Część mieszkańców Królikowa walczy o czyste powietrze. Nie chcą w swoim sąsiedztwie przemysłowego tuczu świń, bo śmierdzi. Napisali do ministra środowiska, były kontrole, zebrania. Nic. Teraz organizują stowarzyszenie.
Wojciech Włodarczyk przygotowuje dokumenty, które mają spowodować, że w Królikowie nie będzie odbywał się tucz świń na skalę, jak mówi, przemysłową fot. Remigiusz Konieczka Zaczęło się w Wielki Czwartek. Wtedy Wojciech Włodarczyk zauważył, że chlewnia naprzeciw jego domu została zasiedlona.
- Przyjechał tir, przywiózł świnie i zaczęło w Królikowie śmierdzieć - powiedział.
Do chlewni, którą od prywatnego właściciela wydzierżawił mieszkaniec Głogowińca, w kwietniu zostało wprowadzonych kilkaset sztuk świń.
Na pewno było ich ponad czterysta, a nasz rozmówca twierdzi, że niemal pięćset. Bez względu na to, ile ich było, zapach, jaki się wydzielał w trakcie ich tuczu, stał się dla mieszkańców uciążliwy. W chlewni odbywał się tucz bezściókowy. Oparty, z tego co mówią dziś ludzie, na paszy wysokobiałkowej (być może opartej na śrucie z genetycznie modyfikowanej soi) z dodatkiem antybiotyków zwiększających przyrost masy mięsnej. Wszystko po to, by tucznik osiągnął w pożądanym okresie określoną wagę i mógł być przetransportowany do ubojni.
Mieszkańcy zmagali się z uciążliwym zapachem z chlewni przez całą wiosnę i lato. W rozmowie z Pałukami skarżą się, że nie mogli w nocy otworzyć okna, nie mogli wietrzyć, wywiesić prania, zrobić grilla i siedzieć na podwórku. Bolały ich głowy, dusili się od smrodu.
- Mieszkam tu trzydzieści lat i nikt nigdy nam takiego piekła nie zrobił - mówi Wojciech Włodarczyk, który wraz z sąsiadami postanowił działać, by ze smrodem zrobić porządek.
- Uznaliśmy, że lokalnie nikt nie jest nam w stanie pomóc - kontynuuje mieszkaniec Królikowa. - Nie ma bowiem ustawy odorowej, na której można się oprzeć; napisaliśmy do ministra środowiska. W ślad za tym do chlewni zaczęły przyjeżdżać kontrole.
Jak powiedział Wojciech Włodarczyk, kontrole przeprowadzili m.in. inspektorat sanitarny, weterynaryjny, nadzór budowlany, ochrony środowiska. - Według nich, mimo drobnych uchybień, wszystko było dobrze - dodał nasz rozmówca. - Urzędnicy byli, a smród został.
Teraz w Królikowie dużego smrodu nie ma. Mieszkańcy twierdza, że w chlewni jest dużo mniej tuczników niż było latem.
Mieszkańcy poprosili sołtys wsi Elżbietę Katafiasz o zwołanie zebrania wiejskiego i zaproszenie nań burmistrza Artura Michalaka. Odbyło się we wrześniu. Jego owocem jest zarejestrowane w nakielskim Starostowie Powiatowym stowarzyszenie STOP dla Przemysłowego Tuczu Świń w Królikowie. Zostało wpisane do ewidencji stowarzyszeń zwykłych 6 października. - Naszym celem będzie działalność na rzecz likwidacji tuczu przemysłowego w Królikowie oraz na rzecz ochrony środowiska - wyjaśnia Wojciech Włodarczyk.
Jednak, jak podkreśla mieszkaniec Królikowa, osobowość prawną ich organizacja uzyska z mocy prawa za rok.
Do tego czasu trójka członków stowarzyszenia została członkami Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Noteckiej spod Śmiłowa, które działa na rzecz ochrony środowiska i udziału obywateli w postępowaniach administracyjnych dotyczących środowiska naturalnego. Mieszkańcy Królikowa liczą na pomoc prawną tego stowarzyszenia, które ma za sobą doświadczenie z działań przeciwko zakładom Henryka Stokłosy.
- Na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej chcemy dowiedzieć się, czy tucz w Królikowie jest prywatny czy przemysłowy. Chodzi nam o to, by pan prowadzący działalność zatruwał środowisko do granic dzierżawionej posesji - twierdzi Wojciech Włodarczyk.
Prawo mówi o przedsięwzięciach mogących znacząco i potencjalnie oddziaływać na środowisko. Zawsze znacząco oddziałują chów i hodowla zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 210 dużych jednostek przeliczeniowych (DJP). Potencjalnie oddziałuje na środowisko chów i hodowla w liczbie nie mniejszej niż 60 DJP i 40 DJP. Ta ostania musi być w odległości nie mniejszej niż 100 m od terenów mieszkaniowych. Dla tuczników wartość przeliczeniowa wynosi 0,14. Jeśli przyjmie się średnio, że w chlewni było 400 sztuk, to daje 56 DJP. Ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie mówi o tym, że uzyskanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach jest wymagane dla planowanych przedsięwzięć mogących zawsze znacząco i potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko. Ale, co podkreśla naczelnik wydziału ochrony środowiska i rolnictwa w szubińskim ratuszu Iwona Kubiak, planowanych, a nie realizowanych w budynkach do tego już wcześniej wybudowanych. I taka sytuacja jest w Królikowie.
Sołtys Królikowa Elżbieta Katafiasz jest zdania, że w Królikowie nie można mówić o przemysłowym tuczu świń. Takie są czasy, że hodowla świń opłacalna jest w takiej właśnie ilości. Kiedyś wystarczyło 30-50 sztuk, teraz dziesięć razy tyle. Chów zwierząt odbywa się w budynkach do tego przeznaczonych, wszystkie kontrole były i nic nie wykazały. Iwona Kubiak dodała, że były to drobne nieprawidłowości, które zostały usunięte. - Ten człowiek pracuje ciężko, by mógł żyć - mówi sołtys.
- Pracuje ciężko, by mógł żyć naszym kosztem - ripostuje mieszkaniec Królikowa. - Przyjedzie na godzinę, a potem zostawia nas z tym smrodem. Zamienił nasze życie w piekło.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1291 (45/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze