Murczyn
Śmiertelna podróż
Tragicznie skończyły się dla Amerykanów polskiego pochodzenia wakacje spędzane w ojczyźnie przodków. Podróżując w czwórkę skodą fabią uczestniczyli w Murczynie w wypadku drogowym. Śmierć poniosły dwie pasażerki skody.
Wakacyjna podróż Amerykanów po Polsce dobiegła kresu na skrzyżowaniu między Murczynem i Białożewinem
John N. ze złamaną kością kulszową przenoszony jest do śmigłowca
Wszyscy liczyli, że pogotowie lotnicze zabierze do szpitala Barbarę N., ale podobnie jak w przypadku jej matki Ireny K., lekarz stwierdził zgon Obywatele amerykańscy z Chicago przyjechali na wakacje do Polski. Podróżowali skodą fabią o numerach rejestracyjnych warmińsko-mazurskich. Odwiedzili m.in. rodzinę w Barcinie. W poniedziałek zamierzali jechać - jak informuje komisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie - w kierunku na Poznań i dalej na Wrocław.
Za kierownicą skody siedział 51-letni John N. Pasażerkami były jego teściowa, 72-letnia Irena K., małżonka, 51-letnia Barbara N. i 11-letnia córka Nicolle N. John N. zaufał GPS i podróżni nie trudzili się patrzeniem na mapę, aby nie zgubić drogi. Po 13:00 znaleźli się z niewiadomych przyczyn na drodze Murczyn - Białożewin.
dokończenie ze str. 1
Około 1 km od centrum pierwszej z tych wsi droga przecina się z drogą powiatową Żnin - Wójcin - Szczepanowo. Pierwszeństwo przejazdu mają tutaj samochody jadące zarówno od Żnina, jak i Jadownik.
- Jechałem od strony Jadownik. Już 200 metrów od skrzyżowania widziałem „skodę” mknącą drogą z Murczyna z prędkością tak na moje oko 90 km/h. Co więcej, nic nie wskazywało, że samochód ten zamierza zwolnić, pomimo że zbliżał się do skrzyżowania, na którym powinien ustąpić pierwszeństwa zarówno mi, jak i jadącemu od strony Żnina „volkswagenowi passatowi”. Widziałem dziwne zachowanie kierującego „skodą”, więc zacząłem zwalniać i całe szczęście dla mnie, bo byśmy zderzyli się 3 samochodami. Co więcej, ja właśnie mam załadowaną na samochodzie butlę z tlenem, którą miałem przewieźć do Żnina. Natomiast nie wiem, czy kierowca „passata” widział, że od Murczyna jedzie samochód, który nie zamierza się zatrzymać. Być może z przyzwyczajenia chciał przejechać kierujący tym „passatem” dobrze sobie znane skrzyżowanie, mając zaufanie do innych użytkowników drogi. Jadący z Murczyna powinni „passata” jadącego ze Żnina przepuścić pierwszego. Tym razem tak się nie stało i około 20 metrów ode mnie doszło do uderzenia „skody” w „passata”. „Skoda” zgarnęła drogowskaz z napisem „Białożewin”, otarła się o drzewo i spadła w polu na dach - powiedział nam kierowca dostawczego mercedesa, który był jedynym świadkiem poniedziałkowego wypadku.
Świadek ten natychmiast zadzwonił na numer alarmowy ze swojej komórki (na wyświetlaczu była 13:09) i wybiegł z samochodu, aby zobaczyć, czy można jakoś pomóc ofiarom katastrofy. Kierujący passatem Marek S., rolnik z Wójcina, wyszedł z auta o własnych siłach. Miał widoczne obrażenia twarzy. Usiadł zszokowany na poboczu. Gorzej było z podróżującymi skodą.
- Podbiegłem do wraka „skody”. Dymiło się, był wyciek paliwa. Obawiałem się, że samochód może zaraz wybuchnąć. Na tylnym siedzeniu od okna siedziała dziewczynka. Pukała w szybę. Próbowała się wydostać. Udało mi się otworzyć drzwi od jej strony. Dziewczynka była zapięta w pasy. Zdołaliśmy je razem z nią odpiąć i ona wyszła o własnych siłach. „Boli mnie w piersiach” - skarżyła się. Była jednak naprawdę opanowana. Nawet nie płakała. Zapytała tylko, czy rodzice, czy babcia żyją. Ja widziałem, że starsza kobieta niemal na pewno nie żyje, ale uspokajałem dziewczynkę, że wszystko będzie dobrze, bo nie wiedziałem, jaki jest rzeczywiście stan poszkodowanych i czy można dodatkowo niepokoić dziecko. Starsza kobieta leżała z tyłu z głową w bagażniku. Podobnie młodsza kobieta na tylnym siedzeniu. Nie wiedziałem, czy wszystkie pasażerki podróżowały z tyłu, czy też może wskutek wypadku któraś z nich przeleciała do tyłu z przedniego fotela. Próbowałem uwolnić pozostałe osoby ze „skody”, ale nie można było otworzyć drzwi i uwolnić zakleszczonych. Zresztą już przyjechali strażacy. Dodam, że oprócz dziewczynki tylko kierowca był przytomny - relacjonuje świadek z mercedesa.
Strażacy z 1 zastępu JRG Żnin rozcięli wrak samochodu przy użyciu sprzętu hydraulicznego i wydostali ciała ofiar. Przy pomocy piany zaczęli gasić wrak skody, aby zapobiec eksplozji. Jednocześnie część ze strażaków zaczęła udzielać pomocy przedmedycznej ofiarom wypadku. Chwilę później przyjechał pierwszy ambulans.
Z reanimowania Ireny K., 72-latki z podwójnym: polskim i amerykańskim obywatelstwem szybko zrezygnowano. Kobieta nie wykazywała bowiem żadnych reakcji życiowych. Inaczej było z jej córką. Barbara N. była nieprzytomna, ale funkcje życiowe były zauważalne. Dlatego ratownicy medyczni cały czas intensywnie ją reanimowali. Trwało to przez kilkadziesiąt minut.
Nicolle N. została zabrana do szpitala w Żninie, ale - jak poinformował nas komisarz Krzysztof Jaźwiński - 11-latka miała wewnętrzne urazy brzucha i klatki piersiowej, dlatego wkrótce w bardzo ciężkim stanie śmigłowiec przetransportował ją do lepiej wyposażonego szpitala w Bydgoszczy.
Na miejscu wypadku ratownicy cały czas walczyli o życie Barbary N. Oczekiwali na śmigłowiec pogotowia lotniczego z Bydgoszczy, który miał ją zabrać do szpitala w stolicy województwa. Kiedy jednak śmigłowiec ten wylądował na polu koło skrzyżowania, zespół medyczny, który z maszyny tej wysiadł, też nie był w stanie przywrócić funkcji życiowych Barbary N. Lekarz musiał stwierdzić jej zgon.
Do śmigłowca pogotowia wniesiono na noszach Johna N. Ze złamaną prawą kością kulszową i połamanymi żebrami został przetransportowany do szpitala w Bydgoszczy. Jego życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo, podobnie, jak kierowcy passata. W tym samochodzie nie było żadnych pasażerów. Marek S. trafił do Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie.
Od obydwu kierowców pobrana została krew do badania na zawartość alkoholu. Wyniki znane będą za kilkanaście dni. Komisarz Krzysztof Jaźwiński powiedział, że odpowiedzialność za spowodowanie katastrofy - wszystko na to wskazuje - ponosi John N. Za spowodowanie wypadku, który skutkuje śmiercią lub ciężkim uszkodzeniem ciała innych uczestników ruchu z artykułu 177 paragraf 2 kodeksu karnego grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
- Ja uważam, że to bardzo niebezpieczne skrzyżowanie. Dotychczas wprawdzie tutaj nie było takiej tragedii, ale skrzyżowanie jest źle oznakowane, i było kwestią czasu, że do czegoś takiego dojdzie. Tutaj nie ma znaków „stop”. Kierowcy między Żninem a Jadownikami jeżdżą z przyzwyczajenia wbrew zasadzie ograniczonego zaufania do innych uczestników ruchu. No i stała się tragedia. Inna sprawa, że kierowca „skody” też zapewne zbyt pochopnie zaufał GPS, zamiast skupić się na uważnym prowadzeniu samochodu - powiedział nam jeden z mieszkańców Jadownik, który stał w korku, jaki powstał po wypadku.
Droga zablokowana była przez kilka godzin. Ażeby ominąć przeszkodę w postaci ambulansów, wozów policyjnych i strażackich wielu kierowców przejeżdżało ten odcinek przez pole.
Od początku roku w powiecie żnińskim było 7 wypadków ze skutkiem śmiertelnym, w których zginęło łącznie 9 osób.
Karol Gapiński
Pałuki nr 862 (34/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze