„Musimy chodzić w kaloszach albo folie zakładać jak idziemy do kościoła. Nikt nas nie chce odwiedzać” - twierdzą mieszkańcy ul. Ułańskiej
fot. Remigiusz Konieczka
Kołaczkowo, mieszkańcy, bloki, ulica, roztopy
Ułańska fantazja na drogowym poligonie
Mieszkańcy bloków w Kołaczkowie załamują ręce, bo nie mogą przejechać przez ulicę. Nawierzchni nie ma, a dodatnie temperatury, roztopy i opady spowodowały rozmiękczenie gruntu. Gdy dodać do tego poruszające się tamtędy ciężarówki, zamiast ulicy osiedlowej, jest poligon.
- Mieszkamy tu dwudziesty trzeci rok. Przez te lata jedyną inwestycją, jaką gmina poczyniła, była ta jedyna latarnia - mówią mieszkańcu bloku przy ul. Ułańskiej w Kołaczkowie. Ale powód, dla którego się z nimi spotkaliśmy, to nie egipskie ciemności na osiedlu, ale syberyjski stan ulicy, przy której mieszkają.
- W okresie jesień - zima to jest makabra - twierdzą. - Musimy chodzić w kaloszach albo folie zakładać, jak idziemy do kościoła. Nikt nas nie chce odwiedzać, a jak przyjadą, to stawiają samochody pod sklepem.
Droga jest rozjechana. W ulicy są głębokie koleiny spowodowane przejazdem ciężkich pojazdów. W koleinach stoi woda. Gdy grunt odtaje, to auta grzęzną. Grzęzną i ludzie. Koleiny robią się coraz większe i koło się zamyka.
- Tu jeżdżą duże samochody i generalnie nikt o to nie dba. Niedawno pustego tira nie mogli wyciągnąć. Do firmy [do której te samochody przyjeżdżają - przyp. rk] się pójdzie, to z buzią, że się im zawraca głowę. Mają sprzęt. Mogliby zrobić. A jak musiałaby przyjechać karetka i straż, to nie wjedzie - żalą się mieszkańcy ul. Ułańskiej. - Tu pod spodem jest studzienka. Tir z Rosji cofał i nie wiadomo, czy jej nie zarwał.
Dodają, że mają inne możliwości dojazdu, ale nie mogli z nich korzystać, bo po prostu nie dało się przejechać. Mieszkańcy mówią, że wszelkie możliwości załatwienia sprawy i poprawy sytuacji na ich ulicy zawiodły. - Gmina się tłumaczy, że będzie kanalizacja i potem i tak to rozkopią. Miała być kanalizacja, miał być gaz. Czekamy tyle lat i nic - słyszymy.
Nasi rozmówcy chcieliby, aby drogę wyremontować, tak by był normalny przejazd. Nie domagają się autostrady, ale utwardzenia gruzem lub tłuczniem. Od firm, które działają przy tej samej ulicy, a których ciężkie pojazdy z niej korzystają, chcieliby wsparcia. - Dopóki nie było firm, to nie było problemu - twierdzą mieszkańcy i sugerują, by postawić znak ograniczający tonaż wjeżdżających na ul. Ułańską pojazdów.
Aleksander Nowicki, prezes firmy Daukus sp. z o.o. z Kołaczkowa przyznaje, że zły stan ulicy również niekorzystnie wpływa na wizerunek firmy. - Przyjeżdżają pracownicy, kontrahenci i narzekają na dojazd - mówi prezes. Nasz rozmówca wyjaśnia, że to nie jest tak, że firma o tę drogę nie dba. Mówi, że droga była naprawiana, aby umożliwić dojazd do firmy. Deklaruje nawet, że i tym razem jest w stanie pomóc. - Jeżeli dostaniemy materiał, to ja daję ludzi i sprzęt i droga będzie zrobiona - zapewnia prezes.
Zastępca burmistrza Szubina Mariusz Piotrkowski informuje, że w tym roku może nastąpić poprawa sytuacji na ul. Ułańskiej. Gmina chce wygospodarować środki i wyremontować drogę, która umożliwiłaby dojazd do firmy Daukus ciężkim pojazdom. Ale nie jest to ul. Ułańska, tylko droga alternatywna, prowadząca od strony drogi krajowej bezpośrednio do firmy. Wiceburmistrz przyznaje, że dla niego ważny jest nie tylko stan drogi, ale również to, by przedsiębiorcy działający na terenie gminy nadal działali, płacili podatki i zatrudniali mieszkańców. Na wykonanie dojazdu do przedsiębiorstwa i utwardzenie ul. Ułańskiej środków nie ma. Gmina chce najpierw poprawić dojazd do spółki Daukus, a kiedy ciężki sprzęt zniknie z ul. Ułańskiej, to - zdaniem Mariusza Piotrkowskiego - jej stan ulegnie poprawie. Zaznacza jednak, że jakiekolwiek remonty bieżące będą możliwe tylko wtedy, gdy będą na to środki.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1096 (7/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze