Halina Speier, do której należy ogródek, przez który płynęły ścieki z uszkodzonej kanalizacji, przyszła powiadomiona przez znajomą o tym, co się dzieje nad Gąsawką. Kobieta stwierdziła, że ścieki płynęły m.in. pod drewnem na opał, które miała ułożone na terenie ogródka.
fot. Karol Gapiński
Żnin, ścieki, Gąsawka, WiK, smród
Ścieki płynęły do Gąsawki
Strumień nieczystości wytrysnął spod ziemi na ogród Haliny Speier i spłynął niżej, znajdując ujście w pustym po ostatniej suszy korycie Gąsawki.
- To jest proszę pana zatruwanie środowiska. Gąsawka była sucha, ale dzisiaj jadę ul. Dworcową i widzę przez okno, że płynie rzeczką jakaś breja. A przecież deszcz wielki nie padał. Do tego smród jest tak wielki, że poczułem go przez zamknięte okna w samochodzie. To płyną ścieki. Nie wiem, kto to spuścił, ale ilości są wielkie, a wszystko płynie do jeziora - alarmował nas telefonicznie jeden z mieszkańców Żnina w poniedziałkowe, wczesne popołudnie.
Tak się złożyło, że obecny przy tej rozmowie telefonicznej był również pracownik Zakładu Wodociągi i Kanalizacji WiK w Żninie. Gdy udaliśmy się nad Gąsawkę, w okolice mostu na ul. Dworcowej, pracownik WiK od razu stwierdził, że jest to awaria kanalizacji sanitarnej i przez telefon poprosił swoich kolegów z firmy, by zajęli się zlokalizowaniem i usunięciem usterki.
Brzydko pachnąca ciecz tymczasem obficie płynęła przez ogródek działkowy znajdujący się nad Gąsawką. Wydostawała się spod budynku gospodarczego, później płynęła w dół ogródka do drzwi w ogrodzeniu i pod nimi spływała przecinając ścieżkę aż do Gąsawki.
Niedługo później na działkę przyszła Halina Speier. Mieszka na ulicy Śniadeckich, a swoją działkę uprawia właśnie tutaj, za ul. Spokojną. - Sąsiadka mi powiedziała, że ściek płynie przez moją działkę, więc szybko przyszłam. Nie wiem, co się dzieje, chyba awaria miejskiej kanalizy. Muszę powiadomić WiK - mówiła Halina Speier. Stwierdziliśmy, że brygada WiK już interweniuje, tyle, że za remizą straży pożarnej na ul. Spokojnej, kilkadziesiąt metrów dalej. Taką bowiem informację uzyskaliśmy od prezes WiK Małgorzaty Stawickiej, gdy wykonaliśmy do niej telefon.
- Na szczęście nie podlało mi warzyw na ogródku, w tym tych grządek, które mam tutaj pod folią. Tylko trochę podlało od spodu drewno, które mam tutaj ułożone na opał. Mam nadzieję, że nie będzie śmierdziało, gdybym chciała tym zimą palić w piecu - mówiła Halina Speier.
Tymczasem za budynkiem remizy Państwowej Straży Pożarnej brygada WiK wypompowywała ścieki z głównej rury, która tam biegnie wychodząc od znajdującej się obok przepompowni. Ścieki ze wschodniego rejonu gminy Żnin, z większości ulic w mieście oraz z terenu gminy Gąsawa są tamtędy tłoczone i dalej płyną do oczyszczalni w Jaroszewie.
Andrzej Daszkowski, mistrz robót kanalizacyjnych w przedsiębiorstwie WiK, przekazał nam, iż awaria nie oznacza żadnych przerw w odbiorze ścieków od mieszkańców. Na odcinku od przepompowni do ul. Dworcowej znajdują się dwie rury systemu kanalizacyjnego. Dlatego nie trzeba było zamykać obu w jednym momencie i dzięki temu kanalizacja była sprawna w czasie lokalizowania miejsc, w którym doszło do awarii.
Wkrótce awaria została usunięta. Okazało się, że jeden z dwóch przewodów tłocznych przetarł się o jakiś inny, obcy przewód w ziemi, niezwiązany z systemem kanalizacji. Naturalne ruchy gruntu powodowały ocieranie się pod ziemią elementów i przetarcia jednej z dwóch rur tłocznych.
Małgorzata Stawicka przekazała nam, że WiK jest ubezpieczony od skutków tego typu zdarzeń, więc jeśli ktoś poniósł straty w związku z wyciekiem ścieków, to może wnieść o rekompensatę. Wówczas ubezpieczyciel oceni podstawy do ewentualnych roszczeń.
Film z zakładce Filmy.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1232 (38/2015)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze