Reklama

Skarbówka zajęła mu firmę

Na kalkulatorze nie oblicza już zysków z działalności gospodarczej, bo po wkroczeniu Urzędu Kontroli Skarbowej Mariuszowi Ptakowi z firmy nie zostało nic

        fot. Remigiusz Konieczka

Przedsiębiorca, Zamość, firma, działalność gospodarcza, urząd skarbowy
     Skarbówka zajęła mu firmę
    Mariuszowi Ptakowi z Zamościa nie zostało niemal nic. Stracił wiarę w sens podejmowania własnej działalności gospodarczej. Twierdzi, że mimo tylu lat płacenia podatków na rzecz państwa, to samo państwo zablokowało mu konta i pozbawiło go źródeł dochodu.

     Zaczynał, jak chyba większość przedsiębiorców, od zera. Początki jego działalności sięgają 1982 roku. Prowadził wtedy warsztat koło domu w Rynarzewie. Tam wykonywał elementy metalowe dla kontrahentów. Jeszcze w latach 80. otworzył działalność w Kołaczkowie. Potem przeniósł się do Zamościa. Jego działalność skupiała się na wykonywaniu usług dla zakładów rowerowych w Kowalewie.
     W międzyczasie Mariusz Ptak wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Był 1986 rok. W Stanach pracował na frezarce CNC. - Nie znałem języka. Ogłosiłem się razem z kolegą w polskiej gazecie. Skontaktował się ze mną jeden przedsiębiorca. Na szczęście mówił po polsku. Powiedziałem, co potrafię. Kazał przyjść na dwudziestą tego samego dnia. Pokazałem, co potrafię i mogłem zaczynać już następnego dnia, o szóstej rano. Pracowałem po dwanaście godzin w ciągu dnia. Zarabiałem tygodniowo legalnie 500-600 dolarów na rękę. W Stanach chcieli, żebym został. Kolega mówił: „Pojedziesz, wychylisz się i skarbówka cię zje”. Miał rację - opowiada nam Mariusz Ptak.
     W Zamościu kontrole z Urzędu Skarbowego były regularne i jak twierdzi właściciel, niczego nie wykazały, a drobne uwagi urzędników były w terminie realizowane. Trwało to do 2008 roku. Wtedy pojawili się ludzie z Urzędu Kontroli Skarbowej w Bydgoszczy i zaczęli drążyć. Przedsiębiorca wyjaśnia, że zaczęli sprawdzać dochody za 2008 rok. Była to kontrola, jak przypuszcza, na skutek donosu. Potem sprawdzali wszystkie dochody z lat wcześniejszych. Chcieli wiedzieć, jakie rzeczy i za ile były kupowane. - Kazali nam legitymować się dokumentami, których zgodnie z prawem nie musieliśmy trzymać - wyjaśnia przedsiębiorca. - Cofali się w swoich żądaniach do lat 90. Potem zacząłem szukać wszystkich dokumentów z całego życia.
     Dodał, że przez cały czas żył skromnie i odkładał pieniądze, które lokował w bankach. Teraz Urząd Skarbowy wymaga, by przedstawić dokumenty ze środków na rachunkach nawet z lat 80, a ustawa zobowiązuje banki do pięcioletniego okresu przetrzymywania historii.
     Nasz rozmówca wyjaśnił, że UKS w Bydgoszczy najprawdopodobniej otrzymał informacje o niezaksięgowanych (ukrytych) dochodach i zaczął sprawdzać, czy firmę było faktycznie stać na inwestycje, jakie poczynił jej właściciel, czyli Mariusz Ptak. Urzędnicy stwierdzili, że przedsiębiorca nie uprawdopodobnił (takiego użyto określenia) swoich dochodów. Uznali, że z działalności gospodarczej osiągnął taki zysk, który nie uprawniał do takich inwestycji, zakupów, jakie poczynił. Dostarczone przez niego dowody na pracę w USA nie były wystarczające. Musiał przedstawiać kolejne w niemal niewykonalnym terminie, np. siedmiodniowym.
     - Były narzucane pytania i terminy, z których nie byłem w stanie się wywiązać. Musiałem zawiesić działalność gospodarczą, bo cały czas pochłaniało szukanie dokumentów, jakich żądali kontrolerzy. W 2011 roku odwiesiłem działalność, ale tylko po to, żeby ją zamknąć - wyjaśnia Mariusz Ptak.
     W Zamościu prowadził działalność syn Mariusza Ptaka. Spółka, której wynajmował teren, niedawno wypowiedziała mu umowę, bo zbyt dużo problemów miała ze względu na nachodzenie przez urzędników. Pod koniec listopada ubiegłego roku posesję w Zamościu odwiedzili pracownicy Urzędu Skarbowego w Nakle, ponieważ UKS w Bydgoszczy zlecił US w Nakle zabezpieczyć majątek przed wydaniem decyzji o przebiegu kontroli. Urzędnicy spisali to, co się tam znajdowało i oświadczyli, że zajęli majątek. - Zajęli nawet nie moje maszyny, tylko firmy, której wynajmowałem nieruchomość - informuje Mariusz Ptak. Oprócz tego, naszego rozmówcę pozbawiono dochodu, bo skarbówka zajęła jego konta.
     - Nie znam się na księgowości. Znam się na robocie. Prowadziła to wszystko księgowa. Jak było to możliwe, że z firmy, w której wszystko grało, teraz nie zostało nic. Zapłaciłem masę podatków. Wszystko było w porządku. Dawałem ludziom pracę. Pracowało nieraz około trzydziestu ludzi. Okazuje się, że nie warto było pracować, czasem nawet dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zabrano mi możliwość normalnego życia. W dodatku ciągła praca doprowadziła do poważnych problemów zdrowotnych, zwyrodnienia kręgosłupa  - żali się Mariusz Ptak.
     Chcieliśmy zapytać w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Bydgoszczy, dlaczego sprawa Mariusza Ptaka trwa tak długo (dwa lata) i w jakim kierunku zmierza. Niestety urzędy skarbowe nie mogą odpowiadać na sprawy dotyczące indywidualnych podatników. - Ustawa o kontroli skarbowej nie pozwala nam na udzielanie takich informacji. Nie wypowiadamy się na temat konkretnych spraw. Obowiązuje nas tajemnica skarbowa, za naruszenie której jest odpowiedzialność karna - wyjaśnił rzecznik UKS w Bydgoszczy Bartosz Stróżyński.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1096 (7/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości