Spółdzielnia Mieszkaniowa i wspólnoty w Krotoszynie
Spółdzielnia i wspólnoty w jednym garze
W poniedziałek odbyło się nieformalne zebranie członków wspólnot mieszkaniowych i Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie. Nie pojawiła się na nim Maria Ziętara, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej i administrator wspólnot, a mieszkańcy mieli mnóstwo zastrzeżeń do tego, jak wypełnia swoje obowiązki.
Na zebraniu, które odbyło się w poniedziałek, a które zorganizował Przemysław Staszak, żeby wyjaśnić niektóre kwestie w obecności prawnika, Maria Ziętara oraz jej mąż się nie pojawili, choć o nim wiedzieli. A mieszkańcy zgłaszali wiele uwag do sposobu funkcjonowania władz spółdzielni i wspólnot. Na zdjęciu: przemawia Stanisław Osiński. fot. Magdalena Kruszka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Krotoszynie zaczęła funkcjonować w 2004 roku. Kiedy się zawiązywała, liczyła 12 członków. Powstała, gdy nastąpiła awaria pieca. Agencja Nieruchomości Rolnych, będąca właścicielem lokali, zapewniła bowiem, że sfinansuje remont kotłowni i centralnego ogrzewania pod warunkiem, że założona zostanie spółdzielnia.
Obecnie własnością spółdzielni jest 11 mieszkań, a jej skład tworzy 15 członków. Prezesem zarządu spółdzielni jest Maria Ziętara, która administruje także 4 dużymi wspólnotami i 8 małymi wspólnotami. Lokali wchodzących w skład wspólnot jest 63, więc obecnie Maria Ziętara zarządza 74 lokalami.
Przez kilkanaście lat, bo jeszcze zanim powstała spółdzielnia, Maria Ziętara administrowała budynkami po PGR-ach, mieszkańcy zgłaszali problemy sporadycznie. Z czasem wszystko rozchodziło się po kościach.
- Zorganizowałem spotkanie mieszkańców z prawnikiem, żeby wyjaśnić im, jakie mają prawa i jakie obowiązki ma ich zarządca - tłumaczy Przemysław Staszak, członek jednej ze wspólnot mieszkaniowych.
ZADŁUŻENIE NA ZNAK PROTESTU
Przemysław Staszak mieszka w Krotoszynie od 2006 roku i ma tytuł prawny do lokalu na zasadzie odrębnej własności. Pod koniec 2007 roku przestał regulować płatności, ponieważ - jak mówi - nie miał wglądu do rozliczeń wspólnoty i nie podobał mu się sposób ogrzewania bloku. Skarżył się, że w jego mieszkaniu jest zbyt niska temperatura, że tam gdzie śpi dziecko konieczne jest dogrzewanie pomieszczenia. Pod koniec 2008 roku znów zaczął płacić należności. Zastrzegał jednak wówczas, że mieszkanie ma być lepiej ogrzewane. Zaczął spłacać swoje zadłużenie. Wpłacił dwie raty od razu. Wspomina, że nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o ogrzewanie i dostęp do rachunkowości prowadzonej przez Marię Ziętarę. Dlatego Przemysław Staszak znów przestał regulować opłaty. - To była taka forma protestu przeciwko temu, co pani Ziętarowa robiła - mówi Przemysław Staszak. - Kaloryfery w mieszkaniach w bloku nr 9 już około godziny 2-3 w nocy są letnie, robi się chłodno, woda leje się po szybach, a farba zwija się na ścianach - dodaje.
Maria Ziętara nie ma sobie nic do zarzucenia. Tłumaczy, że biuro jest otwarte i w razie wątpliwości można do niej przyjść i te wątpliwości rozwiać. W marcu ubiegłego roku Maria Ziętara oddała długi Przemysława Staszaka do firmy windykacyjnej. Wtedy uznał, że miarka się przebrała i zaczął interesować się tym, jak jego wspólnota jest zarządzana i jak pracuje Maria Ziętara.
- Chciałem, żeby pani Ziętarowa zrobiła mi rozliczenie miesięczne, z jakiego tytułu zalegam z płatnościami, żeby rozpisała mi dług - wspomina Przemysław Staszak. - Do dziś takiego zestawienia nie mam. Nie mam też wglądu do oryginału umowy zawartej między panią Ziętarową a moją wspólnotą mieszkaniową. Nie widzę faktur, oprócz faktury za utrzymanie anteny telewizyjnej i faktury za wywóz nieczystości. Wtedy też zacząłem się interesować, kto jest w zarządzie spółdzielni, kto w zarządzie wspólnoty, a kto zasiada w radzie nadzorczej. Okazało się, że nie tylko ja jestem niezorientowany, ale o wielu sprawach nie wiedzą pozostali mieszkańcy.
DOKUMENTY ZDOBYTE NIEFORMALNIE
Przemysław Staszak podkreśla, że tak byłoby prawdopodobnie do dziś, gdyby nie to, że w nietypowy sposób wszedł w posiadanie dokumentów Marii Ziętary. Kiedy zmieniała ona komputer, udostępniła katalog Moje dokumenty w sieci, przez co każdy, kto miał komputer w tej samej sieci, mógł te dokumenty przeczytać lub skopiować. Zrobił to kolega Przemysława Staszaka i udostępnił mu wszystko, co tam znalazł. Okazało się, że wśród tych dokumentów były różne pisma, o których istnieniu wielu mieszkańców nie wiedziało.
Z dokumentów tych wynikało między innymi, że mieszkańcy mieli nadpłaty za centralne ogrzewanie, jednak nie wiedzieli, jak zostały one rozliczone.
Maria Ziętara stoi na stanowisku, że rozliczenia co roku dostaje każdy mieszkaniec. Poza tym twierdzi, że jeśli ktokolwiek przyjdzie do niej i poprosi o wgląd do dokumentów, to nie ma problemu z ich udostępnianiem. Czasem wystarczy tylko złożyć wniosek na piśmie.
- Sprawozdanie zarządcy mieszkańcy dostali w tym roku, zawierało ono rozliczenie kosztów centralnego ogrzewania, rozliczenie remontów, zestawienie eksploatacji za 2010 rok - wyjaśnia Maria Ziętara. - Ale być może panu Przemkowi chodzi o lata ubiegłe. On nie przychodził na zebrania, a jak się wysyłało list polecony, to nie odbierał tego listu.
Przemysław Staszak zaczął interesować się sposobem zarządzania wspólnotą, do której należy, kiedy zwróciła się do niego firma windykacyjna Przemysław Staszak podkreśla, że dopiero teraz, na ostatnim zebraniu pojawiło się coś, co takie rozliczenie mogłoby przypominać, a do tej pory nie było żadnych informacji.
- To, że ja nie chodzę na zebrania nie znaczy, że nie mam prawa wiedzieć, co się tam działo - tłumaczy się mieszkaniec. - Faktycznie nie chodziłem na zebrania, a zacząłem chodzić, jak zobaczyłem te dokumenty i wtedy zainteresowałem się tym, co się tu dzieje. Ale nawet, jeśli mnie nie ma na zebraniu, to powinienem mieć wgląd w jakiś protokół albo powinna być jakaś informacja, a pani Ziętarowa cały czas zaciemnia sprawę. Poprosiłem o rozliczenie funduszu remontowego,
o jakiś wydruk z konta bankowego, to dostałem jedynie jakąś kwotę zapisaną na kartce i nijak tego sprawdzić nie mogę, tylko mogę liczyć na to, że pani Ziętarowa mówi prawdę.
WSPÓLNOTY BEZ KONTA
Przemysław Staszak zarzuca także zarządcy, że również inni mieszkańcy nie są zorientowani, skąd się biorą stawki, które muszą uiszczać. Poza tym - jak podkreśla - każda wspólnota musi mieć odrębną osobowość prawną, z nadanym regonem, numerem NIP, z osobnym kontem bankowym. Czegoś takiego nie ma. Wszystkie wspólnoty rozliczane są razem ze Spółdzielnią Mieszkaniową. Michał Rościszewski, radca prawny, który był obecny na spotkaniu zorganizowanym przez Przemysława Staszaka w celu wyjaśnienia niektórych kwestii podkreślał, że jeżeli jest faktura na węgiel, to na tej fakturze powinno być wyszczególnione, jaka ilość tego węgla została zakupiona na rzecz danej wspólnoty, a jaka na rzecz spółdzielni.
- Mogą mieć odrębne konto, ale nie muszą - twierdzi Maria Ziętara na temat wspólnot. - Ja to uzgadniałam z radcą. To nie jest obowiązkowe. Ja wszystko księguję, mam każdy budynek osobno. Ale w tej samej rozmowie administratorka wspólnot przyznała, że jeśli chodzi o centralne ogrzewanie, to nie rozlicza każdego budynku, tylko na przykład jedną kotłownię, która obsługuje trzy budynki. Oświadcza jednocześnie, że nie ma problemu z tym, żeby zacząć to rozliczać osobno.
Dla każdego budynku osobno są księgowane wpłaty na fundusz remontowy.
- W każdym momencie każdy może sobie sprawdzić, ile ma na koncie pieniędzy, nie ma żadnego problemu - powiedziała Maria Ziętara. - Ja to księguję od początku, od 2005 roku, a wiem, że inni tego nie robią.
Przemysław Staszak zwracał również uwagę na to, że półtora miesiąca temu postulował, aby dla jego wspólnoty założyć odrębne konto. Maria Ziętara powiedziała, że nie będzie problemu, że może to zrobić, jednak do tej pory tego nie zrobiła.
- Ja się zobowiązałam założyć to konto - powiedziała w ostatni wtorek Maria Ziętara - ale teraz niech zarząd decyduje, czy chce mieć to konto tam, gdzie on proponuje. Niech zdecyduje zarząd, a nie pan Przemek. Konto może być, ale nie jest obowiązkowe.
Na stanowisku, że każda wspólnota musi mieć NIP, regon i konto stoi Henryk Popławski, który od kilku lat jest prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie i doskonale orientuje się w tym, jak spółdzielnie i wspólnoty powinny funkcjonować. Podkreśla, że nakazuje to zarówno ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych, jak i ustawa o własności lokali.
KOSZTY I DOCHODY
Poważne zastrzeżenia są także co do rozliczania się Marii Ziętary z poszczególnymi wspólnotami. Rozliczenia, które dostają mieszkańcy zawierają same koszty, jednak brakuje w nich wpływów. Nie wiadomo, jaki jest bilans zarządzania, czy są nadpłaty czy niedopłaty. Przemysław Staszak stwierdził, że często mieszkańcy nie wiedzą, czy funkcjonują we wspólnocie, czy w spółdzielni.
- Pani Ziętarowa twierdzi, że nadpłaty za centralne ogrzewanie były rozliczone i wszyscy o tym wiedzą, natomiast ja uchwały co do tego nie widziałem. Nie było to też ujęte w tym rocznym zestawieniu - powiedział Przemysław Staszak.
- Tłumaczę, że każdy może przyjść, to ja wszystko wytłumaczę i niektórzy przychodzą - mówi Maria Ziętara.
Są też inni mieszkańcy, którzy twierdzą, że problemów nie ma. Zdzisława Olszanowska, która do tej pory zasiadała w Radzie Nadzorczej, podkreśla, że zarzutów do Marii Ziętary nie ma, a jeśli są, to zawsze można jej o nich powiedzieć w cztery oczy. Co roku dostawała rozliczenia roczne i wiedziała, ile trzeba płacić na centralne ogrzewanie, ile na remonty. Więcej danych nie potrzebuje. Przyznaje, że nie chce mieć już nic wspólnego z tą sprawą. Na zebranie zorganizowane przez Przemysława Staszaka przyszła z ciekawości. Uważa, że z prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej można się dogadać. - Jak miałam swoje zastrzeżenia, to nawet nie musiałam do biura iść, tylko powiedziałam jej na podwórzu i było dobrze, ale o co tu idzie bójka, to ja nie mam pojęcia - mówiła po zebraniu Zdzisława Olszanowska.
Henryk Popławski zwraca uwagę na to, że oprócz kosztów w rozliczeniach powinny być też ujęte dochody. Wtedy też od razu widać, czy dany budynek ma nadpłatę czy niedopłatę.
- Jak pani widzi, u nas każdy budynek jest dokładnie rozpisany - pokazuje Henryk Popławski. - Możemy udostępnić pani szczegółowe sprawozdania. Mało tego, mamy zestawienie zadłużenia na budynek. Każdy ma w to wgląd. Jeżeli robimy zestawienie funduszu remontowego, to mamy rozpisane, jaka firma za jaką kwotę, jaką robotę wykonała.
ZARZĄDZA WSPÓLNOTAMI I SPÓŁDZIELNIĄ
Wiele osób nie wie także, że wspólnoty są zarządzane przez Marię Ziętarę jako osobę fizyczną, a nie przez Spółdzielnię Mieszkaniową. Maria Ziętara zawarła umowę ze wspólnotami jako osoba fizyczna, jako licencjonowany zarządca, a poza tym jest prezesem spółdzielni. Członkowie wspólnot zaś są przekonani, że wspólnoty - choć stworzyły oddzielny byt - są pod parasolem spółdzielni.
- W tym momencie staje się zupełnie niezrozumiała forma połączenia zarządzania przez panią prezes spółdzielnią i wspólnotami - mówi Henryk Popławski. - Rola spółdzielni, która nie ma podstaw do jakichkolwiek rozliczeń ze wspólnotami, jest dla mnie niezrozumiała. Myślę, że to jest istota całego zamieszania.
PŁACA PANI PREZES
Przemysław Staszak poinformował, że obecni na kwietniowym zebraniu, na którym administratorka była, ustalili, że Maria Ziętara za zarządzanie będzie dostawać 60 gr od 1 m2. Ile pieniędzy pobierała za zarządzanie wspólnotami nikt nie umie nam powiedzieć. Nie chce też tego powiedzieć Maria Ziętara.
W umowie z 2005 roku widnieje punkt, w którym mowa jest o tym, że Maria Ziętara będzie otrzymywać za zarządzanie 42 gr od 1 m2. Administratorka przyznaje w rozmowie z nami, że jest to kwota nieaktualna, nie podała jednak stawki, jaką pobiera od 1 m2. O tym, że prawdopodobnie jest to kwota ponad 80 gr od 1 m2 powiedziała jedna z mieszkanek, która wspomniała, że Maria Ziętara na jednym z zebrań przyznała, że jest to właśnie taka kwota.
- Ja powiedziałem, że możemy jej zaoferować 60 gr za 1m2, pod warunkiem, że nie bierze sobie tak naprawdę pieniędzy samowolnie i nie wlicza sobie w koszty centralnego ogrzewania. Po prostu ma tego nie ukrywać i nie pobierać osobnej stawki za zarządzanie i osobnej za to, że rozlicza nas za c.o. - stwierdził Przemysław Staszak.
Przemysławowi Staszakowi chodzi o to, że Maria Ziętara - w świetle jego wiedzy - pobiera za zarządzanie wspólnotą jedną stawkę, ustaloną od 1 m2 w 2005 r. na 42 gr. Ale okazuje się, że oprócz tego - czego członkowie wspólnoty nie są świadomi - w koszty ogrzania centralnego wspólnoty wlicza jeszcze swoją płacę jako administratora wspólnoty. Zdaniem Przemysława Staszaka, w ten sposób zarabia podwójnie. Maria Ziętara zaś mówi, że nie podwójnie, ale, że tę stawkę wybraną dla niej przez wspólnotę częściowo wrzuca w koszty dostarczania ciepła wspólnocie i częściowo w koszty eksploatacji budynku. Maria Ziętara zapytana przez nas, dlaczego tak robi, powiedziała tylko, że tak się robi i jeszcze raz zaznaczyła, że ona nie bierze podwójnej stawki, a tylko jedną, którą wybiera z kosztów dwóch zadań wspólnoty.
CZŁONKOWIE ZARZĄDU I RADA NADZORCZA SPÓŁDZIELNI
W skład Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie od zawsze wchodzą Maria Ziętara i jej mąż Zbysław Ziętara. Maria Ziętara jest prezesem i pobiera opłatę za tę funkcję, natomiast Zbysław Ziętara jest członkiem zarządu społecznie.
W skład Rady Nadzorczej wchodzą Gustaw Wojke, Zdzisława Olszanowska i Jan Sulecki. Maria Ziętara wyjaśnia, że tej Radzie Nadzorczej 30 kwietnia wygasła kadencja, a następna będzie wybierana na zebraniu w czerwcu. W tej chwili stara Rada Nadzorcza funkcjonuje tak, jak do tej pory i dopóki nie zostanie wybrana nowa Rada Nadzorcza, to dotychczasowi jej członkowie podpisują dokumenty, jak gdyby nadal tę funkcję pełnili.
Na zebraniu jedna z członkiń Rady Nadzorczej Zdzisława Olszanowska przyznała, że ona do pewnego czasu nie wiedziała, że taką funkcję pełni. Przemysław Staszak podkreśla, że również Gustaw Wojke nie był w tej sprawie zorientowany, choć przyznał to w rozmowie nieoficjalnej, a przecież osoba startująca w wyborach do Rady Nadzorczej powinna wyrazić zgodę na kandydowanie. Maria Ziętara zapytana, czy możliwe jest, żeby członkowie Rady Nadzorczej Spółdzielni nie wiedzieli, że taką funkcję pełnią, zdziwiła się i zapytała, czy to miało miejsce. - Niemożliwe, o co innego musiało jej chodzić - powiedziała prezes zarządu spółdzielni.
NOWE WYBORY DO ZARZĄDU WSPÓLNOTY
Na zebraniu jednej ze wspólnot 29 marca tego roku Przemysław Staszak zgłosił wniosek o odwołanie zarządu jego wspólnoty mieszkaniowej, w skład której wchodzili Teresa Olszanowska, Zenon Olszanowski i Józef Chwalski. Większość opowiedziała się za powołaniem nowego zarządu. Wysunięto cztery kandydatury, czyli Gustawa Wojke, Gertrudę Bross, Zbysława Ziętarę i Przemysława Staszaka. W skład nowego zarządu weszli wszyscy, oprócz Staszaka.
- Pani Ziętarowa zmanipulowała te wybory - zarzuca Przemysław Staszak. - Poinformowała, że trzeba zagłosować na trzech kandydatów, więc ludzie musieli oddać głos, oprócz tego, że chcieli na mnie i na panią Gertrudę, to też na męża pani Ziętarowej albo na Gustawa, który jest w Radzie Nadzorczej też musieli oddać głos. Chcąc nie chcąc przy którymś z tych nazwisk trzeba było postawić krzyżyk. Poza tym pani Ziętarowa miała trzy pełnomocnictwa i oddane zostały głosy za ludzi, których na tym zebraniu nie było.
- Nawet nie wiem, jak to się stało, że go [męża pani prezes - przyp mk] wybrali. Tak nie powinno być, ale nie ma takiego przepisu, który by tego zabraniał - mówi Maria Ziętara o nowej funkcji swojego męża i zwraca uwagę na to, że podczas tego zebrania ludzie byli zszokowani tym, co się dzieje, że zarząd wspólnoty ma być odwoływany. Podkreśla, że nie ma przeszkód, żeby mąż był w zarządzie wspólnoty i w zarządzie spółdzielni, ponieważ spółdzielnia i wspólnota to jest co innego.
Również radca prawny Michał Rościszewki podkreślił, że nie ma przeszkód prawnych do tego, żeby jedna osoba pełniła te dwie funkcje, ale nie leży to w dobrych obyczajach. Henryk Popławski dodaje, że skoro umowa została zawarta z Marią Ziętarą, jako osobą fizyczną, to jej funkcja w spółdzielni nie ma dla wspólnoty znaczenia. Każdy członek wspólnoty może kontrolować swojego zarządcę. Szczególnie zarząd wspólnoty jest do tego powołany. Jednak sytuacja jaka nastąpiła - czyli wybór męża Marii Ziętary do zarządu wspólnoty - to według niego ewidentny konflikt interesów.
KTO NAPALI LEPIEJ NIŻ SYN I MĄŻ
Przemysław Staszak należy do jednej ze wspólnot, której budynek jest ogrzewany jedną kotłownią wraz ze spółdzielnią. Ta jedna kotłownia obsługuje trzy bloki. Na stanowisku palacza zatrudnieni są Zbysław Ziętara, mąż Marii Ziętary, oraz jej syn Marcin Ziętara. To nie podoba się mieszkańcom wspólnot, którzy domagają się rozliczeń związanych z użyciem węgla podzielonym na wspólnoty i na spółdzielnię. Administratorka nie widzi przeszkód, żeby zatrudniać na tym stanowisku męża i syna.
- Ja w tej chwili mam dopiero spokój, bo jak zatrudniałam obcych, to musiałam ich pilnować, a teraz jest naprawdę dopilnowane - podkreśla Maria Ziętara. - A kogo ja zatrudnię? Rada nadzorcza nie zgłaszała sprzeciwu. Dlaczego nie mogę zatrudnić syna? To jest za duża odpowiedzialność, żebym zatrudniała kogoś obcego, kogo nie znam. Nie ma takiego zarządzenia, że nie mogę syna zatrudnić.
Według Henryka Popławskiego, te powiązania trącą nepotyzmem, a zatrudnianie rodzin w strukturach władzy wspólnot i spółdzielni rodzi wiele niedomówień. - To jest konflikt interesów - stwierdził Henryk Popławski.
MIESZKANIE DLA SYNA
Wśród dokumentów, które udostępniła Maria Ziętara w sieci, znalazły się także dokumenty dotyczące sprzedaży jednego z mieszkań synowi. Cena tego mieszkania okazała się bardzo niewielka, a Dawid Ziętara w 2007 roku nabył je dodatkowo z bonifikatą dwudziestoprocentową, ponieważ wymieniał okna, drzwi, przeprowadzał jako najemca poważne remonty. Zapłacił w sumie niewiele ponad 2.500 zł za całe mieszkanie. Przemysław Staszak podtrzymuje, że pieniądze na ten remont pochodziły z Agencji Nieruchomości Rolnych, która wcześniej była właścicielem tych mieszkań.
- On sam sobie robił ten remont, nawet sobie VAT rozliczał - wyjaśnia Maria Ziętara. - To mieszkanie wycenił rzeczoznawca. Jak notariusz mi przyjmie, jeżeli nie ma wyceny? Dokumentów się plik zawozi do notariusza. A dziadek pana Przemka mieszkanie kupił za 300 zł - dodaje.
Podkreśla też, że swego czasu na wynajem tego mieszkania było trzech chętnych i to Rada Nadzorcza wybrała, komu je wynająć. Kiedy już syn stał się najemcą, to zyskał z czasem prawo pierwokupu.
Przemysław Staszak wyjaśnia, że jego dziadek kupił mieszkanie na początku lat dziewięćdziesiątych od PGR jako pracownik. Wtedy wszyscy pracownicy mogli mieszkania nabywać za niewielkie pieniądze. - Ja życzę powodzenia osobie, która za kwotę 2.500 zł będzie próbowała garaż kupić - powiedział Henryk Popławski i podał przykład, że mieszkanie w Piechcinie o metrażu niespełna 40 m2, które jest zdewastowane, nie ma doprowadzonej ciepłej wody i ubikację ma na zewnątrz, rzeczoznawca we wrześniu ubiegłego roku wycenił na 36.400 zł.
W spółdzielniach mogą być stosowane wszelkiego rodzaju zniżki, ale muszą one być precyzyjnie określone uchwałą walnego zgromadzenia lub regulaminem wewnętrznym.
OPŁATY ZA MIESZKANIE
Mieszkańcy lokali w Krotoszynie skarżą się także, że opłaty za lokale są bardzo wysokie, często wyższe niż w Barcinie. Jedna z mieszkanek lokalu wchodzącego w skład wspólnoty mieszkaniowej przyznała, że za 36 m2 w Krotoszynie, bez ciepłej wody, płaci około 340-360 zł miesięcznie. Podobnie Przemysław Staszak przyznaje, że za swoje mieszkanie, które ma ponad 30 m2, płaci ponad 300 zł, z tym że, jeśli doliczyć koszty poniesione na ogrzanie wody, wynieść go to może nawet ponad 400 zł.
Dla porównania, Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy za mieszkanie w Krotoszynie bez ciepłej wody o metrażu 36 m2, w którym mieszkają dwie osoby, pobiera 240-250 zł.
- Przecież ja też jestem mieszkanką tego bloku. Mi też zależy, żeby jak najtaniej płacić - broni się Maria Ziętara.
TU JUŻ BYŁ PROKURATOR
- Ja już raz prokuratora miałam, ja to przechodzę po raz drugi - skarży się prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie. - Woziliśmy miał, jeździła komisja, sprawdzali czy nie wywożę na lewo, potem przestali, bo uważ ali, że jest wszystko dobrze. Teraz mam już zdrowie zmarnowane, całe noce nie mogę spać, bo się zastanawiam nad tym, co w następnym dniu będzie, co wyniknie. Ja się nie będę bez przerwy tłumaczyć, bo naprawdę mam dosyć. Każdy, kto przychodzi dostaje wyjaśnienie, o co chodzi. Na każdym zebraniu jest wszystko wytłumaczone.
Henryk Popławski podkreśla, że na podstawie tego, co słyszał i dokumentów, które widział może powiedzieć, że sytuacja budzi wiele wątpliwości i wymaga wyjaśnienia.
- To, co tam się dzieje można uznać za skandal - powiedział Henryk Popławski. - Gdybym ja tak swoją spółdzielnią zarządzał, to już dawno zostałbym odwołany.
Przemysław Staszak zamierza poruszyć wszystkie organy, które mogłyby sprawdzić, jak funkcjonuje spółdzielnia i jak zarządzane są wspólnoty. W pierwszej kolejności zgłosi sprawę Urzędowi Kontroli Skarbowej.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1006 (21/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze