Małgorzata Wendland zwraca uwagę, że kiedy mąż jest w pracy, nie jest w stanie z pięcioletnią Alicją szybko dotrzeć do ośrodka zdrowia
fot. Arkadiusz Majszak
Wizyty domowe, Małgorzata Wendland, Gąsawa, NZOZ
Wizyta, ale nie natychmiast
Małgorzata Wendland z Gąsawy, mama pięcioletniej Alicji, dziwi się, że pomimo 40-stopniowej gorączki u dziecka i jej niepełnosprawności, nikt z ośrodka zdrowia nie dojechał na wizytę. Beata Szczęsna, dyrektor NZOZ w Gąsawie, do czasu wizyty radziła matce, by zbijała temperaturę i podała córce leki przeciwgorączkowe. Rzecznik praw pacjenta nie dostrzega niewłaściwego postępowania pediatry.
Małgorzata Wendland z Gąsawy porusza się na wózku inwalidzkim. Wychowuje dwójkę dzieci. 19 maja młodsze dziecko, pięcioletnia Alicja dostała wysokiej temperatury. Termometr wskazał blisko 40oC gorączki. Około 9:15 zadzwoniła do ośrodka zdrowia w Gąsawie. Dowiedziała się, że lekarza pediatry jeszcze nie ma. Kazano jej zadzwonić po kwadransie. Temperatura cały czas rosła, a dziecko dostało drgawek. Zaniepokojona matka ponownie zadzwoniła do ośrodka i połączono rozmowę z Beatą Szczęsną, lekarzem pediatrą i zarazem dyrektorem NZOZ w Gąsawie.
- Powiedziałam pani Szczęsnej, co się dzieje z córką i kazała mi przywieźć córkę samochodem. Kiedy powiedziałam, że jestem osobą na wózku inwalidzkim i nie mam takiej możliwości, usłyszałam, że przyjedzie dopiero około godziny 13:00. Do tego czasu kazała mi zbijać gorączkę. A temperatura cały czas rosła. Za każdym razem jest taka sytuacja, że najpierw przyjmowani są pacjenci w gabinecie, a dopiero potem wizyty domowe. Za pana Mądroszyka było odwrotnie. Ja jestem osobą na wózku inwalidzkim, ale staram się tego nie wykorzystywać. Żyję normalnie, ale nie miałam wówczas możliwości dotrzeć do ośrodka z dzieckiem, które miało już drgawki. Byłam przerażona, bo przecież zdarza się, że dzieci podczas wysokiej temperatury umierają. Bałam się, że coś się córce stanie. Jak ja miałam córkę do ośrodka zawieźć? - relacjonuje Małgorzata Wendland.
W tej sytuacji mieszkanka Gąsawy zadzwoniła na pogotowie. Rozmawiała z dyspozytorką i dowiedziała się, że jeśli ośrodek zdrowia jest czynny, to lekarz powinien do niej przyjechać. Następnie zadzwoniła do męża. Pracował w pobliżu i po kilku minutach wraz z kolegą przyjechał po Alicję i pojechali do ośrodka zdrowia na wizytę. Kobieta cieszy się, że mąż nie był w tym czasie gdzieś daleko w delegacji, bo ma obawy, że mogłoby dojść do tragedii.
- Przyjechał z kumplem w roboczych ciuchach i udało się dziecko szybko zawieźć. Pani doktor rozpoznała u córki anginę. Ja nie jestem lekarzem, a wiem, że nie była to angina. Na drugi dzień wybrałam się z córką prywatnie do innej pani doktor i okazało się, że było to ostre zapalenie jamy ustnej - dodaje Małgorzata Wendland.
Dyrektor Beata Szczęsna przyznaje, że Małgorzata Wendland zgłosiła prośbę o wizytę domową, ale za pierwszym razem nie poinformowała, że porusza się na wózku inwalidzkim. Prosiła, żeby jak najszybciej dotrzeć. Dyrektor poinformowała kobietę, że jeśli będzie miała przerwę lub po zakończeniu wizyt pacjentów w gabinecie przyjedzie na wizytę domową między 12:00 a 13:00.
- Ja tę wizytę przyjęłam i powiedziałam, że przyjadę. Nigdy jej nie odmówiłam wizyty. Ja znam tę rodzinę. Ja nie mogę jechać natychmiast do przypadków nagłych, bo większość dzieci z temperaturą, i to również wysoką, przychodzi z rodzicami do gabinetu. Pogotowie też nie przyjedzie do dziecka z wysoką temperaturą na wizytę domową, dlatego mówiłam, żeby do mojego przyjazdu podała coś na zbicie temperatury. To nie była sytuacja nagła - zaznacza Beata Szczęsna. I dodaje, że do wizyty domowej nie doszło, bo wcześniej z dzieckiem na wizytę do ośrodka przyjechał ojciec. Pani dyrektor zwraca uwagę, że dziecko zostało przyjęte poza kolejnością.
Beata Szczęsna wyjaśnia, iż wizyty domowe są to wizyty wcześniej zaplanowane do osób starszych, które nie są w stanie same przyjść do ośrodka. Podkreśla, iż nie ma obowiązku nagłego wyjazdu do chorego. W nagłych wypadkach zagrażających życiu pacjenta należy wezwać pogotowie.
- Mimo to, jeśli mama mówi, że nie ma jak dojechać do ośrodka, to jeździmy na wizyty domowe. Trzeba też zrozumieć, że nie możemy nagle wszystkich pacjentów czekających w ośrodku zostawić i jeździć na wizyty domowe. A jeśli rodzic widzi, że z dzieckiem dzieje się coś złego, to powinien natychmiast dzwonić na pogotowie - zaznacza Beata Szczęsna.
W opinii rzecznika praw pacjenta Krystyny Barbary Kozłowskiej każdy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej poprzez podpisanie umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, jest zobowiązany do udzielania świadczeń również w domu pacjenta.
- Do wizyt tych dochodzi w przypadkach uzasadnionych stanem zdrowia pacjenta i odbywają się one w dniach i godzinach pracy lekarza w przychodni. Wykaz świadczeń gwarantowanych lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz warunki ich realizacji zostały szczegółowo opisane w załączniku nr 1 do Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 29 sierpnia 2009 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. Pragnę podkreślić, że to lekarz a nie osoba rejestrująca pacjentów, decyduje o tym, czy stan pacjenta jest przypadkiem uzasadnionym wskazaniami medycznymi do wizyty domowej - wyjaśnia pani rzecznik.
Krystyna Barbara Kozłowska dodaje, iż lekarz zgodnie z aktualną wiedzą medyczną oraz swoim doświadczeniem powinien ocenić, czy wizyta domowa jest niezbędna. W przypadku, gdy lekarz zdecyduje o wizycie w domu pacjenta, ustala on również termin wizyty. Mówi o tym zapis § 14 Zarządzenia nr 75/2011/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z 17 listopada 2011 r. w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów o udzielanie świadczeń w rodzaju: podstawowa opieka zdrowotna - dni i godziny przyjęć, w tym czas przeznaczony na realizację porad udzielanych w warunkach domowych określa harmonogram pracy lekarza. - Z sytuacji opisanej wynika, że lekarka wyznaczyła termin wizyty na godzinę 1300 jeszcze tego samego dnia - zaznacza pani rzecznik.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1216 (22/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze