Reklama

Walka o przeżycie zimy

W tym domu wśród pól w Mięcierzynie, z dala od zabudowań mieszkał 82-letni Jan Szyl

    fot. Sylwia Wysocka

Mięcierzyn, zima, przeżycie, Jan Szyl
     Walka o przeżycie zimy
    - Od nas zależy, czy Jan Szyl przeżyje zimę, żeby nie było później, że nikt nie informował, nikt nie wiedział. W takich warunkach i w takim stanie zdrowia, on zimy nie doczeka - mówił na sesji Rady Gminy Marian Kowalski prosząc o pomoc. Mariola Kuchcińska zapewniła, że podjęte zostały stosowne kroki, by mieszkańca Mięcierzyna umieścić w DPS-ie. We wtorek jego byt się zmienił.

     ZAINTERESOWANIE SOŁTYSA
     Marian Kowalski z Mięcierzyna, gdy zdecydował się zostać sołtysem, zdawał sobie sprawę, że instytucja sołtysa polega na tym, by walczyć w imieniu mieszkańców i nie tylko w sprawie większości, ale także w indywidualnych przypadkach, takich jak sprawa Jana Szyla.
     Sytuacja, do jakiej doszło 16 listopada, gdy mieszkaniec ów zasłabł na drodze, sprawiła, że sołtys zatroszczył się o jego byt. Kiedy Jan Szyl zasłabł na drodze, wezwano karetkę, która zabrała go do Pałuckiego Centrum Zdrowia. - Przyjechał po niego młody, bardzo zaangażowany lekarz i zapewnił, że z uwagi na jego stan zdrowia zostanie on hospitalizowany. Dowiedziałem się, że ze Żnina został on przewieziony na neurologię do szpitala w Inowrocławiu. Następnego dnia postanowiłem tam jechać, by zapoznać się z jego stanem zdrowia i kiedy szykowałem się do wyjazdu, dowiedziałem się od jednego z mieszkańców, że przed 4:00 karetka odwiozła go do domu - opowiada Marian Kowalski.

Marian Kowalski zabiegał o pomoc dla mieszkańca swojego sołectwa

Reklama

     fot. Sylwia Wysocka

     - Przywieźli mnie w nocy, nawet nie wiem, gdzie mnie przewozili, z dokumentów okazało się, że byłem w Inowrocławiu. Przywieźli, wysadzili i odjechali - mówi Jan Szyl. Przyznaje, że w mieszkaniu było zimno, a chwilę później opowiada o badaniu neurologicznym nóg i odmrożonych wcześniej stopach.
     Marian Kowalski zaadresował do wójta Józefa Sosnowskiego pismo i osobiście dostarczył je do Urzędu, prosząc też o umówienie spotkania z wójtem. Do owego spotkania jednak nie doszło. - Proponowałem, by usiąść z wójtem, z kierownikiem GOPS Mariolą Kuchcińską i wspólnie uradzić, jak rozwiązać problem Szyla. Zdaję sobie sprawę, że ostateczne decyzje podjąć musi wójt, dlatego uważałem takie rozwiązanie za właściwe. Wnioskowałem też, by umieścić mieszkańca Mięcierzyna w gminnym mieszkaniu w Rogowie. Miałby ciepło, blisko GOPS, ośrodek zdrowia, jednak w Urzędzie usłyszałem, że niestety nie, bo jest to mieszkanie kryzysowe - mówi sołtys.
     NIEDOŻYWIONY, PRAWIE NIEWIDZĄCY
     GOPS zgłosił w ośrodku zdrowia w Rogowie wizytę domową dla Jana Szyla. Sołtys postanowił nie czekać na przyjazd lekarza, zdawał sobie sprawę, że termin może się wydłużyć, dlatego skontaktował się z przychodnią i wizytę przyspieszył, jednak na zasadzie, że on sam dostarczy chorego do ośrodka. Mieszkańca Mięcierzyna przyjął Wojciech Rajkowski. - Dokładnie przebadał pana Jana i wypisał skierowanie do Bydgoszczy na okulistykę, postawił diagnozę o zaawansowanej zaćmie, którą potwierdziły badania w szpitalu, na które go zawiozłem. Tam okazało się, że zaćma zaatakowała jedno i drugie oko, z tym, że na jedno nie widzi już w ogóle, na drugie w niewielkim stopniu - mówi Marian Kowalski. Konieczna jest operacja, jednak po naradach lekarze uznali, że jest ona niemożliwa z uwagi na stan zdrowia pacjenta, na to, że jest on niedożywiony. Poprawić się muszą jego wyniki i kondycja, by mogli przystąpić do operacji.
     Po tym, jak powrócili do domu, Marian Kowalski napisał kolejne pismo do wójta, w którym podkreślił, że kiedy przyjdą mrozy, Jan Szyl nie ma szans na przeżycie w tej kurnej chacie.
     APEL DO WÓJTA NA SESJI
     Brak odzewu ze strony ratusza sprawił, że sołtys postanowił wystąpić na sesji. - Jan Szyl ma 82 lata, jest schorowany, niedołężny, widzi zaledwie na 2,5 metra i to jeszcze niewyraźnie. Warunki, w jakich mieszka, są gorsze niż w biskupińskim skansenie, wodę czerpie ze studni wiadrem, nie ma łazienki, mieszka w jednym pomieszczeniu z rozwalającym się piecem, nieszczelnym kominem, w drzwiach szpary, wejściowych nie idzie domknąć i wymieniać można tak długo - mówił sołtys. Podkreślił, że współpracuje z GOPS, z kierownik Mariolą Kuchcińską, współpraca układa się prawie, że wzorowo.
     - Uważam jednak, że to, co robi opieka społeczna i co może zrobić, to jest o wiele za mało w tej sytuacji. Zawsze władza z góry ma większe możliwości niż kierownik GOPS-u. To góra podejmuje ostateczne decyzje. Lekarze mówią, że stan tego pana jest stabilny, jest on wycieńczony, nie chcę być złym prorokiem. Zwracam się o pomoc i konkretne kroki w stosunku do tego mieszkańca. Nie możemy patrzeć przez pryzmat, kto jaki był, tu nie można sugerować się barwą polityczną, kolorem skóry, czy majętnością. Trzeba patrzeć na to, że jest to niedołężny człowiek, ledwo się porusza, krzyczy, trzeba umieć z nim rozmawiać, trzeba z nim jeździć, załatwiać - mówił sołtys Kowalski. Poinformował też, że ma deklarację lekarza, że kiedy stan zdrowia pacjenta się poprawi, to bez oczekiwania w kolejce będzie miał wykonaną operację na zaćmę. Sołtys prosił, by wójt dołożył wszelkich starań i bez względu na przeszłość, dawne zajścia, potraktował mieszkańca Mięcierzyna jak zniedołężniałego starca i pomógł umieścić go w ośrodku pomocy.
     Przypomniał też sprawę odebrania Janowi Szylowi koni, sprawę, która potoczyła się szybko, sprawnie, zgodnie z prawem. - Jednak człowieka umieścić w ośrodku pomocy już znacznie trudniej. W imieniu pana Szyla i swoim proszę o podjęcie właściwych działań i pomoc dla tego człowieka.
     Mariola Kuchcińska zapewniła na sesji, że podjęte zostały działania w sprawie mieszkańca Mięcierzyna. Sołtys ponownie oświadczył, że współpraca z kierownik GOPS-u układa się poprawnie. Pomieszczenie, w którym mieszka Jan Szyl, zostało wysprzątane, jest opiekunka, która przychodzi na dwie godziny dziennie od poniedziałku do piątku. - GOPS robi tyle, ile może, nikt nie żąda, by opiekunka była 24 godziny na dobę, kwestia w tym, żeby znaleźć doraźne rozwiązanie dla tego niedołężnego człowieka. Moim obowiązkiem jest poinformować wójta, radnych, że taka sytuacja ma miejsce. Sprawę będę monitorował i jeśli nie ulegnie ona zmianie, będę dalej monitorował - mówił Marian Kowalski, którzy wcześniej już w GOPS złożył wniosek w imieniu mieszkańca o umieszczenie go w Domu Pomocy Społecznej.
     - Sytuacja socjalno-bytowa klienta jest znana naszemu ośrodkowi od 2008 roku. Od tego też czasu ośrodek próbował wielokrotnie udzielić temu panu pomocy w różnych formach. Klient każdorazowo kategorycznie odmawiał jej przyjęcia. Mając na względzie warunki, w jakich zamieszkiwał, GOPS monitorował na bieżąco środowisko ściśle współpracując między innymi z sołtysem wsi. Dopiero w ubiegłym roku ów mieszkaniec wyraził zgodę na przyjęcie pomocy w postaci usług opiekuńczych. Niestety, po jednym dniu zrezygnował z nich - powiedziała kierownik Mariola Kuchcińska.
     DWIE KOŁDRY I TERMOFOR
     Jan Szyl zapytany o rodzinę mówi, że w Nakle mieszkała jego córka, jednak od dłuższego czasu nie miał z nią żadnego kontaktu, siostra mieszka daleko pod Częstochową, ale nawet nie wie on, czy żyje. On sam nie ma telefonu, nie zna też numeru rodziny.
     - Przed wylewem nie potrzebowałem pomocy od nikogo, sam sobie ze wszystkim radziłem, teraz część ciała mam w niedowładzie, twarz też mam wykrzywioną, rękę niesprawną, a największym problemem jest wzrok. Mieszkanie było większe, ale część odgrodzona została ścianą, pozostawiłem sobie to pomieszczenie, łatwiej je ogrzać. Miałem konie, to mi je zabrali, a to było wszystko, co miałem - mówi z płaczem i zaraz zapewnia, że ma już uzgodnione, że jego opiekunka zatroszczy się o jego psy na czas jego nieobecności.
     Przyznaje, że posprzątano mu mieszkanie, dostał szafę i tapczan z opieki. O wcześniejszej opiekunce nie chce mówić, obecna to dobra dziewczyna, przychodzi z mężem, który przygotowuje mu drewno na opał, a obiady nosi mu nawet w niedzielę, mimo że nie jest to jej obowiązkiem. Opowiadając głaszcze psy, które nie odstępują go na krok. - Mam dwie kołdry, pod nie biorę jeszcze termofor, nie jest tak źle - zapewnia mieszkaniec, który chciałby jeszcze wrócić do samowystarczalności. Chwali sobie pomoc sołtysa, jego troskę i zaangażowanie.
     SZCZĘŚLIWE ZAKOŃCZENIE
     Na skutek działań sołtysa, GOPS-u i wójta, we wtorek kwadrans po 1100 Jan Szyl został przetransportowany do Domu Pomocy Społecznej do Inowrocławia. Marian Kowalski zapewnia, że odczeka kilka dni i pojedzie go odwiedzić. - Od przedstawicielki DPS otrzymałem zapewnienie, że zostanie zakwaterowany w dwuosobowym pokoju - mówi sołtys. Dodaje, że Józefowi Sosnowskiemu należy się duże uznanie, tak jak i Marioli Kuchcińskiej, że zadziałali konsekwentnie i zdążyli przed mrozami zabezpieczyć mieszkańcowi gminy Rogowo byt.
     Pobyt w DPS jest odpłatny. Miesięczny koszt utrzymania wynosi 2.832,30 zł. Odpłatność za ten pobyt zgodnie z art. 61 ust. 2 pkt 1 ustawy o pomocy społecznej obciąża mieszkańca domu w wysokości 70% jego dochodu, a pozostała kwota obciąża gminę, z której osoba została skierowana.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1138 (49/2013)

 

 

Komentarz

     Staranie ratujące życie

     Mała chatka w opłakanym stanie, daleko w polach, do niej prowadzi grząska, zarastająca droga z takimi dziurami, że i 10 km/h jest tam prędkością niebezpieczną. Samochód grzęźnie w błocie, do wsi, do sklepu i do sąsiadów - daleko. Bez bieżącej wody, łazienki, telefonu, w jednej izbie mieszka 82-letni samotny człowiek z niedowładem po wylewie, niedowidzący, wycieńczony. Tęskni do swojej sprawności i samowystarczalności.
     Aż trudno było uwierzyć w słowa wypowiadane przez sołtysa, opowiadające o stanie zdrowia i warunkach, w jakich przychodzi żyć mieszkańcowi Mięcierzyna. Z jednym chyba zgodzi się każdy, że niezależnie od tego, co ów człowiek w życiu robił, jaki był, należy mu się pomoc. Zaraz ktoś pewnie powie, że nie pochodzę z Mięcierzyna, nie znam jego przeszłości. Przecież nie zmienia to faktu, że każdemu należy się pomoc w sytuacji, w jakiej się znalazł. Człowiek jest człowiekiem i nie można pozwolić by zamarzł, czy umarł z wycieńczenia.
     Cała ta opowieść wyglądała jak scenariusz interwencyjnego programu w kraju Trzeciego Świata, jednak tylko do czasu, kiedy nie wybrałam się tam w towarzystwie sołtysa. To, co zastałam, przerosło moje wyobrażenie. Do sieni niedomknięte drzwi, za nimi klepisko i dwie kury, kolejne drzwi i pokój, a jednocześnie kuchnia, łazienka i sypialnia. Jedno pomieszczenie, ściany niemalowane od wielu lat, chłodno, mimo że w kuchennym piecu był ogień. Pod dwiema kołdrami wycieńczony starzec ze spowolnionymi ruchami, na widok gości wydostaje się spod kołder i siada na łóżku. Przy nim dwa psy, które głaszcze na zmianę i opowiada o ich czujności i alarmowaniu, gdy ktoś się zbliża do zabudowań. Wykazuje też wdzięczność mówiąc o swej opiekunce, która posiłki donosiła mu w weekendy, mimo że jej zakres obowiązków obejmował tylko czas od poniedziałku do piątku.
     Słaby na tyle, że nie tylko ze szpitala go odesłano, bo kondycja nie zezwalała na operację, ale i samo siedzenie stwarza mu problem. Ubolewa nad swym losem. Nad tym, że skazany jest na pomoc, że powoduje balast dla innych, że żyje... Płacze nad swą sytuacją, ma żal, że zabrano mu konie, które kochał, i które stanowiły dla niego zabezpieczenie. Nie dopuszcza do siebie stwierdzeń, że zwierzęta zostały mu odebrane prawnie. Konie zabrano od razu, z człowiekiem - gorzej.
     Ostatecznie się udało i od wtorku mieszka on w DPS, ma ciepło, czysto, ze stałym wyżywieniem. Jak dalej potoczą się jego losy... czas pokaże.
     Sołtys Marian Kowalski walczył o byt mieszkańca swego sołectwa, pisał pisma, wystosował wniosek o umieszczenie starca w DPS i nakłonił go do przeprowadzki, pisał do wójta, by znalazły się na to środki i zgoda. Sam z własnej woli woził go po lekarzach, ratunek dla człowieka poczytując sobie jako obowiązek. Tak po ludzku, bez szukania poklasku. Wystąpił też na sesji, gdzie rzadko kiedy zapada taka cisza, jaka zapadła wtedy, gdy on mówił. Słowa przerażały, budziły emocje, budziły litość. Również opieka społeczna stanęła na wysokości zadania. Mimo iż miejsca w ośrodkach są już pozajmowane, znalazła dla mieszkańca Mięcierzyna opiekę.
     Dobrze, że są ludzie, którzy mają poczucie, że warto docierać z pomocą, warto udowodnić jej konieczność, poświęcić czas na rozmowy, zrozumieć człowieka, uratować jego życie. Przecież wszyscy będziemy kiedyś starzy.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1138 (49/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości