Reklama

W celi z siedmioma przestępcami

Za publikacje w gazecie lokalnej
    W celi z siedmioma przestępcami
Chiny, Kuba, Białoruś i Polska: w więzieniach tych krajów siedzieli wczoraj dziennikarze i wydawcy prasy zamknięci za to, co napisali w swych gazetach. Krytyka działań Urzędu Miejskiego w Policach została przez Sąd Rejonowy w Szczecinie uznana za pomówienie zasługujące na karę trzech miesięcy więzienia i przeprosiny. Andrzej Marek - uznając, że ma prawo do pisania tego, co myśli - nie wydrukował nakazanych przez sąd przeprosin, ponieważ z ich brzmieniem się nie zgadzał. Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości są oburzeni lekceważeniem przez niego prawa. W poniedziałek za wydawcą "Wieści Polickich" zamknęła się brama więzienia.

    Andrzej Marek podjechał wraz z najbliższymi pod areszt śledczy w Szczecinie około 13:30. Mógł jeszcze przedłużać chwile swego bytu na wolności przez dwie godziny, ale postanowił przyjechać na ul. Stoisława wcześniej. W ten sposób zaoszczędził dziesiątkom dziennikarzy czekających na rozpoczęcie tego wydarzenia, marznięcia przed szczecińską placówką penitencjarną.

    Z NAKAZEM W RĘKU

  Jurek Jurecki - wydawca Tygodnika Podhalańskiego
- przypomina Andrzejowi Markowi o zabraniu
szczoteczki do zębów fot. Jurek Jurecki

    Ktoś dostrzegł samochód i znaną już dobrze z relacji medialnych twarz redaktora Wieści Polickich. Samochód ze skazańcem i jego najbliższymi podjechał z innej strony niż większość przewidywała. Dlatego nagle prawie setka żurnalistów z całego kraju rzuciła się z aparatami, kamerami, mikrofonami przez śnieg w kierunku Andrzeja Marka. Ten zaś opanowany wyszedł z auta i zatrzymując się co chwila, by odpowiedzieć na pytania reporterów, brnął przez tłum trzymając wysoko w ręku nakaz stawienia się 16 stycznia 2006 r. w areszcie śledczym.
    Przed przekroczeniem bramy więziennej Andrzej Marek pożegnał się z rodziną obejmując jej członków. Wśród ludzi skandujących sprzeciw i wśród błyskających fleszów ruszył dalej. Pomachał ręką znajomym i poszedł do środka.
    NADZIEJA
    W poniedziałek przed 16:00, kiedy dziennikarz był już za kratkami, przed aresztem w Szczecinie wciąż pozostawali liczni dziennikarze i obserwatorzy, czekając z nadzieją, że w Warszawie podjęta zostanie decyzja o ułaskawieniu - gruchnęła bowiem wieść przekazywana z ust do ust, że prezydent jeszcze raz przyjrzy się aktom sprawy. Ktoś jednak powiedział na mrozie: - Jak już tam wszedł, to już go stamtąd nie wypuszczą.
    O 17:07 podano w mediach informację, że Minister Sprawiedliwości Jacek Ziobro nie przedłoży akt sprawy Andrzeja Marka prezydentowi, gdyż nie zgadzają się na to sądy, które rozstrzygały w pierwszej i drugiej instancji.
    CO DALEJ?
    Skazaniec po stawieniu się w areszcie skazany trafia na poczekalnię. Zostaje sprawdzona jego tożsamość. Następnie sąd przejmuje pisemny wyrok sądu i nakaz stawienia się w areszcie.
    Skazańcy najpierw trafiają do celi przejściowej. Są badani przez lekarza. Mogą mieć zegarek i różne drobiazgi osobiste. W celach obok prycz są podstawowe meble i lustro, a na każdych drzwiach od wewnątrz są zeszyciki z wewnętrznymi przepisami porządkowymi i kodeksami.
    Jeżeli trafiłby do rąk dyrektora aresztu akt uwolnienia więźnia z łaski prezydenta, to jeszcze tego samego dnia jego beneficjent może wyjść zza krat. Co zaś do ułaskawionych, to major Tadeusz Kozak, zastępca dyrektora Aresztu Śledczego, powiedział, że w Areszcie Śledczym w Szczecinie, gdzie w skali roku siedzi około 3500 skazańców, przez ostatnie 4 lata miał miejsce tylko jeden akt ułaskawienia.

Reklama
    Co napisał Andrzej Marek

    Andrzej Marek krytykował fakt zatrudnienia Piotra Misiły w gminie na stanowisku naczelnika Wydziału Promocji i Informacji. To, że Piotr Misiło jednocześnie prowadził prywatną agencję reklamową i był naczelnikiem wydziału promocji w Urzędzie Miejskim w Policach ocenił jako kombinatorstwo. Krytycznie odnosił się do planów wydawania przez gminę gazety samorzadowej. Piotr Misiło przysłał sprostowania, których druku Andrzej Marek odmówił, ponieważ nie były sprostowaniami a interpretacjami (tekstów nie spełniających kryteriów sprostowania redakcja nie ma obowiązku drukować).
    ZA CO WYROK
    8 listopada 2002 roku Sąd Rejonowy w Szczecinie zawyrokował, iż Andrzej Marek pomówił pracownika Urzędu Gminy Piotra Misiłę o właściwości lub postępowanie mogące poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego stanowiska. Sąd uznał, że Andrzej Marek "umieścił w treści gazety nieprawdziwe zarzuty, wyrażające się w zestawieniu czytelnej fotografii biletu wizytowego Piotra Misiły z wyraźnie widocznym jego imieniem i nazwiskiem z tytułem "Promocja kombinatorstwa", a nadto w stwierdzeniach, że "(...) tylko jakiś szantaż, niezrozumiałe partyjne szachy mogły wynieść Misiłę na funkcję naczelnika" oraz że Piotr Misiło pozwala sobie" (...) na zniechęcanie klientów do współpracy z innymi nośnikami reklamy, czyniąc sobie niedozwolony użytek z pełnionej funkcji publicznej".
    Sąd przyjmując, że czyn ten stanowi występek z art. 212 par 2 k.k. w zw. z art. 12 k.k, za przestępstwo to, na podstawie art. 212 par 2 k.k. wymierzył karę 3 (trzech) miesięcy pozbawienia wolności, przy czym karę zawiesił warunkowo na okres 2 (dwóch) lat próby. Zobowiązał również skazanego do przeproszenia pokrzywdzonego poprzez zamieszczenie na pierwszej stronie Tygodnika regionalnego Wieści Polickie - w terminie miesiąca od uprawomocnienia się wyroku - oświadczenia następującej treści:
Oświadczam, że informacje dotyczące Piotra Misiły podane przeze mnie do publicznej wiadomości w "Wieściach Polickich" nr 6 (38) z dn. 11. lutego 2001 r., mówiące o kombinatorstwie oraz zniechęcaniu klientów do współpracy z innymi nośnikami reklamy i czynieniu sobie niedozwolonego użytku z pełnionej funkcji publicznej są nieprawdziwe i mogły narazić Piotra Misiłę na utratę zaufania potrzebnego do pełnionych przez niego funkcji. Przepraszam wszystkich, których wprowadziłem swoimi artykułami w błąd.
Wydawcę Wieści Polickich skazano więc za trzy rzeczy: opublikowanie dwóch opinii ("promocja kombinatorstwa" oraz opinii o kulisach zatrudnienia) i jednego faktu (zniechęcanie), a wyrok wyraźnie zakłada, iż opinia może być prawdziwa bądź nieprawdziwa.         (dk)


    ZAKŁAD KARNY GDZIEŚ BLISKO
    Andrzej Marek zaszeregowany zostanie przez komisję penitencjarną, jak ocenia zastępca dyrektora szczecińskiego aresztu, już w pierwszym terminie, gdyż skazany wcześniej nie był karany i nie będzie stwarzał, jak się zakłada, żadnych problemów. Trafi do jednego z bliskich Szczecinowi zakładów karnych o złagodzonym rygorze. Major Tadeusz Kozak oczywiście nie wiedział, jaki to zakład będzie. Poprosiłem go, by wytypował najbardziej prawdopodobne miejsca. Zastępca dyrektora wymienił Zakład Karny w Stargardzie Szczecińskim, następnie jakiś areszt śledczy półotwarty, gdzie obostrzenia są łagodniejsze. To były jednak tylko hipotezy.

    Zresztą dzień później pojawiła się też opcja Zakładu Karnego w Chodzieży.
    Z KIM W CELI?
    Co do przydziału osób do poszczególnych cel, to major powiedział, że jest ściśle zapisane w kodeksie karnym wychowawczym kogo, do jakiego zakładu się skieruje i z kim jest on w celi. - Dla osób odbywających karę po raz pierwszy: jeśli taką się jest, to nie spotka się z recydywistą - powiedział zastępca dyrektora Tadeusz Kozak. Nie oznacza to jednak, że nie spotka się z osobą, która już kiedyś w więzieniu przynajmniej jeden raz była (po 20 latach od końca poprzedniego pobytu w więzieniu kara ulega zatarciu i gdy dopiero po takiej przerwie skazany trafi za kraty kolejny raz, to nie jest on już traktowany jak recydywista).
    Skazańcy mogą korzystać z telewizora w świetlicy w wyznaczonych godzinach i w określonych grupach. Jeśli dyrektor oddziału wyrazi zgodę, to skazaniec może mieć osobisty telewizor, a nawet komputer, tyle że bez Internetu. W wyznaczonych porach i pod kontrolą zakładu może rozmawiać telefonicznie. Jak mówi podpułkownik Andrzej Szadłowski z Centralnego Zarządu Służby Więziennej, dopiero po 6 miesiącach można liczyć na przepustkę z więzienia. Ale nie jest wcześniej wykluczone, że taką przepustkę dostanie, jeśli zgodzi się na to komisja penitencjarna.
    Pierwsza informacja, jaką Andrzej Marek przekazał z wiezienia, brzmiała: Siedzę w celi ośmioosobowej.
    W POLICACH
    Dzień później spacerowałem po rynku w Policach, czyli w siedzibie gminy, o której przejrzystość życia publicznego toczy walkę Andrzej Marek. Pytałem mieszkańców, co myślą o zamknięciu w więzieniu wydawcy Wieści Polickich.
    - Niby mamy demokrację i nie powinno takiego czegoś być. Powinna być wolność słowa i wolność wypowiedzi. A nawet, gdyby faktycznie tak było, że komuś ubliżył, to są przecież jeszcze inne kary. Np. grzywna. Przecież jest tyle afer korupcyjnych, zbrodniarze chodzą po ulicy i nic im się nie robi, a tu za tak błahe przewinienie wsadzają kogoś do więzienia. Wychodzi na to, że u nas już demokracji nie ma - powiedziała pani Anna Bejma, pracująca w jednym ze sklepów z artykułami dla najmłodszych w Policach. A Cezary Stepczyński, spieszący się na autobus miejski policzanin, dodaje: - W Sejmie to dopiero prawdziwe głupoty gadają, a ich za to [słowa nie do druku] nikt nie zamyka.

Karol Gapiński
Pałuki nr  727 (3/2006)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości