Reklama

Umywają ręce wodą z Noteci

Józef Bączek, sołtys Starego Jarużyna zapowiedział, że jeśli problem zalanych łąk nie będzie rozwiązany, to odda sprawę do sądu

         fot. Remigiusz Konieczka

Stary Jarużyn, łąki, rolnicy,  urzędnicy, sołtys, problem, woda
     Umywają ręce wodą z Noteci
    Sołtys Starego Jarużyna i inni rolnicy od kilku lat borykają się z zalewanymi rok w rok łąkami nad Notecią. Pokos jest kiepski, rosną straty i frustracja rolników. Problem dotyczy 300 hektarów łąk. Zaproszeni na spotkanie administratorzy cieków i urządzeń wodnych wskazują na bobry niszczące brzeg, na obniżanie się poziomu łąk, na zarośniętą rzekę. Rozwiązania problemu nie widać.

     Problem zalanych łąk w sołectwie Stary Jarużyn poruszaliśmy na przełomie sierpnia i września ubiegłego roku. Józef Bączek, sołtys Starego Jarużyna, zabrał nas na nadnoteckie łąki w okolicach Wymysłowa i Chobielina, które wchodzą w skład jego sołectwa. Łąki od maja aż do września były zalane. Pokos był niemożliwy, a rozwiązania problemu nie było widać.
     OBNIŻYĆ NOTEĆ, KUPIĆ POMPĘ
     Józef Bączek był inicjatorem środowego spotkania w Urzędzie Miejskim w Szubinie, którego formalnym organizatorem było Starostwo Powiatowe w Nakle. Dlatego prowadzeniem zebrania zajęła się Alicja Woźna, dyrektor wydziału środowiska w nakielskim starostwie. Na spotkanie zaproszono przedstawicieli Gminnej Spółki Wodnej z Szubina i Nakła, Gospodarstwa Rybackiego ze Ślesina (które piętrzy wodę na Noteci, by nawodnić stawy rybne), Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW) z Poznania, Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych Biuro Terenowe w Nakle. Przyjechała też radna sejmiku Silvana Oczkowska.
     Sołtys Józef Bączek przedstawił problem, z jakim od lat boryka się on i jego sąsiedzi. Problemem tym jest coroczne zalewanie 300 ha łąk przez Noteć. Sołtys jako przyczynę takiego stanu rzeczy wskazał piętrzenie wody na jazie w Chobielinie. Piętrzenia tego dokonuje się po to, by nawodnić stawy hodowlane Gospodarstwa Rybackiego w Ślesinie. Sołtys dodał, że problem zaczyna się w okresie wiosennym, w maju i czerwcu. Teraz, jak powiedział, na łąkach wody nie ma, ale jak Noteć wyleje w maju, tak woda stoi przez całe lato. Najbardziej dziwne jest to, że nie ma dużych opadów deszczu, stan Noteci jest wysoki i tym samym łąki są zalewane.
     - Chodzi o to, by na odcinku dwóch kilometrów obniżyć poziom Noteci o 5-10 centymetrów - mówił Józef Bączek. - Niech gospodarstwo rybne kupi pompę i tę wodę potem z Noteci pompują do stawów. To jest rozwiązanie tego problemu. My już tak dalej nie możemy żyć.
     Sołtys pytał przedstawicielki Starostwa Powiatowego w Nakle, jak to się stało, że Gospodarstwo Rybackie dostało pozwolenie wodno-prawne na piętrzenie wody do stanu 1,4 m.
     KRZAKI, BOBRY, MUŁ
     Dyrektor Alicja Woźna wyjaśniła, że starostwo podejmuje decyzje na podstawie dokumentów i uzgodnień innych instytucji. Jeśli uzgodnienia są, to najczęściej nie ma przeciwwskazań do tego, by pozwolenie wydać.
     Karol Kabaciński, prezes spółki Gospodarstwo Rybackie w Ślesinie powiedział, że pozwolenie wodno-prawne co prawda określa poziom piętrzenia na 1,42 m, ale gospodarstwo piętrzy wodę na poziomie 1,15-1,20 metra. Taki poziom piętrzenia utrzymywany jest do września każdego roku i - zdaniem prezesa - nie ma on wpływu na zalewanie łąk. Tym bardziej, że od września do marca Noteć nie jest piętrzona.
     - Zrobiliśmy tajne znaki na moście między Turem a Chobielinem. Przed i po piętrzeniu sprawdziliśmy stan wody. Okazało się, że po piętrzeniu poziom się nie zmienił - powiedział Karol Kabaciński. Jego zdaniem Noteć wylewa, ponieważ brzeg rzeki uszkodzony jest przez bobry.
     Również Andrzej Łyczywek z RZGW w Poznaniu wskazał na problem z bobrami. Do tego dochodzi brak odwodnienia i dlatego woda, która wyleje, nie może wrócić do rzeki. Odpływ wody utrudnia porastająca brzegi roślinność. Przyznał też, że Noteć na tym odcinku (Tur - Chobielin) wymaga pogłębienia. RZGW ma projekt związany z pogłębieniem rzeki. Wnioski o przyznanie środków zostały złożone, ale czekają na pozytywne decyzje dotyczące finansowania.
     Andrzej Nowaczyk z Gminnej Spółki Wodnej w Nakle dodał, że rzeczywiście Noteć jest zarośnięta, a prace utrudnia podmokły teren, bo nie można użyć ciężkiego sprzętu. Sprawy nie ułatwiają obszary Natura 2000, które są chronione.
     POTRZEBNY PRZEKRÓJ DOLINOWY
     Wojciech Skwierawski, szef Biura Terenowego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Nakle, zwrócił uwagę, że łąki się obniżają. Łąki do 2007 roku nie były nawadniane i zmineralizowały się, a teraz kiedy regularnie są nawadniane i nasiąknęły wodą, to ich poziom się obniżył. Dodatkowo na poziom terenu wpływa intensywna gospodarka, a dokładniej ciężki sprzęt, który na łąki wjeżdża. Powinno się sporządzić przekrój dolinowy, który pokaże rzeczywisty stan doliny Noteci, bo może się okazać, iż poziom łąk jest niżej niż koryto rzeki.
     - Najlepiej powiedzieć, że bobry, bo bobrom nic nie można zrobić, ale trzeba pomyśleć o koszeniu koryta - powiedział kierownik melioracji z Nakła.
     Zdzisław Jóźwiak z Wojewódzkiego Związku Spółek Wodnych w Bydgoszczy stwierdził w pewnym momencie, że mówi się o bobrach, o koszeniu, o opadaniu łąk, o tym kto ma jakie kompetencje, a nikt nie proponuje konkretnych rozwiązań. Potrzebne są one rolnikom, bo to oni najbardziej cierpią w związku z tą sytuacją.
     Karol Kabaciński z GR w Ślesinie w pewnym momencie zaatakował Gminną Spółkę Wodną w Szubinie stwierdzając, iż spółka nie robi wszystkiego, co może. - Nie tylko rowy, ale odciągacze powinny być czyszczone - powiedział. - Żeby 20 hektarów stawów spuścić, to sam muszę wykosić 6 kilometrów.
     - Rzeczywiście stawy macie piękne, w przeciwieństwie do naszych łąk - ironizował Józef Bączek. - Spółka wodna tu nie jest winna. Oni robią wszystko, co mogą. To - w mojej ocenie - stawy są winne naszemu nieszczęściu.
     Alicja Woźna powiedziała, że spółka wodna powinna mieć pozwolenie wodno-prawne na korzystanie z wód Noteci w celu m.in. nawadniania okolicznych terenów. Spółka wodna w imieniu właścicieli terenu, czyli rolników, którzy opłacają składki, nawadnia łąki i grunty orne. Alicja Woźna dodała, że problem będzie być może rozwiązany po konserwacji starorzecza Noteci, jakiego ma dokonać RZGW w Poznaniu. Wyjaśniła też, że w kompetencji powiatu nie jest sfinansowanie wspomnianego przekroju dolinowego, bo są to zbyt duże koszty.
     Andrzej Łyczywek dodał, że RZGW dysponuje środkami, jakie spływają z budżetu państwa i  w tej chwili nie jest w stanie zagwarantować, że Noteć zostanie pogłębiona. Wojciech Skwierawski wyjaśnił, że przekroje dolinowe, o których wspomniał, powinien wykonać IMGW, bo to powinno robić państwo, a nie samorządy lokalne czy instytucje.
     W tym momencie sołtys Józef Bączek nie wytrzymał i powiedział, że jeśli tego dnia strony się nie porozumieją w kwestii zapobieżenia wylewom Noteci na okoliczne łąki, to wraz z rolnikami wystąpi na drogę sądową o sabotaż.
     SPOTKANIE W TERENIE
     Radna sejmiku Silvana Oczkowska powiedziała, że odpychanie problemu przez różne instytucje nic nie da, a konsekwencje tego ponoszą rolnicy. Porównała system nawadniający złożony z rzek i rowów melioracyjnych do systemu krwionośnego. - Jak jedna żyła nie jest drożna, to zastępuje zator - stwierdziła. - Nie może być tak, że wojewoda odpisuje rolnikom, że to nie jego problem. Jak można godzić się na to, że będą ponosić konsekwencje zgodnie z prawem. Wiem, że na wszystko jest zbyt mało pieniędzy, ale uważam, że to nie jest wytłumaczenie.
     Alicja Woźna wytłumaczyła, że są to tereny zalewowe, i to, że jest tam woda, nie powinno nikogo dziwić. Wyjaśniła też, że każdy ma swoje kompetencje, a rozwiązania problemu oczekiwać można od RZGW. Karol Kabaciński powiedział, że rozwiązaniem problemu powinno być koszenie brzegów Noteci, by ją udrożnić. Wojciech Skwierawski zaproponował eksperyment polegający na tym, by spółka wodna w tym roku nie nawadniała pól. Wtedy Alicja Woźna zaproponowała spotkanie w terenie. Józef Bączek ma zawiadomić starostwo, gdy latem łąki będą zalane, i wtedy strony spotkania przyjrzę się problemowi na żywo.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1156 (15/2014)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     Nie bobry są winne

     Minął rok i problem wylewającej Noteci nie jest rozwiązany. Rozumiem rolników, którzy już teraz drżą na samą myśl o tym, że już za dzień, już za chwilę łąki zaleje Noteć i woda będzie stać przez całą wiosnę i lato. Podczas ubiegłotygodniowej dyskusji doszedłem do dwóch wniosków.
     Po pierwsze zaproszone strony, oprócz sołtysa, radnej sejmiku i Gminnej Spółki Wodnej, nie myślą kategoriami ludzkimi, tylko kategoriami urzędniczymi. Niektórzy mówią, że urzędnik nie jest człowiekiem. Na pewno obowiązują go pewne ramy, w jakich się porusza. Są to ramy proceduralne i choćby waliły 150 mm działa, to on z tych ram nie wyjdzie. Dlatego usłyszeliśmy o kompetencjach, że to nie nasze, to ich. Tego nie sfinansujemy, bo czekamy na środki, bo ich nie mamy. Usłyszeliśmy, że dokumenty są w porządku i to na podstawie papieru wydaje się decyzje, a stan faktyczny poznamy jak Noteć wyleje. No to teraz sołtys ma czekać na wylanie Noteci, bo przez ostatni rok, jak alarmował wszystkich o wodzie na łąkach, nikt nie pofatygował się do Chobielina, by zobaczyć jak tam wygląda. Oczywiście zaraz usłyszymy o dobrej woli organizatorów spotkania i dobrej woli ludzi z Poznania, Bydgoszczy, Włocławka, Nakła, że w ogóle zechcieli przyjechać. To co mnie najbardziej zdumiało, to nie tylko przerzucanie się kompetencjami, ale też tłumaczenie tego stanu rzeczy. Winne są bobry, zapadające się i nasiąknięte łąki, spółka wodna i w końcu rolnicy, że jeżdżą ciężkim sprzętem. Jak mogą jeździć, skoro tam ciężkim sprzętem nie da się wjechać. W zeszłym roku ulgnął na łąkach mały ciagniczek, a co byłoby gdyby wjechał wspomniany sprzęt ośmiotonowy...
     W końcu padło stwierdzenie, że są to przecież tereny zalewowe. Czyli jak u Barei: Pani kierowniczko, jak jest zima, to musi być zimno. Jak są to tereny zalewowe, to nic dziwnego, że woda się leje. I znów klasyka. Teraz Kabaret Dudek: I musi się lać. Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb. Oczywiście tak ostre stwierdzenia nie padły, ale tak to można interpretować.
     Odnoszę wrażenie, że dla człowieka zza biurka najlepiej byłoby, aby na terenach zalewowych rolnicy nie walczyli z wiatrakami, machnęli ręką i nie próbowali rozwiązać problemu zalewania. Można byłoby uznać, że od Noteci do rowu, woda będzie stać i nic się na to nie poradzi. Automatycznie problem by zniknął. Nikt by o nic nie pytał, nie walczył, nie organizował spotkań, na które trzeba jeździć.
     Tutaj chciałbym zdziwić się wraz z radną Silvaną Oczkowską, która pytała czy rzeczywiście nie da się znaleźć rozwiązania. Stwierdziła, że jest za dużo instytucji odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. I tak jest. Jeden spogląda na drugiego i nic z tym nie robi. Podejrzewam, że urzędnicy z RZGW z zarządu melioracji, ze starostwa wrócili do siebie, sporządzili notatki i uznali sprawę za zamkniętą. Do czasu, aż nikt znów nie zacznie upominać się o działanie.
     Może rzeczywiście coś się ruszy dopiero wtedy, gdy rolnicy oddadzą te instytucje do sądu? Na razie, to trzeba mieć tylko nadzieję, że te doraźne działania (pogłębienie dna Noteci, brak nawadniania pól) coś dadzą.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1156 (15/2014)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości