Nadleśniczy, uszkodzenia, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych, Toruń
Uszkodzenia powoduje nawet fura z koniem
Po publikacji w Pałukach artykułu Zostali bez pracy Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu przesłała stanowisko będące wyjaśnieniem poruszanej przez nas sprawy.
Przed miesiącem pisaliśmy, że reprezentanci podmiotów, których oferty nie zostały wybrane jako korzystniejsze w przetargach na wykonawstwo usług z zakresu gospodarki leśnej, planowanych do wykonania w 2013 roku w Nadleśnictwie Szubin, są rozżaleni. Wynika to z faktu, że część osób po przegranych przetargach straciła jedyne źródła utrzymania, a u części źródła te zostały mocno ograniczone. Podmioty te przegrały, gdyż ceny zawarte w ich ofertach były wyższe niż u konkurencji. Twierdzą, że niżej z ceną zjechać nie mogli, że konkurencja stosuje ceny dumpingowe i że pracownicy są tam zatrudniani na innych zasadach niż umowa o pracę. Nie są dla nich do końca jasne kryteria oceny oferty. Poza ceną, której waga wynosiła 80%, jednym z kryteriów było również stosowanie przyjaznych środowisku technologii o wadze 10%, posiadanie licencji przyznanej przez Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych w Gołuchowie lub równoważnego dokumentu potwierdzającego kwalifikacje do prowadzenia działalności w zakresie usług leśnych o wadze 5% i dysponowanie osobą z nadzoru technicznego posiadającą wykształcenie minimum średnie leśne o wadze 5%.
ZAMAWIAJĄCY MIAŁ PRAWO
Mateusz Stopiński, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, wyjaśnił, że kwestionowana ilość 50 punktów przyznanych w kryterium dotyczącym stosowania przyjaznych dla środowiska technologii wynika z ilości członków komisji przetargowej (5 osób x maks. 10 punktów). W analogiczny sposób liczone są pozostałe kryteria.
- Ponadto, stosowanie innych - obok ceny - kryteriów jest usankcjonowane przepisami ustawy „Prawo zamówień publicznych”. W przypadku przetargu na usługi leśne, kwalifikowanych do tzw. usług niepriorytetowych, ustawa daje zamawiającemu uprawnienie do stosowania kryteriów związanych z właściwościami wykonawcy (np. posiadanie maszyn specjalistycznych, olejów ulegających biodegradacji, dysponowania osobami z wykształceniem leśnym, czy posiadanie licencji przedsiębiorcy leśnego) i z tego uprawnienia zamawiający skorzystał - wyjaśnia Mateusz Stopiński. - Sprostowanie szczegółowej wypowiedzi nadleśniczego Nadleśnictwa Szubin, dotyczącej zasad oceny w kryterium wykorzystywania technologii przyjaznych środowisku, zostało przesłane bezpośrednio przez nadleśniczego.
Przed dwoma tygodniami publikowaliśmy list nadleśniczego Krzysztofa Kraski, w którym napisał, że punkty w kryterium dotyczącym stosowania przyjaznych dla środowiska technologii można było uzyskać za dysponowanie sprzętem do zrywki nasiębiernej drewna stosowego oraz kłód innych niż przyczepa z żurawiem (np. ciągnik specjalistyczny typu forwarder w ilości min. 1 szt.), a nie za stosowanie bioolejów.
DLACZEGO TEN SPRZĘT
Rozmawialiśmy z Andrzejem Wolnikiem z Kowalewa, którego firma w wyniku grudniowych przetargów została - zdaniem właściciela - pokrzywdzona. Stwierdził, że w swoim liście nadleśniczy w dalszym ciągu wiele nie wyjaśnił: - Dlaczego podczas oceny nie uznał naszych wózków? Cały czas jest to niejasne. Według nas, bardziej przyjazne dla środowiska są właśnie wózki. Są mniejsze, zwinniejsze, nie uszkadzają drzew - powiedział Andrzej Wolnik.
Pytanie, jakie zadał mieszkaniec Kowalewa, zadaliśmy również szubińskiemu nadleśniczemu. Wyjaśnił, że stosowana przyczepa z żurawiem, współpracująca z ciągnikiem rolniczym, jest też elementem stosowania przyjaznych środowisku technik zrywki drewna metodą tzw. drewna krótkiego (w postępowaniu warunek konieczny).
- Zestaw ten nie jest jednak w stanie zastąpić czy nawet równać się z pracą „forwarderem” - informuje Krzysztof Kraska. - „Forwardery” są maszynami przeznaczonymi do zrywki nasiębiernej drewna pozyskiwanego metodą sortymentową o długości kłód do 6 metrów. Maszyna ta z łatwością pokonuje nierówności, cieki wodne i inne przeszkody. Jest maszyną bezpieczną, z jednoosobową obsługą. Posiada wyciszoną, klimatyzowaną kabinę zapewniającą znaczny komfort w środowisku pracy operatora. Specjalna konstrukcja przegubu gwarantuje dużą zwrotność i łatwość manewrowania przy jednoczesnym zachowaniu stabilności i bezpieczeństwa jazdy. W porównaniu z dotychczasowymi ręczno-mechanicznymi metodami pracy w lesie, „forwardery” umożliwiają znaczne zwiększenie wydajności i bezpieczeństwa pracy, zmniejszają również ryzyko utraty zdrowia.
WYNIKI BADAŃ
Dodał, że maszyny te poprzez większą wydajność wpływają znacznie na zmniejszenie obciążeń dla środowiska, np. przez mniejszą ilość emitowanych spalin na metr sześcienny zerwanego drewna. Dodatkowo szerokie, niskociśnieniowe opony usprawniają poruszanie się niezależnie od uwarunkowań terenowych i w mniejszym stopniu wpływają na uszkodzenie gleby. Większość maszyn leśnych wywiera na glebę nacisk rzędu 50-300 kPa (kilopaskali).
- Wyniki badań wskazują, że wartość zastosowanego nacisku jednostkowego wywieranego na glebę wpływała na jakość wzrostu sadzonek wielu gatunków drzew. Dla gatunków wykorzystywanych do odnowień w lasach (w tym dębu i sosny) opracowania naukowe stwierdzają, że pożądane parametry sadzonek zmniejszają się wraz ze wzrostem nacisku, jakiemu poddana została gleba. Poza tym zastosowanie specjalnego układu jezdnego zmniejsza uszkadzanie korzeni drzew rosnących w pobliżu. Znacznie większe zasięgi pracy żurawia i większa ładowność zmniejsza ilość przejazdów po gruncie leśnym. Zdaniem wielu autorów, szkody wyrządzone w lesie, zarówno przez maszyny do pozyskania drewna, jak i środki zrywkowe, mogą znacznie wpływać na obniżenie jakości drewna, pogorszenie stanu sanitarnego lasu oraz zmianę właściwości gleb leśnych. Zadaniem gospodarstwa leśnego jest zachowanie ciągłości stabilnych i zdrowych ekosystemów leśnych, które optymalnie spełniają produkcyjną i pozaprodukcyjną funkcję lasu - odpowiedział nadleśniczy, a cytując dra hab. Tadeusza Moskalika z Katedry Użytkowania Lasu Wydział Leśny SGGW Warszawa stwierdził, że stosowanie maszynowego pozyskania drewna w systemie harvester-forwarder w pełni odpowiada wymaganiom zrównoważonego rozwoju lasów, spełniając określone cele ekologiczne, społeczne oraz ekonomiczne.
ŻURAWIE PRACUJĄ I TAK
Z kolei ustosunkowując się do wypowiedzi o wadze, zwrotności i szkodliwości sprzętu powiedział: - Ciągnik rolniczy z przyczepą z zamontowanym żurawiem jest zapewne lżejszy od używanych powszechnie „forwarderów”, jednak nacisk jednostkowy na grunt leśny tego zestawu jest większy, co ma istotny wpływ dla drzewostanu i przyszłych upraw leśnych. Stwierdzenie, że nie są uszkadzane drzewa, jest nie do końca prawdziwe, bo obserwujemy uszkodzenia drzew podczas pracy tym sprzętem. „Forwarder” jest maszyną przegubową, bardzo zwrotną, mogącą pracować w trudnym terenie leśnym, gdzie ciągnik rolniczy nie wjedzie nawet bez przyczepy. W trakcie pozyskania i zrywki drewna niewielka część drzew zostaje uszkodzona bez względu na zastosowany środek zrywkowy (koń, ciągnik rolniczy czy inne maszyny). Robimy wiele, by szkody te w sposób istotny zminimalizować. Ponadto „forwardery” pracują tylko w drzewostanach starszych klas wieku, jak i na powierzchniach zrębowych. Na terenach, gdzie zagęszczenie drzew na jednostkę powierzchni jest duże (tzw. II klasy wieku) przy zrywce pracują zestawy z przyczepami zaopatrzonymi w żurawie. Powierzchnie takie są specjalnie przygotowane, posiadają wyznaczone szlaki zrywkowe, po których powinny się poruszać - oświadczył nadleśniczy.
KTO NAM ZWRÓCI ZAINWESTOWANE PIENIĄDZE
Z takimi wyjaśnieniami nadleśniczego Krzysztofa Kraski nie zgadzają się właściciele zakładów usług leśnych. - Z tego wynika, że „forwarder” to jakiś czołg, amfibia, która wszystko pokona i wszędzie przejedzie - twierdzą z przekąsem. - Ile razy przyjeżdżali „forwarderem” i byli wyciągani?
Nasi rozmówcy nadal nie mogą pogodzić się z tym, że dwa lata temu zachęcali byli do inwestowania w nowy sprzęt, który teraz w procedurze przetargowej okazał się bezużyteczny, bo punktów komisja za jego posiadanie nie przyznała.
- Zostaliśmy zmuszeni do tego, by się zadłużyć i kupić sprzęt, bo inaczej nie spełnialibyśmy tego kryterium. Okazało się po dwóch latach, że nasze wózki nic nie znaczą. Pobraliśmy kredyty na maszyny do zbiórki drewna, a teraz nie mamy pracy i nie mamy czym ich spłacać. Byliśmy przekonani, że spełnimy kryterium, a teraz cały ten sprzęt to dla nas balast. Mógłby mieć nadleśniczy trochę litości nad nami i skoro zmusił nas do kupna, to moglibyśmy mieć zagwarantowaną robotę w lesie jak konkurencja - twierdzą Andrzej Wolnik i Elżbieta Katafiasz.
Powiedzieli, że gdyby kupili forwardery, to musieliby pracować tym sprzętem 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu, by na siebie zarobił. Wracają do sytuacji sprzed lat twierdząc, że konkurent zza miedzy kupił sprzęt po preferencyjnych cenach od nadleśnictwa, które na dodatek zagwarantowało mu pracę, a to pomogło mu spłacić zobowiązania.
- Wprowadzone technologie pozbawiły ludzi pracy. Naszym zdaniem jest to zła gospodarka nadleśnictwa wymierzona w lokalnych przedsiębiorców i zwykłych mieszkańców, którzy dla tych przedsiębiorstw pracowali - kontynuują właściciele firm.
Komentując wątek uszkodzeń podczas zrębu i zwózki drewna z lasu zaznaczają, że procent szkód, do jakich może dojść, nadleśnictwo podniosło w tym roku z 2% do 5%.
UNIEWAŻNIENIA NIE BĘDZIE
Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych oświadczyła, że nie widzi podstaw do unieważnienia przetargów. - Wykonawca, w momencie składania ofert, na formularzu ofertowym podpisuje oświadczenie, w którym stwierdza, iż zapoznał się z treścią SIWZ i nie wnosi do jego treści zastrzeżeń. Oświadczenia takie zostały złożone przez wszystkich wykonawców, również przez firmy aktualnie skarżące. W związku z tym, po podpisaniu umowy z wykonawcą, nie ma w chwili obecnej podstaw unieważnienia wyniku przetargu - informuje rzecznik.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1099 (10/2013)
Więcej informacji:
- Zostali bez pracy
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze