Wszyscy bezsilni wobec ciężkich samochodów
Ta droga zrobiona nie będzie
Leszek Jakubowski zastanawia się nad tym, czy remontować ulicę Topolową. Nie chce marnować publicznych pieniędzy, bo jeżdżące po tej ulicy - mimo zakazu - ciężarówki, bardzo szybko ją zniszczą.
Tak wygląda droga Białożewin-Żnin za cmentarzem parafii św. Marcina Tak naprawdę to ulica Topolowa ciągnie się od skrzyżowania z Pałucką do zakładu szkółkarskiego. Dalej jest już Białożewin. To właśnie mieszkańcy odcinka drogi od granic miasta do torów kolejowych mają dość jeżdżenia dziurawą drogą. Nawierzchnia wygląda tam jak po bombardowaniu. W asfalcie, a raczej resztkach asfaltu, jest dziura na dziurze. Kierowca nie ma możliwości ominięcia wyrw w nawierzchni. Chce czy nie chce, żeby przejechać, musi wjechać w dziurę.
Mieszkańcy mówiąc o dziurach wymieniają zawsze jedno nazwisko: Waldemara Kowalskiego. Przedsiębiorca przy drodze ma bazę materiałów budowlanych, do której towar dowożą tiry ważące kilkadziesiąt ton. Zdaniem mieszkańców to właśnie ciężkie tiry doprowadziły drogę do stanu nieużywalności.
- Jestem mieszkanką tej ulicy. Nie tylko ja, ale inni też mają dosyć. Trzy, cztery tiry naraz potrafią przejechać załadowane po same uszy. Droga jest rozjechana. Ja muszę tą drogą jeździć po kilka razy dziennie. Droga w ubiegłym roku była łatana, a teraz jest tragicznie - mówi nam jedna z mieszkanek.
- Gdzieś tak od dwóch tygodni jest spokój - powiedział nam inny mieszkaniec Białożewina. - Duży ruch był wtedy, jak Kowalski budował drogę w Barcinie. I zimą, jak wozili kamień do Wawrzynek. Powiedziałem, że z tą sprawą trzeba pójść do prokuratora, ale nie wszyscy chcieli iść, choć wszyscy jeżdżą samochodami.
Inna sprawa to fakt, że teoretycznie na tę drogę nie mogą wjeżdżać samochody o nacisku na oś powyżej 3,5 tony. Teraz znak stoi, ale mieszkańcy mówią, że czasami go nie ma. - My wiemy, kiedy zacznie się ruch. Zawsze jak Kowalski zaczyna jeździć, znak znika - dodał mieszkaniec Białożewina.
- Jeżeli tak ma być, to niech lepiej tego znaku nie będzie. Przepisy są dla wszystkich, a nie dla wybranych. Wynika z tego, że Kowalski może jeździć, a ja nie? Postawienie znaku na jednym i drugim końcu drogi, to robienie z ludzi głupców. Powinni go zdjąć. Jak nie będzie znaku, to nie będzie problemu. Bo po co oni go postawili? Oprócz Kowalskiego nikt takimi samochodami tu nie jeździ - dodał kolejny mieszkaniec Białożewina. - Samo jeżdżenie dużych wozów uciążliwe nie jest. Jak droga będzie zrobiona, to niech sam diabeł jeździ. Ale droga zrobiona nie będzie.
Burmistrz Leszek Jakubowski przyznaje, że problem drogi zna. Do urzędu trafił film, na którym mieszkańcy nagrali moment przejazdu tirów przez ul. Topolową. Dlatego burmistrz nie wie, czy w ogóle będzie ją robił.
- Zrobimy, a Kowalski ją rozjedzie. Żeby zrobić drogę asfaltową na długości 1,5 kilometra potrzeba około 500-600 tysięcy złotych, a i tak nie ma gwarancji, że będzie dobrze. Tam wszystko było dobrze, dopóki nie kupił gruntu. Ma tam bazę, składuje i co my zrobimy? Znaki zakładaliśmy kilka razy i znikały - mówi Leszek Jakubowski. - Nie stać nas na to, żeby wydać pieniądze bez gwarancji, że będzie dobrze.
- Nie byłoby problemu, gdyby gmina nie wiedziała kto jeździ. Ale gmina wie i to jest jej problem, żeby się z tym uporać - twierdzą mieszkańcy.
Burmistrz Leszek Jakubowski powiedział, że znak został postawiony na wniosek mieszkańców.Ale kiedy to nastąpiło, nie był w stanie sobie przypomnieć. Dodał, że przyzwoitość nakazywałaby poruszanie się po niej pojazdami o masie 10-15 ton, a nie 30-40 tonowymi kolosami.
Waldemar Kowalski przyznał, że ciężarówki po ulicy Topolowej jeździły, jeżdżą i będą jeździć, ponieważ jego firma budowlana ma tam swoją działkę, do której dojazd musi być. Na działce składowane są materiały budowlane, które są wykorzystywane w normalnej i codziennej działalności przedsiębiorstwa. Uważa, że ograniczenie tonażu pojazdów jakie mogą tamtędy jeździć wprowadzone zostało z myślą o jego firmie. - Jeżeli muszę tam dojechać, to w jaki sposób łamane są tam przepisy? Skoro burmistrz wydał decyzję na taką działkę, to musiał liczyć się z tym, że będzie taki ruch - mówi Waldemar Kowalski.
Znaki mówią, że po drodze z Białożewina do Żnina (koło cmentarza parafii św. Marcina) nie mogą poruszać się samochody o nacisku na oś powyżej 3,5 tony. Mieszkańcy mówią: „Nie mogą, ale się poruszają.” Burmistrz, zapytany o decyzję jest zdziwiony: - Żadnej decyzji odnośnie działki przy Topolowej gmina nie wydawała. A jeśli kupuje się działkę na bazę przy drodze gminnej, a nie przy wojewódzkiej czy powiatowej, jeśli widzi się, jaką ma podbudowę, to trzeba się liczyć z ograniczeniami tonażu. Podjęliśmy decyzję o ograniczeniu tonażu bo to nie jest droga, po której mogą jeździć ciężkie wozy. Nie ze złośliwości, tylko - powtarzam - dlatego, że to nie jest droga, po której mogą jeździć ciężkie wozy - ripostuje burmistrz.
Waldemar Kowalski sam chciałby, aby droga została naprawiona, oczekuje ze strony gminy współpracy i jest otwarty jest na rozmowę. - Gmina daje materiał, a my robociznę i naprawiamy - powiedział. Gmina szacuje, że materiał na naprawę drogi mógłby kosztować ok 350-400.000 zł, robocizna zaś wynosi 1/5 tej sumy. - To nie jest pół na pół, ale możemy dyskutować. Pierwszym moim argumentem w dyskusji będzie pytanie: z jakich pieniędzy mam finansować ten remont, skoro pan Waldemar Kowalski przerejestrował wszystkie swoje samochody do gminy Gąsawa i w związku z tym do budżetu Żnina wpływa teraz 22.490 zł mniej - kończy rozmowę burmistrz.
Rzeczywiście, w wyniku przerejstrowaniu głównej siedziby przedsiębiorstwa do Pniew Waldemar Kowalski płaci teraz podatek od środków transportu w gminie Gąsawa, gdzie są mniejsze podatki. Oszczędza na tym 244 zł miesięcznie.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 965 (32/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze