Nietypowy przypadek zwłaszcza na pałuckich polach, które cierpią na niedobory deszczu, miał miejsce w Barcinie Wsi. Kilkadziesiąt godzin po wielkiej ulewie rolnik postanowił przeprowadzić nawożenie na swoim polu z cebulą. Ciągnik zapadł się w błoto, a próba jego wyciągnięcia spowodowała, że zaczął zapadać się jeszcze głębiej.
W ostatnich dniach po majowej suszy nad Barcinem i okolicami pojawiły się wreszcie obfitsze opady deszczu. W nocy z czwartku na piątek było wręcz kilka ulew. Towarzyszyły tym opadom wyładowania atmosferyczne, ale tym razem groźniejsza od piorunów była woda. Strażacy z okolicznych jednostek mieli pełne ręce roboty. Nie pierwszy raz przy takiej okazji zalane zostały markety, jak Biedronka, a przede wszystkim Netto. Nie obyło się bez pompowania wody. Wystąpiły także delikatne obsunięcia gruntu na skwerkach międzyblokowych przy ul. Pakoskiej. Obecnie są one otoczone taśmami, bo nieuważny przechodzień mógłby wpaść w taką dziurę na głębokość kilkudziesięciu centymetrów.
Po nocy jednak przyszedł dzień, a po nim następny. Michał Grochalski mieszka w Barcinie Wsi, zaraz za rogatkami miasta. Prawie naprzeciwko jego domu, po drugiej stronie drogi wojewódzkiej nr 254 jest pole uprawne. Chodzi o rolę, która znajduje się zaraz za ul. Akacjową w Barcinie (administracyjnie pole jest już w Barcinie Wsi). Michał Grochalski uprawia tam w tym roku cebulę. Wiedział z poprzednich przypadków ulew, że co najmniej kilka dni po oberwaniu chmury, na skraju tego pola pojawia się bajoro wody i błota. Teraz też uprawa przypominała bardziej podtopione pole ryżowe na Dalekim Wschodzie, niż przeważnie cierpiące na niedobory wody uprawy na Pałukach.
Michał Grochalski przyznaje, że tej wody spadło we wspomnianą noc bardzo wiele. Ma deszczomierz, a ten wskazał w ciągu 2 godzin opad 45 litrów na metr kwadratowy. Te 2 godziny były bardziej obfite w wodę, niż cała wcześniejsza wiosna. Mimo to rolnik postanowił w sobotę przeprowadzić nawożenie cebulowej uprawy przy użyciu ciągnika i opryskiwacza. Wszystko szło gładko, aż w pewnym momencie ciągnik stanął w wodzie. Rolnik wyszedł z maszyny konstatując, że chyba jednak niepotrzebnie pośpieszył się z tą robotą, bo teraz będzie musiał wyciągać ciągnik z błota. Wezwał na pomoc tatę, ale okazało się, że podczas próby wydostania ciągnika, on jeszcze mocniej zapadł się w trzęsawisku. Panowie zostawili więc maszynę w polu.
![]() |
| Wyżłobiony grunt przy bloku nr 26 na ul. Pakoskiej fot. Karol Gapiński |
W niedzielę stała ona zapadnięta w błoto na wysokość 3/4 dużego koła ciągnika. Wzbudzała ciekawość przejeżdżających drogą wojewódzką, czy idących chodnikiem w kierunku miasta. Rzadko bowiem zdarza się w okolicach Barcina, by rolnicy padali ofiarą podtopień. Z reguły jest odwrotnie, problemem dla gospodarowania jest susza.
Porozmawialiśmy z Michałem Grochalskim. Sam śmiał się z tej sytuacji. Przyznał, że pierwszy raz coś takiego mu się zdarzyło w jego karierze rolnika. Zapowiedział, że w poniedziałek 13 czerwca podejmie kolejną próbę wydostania ciągnika z błota i spróbuje dokończyć zaplanowaną pracę na polu.
Karol Gapiński, 13 VI 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze