Reklama

To tylko kwestia światła...

W piątek (12 III 1993 r.) w żnińskiej Sufraganii odbył się wernisaż otwierający wystawę malarstwa i rysunku Stefana Kościeleckiego, urodzonego w 1933 r. w Żninie. Bohater piątkowego wieczoru pracuje na UMK w Toruniu, prowadzi również zajęcia dydaktyczne w warszawskiej ASP.

    Wernisaż zgromadził wiele osób, pośród których znaleźli się dawni koledzy z podwórka i szkolnej ławy oraz jego byli studenci (np. Jerzy Marosz), lecz najliczniejszą grupą okazała się naturalnie rodzina. Toteż otwarcie wystawy rychło przeistoczyło się w spotkanie rodzinne.
Oszczędny w słowach, z symboliczną lampeczką szampana w ręku, autor prac zgromadzonych w Sufraganii zaprosił do ich oglądania, a to stało się szokiem dla odbiorcy. Kościelecki bowiem jest uważany za najmniej komunikatywnego artystę, nawet wśród "dzikich".  
    Obrazy kojarzymy natychmiast z walką światła i ciemności, rysunki natomiast, ukryte pod szkłem, mogą przypominać kolekcję martwych motyli. Stefan Kościelecki jest niewątpliwie nadal najpilniejszym uczniem mistrzów Strzemińskiego i Stażewskiego, to znaczy - KONSTRUKTYWISTĄ. Wystawa ta bezsprzecznie wpisze się w rejestr wystaw w Sufraganii jako jedna z bardziej kontrowersyjnych i wymagających głębszej znajomości tematu.
    Twórczość Kościeleckiego należy do rodzaju twórczości, którą zwykło się określać nazwą wizualnej i geometrycznej. Artysta pozoruje usuwanie słowa, proponując - choć niezbyt zręcznie - w jego miejsce wprowadzić bryłę, figurę, pragnie zaprowadzić bioniczny i geometryczny porządek. Cały proponowany przez artystę proces utwierdza odbiorcę o konieczności funkcjonowania symbolu.
    Autor "Przestrzeni międzyświelnych" swój podmiot liryczny odnalazł w świetle. Przestrzeń zaś stała się milczącym antenatem, żeby nie powiedzieć - wspólnikiem artysty - sprawcy rewizji intelektualno-poetyckiego porządku w postrzeganiu naszej rzeczywistości.
    Krótko: wernisaż trzeba zaliczyć do naprawdę udanych spotkań ze sztuką, udanych, acz nieco ciasnych, gdyż osób pragnących obejrzeć prace i profesora przybyło sporo. Powernisażowy raut z pewnością zmusił gościa żnińskiego muzeum do odpowiedzi na pytania, których już podczas oficjalnego wernisażu nie brakowało.
    W międzyszepcie zanotował

    Dariusz Król
Pałuki nr 59 (11/1993)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/08/2024 12:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości