Reklama

O Józefie Unrugu - wielkim Polak z Pałuk w żnińskiej bibliotece opowiadał Mariusz Borowiak

STY10

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie godz: 17:00

W rozdziale poświęconym Józefowi Unrugowi „Józef Unrug (1884-1973) - twórca polskiej Marynarki Wojennej” Mariusz Borowiak po raz pierwszy ujawnił pozyskane informacje na temat dzieci i rodzeństwa admirała Unruga. - W archiwum państwowym w Opolu znalazłem dokumenty niemieckie na temat rodziny Izydory von Bünau, czyli matki Józefa Unruga. Pod Opolem rodzina Izydory miała wielki pałac i majątek. I w rodzinie Unrugów była zawsze ta wiedza, pewnie błędnie przekazywana przez Horacego, że Józef Unrug był najstarszym, pierworodnym dzieckiem Tadeusza i Izydory Unrugów.

10 stycznia 2025 r. w żnińskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie z Mariuszem Borowiakiem, autorem rozdziału poświęconego Józefowi Unrugowi w książce "Wielcy Polacy z Pałuk: Karłowska, Unrug, Czochralski, Krzyccy" wydanej w 2024 r. przez Wydawnictwo Dominika Księskiego „Wulkan”.

Mariusz Borowiak to autor 109 książek, pisarz i dziennikarz. W kręgu jego zainteresowań jest przede wszystkim polska Marynarka Wojenna w latach 1918-1947 oraz niemieckie okręty podwodne U-Bootwaffe w latach II wojny światowej. Nic więc dziwnego, że to właśnie znawca tej tematyki został poproszony przez Dominika Księskiego o napisanie rozdziału do książki „Wielcy Polacy z Pałuk” i przedstawienia w nim życiorysu polskiego admirała Józefa Unruga, jego służbę w niemieckiej marynarce przed i w czasie I wojny światowej, dokonania bojowe przeciw flocie brytyjskiej jako żołnierza, a także późniejszy akces do polskiej marynarki i dokonania w tej służbie.

Reklama

W gościnnych murach książnicy powitała wszystkich dyrektorka Beata Czaczyk, która życzyła, aby ten nowy rok 2025 przyniósł jeszcze więcej satysfakcji jak miniony, dużo zdrowia, a autorom goszczącym w książnicy, żeby pojawiały się ich kolejne książki, które będą okazją do kolejnych spotkań autorskich. - Dla nas rok 2025 jest szczególny, ponieważ nasza książnica rozpoczyna właśnie dzisiejszym spotkaniem jubileusz osiemdziesięciolecia istnienia. Cały rok będziemy świętować – powiedziała Beata Czaczyk, która w skrócie przedstawiła dokonania pisarskie Mariusza Borowiaka.

Moderatorem spotkania był Dominik Księski, wydawca książki „Wielcy Polacy z Pałuk Karłowska, Unrug, Czochralski, Krzyccy”. - Bardzo się cieszę, że w bibliotece w Żninie mamy okazję rozpocząć cykl spotkań promocyjnych tej książkiKarłowska, Unrug, Czochralski, Krzyccy” czyli Wielcy Polacy z Pałuk”. Za tydzień w Kcyni będziemy mówić o postaci profesora Czochralskiego”. W Nekli odbędzie się spotkanie dotyczące Marii Karłowskiej, a na poznańskich targach książki w Poznaniu promować będziemy postacie Krzyckich. - powiedział Dominik Księski i zaznaczył, że poprosił Mariusza Borowiaka o napisanie rozdziału poświęconego Józefowi Unrugowi, gdyż uważa go za osobę najbardziej kompetentną, która tego zadania mogła się podjąć.

Reklama

Choć autor nie urodził się nad morzem, a od lat mieszka niedaleko Gniezna, to właśnie morze stało się jego największą pasją. - Zawsze uważam i uważałem, że najbardziej znani autorzy, którzy zajmują się marynistyką to nie mieszkają na wybrzeżu, nad morzem, tylko właśnie w głębi kraju. Tak jak mój nauczyciel, śp. Jerzy Pertek, którego uważam za jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy, poczesnych marynistów, który mieszkał w Poznaniu, a ja w Gnieźnie. I tak się złożyło, że właśnie ta nasza przyjaźń z Jerzym Pertkiem trwała do jego śmierci – powiedział Mariusz Borowiak i dodał, że kiedy miał pięć lat pojechał z rodzicami na wakacje do Ustki i zakochał się w morzu. Wówczas też (był to rok 1969 lub 1970) odwiedzili Gdynię. - Przy Skwerze Kościuszki, gdzie dzisiaj cumuje „Błyskawica” i „Dar Pomorza”, wówczas cumował transatlantyk „Batory”, który był wtedy wykorzystywany jako restauracja i hotel. I z tego wszystkiego, co ja zapamiętałem, to tylko tyle, że wchodziłem po trapie. Ojciec kupił mi kawałek tortu, to pamiętam, był orzechowy. Gdzieś tam w holu widziałem wielki portret Batorego i cumował właśnie przy „Batorym” słynny polski okręt z czasów II wojny światowej, niszczyciel „Burza”. To wówczas był okręt w muzeum, którego później zastąpiła „Błyskawica”. I tak się rozpoczęła moja przygoda z morzem. Ale tak na dobrą sprawę zaczęła się w momencie, kiedy zacząłem czytać. Już potrafiłem czytać, a właściwie nie od czytania samych książek, tylko od okładek książek Jerzego Pertka, pana Adama Werki, znanego artysty, malarza, marynisty” - powiedział prelegent i dodał, że niektórzy chłopcy marzyli, by zostać sportowcami, a on chciał pisać książki. Na swój debiut czekał do 1998 roku, który nastąpił przy okazji książki poświęconej ORP Orzeł. - I to tylko dlatego ten mój debiut nastąpił, bo jako pierwszy z polskich autorów, który współpracował z wieloma redakcjami, miałem dostęp do zbiorów archiwalnych w Instytucie Sikorskiego w Londynie. Wówczas po raz pierwszy przywiozłem ogromną ilość dokumentów m.in. na temat „Orła". Tych dokumentów, o których Jerzy Pertek nie miał w ogóle wiedzy, a po drugie też nie miał możliwości wyjazdu do Londynu i nie skorzystał z tych zbiorów. Wówczas wydawca jakby wymusił na wdowie po panu Jerzym, pani Helenie Pertek, abym napisał suplement właśnie i książkę uzupełnił o dokumenty m.in. poświęcone komandorowi Kłoczkowskiemu, czyli najbardziej znienawidzonej osobie oficera, który później znalazł się w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych – usłyszano.

Mariusz Borowiak zapytany został przez Dominika Księskiego jaki wpływ na losy „Orła” miały podjęte przed wrześniem 1939 roku przez wiceadmirałów Unruga i Świrskiego decyzje dotyczące prowadzenia wojny z Niemcami oraz po co w ogóle było budować flotę polską skoro w wojnie z Niemcami jedynym mądrym wyjściem była jej ewakuacja do Szkocji. Prelegent odpowiedział, że dwa elementy są ściśle związane z historią Polski II wojny światowej, a są nimi Westerplatte i „Orzeł”. To właśnie ten okręt podwodny, jeden z najnowocześniejszych w latach 30. XX wieku jednostek morskich w Europie został po części zbudowany ze składek społeczeństwa. - Jest to jedyny okręt z czasów II Rzeczypospolitej, który został zbudowany właśnie dzięki ofiarności i działalności m.in. takiego czasopisma jak „Morze Ligi Morskiej, Rzecznej i Kolonialnej”, która właśnie zachęcała do propagowania spraw morskich. Orzeł był okrętem, jak na tamte czasy, nowoczesnym, wielkim, zbudowanym głównie z myślą o wojnie, przyszłej wojnie z Rosją, ze Związkiem Radzieckim. Dlatego też te nasze okręty, tutaj mówimy o okrętach podwodnych, były przystosowane do działalności na dalekich akwenach – powiedział Mariusz Borowiak i dodał, że dowództwo Marynarki Wojennej miało swoje korzenie w Wielkopolsce, gdyż szef kierownictwa Marynarki Wojennej Jerzy Świrski pochodził z Kalisza, zaś Józef Unrug, dowódca floty z Sielca. - Na 63 członków załogi aż 19 pochodziło z Wielkopolski. To jest jedyny przypadek w historii polskiej Marynarki, żeby na jednym okręcie służyło tylu specjalistów z Wielkopolski – usłyszano. Józef Unrug, który po 1920 roku współtworzył polską marynarkę, od 1925 roku już jako dowódca floty poszukiwał najbardziej utalentowanych technicznie podoficerów i oficerów, który podobnie jak on sam, mieli ogromne doświadczenie techniczne, wyniesione z floty pruskiej. - „Orzeł” był okrętem, który miał duże znaczenie i to się potwierdziło, kiedy został internowany we wrześniu 1939 roku w Tallinie. Po ucieczce do Wielkiej Brytanii był poszukiwany przez flotę sowiecką i flotę niemiecką w celu zniszczenia. To się też potwierdziło później w Wielkiej Brytanii, że okręt z jego załogą uważany był za jeden z najwybitniejszych, też pod skrzydłami Royal Navy – usłyszano.

Reklama

Mariusz Borowiak na spotkaniu w bibliotece powiedział, że pisząc swoje książki ma szczęście do ludzi. – Na swojej drodze poznałem wiele osób, które otworzyły mi wiele drzwi, m.in. właśnie w Wielkiej Brytanii w archiwach brytyjskich, czy polskich, gdzie miałem dostęp do tych dokumentów (…) Dzisiaj każdy młody historyk może praktycznie wziąć samolot czy samochód i jechać sobie do Instytutu Sikorskiego, ale kiedy ja w latach 80. XX wieku korzystałem z tych zbiorów to te materiały, dokumenty i archiwum było zamknięte dla osób z Polski. Nie udostępniałem tych dokumentów. Oczywiście wiadomo skąd człowiek przyjeżdżał i jakie czasy były w PRL-u, Tym bardziej, że to jest placówka prywatna. Osobami, które mi pomogły, przetarły ten szlak, to był Gnieźnianin pan Edmund Piechowiak i Alfred Piechowiak. Jeden z nich był marynarzem, historykiem, absolwentem Oxfordu. Oni mi przetarli ten szlak i ja miałem możliwość korzystania z tych materiałów – powiedział Mariusz Borowiak, zaznaczając przy tym, że dokumenty te pokazywały też słabości polskich oficerów i marynarzy, głównie zaś kadry oficerskiej. - W pewnym momencie, po licznych książkach, zacząłem być przedstawiany jako ten, który wyciąga te tak zwane brudy – dodał prelegent.

Pomysł napisania książki o admirale Józefie Unrugu zrodził się w głowie Mariusza Borowiaka w 2003 roku. Jak dotąd takiej pozycji na półkach księgarskich nie było, co zdziwiło autora. Informacja o mającej powstać książce dotarła do rodziny Unrugów we Francji. – I wśród rodziny Unrugów zapanowała pewna konsternacja, ponieważ Borowiak wśród środowisk emigracyjnych, szczególnie w Stowarzyszeniu Marynarki Wojennej w Wielkiej Brytanii, miał złą opinię. Rodzina Unruga uznała więc, że pewnie Borowiak będzie pisał książkę skandalizującą – powiedział prelegent i opowiedział zebranym na spotkaniu słuchaczom jak odebrał pewnego dnia telefon od Horacego Unruga, syna Józefa Unruga, który mieszkał w Montrésor we Francji. – Mówię, oczywiście jak będzie pan w Polsce, zapraszam, ale proszę pana, ja jestem w Gnieźnie. I wtedy usłyszałem w słuchawce: „ A ja jestem przy głównej poczcie w Gnieźnie i nie wiem jak do pana dojechać”. No więc go pokierowałem, sądząc, że Horacy, z którym byliśmy później po imieniu, przyjechał sam. Okazało się, że przyjechał ze swoją żoną, hrabiną Potocką, która przez 4,5 godziny siedziała w samochodzie i nie wyszła z tego samochodu. O czym ja nie wiedziałem, dopiero się dowiedziałem od moich dzieci, ponieważ przyjechali i zobaczyli samochód na francuskich tablicach. Wówczas to zwróciło uwagę, bo dzisiaj to nie robi już wrażenia na nikim, że ktoś przyjedzie na jakieś osiedle i samochód na francuskich tablicach stoi – usłyszano. Rozmowa z Horacym Unrugiem przyniosła efekty, gdyż syn admirała zapewnił, że pomoże autorowi w zdobyciu materiałów do książki. - Pamiętam, że książka miała się ukazać w 2005 roku i przy pierwszym wydaniu Horacy razem z małżonką dwukrotnie przyjeżdżali do Gniezna, wynajmowali hotel na tydzień, dwa tygodnie. Mieszkali w hotelu „Pietrak” w centrum Gniezna – powiedział Michał Borowiak, który dostarczał Horacemu Unrugowi wówczas do hotelu kolejne rozdziały swojej książki do czytania. Książka na rynku wydawniczym się ukazała, wywołała zainteresowanie, a jej promocja odbyła się na okręcie „Błyskawicy”. - Zjechali się wszyscy admirałowie, których mieliśmy w polskiej marynarce wówczas, co było oczywiście wielkim zaskoczeniem dla jednego politycznego komandora. Bo jak to możliwe, że do cywila przyjechało tylu admirałów, żeby być n tym spotkaniu promocyjnym – stwierdził autor i opowiedział jak po ukazaniu się tej książki nawiązała się jego znajomość z Katarzyną Rodziewicz, kustoszką Dworu Marzeń w Sielcu, która groziła autorowi sądem za wykorzystane zdjęcia jej autorstwa w książce. - Wówczas do pani Rodziewicz mówię, że to ja zrobiłem to zdjęcie. Powiedziałem, że mam negatyw, bo wówczas on był na kliszy. Mówiąc, że mam, a w rzeczywistości do końca nie wiedziałem, czy jeszcze w ogóle posiadam ten negatyw. Ale znalazłem. Pojechałem do Sielca. I słuchajcie państwo, mamy zdjęcia wykonane praktycznie jakby w tym samym momencie. To samo zdjęcie, które u mnie jest w książce, ma też Kasia – powiedział Mariusz Borowiak, a Katarzyna Rodziewicz, która w spotkaniu w żnińskiej książnicy uczestniczyła dodała: - Naprawdę trzeba było mieć szczęście i chyba to jest ten palec Boży, który nam kazał się spotkać, bo żeby mieć proletariuszy, to samo światło, to samo miejsce, ten sam kąt zrobienia zdjęcia, to nie mógł być przypadek – usłyszano. Kilka godzin spędzili wówczas na rozmowie, a od tego czasu (był rok 2005) minęło już 20 lat ich znajomości. - Przeszliśmy na Ty, ale chodzi o to, że ta nasza przyjaźń wynika przez admirała i dla admirała Unruga. Tak się składa, że ja zajmuję się admirałem Unrugiem jako dowódcą floty, a Kasia jako tym właścicielem majątku i tu sobie nie wchodzimy, że tak powiem w kaszę i nie musimy sobie przeszkadzać –powiedział Mariusz Borowiak, który admirałem Unrugiem, jak sam stwierdził, żyje.

Reklama

Warto nadmienić, że książka „Admirał Unrug” doczekała się pięciu wydań, a jedno ze spotkań promocyjnych odbyło się w Dworze Marzeń w Sielcu.

W wydanej w 2024 roku przez Wydawnictwo Dominika Księskiego książce „Wielcy Polacy z Pałuk” Mariusz Borowiak w rozdziale poświęconym Józefowi Unrugowi „Józef Unrug (1884-1973) - twórca polskiej Marynarki Wojennej” po raz pierwszy ujawnił pozyskane informacje na temat dzieci i rodzeństwa admirała Unruga. - W archiwum państwowym w Opolu znalazłem dokumenty niemieckie na temat rodziny Izydory von Bünau, czyli matki Józefa Unruga. Pod Opolem rodzina Izydory miała wielki pałac i majątek. I w rodzinie Unrugów była zawsze ta wiedza, pewnie błędnie przekazywana przez Horacego, że Józef Unrug był najstarszym, pierworodnym dzieckiem Tadeusza i Izydory Unrugów. A okazuje się, że Józef Unrug był dopiero trzecim dzieckiem – usłyszano. Takie i wiele innych ciekawostek m. in. jak samochodem przewoził zmarłą matkę z Opola do Żnina Jóżef Unrug można przeczytać w wydanej ostatnio książce, po którą warto sięgnąć.

Reklama

Po admirale Józefie Unrugu zachowały się dwa odznaczenia przyznane mu w 1946 roku, znalezione w szufladzie jego potomków, a są to Virtuti Militari i Krzyż Walecznych. - Myślę, że każdy z nas, gdyby miał w rodzinie osobę, która została uhonorowana Virtuti Militari, to pewnie to odznaczenie byłoby w jakimś szczególnym miejscu eksponowane – stwierdził Mariusz Borowiak, który w swoich książkach nie pomija decyzji admirała związanych z obroną polskiego wybrzeża. - Zdawałem sobie sprawę, że temat obrony wybrzeża w 1939 roku jest kontrowersyjny, a pisząc biografię admirała nie mogę pomijać tych błędnych decyzji admirała, bo z pewnością znaleźliby się historycy, którzy by mi zarzucili, że autor pisze kolejną laurkę o admirale. I oczywiście tego nie unikałem, więc wskazałem, wypunktowałem momenty, które zaważyły – usłyszano. Autor stwierdził też, że wielu historyków wciąż mówi o admirale Józefie Unrugu, że był Niemcem. – Matka była Niemką, ale to ojciec dbał o tą polskość. Synowie mieli nauczycieli Polaków więc ta polskość i ta literatura, i księgozbiory, tam było mnóstwo książek w języku polskim, ta polskość była. Co trzeba podkreślić, że z Pruskiej Marynarki Wojennej wyszło tylko 6 oficerów Polaków i ta cała szóstka pochodziła z Wielkopolski. Dlaczego? Ponieważ Niemcy nie chcieli, żeby oficerowie, którzy kończyli szkołę oficerską, byli Polakami. Ale był duży nacisk, żeby podoficerowie Polacy kształcili się na okrętach, ponieważ okazuje się, że Polacy, polscy podoficerowie mieli ogromny zmysł techniczny – powiedział Mariusz Borowiak i dodał, że admirał mógł rozwijać swoją karierę w marynarce pruskiej, a jednak wybrał służbę w polskiej Marynarce. - To właśnie Unrug kładł nacisk, żeby w Polsce była stocznia marynarki wojennej, bo wpierw były to warsztaty portowe, ale przed wybuchem wojny była to stocznia marynarki. Chciał żeby tu budowano okręty, bo okazuje się, że wówczas mieliśmy tak znakomitych inżynierów i fachowców, stoczniowców, że mogliśmy spokojnie budować i tak miało być, ponieważ w 1939 roku powstała myśl o zbudowaniu niszczycieli, takich jak np. „Błyskawica. Na okręty podwodne nie było nas jeszcze stać technicznie, miały być budowane we Francji, ale wszelkie kwestie związane z rozbudową stoczniową to Unrug właśnie kładł tutaj te podwaliny – usłyszano.

Stefan Czarnecki, prezes Żnińskiego Towarzystwa Kultury powiedział na spotkaniu, że na Pałukach pamięć o admirale Józefie Unrugu jest pielęgnowana. - Mamy świadomość w Żninie, jaką mamy historię i po jakiej ziemi chodzimy i w miarę swoich możliwości, umiejętności intelektualnych, i materialnych, i duchowych staramy się co nieco zrobić. W Laskach Wielkich jest szkoła imienia Józefa Unruga i tam jest kuźnia pamięci niesamowita. W Żninie zaś jest ulica Józefa Unruga. Ta ulica jest tutaj na skraju i na pewno Unrug nią przechodził. On przyjechał do fabryki Malaka kupować bryczki i jego syn, nieżyjący już aktor Tadeusz Malak opowiadał mi, że jak on przyjechał, to było święto w ogóle fabryki, że on się tutaj zjawił – dodał prezes ŻTK.

Reklama

Stefan Czernecki zapowiedział też, że w ŻTK zrodził się pomysł, aby do marszałka województwa kujawsko-pomorskiego Piotra Całbeckiego wysłać list. – Marszałek buduje jacht i my chcemy poprosić, żeby nadać mu imię admirała Józefa Unruga – powiedział Stefan Czarnecki.

Admirał Unrug, jak powiedział Mariusz Borowiak, też był żeglarzem. - Już w latach dwudziestych zaproponował, żeby został zakupiony żaglowiec dla podchorążych, „Iskra”. To był jego pomysł, ale nie został zrealizowany. Organizował regaty, sam też chętnie żeglował. Miał dwie pasje poza marynarką, żeglarstwo i samochody, później jeszcze motor. On zawsze twierdził, że prawdziwy marynarz, czy prawdziwy podchorąży, jeżeli sobie d.... nie rozbije na pokładzie żaglowca, to nigdy nie pozna prawdziwego smaku morza i prawdziwego życia – usłyszano.

Reklama

Mariuszowi Borowiakowi za niezwykłą lekcję historii podziękowała dyrektorka żnińskiej książnicy Beata Czaczyk oraz kierownik Wydziału Turystyki, Promocji i Rozwoju Gminy Żnin Monika Andruszkiewicz.

Po spotkaniu można było zakupić książkę „Wielcy Polacy z Pałuk” oraz inne publikacje Mariusza Borowiaka i pozyskać wpis autora w książkach.

Barbara Filipiak

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/01/2025 10:23
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości