Szkoły społeczne w gminie Żnin
Uszczuplenie kadry
Po przekształceniu Szkoły Podstawowej w Brzyskorzystwi w placówkę niepubliczną pracę straci kilka osób.
Po przyjęciu przez Radę Miejską uchwały o likwidacji Szkoły Podstawowej w Brzyskorzystwi i powołaniu w jej miejsce filii SP nr 2 w Żninie z klasami 1-3 i zerówką, we wsi powstała inicjatywa związana z utworzeniem stowarzyszenia, które zajęłoby się prowadzeniem szkoły społecznej. Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły zostało zawiązane przez nauczycieli i rodziców. Władze i członkowie stowarzyszenia wystąpili do burmistrza Leszka Jakubowskiego z ofertą prowadzenia w Brzyskorzystwi szkoły niepublicznej. Szkoła społeczna mieściłaby się w budynkach obecnej szkoły. Stowarzyszenie nie zostało jeszcze zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jeśli tak się stanie, to oficjalnie ruszy procedura przejęcia placówki.
Sołtys Brzyskorzystwi Maria Chmielewska zwołała w ubiegły czwartek zebranie wiejskie, na które zaprosiła burmistrza, mieszkańców i przedstawicieli Stowarzyszenia Przyjaciół Szkoły, aby odpowiedzieli na pytania dotyczące przyszłości szkoły. Leszek Jakubowski zadeklarował, że utrzymanie budynku i remonty będą leżały po stronie gminy. Podobnie jak dowóz dzieci do szkoły.
- Każde ze stowarzyszeń jest na innym etapie. Wasze jest na dalszym, ale to nic nie zmienia, bo o przekazaniu szkoły decyduje organ prowadzący, czyli gmina. Najważniejsze, żebyście do września zdążyli się zarejestrować. Jeżeli powstanie szkoła niepubliczna, to dla dzieci i rodziców nie zmieni się nic - powiedział burmistrz.
Zarząd Stowarzyszenia Przyjaciół Szkoły liczy dziewięć osób. Prezesem jest Ewa Piwecka, wiceprezesem obecna dyrektor szkoły Beata Otto, sekretarzem Hanna Goclik, a skarbnikiem Jan Wesołek.
- Nie jesteśmy zarejestrowani, ale odpowiedzi z sądu spodziewamy się za dwa tygodnie - informowała na zebraniu Beata Otto.
W szkole publicznej pracuje obecnie 15 nauczycieli. W nowej placówce chce uczyć dwunastu. Pensum może wynosić około 22 godzin. Ma to być szkoła sześcioklasowa z oddziałem zerowym. Kuchnia, która dotychczas funkcjonowała w szkole, zostanie zamknięta, a obiady będą dowożone.
- Jako stowarzyszenie będziemy mieli zbyt mało środków, aby utrzymać kuchnię z obsługą - powiedziała Beata Otto. - Ci nauczyciele, którzy się zgodzili pracować, otrzymywać będą mniejsze pieniądze, ponieważ ich część pójdzie na utrzymanie szkoły.
Jan Wesołek dodał, że trudniej będzie na początku. Jednak z nadzieją patrzy w przyszłość, ponieważ w następnych latach do szkoły zacznie chodzić więcej dzieci.
Nie wszystkim podoba się zmniejszenie liczby pracowników, a w szczególności tym, którzy stracą pracę. Elżbieta Borciuch zatrudniona jest na pół etatu jako intendentka. W szkole w Brzyskorzystwi pracuje już od 12 lat. Po przekształceniu szkoły kuchnia zostanie zlikwidowana, więc nie będzie potrzeby zatrudniania intendentki. W Miejskim Zespole Oświaty zaproponowano jej pracę jako opiekunki uczniów w autobusie dowożącym dzieci do szkoły.
- Kierowca zostawi mnie w Żninie o ósmej i co ja później zrobię? Gdybym mieszkała w Żninie, to poszłabym do domu. A tak, kurs powrotny będą miała o wpół do pierwszej. Po ulicy mam w tym czasie chodzić? Zgodziłabym się na pracę w Żninie, ale na przykład od 7 do 12 bez przerwy. A tutaj praca jest, bo mają być zatrudnione panie z robót interwencyjnych. Dlaczego to my nie możemy? - pyta Elżbieta Borciuch.
W innej sytuacji jest Genowefa Tworkowska, która - jak mówi - w szkole przepracowała 27,5 roku. Zatrudniona jest na całym etacie. Ubolewa nad tym, że do przejścia na tak zwaną pomostówkę, czyli świadczenie przedemerytalne, brakuje jej pół roku.
- Teraz mówi mi się, że mam przejść na kuroniówkę. Chciałabym pracować te pół roku. Dwa lata zostały mi do emerytury, a nie wiem czy dostanę pomostówkę. To jest dla mnie bolesne - skarży się Genowefa Tworkowska.
Dyrektor szkoły Beata Otto powiedziała Pałukom, że pierwszej z pań została zaproponowana praca przy dowożeniu dzieci i innej propozycji nie ma, a tylko do niej będzie należała decyzja, czy tę pracę podejmie, czy nie. - Każdemu staramy się zapewnić pracę - mówi pani dyrektor. Zdaniem dyrektor druga z pracownic będzie miała zapewnioną wcześniejszą emeryturę, ale na razie musi przejść na zasiłek.
- Ta pani ma 26 lat pracy. Do trzydziestu brakuje jej więc czterech lat. Żeby przejść na pomostówkę, musiałby być likwidowany zakład pracy, a szkoła nie będzie likwidowana tylko przekształcona. Ma ukończony wymagany wiek i lata pracy. Boi się, że będąc na kuroniówce, nie dostanie pomostówki. Tłumaczyłam jej, że dostanie - wyjaśnia Beata Otto.
Burmistrz Leszek Jakubowski powiedział, że przyjrzy się sprawie, szczególnie pracownicy, która jest w wieku przedemerytalnym.
- Jak ma pół roku, to pracę załatwimy - powiedział.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 852 (24/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze