Reklama

Skażony wskaźnik bezrobocia

Barcin, wskaźnik, bezrobocie, Henryk Popławski
     Skażony wskaźnik bezrobocia
    Henryk Popławski postulował, by robotami publicznymi zajmowały się ośrodki pomocy społecznej, a nie urzędy pracy. Uznał, że roboty publiczne i prace interwencyjne to sztuczne likwidowanie bezrobocia.

     Na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Barcinie Olga Berdysz z Powiatowego Urzędu Pracy w Żninie przedstawiała informacje na temat bezrobocia w powiecie. Jej wystąpienie wywołało dyskusję na temat robót publicznych, prac interwencyjnych i działalności gospodarczych.
     Burmistrz Michał Pęziak informował już po sprawozdaniu, że gmina Barcin zatrudniła w tym roku 56 osób w ramach robót publicznych. W grudniu tego roku jest zatrudnienie dla kolejnych 56 osób. 37 osób znalazło zatrudnienie w ramach prac społeczno-użytecznych. Jest także realizowanych 12 staży. W sumie na łagodzenie skutków bezrobocia gmina przeznacza ponad 500.000 zł. Takie same nakłady pochodzą z Powiatowego Urzędu Pracy w Żninie.
     - Część tych ludzi pracuje w naszych jednostkach, ale wielu pracuje w „Wodbarze” i wraz z pracownikami „Wodbaru” dbają o to, żeby w naszym mieście było czysto i żeby zieleń była zadbana - mówił burmistrz Barcina.
     Radny Henryk Popławski stwierdził, że wskaźnik bezrobocia jest wyliczany w oderwaniu od rzeczywistości, ponieważ wylicza się go tylko na podstawie osób, które są zarejestrowane w Urzędzie Pracy, podczas kiedy część osób się nie rejestruje, pomimo tego, że pozostaje bezrobotna. Stwierdził także, że cześć osób, które pracują na czarno, jest zarejestrowanych w Urzędzie Pracy tylko po to, żeby mieć świadczenie w postaci ubezpieczenia społecznego.
     - To jest taki wskaźnik bardzo skażony - powiedział Henryk Popławski i pytał o statystyki dotyczące tego, ile osób po skorzystaniu ze staży znalazło zatrudnienie na okres dłuższy niż 12 miesięcy. Interesowało go również, ile osób po uruchomieniu działalności gospodarczej dostaje dofinansowanie i prowadzi ją dłużej niż wymagane 24 miesiące.
- Na pewno nie jest efektem pozytywnym to, że ponad 50% środków jest przeznaczane na roboty publiczne, na prace interwencyjne, ponieważ to jest sztuczne likwidowanie bezrobocia - stwierdził Henryk Popławski. - To powoduje, że osoby, które są zatrudniane w tych formach, uzyskują tylko prawo do zasiłku, a nadal pozostają bezrobotne. Nie czarujmy, że to powoduje spadek bezrobocia. To pomaga w utrzymaniu porządku i estetyki, ale strukturalnego bezrobocia nie rozwiąże w żaden sposób.
     Radny pytał także, czy Urząd Pracy prowadzi weryfikację osób, które pozorują tylko chęć zatrudnienia podejmując czasami staże, a później po rozpoczęciu stażu długotrwale chorują i uchylają się od świadczenia pracy.
     - Nie powiedziałem, że jedyną korzyścią dla gminy jest utrzymanie zieleni i czystości - stwierdził burmistrz. - Te środki przeznaczone na roboty publiczne są łagodzeniem skutków bezrobocia. Ci ludzie, którzy często są długotrwale bezrobotni, nabierają nawyków przychodzenia do pracy, wstawania rano i to jest ważne. Natomiast dzięki temu, że są te roboty publiczne, nie trafiają oni do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej albo rzadziej trafiają, bo sobie na swoje utrzymanie zapracują. Są tacy ludzie, którzy w inny sposób sobie pracy nie znajdą, a jak sobie wypracują to świadczenie, które nazywamy potocznie kuroniówką, to też mają jakieś środki do życia.
     Olga Berdysz z Powiatowego Urzędu Pracy podkreślała, że roboty publiczne są najbardziej popularną formą wsparcia i wiele osób o nie pyta.
     - Osoby zatrudnione w ramach robót publicznych często są jedynymi w rodzinie, które mają dochód - mówiła Olga Berdysz. - Ten dochód w postaci minimalnego wynagrodzenia to często jedyna szansa na to, żeby one mogły funkcjonować. Nie można tu generalizować i nie można łączyć robót publicznych z doposażaniem stanowiska pracy lub prowadzenia działalności gospodarczej, bo są to dwa różne aspekty.
     Olga Berdysz przyznała, że wsparcie dla działalności gospodarczej jest praktyczniejsze i korzystniejsze, ale nie jest ono przeznaczone dla wszystkich, bo nie wszystkie osoby bezrobotne mają predyspozycje do tego, żeby prowadzić taką działalność i poradzić sobie z nią przez minimum 12 miesięcy. Uznała, że nie wystarczy mieć pomysł, ale trzeba też umieć przezwyciężyć trudności. Stwierdziła też, że są osoby, które po dwunastu miesiącach zamykają działalność, ale wpływają na to czynniki niezależne od Urzędu Pracy i Urzędu Miejskiego, jak choćby zwiększenie stawki ZUS.
     Henryk Popławski dopowiedział, że nie jest przeciwnikiem robót publicznych, ale stwierdził jednocześnie, że większą rolę widzi w tej kwestii opieki społecznej niż urzędów pracy. Przyznał też, że rolą państwa jest stworzenie takich warunków, żeby ludzie mogli się samoutrzymać i samozatrudniać, a obciążenia kosztów pracy są tak duże, że ani przedsiębiorcy, ani ci, którzy prowadzą drobną działalność gospodarczą, nie mogą się utrzymać na rynku pracy, bo muszą odprowadzać zbyt duże składki.
     - Wmawia nam się, że wychodzimy z kryzysu, od kilkudziesięciu lat jak tylko pracuję zawodowo gonimy Zachód, a okazuje się, że koszty pracy są tak wysokie, że wcale nie mamy efektywności pracy mniejszej niż na Zachodzie, tylko obciążenia narzucane przez państwo są zbyt wysokie i tu należałoby szukać rozwiązania - powiedział Henryk Popławski.
     Burmistrz Barcina przyznał, że za duże są obciążenia dla pracodawców, natomiast nie zgodził się z twierdzeniem, że lepiej by było, żeby ludzie biorący udział w robotach publicznych korzystali z pomocy społecznej.
     - Wolałbym, żeby ludzie dostawali pieniądze za pracę, a nie w formie zasiłków i dodatków - powiedział burmistrz Michał Pęziak.
     - Pan mnie źle zrozumiał - wyjaśniał Henryk Popławski. - Mnie nie chodzi o to, że oni mają pobierać zasiłki, ale o to, że te działania mogłaby koordynować opieka społeczna, tego nie musi robić urząd pracy. Nie ma nic gorszego niż dawanie pieniędzy za nic. Nie jestem wrogiem robót publicznych, tylko nie widzę tu roli urzędów pracy. Środki rozdzielane są w ramach robót publicznych czy interwencyjnych i to są instrumenty potrzebne, ale nie w Urzędzie Pracy.
     Rafał Rydlewski pytał o osoby z wyższym wykształceniem korzystające z Powiatowego Urzędu Pracy, ile takich osób pozostaje bezrobotnych. Sugerował, żeby pomyśleć o skierowaniu działań właśnie dla nich.
     Olga Berdysz wyjaśniała, że Urząd Pracy podejmował działania skierowane do osób z wykształceniem wyższym, a wśród nich był projekt Moja droga do aktywności zawodowej, który skierowany był do kobiet z wykształceniem średnim i wyższym. Zobowiązała się również dostarczyć radnym dokładne dane na temat osób bezrobotnych z wyższym wykształceniem.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1140 (51/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości