Roman Szczęsny i Jacek Piskorski podkreślali, że wiatraki staną na drodze wędrówek ptaków
fot. Magdalena Kruszka
Gąsawa, protest, elektrownia wiatrowa, wiatrak, dyskusja, przeciwnik
Wiatraki, choroby i zniszczony krajobraz
Depresja, zaburzenia snu, mała efektywność w pracy, osłabienie układu odpornościowego, zaburzenia równowagi, konflikty rodzinne, poronienia, uszkodzenia płodu, niepłodność - to tylko niektóre zagrożenia spośród wymienionych na ostatnim spotkaniu w Gąsawie, które było protestem mieszkańców gminy przeciwko zlokalizowaniu w ich sąsiedztwie turbin wiatrowych. Po trzygodzinnej dyskusji przeciwnicy wiatraków niechętnie, ale jednak, dopuścili do głosu inwestora.
Autorytety z dziedziny zdrowia, a także zwykli ludzie protestowali przeciwko ustawieniu w gminie Gąsawa elektrowni wiatrowych. Mieszkańcy gminy w większości samą obecnością na spotkaniu zaprotestowali przeciwko inwestycji, niektórzy wprost wyrażali swój sprzeciw. Obawy dotyczyły głównie utraty zdrowia spowodowanej negatywnym oddziaływaniem elektrowni zlokalizowanych blisko domostw oraz spadku atrakcyjności terenów gąsawskich.
Sala Gminnego Ośrodka Kultury wypełniła się po brzegi. Większość z przybyłych pozostała do końca trzygodzinnego spotkania. W PLANACH OSIEM WIATRAKÓW
Przypomnijmy: 24 czerwca na stronie Urzędu Gminy w Gąsawie ukazało się ogłoszenie o wyłożeniu do publicznego wglądu projektu zmiany studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Gąsawa wraz z prognozą oddziaływania na środowisko. Zmiana studium zakłada budowę na terenie gminy Gąsawa 8 elektrowni wiatrowych. Ze studium wynika, że tereny dopuszczalnej lokalizacji elektrowni wiatrowych wyznaczono w zachodniej części gminy na gruntach w Szelejewie, Oćwiece i Gąsawie. Zlokalizowaniem wiatraków w gminie Gąsawa zainteresowana jest firma Windbud z Inowrocławia. Wizja wiatraków rosnących w sąsiedztwie na tyle przeraziła mieszkańców gminy, że zaczęli oni organizować się we wspólnym proteście przeciwko tego rodzaju inwestycjom. Pierwsze zebranie odbyło się w Szelejewie, drugie spotkanie miało miejsce 13 sierpnia w Gąsawie. Jak podkreślali organizatorzy, zostało ono zorganizowane spontanicznie i było formą protestu przeciwko planowanym inwestycjom. Choć na początku trudno było dociec, kto zebranie zorganizował, to główną rolę odegrał z pewnością Wojciech Szczęsny, lekarz ginekolog, który wypowiadał się nie tylko jako lekarz, ale także jako ornitolog.
Wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma, zapytany przed rozpoczęciem spotkania, kto jest organizatorem, przyznał, że tego nie wie. - Niech pani zapyta, kto to organizuje, bo ja też jestem ciekaw - mówił wójt. Okazało się, że oficjalną organizatorką spotkania była Joanna Łabędzka, która po spotkaniu przyznała, że musiała wziąć na siebie ten ciężar, ponieważ sołtys Gąsawy nie podjęła się tego zadania, a oczekiwania społeczne, żeby zadziałać przeciwko powstaniu w Gąsawie elektrowni wiatrowych, były ogromne. I rzeczywiście, Gminny Ośrodek Kultury Stodoła w Gąsawie wypełnił się po brzegi i mimo że spotkanie trwało trzy godziny, to większość pozostała do samego końca.
BRAK ZGODY NA WYSTĄPIENIE INWESTORA
Jeszcze przed spotkaniem inwestorzy usłyszeli, że nie będą mogli zabrać głosu w tej sprawie.
- Jeżeli my nie mamy możliwości, żeby się przedstawić, zaprezentować, to jak mamy rozwiewać obawy ludzi? - mówił Janusz Radzikowski z firmy Windbud. - Nie chcemy się kłócić, chcieliśmy po prostu dyskutować, odpowiedzieć na pytania, móc wyjaśnić wątpliwości. Państwo stoją na stanowisku, że nie, bo nie. 28 sierpnia będzie posiedzenie komisji Rady i wtedy przedstawimy swoje stanowisko.
Wójt Zdzisław Kuczma stwierdził, że musi przeprosić inwestora Janusza Radzikowskiego za to, że zaprosił go na spotkanie, na którym nie chce się go dopuścić do głosu fot. Magdalena Kruszka - Prawdopodobnie udzieli się państwu głosu na końcu - mówił przed rozpoczęciem spotkania wójt Zdzisław Kuczma, a z sali dały się słyszeć głosy, że inwestorzy sami mają zorganizować spotkanie i zaprosić mieszkańców.
- Nasze dzisiejsze spotkanie jest protestem przeciw lokalizacji turbin wiatrowych na terenie gminy Gąsawa - mówiła Joanna Łabędzka rozpoczynając spotkanie. - Energia wiatrowa jest jedną, ale nie jedyną formą tak zwanej zielonej energii. Lokalizacja turbin wiatrowych w pobliżu siedzisk ludzkich tak, jak ma to mieć miejsce w gminie Gąsawa, powoduje wiele zagrożeń. Najważniejszym i najgroźniejszym jest zagrożenie zdrowia. Dotyczy to każdego z nas, każdego mieszkańca gminy, a poza tym zwierząt i przyrody. Wyeliminowane zostaną walory turystyczne gminy, czym się szczycimy dotąd, zniszczone zostaną krajobrazy oraz powstaną zagrożenia ekonomiczne.
INFRADŹWIĘKI, MIGOTANIE CIENIA I PROMIENIOWANIE ELEKTROMAGNETYCZNE
Uwagi na temat elektrowni wiatrowych i ich wpływu na zdrowie jako pierwsza wygłosiła Beata Szczęsna, dyrektor Ośrodka Zdrowia w Gąsawie, która w pierwszych słowach stwierdziła, że jej obowiązkiem jako miejscowego lekarza jest poinformowanie mieszkańców gminy o wpływie, jaki mają farmy wiatrowe zlokalizowane blisko osiedli ludzkich na zdrowie człowieka.
- Nie chciałabym się jawić jako wróg energii odnawialnej, ale są inne jej rodzaje - podkreśliła Beata Szczęsna i zaznaczyła, że wiele wątpliwości budzi wpływ wiatraków na zdrowie ludzi. Stwierdziła, że taki wpływ ma hałas, infradźwięki, wibracje, efekty migotania cienia, refleksy światła i promieniowanie elektromagnetyczne. Podkreślała przede wszystkim, że hałas emitowany przez elektrownie wiatrowe mieści się co prawda w normach prawnych, ale jest on ciągły, dudniący i dokuczliwy, i choć niesłyszalny pod samą turbiną, to niesie się nawet do 2 km.
- Proszę państwa, przed tym hałasem nie uda się uchronić - mówiła Beata Szczęsna. - On nie trwa 5, 10, 15 minut czy godzinę, ten hałas towarzyszy nam ciągle. Mieszkając w pobliżu źródła tego hałasu mieszkamy jakby w pudle rezonansowym. W pobliżu niewielkiej odległości od wiatraka dochodzi do objawów, które w medycynie są nazwane syndromem turbin wiatrowych. Hałas, wibracje, infradźwięki - to doprowadza do ciągłego bombardowania ośrodkowego układu nerwowego. Nie muszę mówić, jak delikatną strukturą jest nasz układ nerwowy.
ROZDRAŻNIENI, AGRESYWNI, NIEMOGĄCY SPAĆ
Beata Szczęsna podkreślała, że w wyniku sąsiadowania z turbinami wiatrowymi nasila się stres, który zwiększa możliwość zachorowania na różne choroby, a po trzech latach rozwija się zespół udręczenia wiatrakowego. Najbardziej podatne na to są osoby dotknięte jakimiś schorzeniami, typu migrena, nerwica, zaburzenia snu czy depresja.
- Taka osoba przestaje z czasem bytować w środowisku jako osoba zdrowa - mówiła Beata Szczęsna o tych, którzy zostaną sąsiadami wiatraków. - Będzie bardziej nerwowa, rozdrażniona, agresywna, będzie dochodziło do dużej ilości konfliktów rodzinnych i społecznych. Inne objawy to trudności ze snem, bóle i zawroty głowy, niepokój, wyczerpanie, także trudności z koncentracją i pamięcią.
Beata Szczęsna mówiąc o zagrożeniach powoływała się na opinię Ligi Walki z Hałasem na temat niedoskonałości metod pomiarowych dotyczących elektrowni wiatrowych oraz na stanowisko departamentu zdrowia publicznego Ministerstwa Zdrowia, które zakłada, że bezpieczna odległość wiatraków i zabudowań wynosi 2-4 km, oraz opinię Unii Europejskiej zakładającą odległość nie mniejszą niż 3 km.
POWAŻNI LEKARZE PRZECIWKO WIATRAKOM
Beata Szczęsna zwracała szczególną uwagę na to, że w pobliżu planowanych wiatraków znajduje się szkoła, a na wszelkie niepożądane działania narażone będą dzieci.
- Mam wrażenie, że rzetelna informacja społeczeństwa na ten temat odbywa się tu i teraz, tylko nie my powinniśmy od niej zaczynać - stwierdziła Beata Szczęsna. - Żaden poważny lekarz nie może opowiadać się za lokalizacją farm wiatrowych w tak bliskim sąsiedztwie ludzi, w jakim to ma nastąpić w naszej gminie Gąsawa. Jeśli powstaną tutaj farmy wiatrowe, to stres będzie nam towarzyszył i niszczył nasze zdrowie przez minimum 30 lat.
Podczas spotkania odczytane zostały informacje na temat wpływu turbin wiatrowych na zdrowie ludzkie przygotowane przez pediatrę Agnieszkę Łasecką. Ponownie pojawiły się informacje o syndromie migotania cienia, bólach i zawrotach głowy oraz hałasie powodującym depresję i zakłócenia snu. Lista dolegliwości była bardzo długa.
Jako pediatra i matka dwójki dzieci uważam, że jeśli są jakiekolwiek wątpliwości co do bezpieczeństwa dla zdrowia tej formy wytwarzania energii, nie powinno się budować elektrowni wiatrowych na terenach zamieszkałych przez człowieka - pisała Agnieszka Łasecka.
Podobne stanowisko wyraziła Anna Drabik, lekarz z gąsawskiej przychodni. Poinformowała, że większość badań na temat wpływu wiatraków na zdrowie przeprowadzona została na Zachodzie, gdzie historia wiatraków jest dłuższa. Stwierdziła, że to tam zaobserwowano, że ludzie mieszkający w pobliżu nich są zmęczeni, senni i poirytowani, a ponadto dochodzi u nich do nasilania się agresji, oprócz tego zmniejsza się ich efektywność i częściej są zwalniani z pracy.
- Jest to przede wszystkim bombardowanie naszego układu nerwowego ogromną ilością bodźców, które powoduje bóle głowy, migreny i zaburzenia snu - mówiła Anna Drabik. - Można ten hałas porównać do dźwięku telewizora, który nie będzie włączony głośno, ale będzie bez przerwy, każdego dnia włączony. To nie minie dzisiaj czy jutro. Z kolei efekt migającego tła można porównać z włączaniem i wyłączaniem światła. Ponadto narażeni będziemy na infradźwięki, które powodują wibracje każdego elementu, na który trafiają, czyli budynku, ale też każdej komórki naszego organizmu.
Lekarka apelowała, że infradźwięki mogą spowodować destrukcję układu nerwowego, a z czasem także pozostałych układów, między innymi układu krążenia, pokarmowego i oddechowego. Wyliczała, że osoby narażone na infradźwięki najpierw mogą doświadczyć między innymi zaburzeń nastroju, depresji, migreny, agresywności, zaburzeń równowagi czy uporczywych infekcji narządów oddechowych, z czasem infradźwięki mogą powodować także alergię, patologie kardiologiczne, padaczkę i uszkodzenie układu odpornościowego organizmu. To tylko kilka z dolegliwości wymienionych przez Annę Drabik.
- 20 lat temu nikt nie wierzył w negatywny wpływ palenia papierosów na zdrowie, dopiero teraz wiemy, że ten wpływ jest ogromny i żeby nie okazało się, że tak samo jest z energią wiatrową - stwierdziła Anna Drabik.
W TROSCE O ZDROWIE I PRZYRODĘ
Głos zabrał także były ordynator oddziału chorób wewnętrznych w Szubinie Piotr Otwinowski, który aktualnie mieszka w Oćwiece. Stwierdził on, że zależy mu nie tylko na zdrowiu mieszkańców, ale także na ochronie bogactwa naturalnego, jakie jest na ziemi gąsawskiej.
- Chciałbym, żeby mój głos był przyjęty i usłyszany przez osoby, które być może decydują, a mam nadzieję, że nie zadecydują o lokalizacji tutaj turbin wiatrowych, bo one są zagrożeniem dla zdrowia i to jest bezsprzeczne - mówił Piotr Otwinowski zwracając się do wójta Gąsawy siedzącego w pierwszym rzędzie. W dalszym wystąpieniu skupił się na doświadczeniach z turbinami wiatrowymi mieszkańców krajów Europy Zachodniej, ale wiele też mówił o walorach przyrodniczych terenów, w których zamieszkał i o tym, że wiatraki po prostu oszpecą krajobraz. Apelował, żeby wziąć pod uwagę zagrożenia i wyważyć, co jest ważniejsze.
- Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że ważniejsze są walory krajobrazowe, zdrowotne i ekologiczne tego miejsca - stwierdził Piotr Otwinowski.
Autorytety z dziedziny zdrowia, a także zwykli ludzie protestowali przeciwko ustawieniu w gminie Gąsawa elektrowni wiatrowych. „W swojej praktyce lekarskiej od dziesięciu dni wprowadziłem w wywiadzie u każdej kobiety pytanie, czy nie mieszka bliżej niż 2-3 km od wiatraka i już mam dużo kobiet, które cierpią na depresję, nerwicę, są poronienia. Jestem w szoku. Poruszę ten temat w Polskim Towarzystwie Ginekologicznym” - mówił podczas spotkania Wojciech Szczęsny. fot. Magdalena Kruszka Wiele niepokoju zasiał Wojciech Szczęsny, który nie przebierając w słowach skrytykował pomysł zlokalizowania turbin w pobliżu domostw. Oburzony był, że w Polsce elektrownie są stawiane 500 metrów od siedzib ludzi i podkreślał, że wszystkie wyniki badań i opisy zagrożeń dotyczą krajów zachodnich, gdzie wiatraki stawiane są minimum 2 km od zabudowań.
- Zgrzeszyłbym, jeżelibym nie wystąpił, jeżelibym się migał i mówił: a może ich nie będzie - stwierdził Wojciech Szczęsny. - Jeżeli w gminie wam mówią, że z wiatrakami nic pewnego, to znaczy, że już mają cement zamówiony.
Wojciech Szczęsny zarzucał inwestorom, że pomiar infradźwięków dokonywany jest w niewłaściwej skali. Uczulał, że te infradźwięki mają wpływ na ciąże i mogą niszczyć komórki płodu, trzeba się spodziewać większego odsetka poronień i porodów przedwczesnych, a także deformacji płodu oraz opóźnienia rozwoju psychomotorycznego. Dodał, że nie można wykluczyć niepłodności i spadku libido. Wspomniał też o soplach lodu odpadających od skrzydeł wiatraka i mówił o nich w kontekście szkoły, w pobliżu której planowane jest ustawienie wiatraków.
A MOŻE LIKWIDACJA SZKOŁY?
- Kto bezpiecznie da dziecko na boisko szkolne, kiedy będzie widział, że jest oblodzenie - pytał Wojciech Szczęsny. - Pożary turbin wyglądają przerażająco. Nie wiem, czy ktoś w ogóle o tym myśli przy takiej lokalizacji, co taki pożar może spowodować. Mam też informację, której nie zdążyłem jeszcze sprawdzić, ale odnotowano, że we Wronkach wzrosła umieralność. Jest problem z migotaniem cieni. To tak zwana dyskoteka, to zespół udręczenia. Jeśli coś takiego pojawia się w domu, to nie idzie żyć, nie idzie wytrzymać. Nie wyobrażam sobie, jak na terenie szkoły będzie wyglądać migotanie cienia. Kto się tam skupi, kto będzie z tabliczki mnożenia odpowiadał? Nie wiem, czy ktoś to przemyślał. Czy może szkoła nie będzie tam istnieć? Są jakieś inne plany?
Wojciech Szczęsny wymieniał także, że w wyniku sąsiedztwa elektrowni wiatrowych narasta agresywność, rosną patologie społeczne i rozpadają się więzi rodzinne. Powołał się również na opinię z Ministerstwa Zdrowia, w której wyrażone jest stanowisko, że elektrownie powinny być oddalone od miejsca zamieszkania przynajmniej o 2-3 km. Zwracał uwagę, że w pobliżu wiatraków spada wartość mienia i stwierdził, że prawie 500 miejscowości w Polsce przeciwko wiatrakom protestuje.
- My nie jesteśmy jedyni - mówił lekarz. - My tu nic nie wymyślamy. Takie są dane. Jeśli to byłby cud-miód, to nikt by nie protestował. A co będzie, jak za dwa lata się dowiemy, że w Polsce przyjęto lokalizację 3 km, czyli żyjemy sobie po cichu, za dużo nie gadamy, bo kurna, wstyd, że zgodziliśmy się z jawnym, ewidentnym myśleniem, że nam to wali w głowę. Kogo będzie stać, to się wyprowadzi.
NA DRODZE PTAKÓW
Sporo mówiono też o szkodliwym wpływie elektrowni wiatrowych na środowisko i krajobraz. Roman Szczęsny podkreślał, że wiatraki mają być ustawione w odległości 900 metrów od terenów objętych Naturą 2000 i 700 metrów od chronionego krajobrazu jezior żnińskich, a w dodatku mają przecinać korytarz ekologiczny, którym wędrują ptaki - w tym chronione gęsi i żurawie i w którym żeruje orzeł bielik, kania ruda i bocian czarny. Przyznał, że nie może on zgodzić się na taką lokalizacje wiatraków. Poparł go Jacek Piskorski, leśnik z Szelejewa: - My żyjemy w ogrodzie botaniczno-zoologicznym i chciałbym, żeby tak pozostało - mówił. Z kolei Wojciech Szczęsny dodał, że jako technik leśnik zmuszony jest do założenia Stowarzyszenia Miłośników Przyrody Pałuk, które będzie monitorować teren pod względem przyrodniczym, liczyć ptaki i zorganizować tu małe centrum ornitologiczne.
Na spotkanie zaproszona została także Danuta Pilarska, znana ze swojego zamiłowania do rolnictwa ekologicznego. Przyznała, że inne gminy mogą gminie Gąsawa pozazdrościć wsparcia lekarzy.
- W promieniu kilometra wszystkie żyjątka w powolnym tempie się odsuną, a ziemia zostanie martwicą - zapewniła Danuta Pilarska. - Powiem wam, że 10 km jest za blisko. Ja mieszkam 13 km od wiatraków żnińskich i ciągle je widzę. Turbulencje zniszczą zdrowie, środowisko, rodziny i całą gminę. Dziwię się, że ktokolwiek opowiedział się za tą inwestycją. Jak ja usłyszałam, że wiatraki mają być oddalone o niecały kilometr, to pomyślałam, że chyba stracił ktoś rozum. Jak te wiatraki powstaną, pozbawią was wszystkiego.
Podczas spotkania wyświetlone zostały filmy dokumentalne i reportażowe na temat elektrowni wiatrowych. Pojawiły się relacje ludzi na temat uciążliwości mieszkania w pobliżu takich elektrowni oraz zobrazowane zostały zagrożenia, jakie niesie z sobą ta inwestycja. Przybyli mogli zatem zobaczyć ptaki porozrywane przez ramiona wiatraka oraz awarię wiatraka i ramię odpadające od turbiny.
APELE DO WÓJTA I RADNYCH
Na temat planowanych inwestycji równie chętnie co lekarze i przyrodnicy wypowiadali się zwykli mieszkańcy gminy. Ryszard Zwolenkiewicz, rolnik z Szelejewa, prosił publicznie wójta i radnych, żeby przeciwstawili się wiatrakom. Elżbieta Starczewska z Gąsawy podkreślała, że jako matka niepełnosprawnego dziecka chorego na autyzm obawia się, jak jej córka zareaguje na infradźwięki.
- Ja jestem tylko matką, terapeuci wiedzą, ile pracy trzeba włożyć w to, żeby dziecko autystyczne przestało być agresywne - mówiła Elżbieta Starczewska. - Jak moje dziecko będzie reagować na infradźwięki, które będzie wytwarzał wiatrak? A ona nie jedna tutaj w gminie jest chora. Musimy te dzieci obronić. Nie jestem przeciwna wiatrakom. Jestem przeciwna ich lokalizacji w tym miejscu. Błagam, żeby nie było tutaj wiatraków.
Swój ostry sprzeciw wyraziła też Maria Chojnacka z Gąsawy: - Jeśli ma mi wariować coś za oknem, mam mieć dyskotekę non stop, to ja mówię, że na dyskotekę mogę iść, nikt mi tego nie zabroni. Chcę zapalić papierosa, to zapalę, chcę wypić lampkę wina, wypiję. Nikt mi tego nie zabroni, ale mogę z tego w każdej chwili zrezygnować i nikt mnie do tego nie zmusi. Ale na wiatraki nie mamy wpływu. Nie wyłączę tego. To nie jest życie. Co my szykujemy naszym dzieciom i wnukom?
WIĘKSZOŚĆ MIESZKAŃCÓW NIE CHCE WIATRAKÓW
Jadwiga Kurp, sołtys Szelejewa, wspomniała, że frekwencja na zebraniu tam zorganizowanym przerosła oczekiwania organizatorów. Te oczekiwania przerosła także skala sprzeciwu mieszkańców Gąsawy. Podkreślała, że ludzie domagają się organizowania takich zebrań.
- Znakomita większość państwa nie ma wątpliwości, jakie są nasze oczekiwania w stosunku do władz gminy Gąsawa i żywię nadzieję, że po wysłuchaniu naszych próśb włodarze spojrzą na problem łaskawszym okiem - powiedział Grzegorz Lis z Oćwieki. Zwrócił się też do inwestora: - Większość z nas państwa tutaj nie chce.
Wojciech Szczęsny wyjaśniał, że ludzie w gminie Gąsawa zjednoczyli się przeciw wiatrakom: - My ich nie chcemy, nam nic nie trzeba tłumaczyć. Mogą ludzie tu zatańczyć na stole, zaśpiewać, kabaret zrobić, ale ja się nie zgadzam. Jeśli te argumenty do kogoś nie przemawiają, to znaczy, że coś jest nie halo, ktoś nie rozumuje - podkreślił.
LIST MARIANA KAWKI
Podczas zebrania Joanna Łabędzka odczytała również list Mariana Kawki, który nie mógł wziąć udziału w spotkaniu. Informował, że 16 czerwca tego roku w Warszawie powołane zostało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Pozytywna Energia, którego został członkiem, a którego celem jest obrona lokalnych społeczności przed inwestycjami w elektrownie wiatrowe budowane bezpośrednio, zaledwie 400 metrów od zamieszkałych budynków. Wiele pisał o doświadczeniu krajów zachodnich i o tym, że demontowane w Niemczech wiatraki trafią do Polski, a także o wątpliwej opłacalności tego rodzaju źródła energii odnawialnej i braku regulacji prawnych. I mamy takie skutki, że przyjeżdża do gminy przedstawiciel firmy, sonduje klimat opowiadając o wielkich zyskach z podatków - pisał Marian Kawka. - Następnie szuka chętnych rolników opowiadając im te same bajki o wielkich zyskach, tak że rolnik posiadający tzw. chłopski rozum traci go oślepiony złotem i podpisuje nie radząc się prawników skandaliczne, krańcowo dla niego niekorzystne umowy. Na polu tego rolnika powinna być jakaś droga i linia elektryczna do podłączenia. Co z tego, że tak jest przeważnie blisko domów. Ważne są koszty firmy. Najlepsze są pola radnych i rodziny wójta albo jego samego, są takie przykłady w Polsce. Zostaje zobowiązany pisemnie do tajemnicy, bo sąsiad się dowie i będzie robił problemy. A sąsiad podpisuje taką samą umowę, tylko z inaczej nazywającą się firmą, należącą do tych samych ludzi.
W swoim piśmie Marian Kawka nie oszczędził wójta Zdzisława Kuczmy poddając w wątpliwość opłacalność dla gminy płynącą z wiatraków, malejącą po utracie subwencji wyrównawczej, czyli tzw. janosikowego. Przytoczył jako przykład gminę Gołdap, gdzie podatki z wiatraków przynoszą 1,9 mln złotych, a obniżka janosikowego wynosi 1,6 mln zł: za 300 000 zł władza zdemolowała gminę oraz dorobiła się roszczeń mieszkańców o odszkodowania za utratę wartości nieruchomości.
Wojciech Szczęsny pytał przybyłych na spotkanie, kto sądzi, że rolnicy w pobliżu wiatraków będą zdrowi i kto pośle dziecko do szkoły, jeśli w pobliżu będzie wiatrak. Nie zgłosiła się ani jedna osoba. Lekarz apelował również o szybkie działanie władz w tej kwestii i odczytał oświadczenie swojego ojca Ryszarda Szczęsnego, radnego gminy Gąsawa, w którym ten informuje, że w pełni popiera żądania swoich wyborców z Szelejewa, Marcinkowa, Ryszewka, Głów, Drewna i Oćwieki i zapewnia, że będzie głosował przeciw lokalizacji elektrowni wiatrowych na terenie gminy.
GORSI OD SĄDÓW KOMUNISTYCZNYCH
Głos zabrał również wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma, który o zebraniu został poinformowany telefonicznie i przybył na nie, mimo że odbyło się ono w trakcie jego urlopu. To on zaprosił na spotkanie inwestora zapewniony wcześniej, że ten będzie mógł przedstawić swoje racje.
- Muszę dzisiaj inwestora przeprosić, ponieważ dowiedziałem się, że nie może zabrać głosu - powiedział wójt. - Proszę państwa, w sądach komunistycznych, kiedy już był znany wyrok i tak wysłuchiwano drugiej strony, więc dziwię się państwu, że nie chcecie państwo tego wysłuchać.
Wójt odniósł się do stanowiska Mariana Kawki wyjaśniając, że nie wycięto ani jednego drzewa przy drodze do Marcinkowa, natomiast zostały one wpisane do rejestru pomników przyrody, a 214 lip zostało dosadzonych. Wyjaśniał też, że nie jest spowinowacony z inwestorem. Ponadto informował, że sytuacja z wiatrakami rozpoczęła się w 2011 roku, kiedy to zgłosił się inwestor i zaczął rozmawiać na temat budowy wiatraków na terenie gminy. Janusz Radzikowski mówił o dwunastu wiatrakach, ale cztery z nich zostały z listy skreślone po przedyskutowaniu ich lokalizacji na jednej z komisji.
DECYZJA RADNYCH, NIE WÓJTA
- Muszę powiedzieć, że dwukrotnie radni stuprocentowo poparli te osiem wiatraków - wyjaśnił wójt Zdzisław Kuczma. - Zatem rozpoczęła się procedura. Mógłbym załatwić ten temat decyzją o warunkach zabudowy, nie byłoby studium opracowywanego dla całej gminy. Ale chciałem, żeby poszło to bardzo szerokim echem. Na podstawie studium nikt nie wybuduje wiatraków, natomiast ono musi być szeroko konsultowane i analizowane. Termin wyłożenia tego studium wyszedł z naturalnego ciągu zadań administracyjnych.
Wójt podziękował organizatorom za spotkanie i za to, że tak wnikliwie przedstawili temat. Przyznał, że nie znał wpływu wiatraków na zdrowie. Poprosił, żeby dostarczyć materiały na posiedzenie komisji Rady Gminy, które odbędzie się 28 sierpnia i zaprosił mieszkańców na posiedzenie tej komisji, która obradować będzie w GOK-u. Zdzisław Kuczma tłumaczył również, że coraz więcej zadań nakłada się na gminę i trzeba szukać dodatkowych środków. Informował, że na terenie województwa kujawsko-pomorskiego są dwie gminy, w których są zarządy komisaryczne. Uznał, że inwestycja w postaci elektrowni wiatrowych byłaby dodatkowym źródłem dochodu.
- W trosce o biednych ludzi radni postanowili rozmawiać o wiatrakach - tłumaczył wójt. - Nie chcę usprawiedliwiać radnych, ale tym się kierowano, aby szukać dodatkowych źródeł dochodów, ale na pewno nie kosztem społeczeństwa.
Również radny Mariusz Kazik zapewnił, że po tym, co usłyszał na zebraniu, nie zagłosuje za wiatrakami i wyjaśnił, że wcześniejsze poparcie radnych wynikało z ich niewiedzy.
„Większość z nas państwa tutaj nie chce” - powiedział Grzegorz Lis do Janusza Radzikowskiego z firmy „Windbud” INWESTOR PRZY MIKROFONIE
Mimo wcześniejszej niechęci do wystąpień inwestora na końcu spotkania pozwolono mu zabrać głos i wręczono mikrofon, choć kiedy Janusz Radzikowski zaczął mówić, na sali zrobił się gwar, a tłum zaczął topnieć.
- Jesteśmy firmą, która wybudowała bardzo dużą ilość turbin wiatrowych i to są turbiny nowe, przez nas zaprojektowane i wybudowane - zapewnił Janusz Radzikowski. - Szanuję państwa wypowiedzi, jednakże nie mogłem jednej rzeczy zrozumieć: jak można w umiejętny sposób manipulować nastrojami społecznymi. Podam państwu kilka przykładów z państwa prezentacji.
- Ale my nie chcemy - zabrzmiały głosy z sali.
- Ale ja nie mogę tolerować kłamstw - kontynuował Janusz Radzikowski i wyjaśnił, że film przedstawia rozwalającą się turbinę wiatrową, która rozpada się w ramach testu, co jest zaznaczone w filmie opublikowanym w Internecie.
Inwestor podkreślił, że firma Windbud nie buduje turbin wiatrowych za wszelką cenę, ale tam, gdzie prawo jej na to pozwala.
- Dobrze byłoby poznać drugą stronę, żebyście państwo mogli wiarygodnie ocenić to, co robimy - stwierdził Janusz Radzikowski.
- Żadna z wybudowanych przez nas turbin w późniejszym czasie nie została wyłączona, społeczeństwo nie protestuje, dlatego ja nie obawiam się swoich działań. Nikomu jeszcze nie zaszkodziliśmy.
Zaczął jeszcze tłumaczyć, że ten rodzaj inwestycji nie wpływa na pogorszenie wartości obiektów i nie blokuje rozwoju, ale ludzie wyraźnie protestowali przeciwko jego słowom i dyskusja zakończyła się głosami oburzenia.
ZAPROSZENIE NA KOMISJĘ
Najbliższe spotkanie w sprawie elektrowni wiatrowych planowane jest na 28 sierpnia. Wówczas odbędzie się posiedzenie komisji Rady Gminy, na które wójt zaprosił wszystkich zainteresowanych i podczas którego głos zabierze także inwestor.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1123 (34/2013)
Więcej informacji na ten temat:
W gminie Gąsawa nie chcą turbin wiatrowych
Studium bez wiatraków
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze