Reklama

Stefan Boguszyński - listonosz sztuki

    Stefan Boguszyński - listonosz sztuki

     Rozmowa ze Stefanem Boguszyńskim - uznanym pałuckim rzeźbiarzem.

Stefan Boguszyński - artysta, rzeźbiarz ludowy z Kcyni z wyrzeźbioną szopką bożonarodzeniową.

    Józef Marosz - Jest pan uznanym w świecie artystycznym i nie tylko, pałuckim rzeźbiarzem ludowym. Jak to się zaczęło?
    Stefan Boguszyński - Było to dawno temu, gdzieś w połowie lat dwudziestych. Rzeźbić zacząłem od dzieciństwa, jako 10 letni chłopak przy pasieniu krów w Młynarach pod Margoninem. Tak dokładnie nie wiem, co mnie do tego skłoniło - czy długie godziny przebywania w samotności na łonie natury, czy żal po utracie matki, czy też może chłopięca chęć wystrugiwania z wierzby figurek, ptaszków fujarek, kuchennych koziołków.... W każdym bądź razie czułem wewnętrzną potrzebę uzewnętrznienia tego, co przeżywałem i dostrzegałem. Rzeźbiłem z drewna figurki świętych, krzyże, nawet w okresie niewoli i okupacji. Z tamtego okresu pozostała mi właściwie jedna płaskorzeźba (głowa Chrystusa w cierniowej koronie), którą w 1940 r. ofiarowałem jako prezent imieninowy mojej narzeczonej, a później żonie.

    ŻYCIORYS
    Stefan Boguszyński ur. się 7 lipca 1916 r. w Próchnowie koło Margonina jako najstarszy z dziewięciorga dzieci. Wcześnie stracił matkę, a druga matka wraz z ojcem stworzyła wszystkim dzieciom prawdziwe rodzinny dom. W 1938 r. ojciec wraz z rodziną przeprowadził się do  Stalówki koło Kcyni na własne gospodarstwo rolne. 16.02.1993 r. Stefan Boguszyński wcielony został do 8 pułku artylerii ciężkiej w Toruniu. Brał udział w wojnie obronnej we wrześniu 1939 r. Walczył pod Jabłonowem Pomorskim, Gąbinem, Kutnem, i Łowiczem. Pod Iłowem dostał się do niewoli niemieckiej i wywieziony został do Niemiec pod holenderską granicę, a potem pod Hanower. Dzięki staraniom rodziny, jako jej jedyny żywiciel, wrócił w 1940 r. do Kcyni i rok później ożenił się. Do końca okupacji, w charakterze robotnika, pracował w kcyńskiej olejarni. Po wyzwoleniu, w 1946 r. podjął pracę na poczcie w Kcyni. Zawodowi listonosza pozostał wierny przez 30 lat, po czym przeszedł na zasłużoną emeryturę. Odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wychował dziesięcioro dzieci i doczekał się piętnaściorga wnucząt. W środowisku kcyńskim cieszy się dużym autorytetem i poważaniem. Uznany jest, obok śp. Klary Prillowej, za najwybitniejszego artystę sztuki ludowej Pałuk. Jego prace znajdują się w wielu muzeach Polski i u prywatnych kolekcjonerów.

Reklama

                                   (jóm)

    - A potem, tak na dobre, od kiedy?
    - Pracując od 1946 r. na kcyńskiej poczcie jako listonosz czułem, że rzeźbienie było moją pasją i dawało mi swoisty odpoczynek. Pamiętam, że dwa moje krzyże z ukrzyżowanym Chrystusem zostały powieszone w miejscach publicznych: jeden wisi we wsi Dopiewy koło Poznania (1948 r.), a drugi we wnęce na zewnątrz Klasztoru w Kcyni (1950 r.), gdzie znajduje się do dziś. I ten właśnie kcyński, ukrzyżowany Pan Jezus naprowadził etnografów na mój ślad. W tamtym czasie, w połowie lat 50., wykonywałem wiele prac - rzeźb pamiątkarskich pod gust ówczesnych odbiorców.  
    Kiedy w 1958 r. zorganizowana została w Kcyni przez Klarę Prillową i Towarzystwo Ludoznawcze pierwsza historyczna wystawa sztuki ludowej Pałuk, obok wielu wybitnych artystów ludowych miałem też i ja swoją małą ekspozycję. I to był niejako początek do (jak się później okazało) kariery artysty ludowego.
    - Czyli zaczęły się wystawy, kiermasze, wyjazdy...
    - Tak, obok pracy zawodowej i obowiązków rodzinnych w wolnych chwilach, najczęściej wieczorami, rozkładałem narzędzia i klocki z drewna na kuchennym stole i rzeźbiłem. Miałem też kilku uczniów: Adama Zatylnego, Stanisława Kanta i syna Stanisława. Porad udzielałem też Piotrowi Wolińskiemu i Adamowi Grabiszewskiemu. Początkowo brałem udział w regionalnych konkursach pałuckiej sztuki ludowej ogłaszanych przez Szubiński Dom Kultury i Pałuckie Towarzystwo Kulturalne. Z satysfakcją patrzyłem, jak obok moich prac, wystawiają moi uczniowie.
Potem zaczęły się wystawy w Bydgoszczy, Toruniu, Poznaniu, Gdańsku, Warszawie, Krakowie, a od 1972 poza granicami kraju: Rumunii, Bułgarii, NRD. Brałem udział we wszystkich ważniejszych konkursach ogólnopolskich, takich jak: "Kopernik w rzeźbie ludowej"; "Wielcy Polacy"; "Wojsko Polskie"; "Dziecko w sztuce ludowej"; "Rodzina"; "Wisła w sztuce ludowej". Wykonywałem szopki na konkursy do Krakowa i świątki na konkursy "Ars Christiana" do Poznania. Chętnie przyjmowałem zaproszenia na kiermasze i jarmarki ludowe organizowane z okazji przeglądów zespołów folklorystycznych w Płocku, Poznaniu, Bydgoszczy, Toruniu, Ciechocinku, Wągrowcu, Żninie. Uczestniczyłem w cepeliadach w Warszawie, Poznaniu, Gdyni. Prezentowałem  swoje prace w czasie targów Sztuki Ludowej w Krakowie, Targów Dominikańskich w Gdańsku i Targów Świętojańskich w Poznaniu. Na każdą z tych imprez, wystaw, kiermaszów starałem się przygotować nowe prace, by nie powtarzać siebie i ten sam temat wyrazić w sposób nowy, niekonwencjonalny. Sprzyjała temu wszystkiemu kcyńska atmosfera folkloru ludowego. Prowadzę nawet swoją książkę pamiątkową...
    - Zapewne więcej czasu znalazł pan na pracę artystyczną będąc na emeryturze?
    - Na emeryturę przeszedłem w 1979 r. Pozornie wydawać by się mogło, że powinienem mieć więcej czasu, ale przestawiłem się na pracochłonne rzeźby pomnikowe. Podjąłem też pracę w zakładzie poprawczym prowadząc z młodzieżą szkółkę rzeźbiarską. Wyrzeźbiłem około 30 pomników, w tym także plenerowych. Mogę co niektóre wymienić: pomnik dla Centrum Zdrowia Dziecka; "Ojciec i powracający syn" oraz "Macierzyństwo" dla Szamotuł; "Rybak z wielką rybą", "Pasterz z psem" dla Lednicy koło Gniezna; "Światowid" - stoi przed ATR Bydgoszcz, plenerowe pomniki przy Toruńskim Muzeum Etnograficznym, "Kolejarz" w Wenecji koło Żnina; "Światowid" i "Korczak" -  przed szpitalem w Nakle; "Popiel" dla Kruszwicy.  
    Kilka pomników wyrzeźbiłem dla szpitala w Żninie, m.in. "Powstaniec Wielkopolski", "Para pałucka" oraz krzyż z ukrzyżowaniem dla kaplicy szpitalnej. Kilka moich rzeźb - pomników ma Kcynia: przed farą "Jan Paweł II" i "Maksymilian Kolbe"; przez M-GOK "Zespół Regionalny Pałuki"; przed pocztą "Listonosz", który ostatnio przewrócił się ze starości, dla miasta (stoi na Rynku) "Kazimierz Grudzielski"; dla Zakładu Poprawczego płaskorzeźbę "Macierzyństwo". Wyrzeźbiłem także dla kościołów 7 czy 8 dróg krzyżowych (m.in. Kcynia, Wapno, Sicienko k. Nakła, Stodoły k. Strzelna, Bydgoszczy) W 1983 r. moje płaskorzeźby wręczone zostały jako dar Ojcu Świętemu w Poznaniu podczas II Pielgrzymki do Ojczyzny...
    - To naprawdę imponujący dorobek. Nad czym pan teraz pracuje?
    - Mimo 78 lat nie mogę żyć bezczynnie. Udzielam się w Towarzystwie św. Wojciecha - oddział Wągrowiec. W kwietniu ubiegłego roku byłem na obchodach 1000-lecia w Pradze czeskiej. Poświęcone tam były na ołtarzu moje rzeźby, z których jedną mam w domu i przekazałem wnuczce. Rzeźbienie to nadal dla mnie radość i potrzeba życia.
    - Dziękuję za rozmowę i życzę panu wszystkiego najlepszego.

ze Stefanem Boguszyńskim rozmawiał Józef Marosz
Pałuki nr 148 (51/1994)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości