Reklama

Ważne chwile naszego miasta

     Ważne chwile naszego miasta
     Zawsze żałowałem, że nie pamiętam czasów kiedy tworzyła się "Solidarność", a przez Polskę w 1980 roku przetaczała się fala strajków. Pozostało mi oglądanie filmów dokumentalnych i "Człowieka z marmuru" Andrzeja Wajdy. Z nich pamiętam obraz tłumów przed bramą stoczni gdańskiej, Lecha Wałęsę i podpisanie porozumienia z władzą. Społeczeństwo poczuło powiew wolności i dawało temu wyraz poprzez tworzenie wolnych związków zawodowych.

Prawie ćwierć wieku później w naszym mieście 15 pracowników cukrowni podjęło głodówkę protestacyjną. W czwartek przed cukrownią zebrała się grupa kilkuset osób, które wyrażały sprzeciw wobec decyzji zarządu KSC w sprawie zamknięcia zakładu. W naszym mieście zjawili się też przedstawiciele mediów ogólnopolskich: TVP, TVN, radia RMF FM i innych. Obecność mediów i szum wokół cukrowni zapragnęli skrzętnie wykorzystać politycy.
     W trakcie trwania głodówki do Żnina przyjechali: Witold Hatka z Ligi Polskich Rodzin, Grzegorz Gruszka z SDPL, a także Jerzy Wenderlich z SLD i sama Renata Beger z "Samoobrony" wraz z gwardią przyboczną, czyli posłami Lechem Kuropatwińskim i Stanisławem Łyżwińskim. W czasie protestu głodowego nie pojawili się Eugeniusz Kłopotek z PSL i Tomasz Markowski z PiS.
     Sprawa wokół zamknięcia cukrowni toczy się od prawie roku. Pierwszym, który sygnalizował problem był Eugeniusz Kłopotek. Miało to miejsce na początku 2003 roku. Później nastąpiła długa cisza, aż do września ub. roku, kiedy światło dzienne ujrzało opracowanie firmy "Pro Invest", w którym Cukrownię Żnin sklasyfikowano bardzo nisko. Na spotkanie do starostwa powiatowego w Żninie przyjechali parlamentarzyści: Wojciech Mojzesowicz, Grzegorz Gruszka i Tomasz Markowski. Poseł Gruszka jeszcze jako reprezentant SLD zorganizował w Bydgoszczy debatę, której tematem była przyszłość KSC. Debata odpowiedzi konkretnych nie dała.
     Odpowiedź dała wstępna decyzja zarządu z końca lutego 2004 r. o zamiarze likwidacji zakładu. Wtedy także do Żnina przyjechali posłowie i przed bramą nawoływali do spokoju. Prym wiódł Eugeniusz Kłopotek, a za nim stał Grzegorz Gruszka. Poseł PiS rozmawiał z pracownikami w Domu Kultury.
     Burza wokół cukrowni, jaka miała miejsce w kwietniu, ściągnęła gwiazdę najsłynniejszego w Polsce "reality show", czyli komisji śledczej ds. badania Afery Rywina, Renatę Beger. Posłowie "Samoobrony" zrobili to co potrafią najlepiej, czyli zablokowali drogę. Rzucili kilka haseł, które znalazły poklask wśród protestujących i pojechali. Ciekawe czy pani Beger wróci jeszcze do Żnina? To posłowie "Samoobrony" jawili się jako obrońcy skrzywdzonych żninian, a ci, którzy siedzieli w swoich biurach poselskich lub w Sejmie, niestety byli przegrani już na starcie.
     W niedzielny poranek zbudził mnie telefon. Z rozmowy dowiedziałem się, że o 1300 przed cukrownię ktoś ma przyjechać i coś powiedzieć. Był to poseł Jerzy Wenderlich, którego swoją granatową "nubirą" przywiózł starosta Zbigniew Jaszczuk. Poseł SLD stwierdził, że cukrownia przez rok powinna działać, a na dowód tego przy protestujących zadzwonił do wiceministra skarbu w tej sprawie. Pomimo tego, że na to spotkanie zaproszono przedstawicieli tylko trzech mediów informacja ta już następnego dnia krążyła po Sejmie.
     Ciekawe jest także to, za którymi posłami dreptali nasi lokalni politycy. W niedzielę Grzegorza Gruszkę odprowadzał Bolesław Cieniawa - czyżby myślał o zmianie barw? Z posłem Wenderlichem był Zbigniew Jaszczuk, tu rewolucji nie będzie, a starosta z SLD raczej nie ucieknie. Natomiast Andrzej Kujawa dość długo rozmawiał z parlamentarzystami z "Samoobrony". Domyślny od razu będzie wiedział, z  jakiego ugrupowania będzie ubiegać się on o fotel burmistrza.
     Swoją drogą protest głodowy 15 pracowników dla promocji miasta zrobił więcej niż zabiegi wszystkich samorządowców z burmistrzami i starostą na czele. To dzięki nim sprawą cukrowni zainteresowały się media. To dzięki nim KSC i ministerstwo skarbu musiało podjąć rozmowy. To także dzięki przerwaniu protestu wyrazili dobrą wolę w stosunku do władz i wytrącili im z ręki argument, że są nieelastyczni w rozmowach.
     Strajk w stoczni gdańskiej wypromował swojego lidera i całe miasto. Czy cukrowniczy protest wypromuje miasto i ludzi w nim mieszkających?

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 636 (17/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości