4 czerwca 2025 r. w Żninie odbyło się spotkanie autorskie z Marcinem Mellerem – dziennikarzem i autorem książek, a jego organizatorem była Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie w ramach obchodów jubileuszu 80-lecia biblioteki oraz spotkań Klubu Podróżnika.
Spotkanie poprowadziła dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk, która przybliżyła licznie zebranej publiczności bogaty zawodowo życiorys Marcina Mellera oraz przypomniała też, że 12 maja 2014 r. był on gościem bibliotecznego Klubu Podróżnika i wraz z żoną Anną opowiadał wówczas o Gruzji.
Gruzja jest mu bliska toteż podczas spotkania chętnie opowiadał o niej oraz o zmianach, jakie w niej zaszły w ostatnich kilkunastu latach. – Te miejsca turystyczne, do których kiedyś jeździliśmy, są teraz po prostu bardzo skomercjalizowane – powiedział prelegent i dodał, że turystyka jest najważniejszą gałęzią gospodarki w Gruzji.
Podczas spotkania usłyszano też o polityce Gruzji, prorosyjskiej władzy oraz sympatiach pro ukraińskich. – Kiedy przyjeżdża się tam na tydzień czy dwa tygodnie, to w zasadzie wydaje się, że nic się nie zmieniło. Piękne budynki, śpiew, góry, wodospady, coś tam jeszcze. Natomiast druga strona jest taka, że ta władza jest taką autorytarną. To nie jest jeszcze Białoruś. Tam nadal są media opozycyjne i nadal jest sporo wolności. Ale oni krok po kroku próbują… Są tą władzą, w której nie ma nic do stracenia. To znaczy, jeżeli padną, to czekają ich po prostu procesy, ucieczka do Rosji i tak dalej – powiedział Marcin Meller i dodał, że większość jego gruzińskich przyjaciół jest po stronie opozycji. Kiedy okazało się, że jeden z jego przyjaciół brał udział w fałszowaniu wyborów, zerwał z nim kontakty. - Kiedy odwiedziłem w grudniu Gruzję to już nie chciałem się z nim spotkać, bo wiedziałem, że służy władzy prorosyjskiej – powiedział.
Prowadząca spotkanie dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk zapytała dziennikarza o książkę Między wariatami i czy możemy się spodziewać jej drugiej części. Usłyszano, że marzy mu się kolejna wspólna reporterska książka z żoną Anną Dziewit-Meller, ale czy się uda w najbliższym czasie tego nie wie, bo obecnie, jak mówi, bawi się w pisanie powieści. – Piszę trzecią przygodową sensację. Nie jest tajemnicą, że dwie moje ostatnie książki to są powieści sensacyjne. Dużo w nich refleksji społecznych, moralnych – usłyszano.
Opowiedział też o Czerwonej ziemi, która jest opowieścią o Afryce i jednocześnie najbardziej niebezpieczną przygodą życia głównego bohatera. - Na trzecim etapie pisania „Czerwonej ziemi” stwierdziłem, że chcę napisać o ojcu i synu. Zainspirowałem się jakimiś prawdziwymi wydarzeniami swoich znajomych i wiedziałem, że musi być jakaś historia, że syn znika i ojciec musi go odnaleźć. (…) Generalnie to wyglądało tak, że brałem jakieś prawdziwe wydarzenia i je przetwarzałem na potrzeby książki - usłyszano.
Dziennikarz zapytany, czy pisanie powieści sensacyjnej daje więcej swobody niż reportaże, czy też zmusza do większej dyscypliny odpowiedział, że pisanie powieści daje więcej swobody, bo można zmyślać. - Tylko że mój problem polega na tym, że ja jestem słaby w zmyśleniu. Chodzi o to, że strasznie mi to wolno idzie, bo kiedy pisałem reportaże czy felietony, to była kwestia, jak je skomponować, jak to ułożyć, ale ja nie wymyślałem, w związku z czym pisałem to, co się wydarzyło. Natomiast w przypadku pisania powieści (…) kiedy musiałem coś wymyślić, to nagle się cały czas zastanawiałem, czy to jest prawdopodobne, czy to jest logiczne – powiedział autor.
Beata Czaczyk zapytała Marcina Mellera czy wraz z wiekiem podróżowanie dostarcza mu więcej adrenaliny czy jest raczej taką kontemplacją. Odpowiedział, że kiedyś podróżował inaczej, często za darmo autostopem na pace ciężarówek. - Poza tym są takie rzeczy, które się zmieniły tak totalnie. Kiedy pierwszy raz byłem w Etiopii i chciałem zadzwonić do rodziców, to po pierwsze, nie dzwoniłem do nich ponad miesiąc, bo nie było skąd - usłyszano.
Dziennikarz opowiedział też o swojej spokojnej przystani na Mazurach, gdzie się zaszywa i pisze, o podcastach, których słucha i o tym jak wygląda jego warsztat pracy. A po spotkaniu podpisywał swoje książki i nikomu nie odmówił wspólnego zdjęcia.
Każda osoba opuszczająca spotkanie otrzymała słodką mufinkę z logiem książnicy.
Wydarzenie odbyło się pod Honorowym Patronatem Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego, Starosty Żnińskiego Zbigniewa Jaszczuka i Burmistrza Żnina Łukasza Kwiatkowskiego.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze