Zenon Fletka i Michał Głowski pokazują studzienki pełne pajęczyn. Oni i pozostali mieszkańcy są przekonani, że prosiaki podrzucił ktoś z innej wsi.
fot. Magdalena Kruszka
Godawy, wodociągi, kanalizacja
- To nie nasze prosiaki
Zenon Fletka, sołtys Godaw sprawdził i wie. Trzy prosiaki, które kilka dni temu znaleziono w przepompowni w jego wsi nie należą do mieszkańców tej wsi. Sołtys własnoręcznie sprawdzał studzienki na posesjach.
Przypomnijmy, na ostatnią sesję Rady Gminy w Gąsawie Leszek Kuchciński, kierownik Zakładu Robót Publicznych przyniósł zdjęcia tego, co można znaleźć w kanalizacjach. Na zdjęciach były między innymi trzy martwe prosiaki, jakie pracownicy wyciągnęli z przepompowni w Godawach. Dwa znajdowały się w komorze pompowej przepompowni głównej, a jeden w komorze piaskowej tej samej przepompowni. Leszek Kuchciński wysunął wówczas także twierdzenie, że znaleziska muszą należeć do któregoś z mieszkańców wsi, bo nikt by nie przywoził martwych prosiaków i nie podrzucał do cudzych studzienek.
- Składam prośbę na ręce pana sołtysa, może przeprowadzi śledztwo w tej sprawie - mówił na sesji Leszek Kuchciński.
Zenon Fletka zaraz po sesji zabrał się do roboty. Wyruszył na wieś i przystąpił do sprawdzania sąsiedzkich studzienek. To, co zobaczył przekonało go, że prosiaki nie mogą pochodzić z Godaw.
- W tych studzienkach jest pełno pajęczyn, widać, że od dawna nikt tam nie zaglądał, a co dopiero prosiaki wrzucał - przekonuje sołtys Godaw. - A te prosiaki wrzucone do studzienki same by nie spłynęły, ktoś musiałby jeszcze wody napuścić. Byłoby widać. Przepompownia jest też w Gąsawie, w Łysininie, ktoś po drodze między Łysininem a Godawami mógłby wrzucić i wtedy one przypłynęłyby do nas.
W Godawach jest siedmiu rolników, którzy mają maciory, sołtys oczyszcza ich z wszelkich podejrzeń, gwarantuje, że mieszkańcy jego wsi nie robią bałaganu w kanalizacjach. On, ale także inni mieszkańcy boją się, że z czasem, jeśli przepompownia ulegać będzie awariom, to mogą zostać oni pociągnięci do odpowiedzialności, tylko dlatego, że padło na nich oskarżenie.
- Oskarżeni zostali mieszkańcy mojej wsi, nie mogę na to pozwolić - mówi Zenon Fletka. - Ja moich sprawdzałem, to nie oni, teraz trzeba szukać innego źródła albo wzywać policję.
Przepompownia w Godawach już w zeszłym roku była newralgicznym punktem. Michał Głowski, jeden z mieszkańców wsi, członek Rady Sołeckiej wspomina czasy, kiedy bywało, że ścieki z przepompowni się wylewały i spływały do jeziora.
- Dlaczego kierownik wtedy zdjęć nie porobił - pyta Michał Głowski. - Tyle razy wtedy było dzwonione, zgłaszane i nic, a teraz od razu świnie fotografują i na sesji pokazują.
Mężczyzna nie ukrywa zdenerwowania, boi się, że jak już raz padnie cień na mieszkańców Godaw, to już zawsze będą oni oskarżani o problemy z kanalizacją. Zarówno on, jak i sołtys są zdania, że należałoby oddelegować pracownika Zakładu Robót Publicznych do regularnego kontrolowania przepompowni, a ponadto stoją na stanowisku, że trzeba po prostu zaspawać studzienki na posesjach, wtedy będzie pewność, kto nie dopuszcza się wrzucania nieodpowiednich rzeczy do kanalizacji.
- Niech pozamykają na dobre te studzienki i będzie spokój, przecież to nie jest taki duży koszt, a jak coś takiego się zdarzy, to niech zgłaszają na policję i niech policja szuka - mówi sołtys Godaw. - My mieszkamy w małej wsi i gdybym ja zauważył, że któryś z moich mieszkańców robi coś takiego i wrzuca prosiaki do kanalizacji, to byłbym pierwszy, żeby zadzwonić na policję albo do kierownika, bo to jest niszczenie naszego wspólnego dobra.
Wójt Zdzisław Kuczma, kierownik Leszek Kuchciński i radni stali na stanowisku, że studzienek zabezpieczyć się nie da, bo to zbyt kosztowne. Cały czas szukają sposobu, jak zwalczyć problem zanieczyszczeń kanalizacyjnych.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1031 (46/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze