Reklama

W stronę Jaroszewa; rolnicza blokada – tekst z kwietnia 1991 roku

— Stać tu to żadna przyjemność, bo pełne ręce roboty — mówi Klemens Stefański z Jaroszewa. - Świń i zboża nie chcą brać. Biorą 50 sztuk, resztę odsyłają do domu. Prywatni w Słębowie kupowali niedawno po pięćdziesiąt sztuk, we wtorek tylko 30. — W Królikowie — opowiada Jan Sobczyk — wzięli trzydzieści w środę po 10 tysięcy, a jak kto chciał, to za siedem. To lepiej je do lasu wypuścić.

20 minut przed jedenastą zjawiam się na drodze. Na wysokości Spomaszu stoi już kilka traktorów i trzy ciężarówki udekorowane flagami w barwach narodowych. Jest także wóz policyjny do pilnowania porządku. Wkrótce nadjeżdża reszta.

Mężczyżni wysiadają z traktorów i zbierają się w małych i większych grupach. Od strony Jaroszewa ludzie stoją gęściej. Ciężarówki blokują szosę wszerz, pomiędzy nimi stoi w dwóch rzędach około pięćdziesięciu pojazdów. Nie przepuszczają nikogo, są jednak wyjątki. Przejeżdża pogotowie, kobieta jadącą do sanatorium, człowiek spieszący na podpisanie kontraktu z Belgami. - Biurokraty nie jesteśmy — odpowiada jeden z protestujących, gdy ktoś mówi, że np. w Holandii nie robiliby wyjątków.

Reklama

Reszta ma przed sobą trzy godziny czekania. Kierowca PKS-u nie zdążył przejechać na czas i teraz stoi tu uwięziony i głodny, ale trudno. - Wyście też warcholili — wypomina jeden z rolników. Tak, oni też strajkowali w Bydgoszczy. Od ósmej do dwunastej i pensję dostali wyższą o 700 zł na godzinę. — Tyle, że w płachtę można zabrać — kpi kierowca.

W holenderskim aucie siedzi młoda Polka, obywatelka Zachodu, której strajk nie obchodzi. Nie jest przeciwko, siedzi obok okrągłego Holendra i nie chce rozmawiać. Za urodę by ją przepuścili, ale ten Holender...

Reklama

Kierowca ogromnego volvo z warszawską rejestracją jedzie do Szwarcarii. Z początku się wścieka, czas to dla niego pieniądz, będzie go musiał nadrobić nocną jazdą. 26 ton to za dużo, by spróbować objechać zaporę drogą polną. Próbują tego małe wozy, jadące w stronę Znina, ale i tak grozi im, że jeśli pojadą dalej, zatrzymają ich rolnicy, stojący w innym miejscu. Początkowa pyskówka z nerwowym kierowcą volvo zmienia się w rozmowy i śmiechy.

Od strony Jaroszewa kolejkę tworzy około dziesięciu wozów, od Żnina stoi za to długi sznurek. —  Czas leci, jeszcze tylko półtorej godziny — pocieszają rolnicy.

Reklama

Stoję wśród zgromadzonych, słucham, co mają do powiedzenia. — Szkoda, że Pani nie była na naszym zebraniu Solidarności — mówi Klemens Stefański, mój najwytrwalszy rozmówca. Widząc, że jestem zielona, chętnie i powoli, a potem coraz szybciej zaznajamiają mnie ze swoimi kłopotami. Sypią się przykłady niekorzystnej sytuacji rolników.

— Jak świnie przerosną, to z pierwszej klasy robi się druga i 200 tysięcy na sztuce do tyłu. Tuczniki biorą z Zachodu, ze Skandynawii, z Holandii, a tu nie można się ich pozbyć. Pośrednicy ograniczają podaż na rynku, regulują ilość przyjmowanych od rolnika płodów. W ten sposób cena płodów spada, a w sklepach nadal jest drogo. Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie zrobić blokadę na granicy i nie wpuszczać do Polski zachodniej żywności.

Reklama

Wszyscy zastanawiają się wspólnie, jaka jest faktyczna cena masła. Ktoś w Wyborczej widział zestawienie. Wychodzi na to, że 1 kg jest 6 razy droższy w rzeczywistości, niż w sklepie. W żniwa żyto kosztowało 50 tysięcy za kwintal. Teraz też tyle dają, dlatego leży na strychach. Koszt otrębów, jako paszy przekroczył nawet cenę zboża! Za to cena saletry amonowej z fabryki podskoczyła prawie trzykrotnie.

Ktoś z boku podchodzi i mówi: — Po dziesięciu latach rozwijania hodowli zarodowego ro-dowodowego bydła sprzedałem je za grosze. Dziś obory stoją puste, a ja żyję ze sklepu. Na moje pytanie, czy obory sprzedał, mówi, że czuje się rolnikiem i chciałby, żeby się jeszcze przydały. Ktoś inny pyta: — Gdy rolnik zbankrutuje, to kto tę ziemię weźmie? Następny dodaje: — To księgarnię mam otworzyć, a ziemia zostanie? Rolnik to się nie tak zaraz pozbywa tych korzeni.

Reklama

Wskazują na rosnący obok rzepak, który teraz potrzebuje oprysków. Ale ich nie ma. — Nie dość, że podnieśli cenę, to jeszcze sprzedali na eksport. Dla Polski będą w maju, a to za późno. Zawczasu wiadomo, że wyrosną same chwasty, ale tego nikt nie chce słuchać. Usługi sq drogie. Biorą 380 tysięcy za jedną godzinę pracy Bizonem. Prasa kosztuje 300 tysięcy za godzinę. W tym roku będzie słabe zboże, to nie warto będzie tego sprzątać. Brak części zamiennych, cena paliwa zabójcza, jeździmy rozwalającymi się krunklami. Na raty coś kupić to szaleństwo, na Zachodzie śmieją się że gałęzią uprawiamy.

— Pożyczka na nawozy dla rolników niby jest, ale przeznaczyli na nią za małą pulę i nie starcza dla każdego. W pazdzierniku — listopadzie trzeba ten kredyt spłacić, a jak to zrobić, jeśli nie ma gdzie sprzedać zboża? Magazyny są zawalone, do grudnia — jak mówił Jurkiewicz — pszenicy starczy. Rolników dziwią kuroniówki, przyzwyczajanie młodych do brania pieniędzy za darmo, gdy roboty jest potąd.

Reklama

— Polityczne sprawy są załatwione, ekonomiczne — przegrane — uświadamia innych członek rolniczej Solidarności. — Osiągnięcia widać. Samo to, że możemy tu być i z policją rozmawiać jak z ludźmi. Jakiś przechodzień podtrzymuje protestujących na duchu słowami: — To mi się podoba, dobrze zrobiliście.

Wrą dyskusje, na zimnie kostnieją mi palce u rąk. Szosą, wzdłuż szpaleru traktorów idę od wsi w stronę miasta przejęta rolniczymi problemami. Wśród nich — nie mniej istotny od innych — skąd rolnik ma wziąć żonę? W uszach dźwięczy skarga na płeć piękną: — Rolnika panny nie chcą, gnojem śmierdzi. Może by tak po myśleć w gazecie o kąciku matrymonialnym dla rolników?

Reklama

ANNA KSIĘSKA


Postulaty rolników, blokujących 22 marca drogę ze Znina do Jaroszewa, są takie same, jak w całej Polsce. Wieś domaga się:

* wprowadzenia ceł zaporowych, mających zapobiec dalszemu sprowadzaniu dotowanej żywności z krajów zachodnich;

* dostosowania kredytów do warunków ekonomicznych rolnictwa, to znaczy oprocentowania niższego, niż te, które udziela się handlowi i przemysłowi;

* interwencji w ceny środków produkcji, hamowania ich ciągłego wzrostu;

* gwarantowania minimalnych cen skupu płodów rolnych.

Reklama

Akcję zorganizowała w Żninie rolnicza Solidarność. Przyłączyły się też do niej PGR—y.


Anna Księska

Pałuki, nr 4/1991 

HL-DK

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/12/2025 07:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości