Reklama

Skutki odmawiania praw obywatelskich

Gorące wybory sołtysa w Podobowicach
     Skutki odmawiania praw obywatelskich
     Anna Mikołajczyk, stażystka w Urzędzie Miejskim: - Zwracałam uwagę na nieprawidłowości w prowadzeniu zebrania i za to ponoszę karę. Radny Czesław Dalewski: - Ci niewidomi, którzy głosowali, też mają prawo głosu. Głosowanie niewidomych to nie jest nieprawidłowość. - Arogancja nie przystoi urzędnikowi. Trzeba umieć zachować nerwy na wodzy - mówi burmistrz. - Poczułam się potraktowana przedmiotowo. [...] Owszem, mówiłam nerwowo, ale żeby zaraz atak i arogancja? - dziwi się stażystka, której staż stanął pod znakiem zapytania.

Czesław Dalewski brał udział w zebraniu jako mieszkaniec Podobowic, radny i dyrektor Domu Pomocy Społecznej
        fot. Arkadiusz Majszak

     Mieszkanka Podobowic Anna Mikołajczyk odbywa w Urzędzie Miejskim w Żninie staż. Pod koniec zeszłego tygodnia otrzymała z Powiatowego Urzędu Pracy pismo z informacją o zakończeniu stażu z powodu złamania regulaminu pracy.
     Zawiadomienie do Powiatowego Urzędu Pracy informujące o złamaniu regulaminu pracy UM w Żninie wysłał burmistrz Żnina Leszek Jakubowski. Wyjaśnił nam, że stażystka zachowała się niewłaściwie na zebraniu w Podobowicach, gdyż nie sprostała wymaganiom stawianym urzędnikowi w zakresie poszanowania powagi i godności obywateli, a także naruszyła zasady uprzejmości i życzliwości w kontaktach ze zwierzchnikiem służbowym (wiceburmistrz Aleksandra Nowakowska) i przedstawicielami władzy lokalnej (radny Czesław Dalewski).
     Zawiadomienie do PUP przygotowywał pracownik Urzędu Miejskiego Wacław Żychliński, który wyjaśnia, iż złamanie regulaminu nastąpiło co prawda poza godzinami pracy, ale regulamin określa sposób zachowania urzędnika nie tylko w czasie pracy, ale i poza nią. 
     - Staż odbywam dalej. Czekam na ustalenia z PUP. Mają na to miesiąc. Ja się nie zgadzam z tym, że naruszyłam regulamin pracy - mówi Anna Mikołajczyk.
     - Jeżeli zakład pracy zawiera umowę z PUP na stażystę, jest tam zawarta klauzula, że stażysta może zostać pozbawiony stażu, jeśli zachowuje się niewłaściwie, w tym też wbrew regulaminowi pracy - mówi Wacław Żychliński.

  Zgodnie z art. 36 ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym sołtys oraz członkowie Rady Sołeckiej wybierani są w głosowaniu tajnym bezpośrednim spośród nieograniczonej liczby kandydatów przez stałych mieszkańców sołectwa uprawnionych do głosowania. Czynne prawo wyborcze mają zatem stali mieszkańcy sołectwa uprawnieni do głosowania. W głosowaniu może brać udział również osoba, która nie jest zameldowana w danej wsi, ale
w niej mieszka. O tym, czy mieszka tam cały czas na stałe i ma wolę dalszego zamieszkiwania, czy też jest to zamieszkiwanie przejściowe, czy okazjonalne, decydują mieszkańcy. Jeśli mają wątpliwości, czy osoba mieszka we wsi okazjonalnie, powinni zagłosować, czy przysługuje jej prawo wzięcia udziału w wyborach sołeckich.
Podczas wyborów sołeckich podstawą do tego, czy ktoś może głosować czy nie, są wykazy osób uprawnionych do głosowania w danym sołectwie z ewidencji ludności. Lista osób uprawnionych do głosowania jest przygotowana przed zebraniem. Na tej podstawie członkowie komisji wiedzą, czy obecni na sali posiadają prawo wyborcze, na tej podstawie wydają też karty do głosowania. (am)

     NIEWIDOMI
     Mieszkańcami sołectwa są osoby niewidome, posiadające pełnię praw obywatelskich, w tym możliwość głosowania we wszelkich wyborach, włącznie z sołeckimi. Niewidomi wyborcy mogą skorzystać w lokalu wyborczym z pomocy osób trzecich. Przepisy zezwalają na taką pomoc osobom z niepełnosprawnością przy wypełnianiu karty do głosowania, a także w umieszczeniu jej w urnie wyborczej. Może to zrobić każda osoba (członek rodziny, znajomy lub spotkana w lokalu osoba) oprócz członka obwodowej komisji wyborczej.
     Część mieszkańców wsi miała w czasie głosowania zastrzeżenia dotyczące realizacji praw wyborczych przez podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach. Podczas zebrania mieszkańcy wsi dziwili się, jak to jest możliwe, że za osoby niewidome może głosować opiekunka. Anna Mikołajczyk zwróciła uwagę, że w głosowaniu biorą udział osoby ubezwłasnowolnione.
     - Zdenerwowałam się też, kiedy na zebraniu podeszła pijana osoba do urny i pani sołtys pokazała, gdzie ma zaznaczyć. Poczułam się potraktowana przedmiotowo. Za to, że zwróciłam na zebraniu uwagę, co mi się nie podoba i co jest złe, teraz ponoszę konsekwencje. Mi nie chodzi o to, kto wygrał, ale chodzi o to, żeby te wybory były uczciwe. Owszem, mówiłam nerwowo, ale żeby zaraz atak i arogancja? - podkreśla Anna Mikołajczyk.
     Skąd pewność, że w głosowaniu brały udział osoby ubezwłasnowolnione? Nasza rozmówczyni twierdzi, że zna dobrze podopiecznych DPS, ponieważ odbywała tam praktykę. Zwraca uwagę, że kiedy mieszkańców DPS przywieziono na zebranie, wiedzieli na kogo mają głosować. - Te osoby podchodziły do urny, a blisko za nimi siedział pan Dalewski. Mógł przez to presję wywierać - relacjonuje Anna Mikołajczyk.
     Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Czesław Dalewski określił zachowanie stażystki Urzędu Miejskiego podczas zebrania jako nachalne. - Napadała na panią burmistrz. Domagała się, by być w komisji. Zwracała również uwagę, że osoby z DPS nie mogą głosować, ponieważ są ubezwłasnowolnione - mówił radny.
     Dyrektor DPS kategorycznie zaprzecza, by osoby ubezwłasnowolnione brały udział w głosowaniu na sołtysa. Pracownica DPS, która była na zebraniu, podkreśla, że podopieczni DPS mają takie samo prawo wyboru jak pozostali mieszkańcy. To, że ktoś jest niewidzący czy niedosłyszący nie eliminuje go z korzystania z praw publicznych. Tym bardziej ma prawo brać udział w wyborach sołtysa. - Podniosły się głosy, że nie mogę oddać głosu za osobę, która nie widzi i nie dosłyszy. Ale na sali nie było osób ubezwłasnowolnionych, tylko takie, które mają prawo głosu - zapewnia pracownica DPS.
     Dyrektor DPS nie rozumie zarzutów, że ludzie wiedzieli, na kogo chcą  głosować. - To chyba dobrze, że wiedzieli. Pani sołtys przed zebraniem spytała się, czy by mogła się spotkać z mieszkańcami w związku z tym, że podopieczni DPS są mieszkańcami Podobowic. Powiedziałem, że może się spotkać. Spotkała się w świetlicy z mieszkańcami bez mojego udziału. Prosiła ich o głosy. Na zebranie przyszło 11 mieszkańców DPS. Przedstawicielki drugiego kandydata na sołtysa też u nas były i też robiły tutaj kampanię - na zasadzie indywidualnych rozmów - wyjaśnia Czesław Dalewski.

Reklama
W wyborach na funkcję sołtysa w Podobowicach kandydowały trzy osoby: ubiegająca się o reelekcję Elżbieta Winiecka, która w ostatnich wyborach kandydowała na radną z listy PO oraz dwóch kontrkandydatów: Ludomir Mikołajczyk oraz Piotr Białecki, który w ostatnich wyborach  kandydował do Rady Miejskiej w Żninie z listy SLD. Wybory wygrała zdecydowaną większością głosów Elżbieta Winiecka. (am)

     ROLA CZESŁAWA DALEWSKIEGO
     Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Żninie Lucjan Adamus zarzuca Czesławowi Dalewskiemu, że ingerował w wynik wyborów. Dociekał też na ostatniej sesji, jaką rolę podczas zebrania pełnił Czesław Dalewski skoro przewodniczącą zebrania była wiceburmistrz Aleksandra Nowakowska.
     Czesław Dalewski odpowiada, że nie miał zamiaru niczym manipulować. Na zebraniu był jako obywatel uprawniony do głosowania, a przy tym jako radny i jako dyrektor odpowiedzialny za opiekę nad mieszkańcami DPS i właściwym było udzielenie im przez niego pomocy organizacyjnej w realizacji ich obywatelskiego prawa. Poza tym chciał przyjrzeć się pracy przewodniczącego zebrania sołeckiego, ponieważ kilku zebraniom ma też przewodniczyć.
     Jak wyjaśniła nam przewodnicząca zebrania, wiceburmistrz Aleksandra Nowakowska, poprosiła dyrektora DPS w Podobowicach, który jednocześnie jest radnym, aby - jako osoba posiadająca wiedzę zarówno o przepisach, jak i o przysługujących konkretnym osobom prawach - pomógł jej merytorycznie w przeprowadzeniu głosowania podopiecznych DPS. 
     Wiceprzewodniczący Adamus uważa, że osoba, która uczestniczy w zebraniu jako mieszkaniec, nie ma prawa ingerować w jego przebieg.
     - Dlatego pytałem, jaką rolę pełnił na zebraniu pan Dalewski. Moim zdaniem poszedł za daleko pan Dalewski, bo to nie jego kompetencje - dodaje Lucjan Adamus.
     UBEZWŁASNOWOLNIENI
     Kwestia ewentualnego pozbawienia praw publicznych (wyrok, ubezwłasnowolnienie) głosujących w Podobowicach osób nie była badana przez Urząd Miejski. Sprawdzenie prawidłowości głosowania pod tym kątem mogłoby nastąpić, gdyby został po zebraniu złożony protest wyborczy. - Mamy w gminie zarówno spis uprawnionych do głosowania w poszczególnych sołectwach, jak i spisy osób pozbawionych praw publicznych, mamy więc merytoryczne możliwości rozpatrzenia takiego protestu, po zebraniu w Podobowicach żaden protest jednak nie wpłynął - powiedział Wacław Żychliński. 
     Wiceburmistrz Aleksandra Nowakowska twierdzi, że osoba, która zgłasza pretensje do przebiegu zebrania myli się w ocenie jego przebiegu. - Jedynym problemem tego zebrania była pani, która zakłócała jego porządek, chciała wprowadzić ograniczenia udziału w wyborach osób, które miały prawo w nim uczestniczyć, wprowadzała atmosferę nagonki - mówi Aleksandra Nowakowska.
     SKARGA
     Anna Mikołajczyk złożyła skargę na zachowanie Czesława Dalewskiego podczas zebrania. Ma żal, iż radny i dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach poddawał w wątpliwość, czy Ludomir Mikołajczyk może dać sobie radę jako sołtys. - Poza tym ujawnił na zebraniu fakt choroby mojego ojca. Mówił o tym i sobie z tego drwił - przedstawia swoje odczucia Anna Mikołajczyk.
     Radny Czesław Dalewski tłumaczy, że wszyscy we wsi wiedzą, że Ludomir Mikołajczyk jest chory. Zwraca uwagę, że często pod jego domem widać karetkę. - Ja mówiłem o roli sołtysa, że jest on ważną osobą zaufania publicznego, że występują sprawy stresowe. Chodziło mi bardziej o troskę o jego zdrowie, zdrowie człowieka po zawale - zaznacza Czesław Dalewski.
     Skarga trafiła do przewodniczącej Rady Miejskiej Haliny Rosiak. Przewodnicząca do połowy marca przebywa na urlopie i nie zdołaliśmy dowiedzieć się, jakie podejmie czynności w celu rozpatrzenia skargi.
     CO DALEJ
     B urmistrz Leszek Jakubowski wyjaśnił, że przeprowadził ze stażystką rozmowę. Zapytał ją, czy w swoim postępowaniu widziała coś złego. I usłyszał, że nic takiego nie zauważyła. Powiedziała również, że więcej na zebranie sołeckie nie pójdzie.
     - Arogancja nie przystoi urzędnikowi. Trzeba umieć zachować nerwy na wodzy. Ta pani jest na stażu. Widać po niej, że predyspozycji na dobrego urzędnika na razie nie widać - uzasadnia swoje stanowisko burmistrz.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 994 (9/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości