Reklama

Uwiecznić ulotne chwile

Już jako nastolatek fascynował się robieniem zdjęć. Cały czas rozwijał swoje umiejętności, kupował coraz lepszy sprzęt. Teraz najwięcej przyjemności sprawia mu fotografowanie przyrody. - Jest wiele zdjęć, z którymi jestem związany emocjonalnie, ponieważ trzeba było wstać wcześnie albo stać na mrozie bez rękawiczek i czekać na tę jedną, jedyną chwilę, która pozwalała zrobić dobre zdjęcie - mówi Andrzej Wrona z Szubina, członek Klubu Miłośników Fotografii "FLESZ".

Angelika Uścińska - Kiedy zainteresował się pan fotografią?

Andrzej Wrona - Mój tata przyjaźnił się z dwoma zawodowymi fotografami: panem Szmidtem i panem Szubertowskim. Gdy miałem ok. 14 lat, tata zabrał mnie do zakładu pana Szmidta, który mieścił się w Szubinie na ulicy 1 Maja, a obecnie to ulica 3 Maja. Z zaciekawieniem patrzyłem, jak robi zdjęcia, a na dodatek pozwolił mi zostać przy wywoływaniu tych zdjęć. Ten proces bardzo mi się spodobał, więc potem cały czas męczyłem rodziców, aby kupili mi jakiś aparat fotograficzny. Dostałem prosty aparat Druh. Miał on jedynie dwie przysłony - 8 i 16 oraz migawkę centralną 1/50 sek. Trudno mi było zrobić nim dobre zdjęcie. Cały czas marzyłem o lepszym sprzęcie. W wakacje pomagałem przy różnych pracach, aby zarobić parę złotych, które potem przeznaczałem na zakup sprzętu fotograficznego. Miałem wiele aparatów, ale skończyło się na dobrym aparacie z pryzmatem pentagonalnym. Ten aparat przyniósł mi wiele radości! Z czasem dorobiłem się ciemni w moim domu. Miałem wszystkie potrzebne rzeczy do wywoływania, powiększania i suszenia zdjęć. W sobotę ok. godziny 23 zaczynałem pracę w ciemni. Zdarzało się, że byłem tam do 3 albo i 4 nad ranem. W niedzielę pokazywałem rodzinie powiększone zdjęcia. Zdarzały się przerwy w robieniu zdjęć, ale wynikało to z charakteru mojej pracy zawodowej. Jednak nawet wtedy, gdy pełniłem funkcję burmistrza, to starałem się znaleźć czas na wypad z aparatem. Był to czas mojego relaksu.

Reklama

 

- Co lubi pan fotografować?

- Zawsze kręciło mnie obcowanie z przyrodą. Zachwycam się pięknymi widokami. Często wyjeżdżałem w góry, gdyż był to mój konik i właśnie z tych stron mam najwięcej zdjęć. W sumie chętnie zwiedzam Polskę i przy okazji fotografuję to, co uważam, że jest piękne i warte uwiecznienia.  Obecnie ulubionym tematem do fotografowania - oprócz pejzaży - są moje wnuki. Na szczęście zachowują się spokojnie, więc mogę zrobić im ładne zdjęcia. Wnuki przyzwyczaiły się do tego, że dziadek często trzyma w ręce aparat, więc nie pozują. Pozwala to uchwycić ich naturalne zachowanie. Takie zdjęcia są prawdziwą pamiątką.

Reklama

 

Dzięcioł w lesie w Kowalewie fot. Andrzej Wrona

 

- O jakim zdjęciu myśli pan, że jest tym wyjątkowym?

- Zdjęcie, z którego ja jestem zadowolony, które mi się podoba, jest dla mnie tym wyjątkowym. Ono nie musi podobać się wszystkim. Uważam, że postrzeganie piękna jest rzeczą subiektywną. Nie zawsze coś, co wzbudza zachwyt u jednego, jest piękne dla innej osoby. Każdy ma swoje preferencje. Gdy fotografuję krajobrazy czy pejzaże, to wiem jak wyjątkowa była ta chwila. Staram się maksymalnie pokazać to, co ja widziałem robiąc zdjęcie. Niestety nie zawsze się to udaje. Najczęściej na przeszkodzie staje zbyt duża rozpiętość tonalna, czyli bardzo duża różnica między światłem a cieniem. Poza tym zdjęcie musi być dobrze wykadrowane. Główny motyw powinien znajdować się w jednym z czterech punktów wytyczonych według zasady "złotego podziału". Powinien znajdować się w miejscu, które "przyciąga oko". Przypomniało mi się najdroższe zdjęcie świata, które przedstawia rzekę Ren. Nie wszystkim musi się ono podobać, ale zostało sprzedane za kosmiczną cenę.

Reklama

 

- Czy zdarzyło się panu nie uchwycić jakiejś ważnej chwili i żałował pan tego?

- Czasami są takie sytuacje, w których człowiek nie zdąży nawet wyjąć aparatu lub nie ma go przy sobie. Trzeba być w odpowiednim czasie, miejscu i mieć szczęście, że cudowne światło oświetlające scenę, którą chcemy fotografować, będzie trwać chociaż parę minut. Nie zawsze tak jest. Kiedyś jechałem wraz z rodziną do kolegi. Była zima. Przejeżdżałem obok przystanku autobusowego. To właśnie tam oparta o słup, na którym wisiał rozkład jazdy autobusów stała locha. Wyglądało to tak, jakby czytała rozkład jazdy. Na dodatek wokół niej stały trzy małe warchlaki. Widok był niesamowity. Byłem zły, że nie zabrałem ze sobą aparatu, ponieważ zdjęcie byłoby niezwykłe. Kolejna taka sytuacja zdarzyła się, kiedy byłem na szkoleniu w Karpaczu. Cały dzień padało. W pewnym momencie przez deszczowe chmury przebiły się promienie słońca i oświetliły teren. Widok był przepiękny! Wszystko trwało zaledwie 2-3 minuty. Niestety, ale brak aparatu spowodował, że ten widok mam tylko w swojej pamięci. Na szczęście teraz są smartfony, które zawsze nosimy, więc więcej takich niecodziennych chwil można uwiecznić.

Reklama

 

Łąki w okolicy Gąsawki fot. Andrzej Wrona

 

- Jaka jest różnica pomiędzy robieniem zdjęć dzisiaj i przed laty?

- Obecnie jest wiele więcej możliwości i łatwiej jest wykonać dobrej jakości zdjęcie. Kiedyś trzeba było robić zdjęcia na błonie fotograficznej, którą potem trzeba było wywołać, a następnie przy pomocy powiększalnika, papieru fotograficznego i odpowiedniej chemii, przejść na pozytyw, czyli uzyskać zdjęcie. Błona filmowa nie miała wielkiej tolerancji naświetlania. Jeżeli się ją prześwietliło lub niedoświetliło, to bardzo trudno było uzyskać dobry obraz na papierze. Teraz nie dość, że można kupić profesjonalny aparat, to można robić zdjęcia smartfonem. Dzisiaj każdy aparat ma możliwość robienia zdjęć "z automatu". Wybiera się odpowiednią scenę, którą chcemy fotografować, a urządzenie samo dobierze właściwe parametry przysłony, czułości matrycy i czasu naświetlania. Tak robione zdjęcie w 95% przypadków "wychodzi". Jednak największą frajdę daje zdjęcie, które zrobiliśmy bez pomocy automatu. To my decydujemy, jak ono ma wyglądać. Kiedyś miało się 36 klatek na filmie małoobrazkowym i jak któraś została źle naświetlona, to ponosiło się koszty. W dobie aparatów cyfrowych ponosimy tylko koszt zakupu aparatu oraz specjalnej karty. Potem możemy już do woli eksperymentować z różnymi ustawieniami aparatu.

Reklama

 

- Jaki ma pan stosunek do obróbki zdjęć za pomocą oprogramowania graficznego?

- Jeżeli ktoś opanował do perfekcji programy graficzny, to na dobrą sprawę nie potrzebuje aparatu. Może zrobić "zdjęcie", którym wszyscy będą się zachwycać. Na przykład - mamy las, łąkę, wszystko odpowiednio stonowane, a w trawie ukrywa się jakieś zwierzę, które jest idealnie oświetlone przez jedną smugę słońca. W rzeczywistości jest to niemal niemożliwe, by uchwycić taką chwilę. Nie da się ukryć, że Photoshop to niezwykły program do obróbki cyfrowej. Moim zdaniem, zdjęcie, na którym dokonano zbyt wielu poprawek, dodano wiele efektów, jest już grafiką. Oprogramowanie może posłużyć do skorygowania pewnych elementów np.: świateł, kontrastu, nasycenia kolorów. Dodawanie różnych rzeczy, których na oryginalnym zdjęciu nie było, według mnie stanowi już grafikę komputerową. Ja staram się tak naświetlać scenę by nie było potrzeby siedzenia kilku godzin przed komputerem w celu upiększenia tego co fotografowałem. Radzę zapoznać się z właściwą interpretacją histogramu wyświetlanego w aparacie. On pozwala korygować błędy naświetlania.

Reklama

 

- Co musi posiadać fotograf, aby zrobić dobre zdjęcie?

- Profesjonalny fotograf musi mieć odpowiedni sprzęt. Przede wszystkim powinien posiadać dobrą "puszkę", jak to się mówi. Następnie dobry statyw niezależnie od tego co będzie fotografował. To jest ważne, ponieważ wtedy jest pewność, że zdjęcie nie wyjdzie poruszone. Dla tych, którzy robienie zdjęć traktują jako hobby i są amatorami, moim zdaniem, najważniejszy jest dobry obiektyw. Niezależnie od tego co chcemy fotografować powinniśmy być wrażliwi na piękno, które nas otacza. Świetnie to ujął Ernst Hass, który powiedział - "Zdjęcie to wyrażanie wrażeń. Jeżeli piękno nie będzie istnieć w nas samych, to jak w ogóle będziemy mogli je zauważyć". Każdy fotografujący musi też wykazać się cierpliwością i wytrwałością.

Reklama

 

Gąsawka w okolicach Słupów fot. Andrzej Wrona

 

- Czy zgadza się pan z opinią, że zdjęcia może robić każdy?

- Oczywiście. Jest to jeden pstryk, jednakże ze zrobieniem dobrego zdjęcia wiąże się wiele rzeczy. To prawda, że każdy może wziąć aparat czy smartfon i fotografować wszystko. Jeżeli jednak ktoś na serio chce zrobić dobre zdjęcie, które ma w sobie to coś, co przyciąga wzrok, to musi ułożyć sobie w głowie plan. Na przykład, gdy zobaczysz pojedyncze, ciekawe drzewo na polu, to warto zastanowić się jak ono będzie oświetlone w ciągu dnia. Trzeba wiedzieć, jaką ustawić przesłonę, czułość matrycy, czas naświetlania w zależności od tego co chcemy uzyskać na zdjęciu. Najlepiej, gdy pójdzie się tam o różnych godzinach, by zobaczyć, jak ono wygląda o świcie, w południe lub o zmierzchu. Odradzam fotografowanie w godzinach południowych, przy ostrym słońcu. Zdjęcia robione w tym czasie pozbawione są plastyki. Tak więc by zrobić w miarę dobre zdjęcie, musimy poświęcić trochę naszego czasu. Dzisiaj większość osób po prostu pstryka zdjęcia i nie zdaje sobie sprawy, że bez odpowiednich ustawień aparatu nie uzyskają pożądanego efektu.

Reklama

 

- Z jakich zdjęć jest pan dumny?

- Może "dumny" to zbyt wiele powiedziane. Mam kilka zdjęć, które mnie osobiście się podobają. Pierwsze wykonałem o poranku, kiedy nad jeziorem Wąsosz unosiła się mgła. Na palach wbitych w dno jeziora siedziały kormorany. Ptaki były daleko, a ja niestety nie miałem przy sobie teleobiektywu. Musiałem więc podejść bliżej. Ustawiłem odpowiednio aparat i zacząłem do nich podchodzić. W pewnym momencie część z nich wzniosła się w powietrze. Byłem na to przygotowany i dlatego udało mi się sfotografować lecące kormorany we mgle. Drugie zdjęcie zostało zrobione nad jeziorem w Żędowie. Był początek jesieni. Pojechałem wcześnie rano by sfotografować wschód słońca. Było zimno. Do wschodu słońca było jeszcze kilka minut, ale na niebie widać już było podświetlone chmury. Stałem w pobliżu dużego drzewa. Nagle w oddali zauważyłem klucz dzikich gęsi lecących na południe. Miałem dużo szczęścia, bo leciały prosto na to drzewo. Zrobiłem kilka zdjęć i jedno z nich okazało się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Pamiętam, że zmarzłem, ale wróciłem do domu szczęśliwy. To był udany poranek.

Reklama

 

Łąki w okolicach Szubina fot. Andrzej Wrona

 

- W jaki sposób stał się pan członkiem Klubu Flesz?

- Czasami coś rodzi się z przypadku. W 2000 roku pan Mirosław Rzeszowski - pełniący wówczas obowiązki instruktora w szubińskiej bibliotece - zorganizował dla dzieci i młodzieży konkurs fotograficzno-plastyczny zatytułowany "Wieś pałucka". Na konkurs wpłynęło wiele prac, jednak prawie wszystkie były pracami plastycznymi. Kolega Mirek wpadł na pomysł, aby uzupełnić wystawę pracami fotograficznymi. Poprosił panią Małgorzatę Staszak, która teraz jest prezesem naszego klubu oraz swoją córkę Ewę by pokazały zdjęcia ukazujące piękno przyrody Pałuk. Wystawa została pozytywnie przyjęta przez zwiedzających. We wrześniu 2000 roku zorganizowano wystawę zbiorową pod hasłem "Wspomnienia z wakacji". Swoje prace przedstawiali: Małgorzata Staszak, św. p. Henryk Wojtas, jego córki Dobrawa i Sławomira, Marek Nikodem, Mirosław Rzeszowski i ja. Wymienieni uczestnicy wystawy stali się potem zalążkiem grupy fotograficznej, która po pewnym czasie przyjęła nazwę Klub Miłośników Fotografii "FLESZ". Do "FLESZ-a" zgłosiło się wiele osób interesujących się fotografią. Robimy wystawy i to po 6-7 rocznie. Zawsze wspólnie ustalamy temat wystawy. Każdy z nas może zaproponować temat, a potem głosujemy demokratycznie, która propozycja jest najlepsza. W klubie znajdują się osoby w różnym wieku i różnej profesji. Wzajemnie motywujemy się do robienia lepszych zdjęć. Jest to zdrowa rywalizacja.

Reklama

 

- Jakie plany ma pan na przyszłość?

- Moje planowanie skończyło się wraz z zakończeniem pracy zawodowej. Oczywiście planuję realizację różnych drobnych prac. Najczęściej dotyczą one rodziny i wypoczynku. Mam natomiast swoje marzenia. Chciałbym w zdrowiu, wspólnie z rodziną przeżyć jeszcze parę lat, cieszyć się pięknem otaczającej nas przyrody, nacieszyć się wnukami, patrzyć, jak dorastają, bo to jest dla mnie największa radość w tej chwili. Nawet robienie zdjęć nie może z tym konkurować. Nie ma nic lepszego niż spędzanie czasu z wnuczką i wnukiem, którzy nas odwiedzają. Zawsze jest wesoło, a ja cieszę się każdym takim dniem.

Angelika Uścińska, 2 XI 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości