając w pamięci obraz człowieka, nie boi się go. Dariusz Goliński zastanawia się, czy to, że ów kot jest taki ufny, aby nie będzie niebezpieczne dla ludzi, albo też dla samego drapieżnika. W Kaczkowie przecież poza wąskim pasem brzegowym jeziora, nie ma lasów. Tym bardziej więc, jeśli już drapieżnik znalazł się na Pałukach, to teoretycznie powinien poszukać sobie miejsca gdzieś w głębi lasów, a nie na odkrytym terenie, w pobliżu siedzib ludzkich. Dlatego mężczyzna był bardzo zdziwiony
Później tego samego dnia Dariusz Goliński był jeszcze raz w sklepie w Świątkowie. Rozmawiał ze znajomymi. Jeden z mężczyzn opowiedział mu, że całkiem niedawno ktoś rysia widział w Nadborowie.
Karol Gapiński, 15 XI 2020
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze