Barcin, Wolice, jubileusz, urodziny, 105, Władysława Brzezińska
Władysława Brzezińska skończyła 105 lat
Jak to zrobić, żeby doczekać tak sędziwego wieku? - To jest tajemnica - odpowiedziała Władysława Brzezińska, która 13 sierpnia obchodziła 105. urodziny. - Ja wcale nie wiem, kiedy mi te lata przeszły - dodała Jubilatka.
Rodzina przybyła, aby winszować dostojnej Jubilatce fot. Magdalena Kruszka Urodziny Władysławy Brzezińskiej przypadły 13 sierpnia, lecz Jubilatka świętowała już dzień wcześniej w Urzędzie Miejskim w Barcinie. Przyjmowała życzenia od władz gminy, w której mieszka obecnie, w której mieszkała, a także od młodzieży i seniorów z gminy Barcin oraz od licznie przybyłej rodziny. Nie kryła wzruszenia i wdzięczności dla szeregu serdeczności, jakie w jej kierunku płynęły. Z życzeniami pospieszyli przewodnicząca Rady Miejskiej Krystyna Bartecka, burmistrz Barcina Michał Pęziak, wójt gminy Dąbrowa Biskupia Roman Wieczorek, zastępca burmistrza Barcina Lidia Kowal.
- Takiego wydarzenia jeszcze tutaj w Urzędzie nie mieliśmy, obchodziliśmy z mieszkańcami gminy 100-lecie urodzin, ale 105-lecia jeszcze nigdy - przyznał burmistrz Barcina Michał Pęziak.
- Droga pani Władysławo, jubileusz, który pani obchodzi, czyli 105-lecie urodzin jest jubileuszem szczególnym, wyjątkowym i bardzo doniosłym - mówił wójt Dąbrowy Biskupiej Roman Wieczorek. - O ludziach starszych mówi się, że są wiekowi, ale nie każdy z tych ludzi wiekowych przeżyje więcej niż 100 lat. Pani ma to już za sobą. Przeżyła pani jako dziecko pierwszą wojnę światową, a także drugą wojnę światową, a także stalinizm, który dotknął pani gospodarstwo rolne. Pani mąż zmarł w 1963 roku i syn Marian musiał wspólnie z panią podjąć się prowadzenia gospodarstwa, więc ma pani wiele przeżyć negatywnych i pozytywnych. Zarówno ten smutek u pani, ale i radość życia sprawiły, że harmonia między jednym a drugim doprowadziła do tego wieku. Chciałbym serdecznie pogratulować tego jubileuszu, a także trwania w zdrowiu i otoczenia najbliższych osób.
Jubilatka przyjęła także życzenia od Izabeli Marczak, Klaudiusza Ciesielskiego i Wiktora Ratajczaka z Młodzieżowej Rady Gminy Barcin, a także od Andrzeja Szczepańskiego, Doroty Kawki i Urszuli Trawińskiej z Gminnej Rady Seniorów. Serdeczności przekazali także Jerzy Kosmalski z Uniwersytetu Trzeciego Wieku i zastępca kierownika USC Maria Stefańska. W uroczystości w Barcinie uczestniczyła najbliższa rodzina pani Władysławy. Wzniesiono toast lampką szampana i odśpiewano 200 lat! Z minirecitalem wystąpiły Olga Gwizdała, Zofia Drzewiecka i Oliwia Szczepaniak. Szczególną niespodzianką dla Jubilatki był odpis aktu ślubu, gdyż to właśnie w barcińskim Urzędzie zawierała ona związek małżeński w 1945 roku.
Do Urzędu Miejskiego w Barcinie pani Władysława przybyła na wózku inwalidzkim, ale jeszcze miesiąc temu chodziła o własnych siłach. W ubiegłym miesiącu upadła i złamała kość udową. Przebyła operację, której podjęli się lekarze z chirurgii urazowo-ortopedycznej w Żninie. Jej dzieci nie kryją wdzięczności wobec ordynatora Wojciecha Hoffmanna i pozostałych, że mimo sędziwego wieku zgodzili się operować. Teraz już pani Władysława powoli wstaje z wózka i znów jest w stanie zrobić kilka kroków. Oprócz tego, nic jej nie doskwiera, choć za sobą ma zwycięską walkę z nowotworem. Jest zdrowa, pogodna, a dla swoich rozmówców ma garść ciekawostek ze swojego życia, bo pamięć ma doskonałą i chętnie wraca wspomnieniami do przeszłości.
Władysława Brzezińska, z domu Kujawa, urodziła się 13 sierpnia 1911 roku w Sędzinie koło Radziejowa jako jedna z dziewięciorga dzieci. Dzieciństwo i młodość spędziła w Sędzinie i Pieraniu, gdzie ukończyła Szkołę Powszechną. Jej rodzice mieli gospodarstwo i wiatraki, a pani Władysława dzieciństwo wspomina jako najszczęśliwszy okres w swoim życiu. Cieszyła się szczególnymi względami rodziców, którzy chętnie wszędzie ją z sobą zabierali. Dbali także o to, żeby niczego jej nie brakowało.
- Ojciec lubił, kiedy się dobrze ubierałyśmy - wspomina Jubilatka. - A czasy były ciężkie, bo worek żyta był wart tyle, co krem upiększający, a ja jako panienka chciałam o siebie zadbać.
Z czasem rodzina przeniosła się do Złotowa, na gospodarstwo i tam zastała ich wojna. Razem z rodzicami została wysiedlona do Byczyny, gdzie zmarli jej rodzice. Do końca wojny pracowała u Niemca w gospodarstwie rolnym w Konarach koło Pierania i wcale nie wspomina źle tych czasów, bo wojna właściwie przeszła obok.
- W gospodarstwie była taka sympatyczna Niemka, ona była panną i żywiła nas pięknie - opowiada pani Władysława. - Za to ja ją wspominam bardzo dobrze. A pracować trzeba było. Po to człowiek żyje, żeby pracować. Ja wtedy nie wiedziałam, że jest wojna. Żyłam normalnie. Mogłam rodzinę odwiedzać. Ale po wojnie to z tą Niemką już nie utrzymywałam kontaktów.
Po wojnie Władysława Brzezińska wróciła do Złotowa. Dobrze wspomina ten okres swojego życia. Złotowo podobało jej się jako miejsce do mieszkania ze względu na bliską odległość od Barcina, gdzie można było korzystać choćby z usług krawcowej.
Ślub wzięła ze Stefanem Brzezińskim w czerwcu 1945 r., choć swojego wybranka znała już od wielu lat. Zapoznała go, gdy miała zaledwie 16 lat. - Znaliśmy się wiele lat, ale nie mogliśmy się pobrać, bo teściowa się sprzeciwiała, musieliśmy czekać aż ona umrze i dopiero wtedy wzięliśmy ślub - mówi pani Władysława i wspomina, że w dniu ślubu padał straszliwy deszcz. Małżeństwo też było trudne. Najpierw małżonkowie zmagali się z biedą w czasach powojennych, a w 1951 roku małżonek zachorował i z tą chorobą cała rodzina zmagała się aż do jego śmierci w 1963 roku. Właśnie te zmagania z chorobą pani Władysława wspomina jako najtrudniejsze doświadczenie życiowe. Starała sobie jednak radzić w życiu jak mogła. W wiosce uchodziła za osobę postępową. Jako pierwsza miała pralkę Franię, a sąsiadki wozem przywoziły do niej ubrania do prania. Przyznaje, że kochała pracę w gospodarstwie.
- Lubiłam mieć dużo drobiu, miałam gęsi, kury, indyki, bo to nie jest gospodyni, jak nie ma drobiu - stwierdza pani Władysława.
Powojenne czasy stalinowskie spowodowały też wiele problemów w jej gospodarstwie ze względu na obowiązek dostaw płodów, których wówczas brakowało. Pani Władysława znalazła się nawet przed sądem z powodu niewywiązania się z tego obowiązku. - Ale to nie tylko mnie dotknęło - wspomina. - Wiele było osób wzywanych do sądu. Jak ja się stawiłam, to na korytarzu było tyle, co śledzi. Było sporo młodych rolników. Ja musiałam czekać do 22:00, żeby móc się wytłumaczyć, dlaczego nie wywiązałam się z obowiązku dostaw. Tłumaczyłam, że nie jestem przygotowana do gospodarki, mąż zachorował, dzieci są małe, ale on nie miał litości. Mówił, że mam się wziąć do roboty.
Jubilatka doczekała się jednak dwóch córek: Jolanty i Lucyny oraz syna Mariana, a także 8 wnuków i 18 prawnuków, z których najstarsza ma już 18 lat, a najmłodsza Hania ma zaledwie 8 miesięcy.
Władysława Brzezińska do 100 lat zajmowała się ogródkiem. Potem stwierdziła, że w jej wieku to już nie wypada i ogródek przejęła córka. Do 102 lat natomiast prowadziła gospodarstwo domowe, gotowała obiady dla rodziny. Chętnie przyrządzaną i spożywaną przez nią potrawą jest czarninka. Bardzo lubi także śledzie w każdej postaci, ale najbardziej w śmietanie. Zawsze lubiła czytać. Kiedyś były to powieści historyczne, między innymi Henryka Sienkiewicza, a także obyczajowe i romanse. Teraz chętnie ogląda albumy i wiele czasu spędza na modlitwie. Od zawsze interesowała się także sytuacją polityczną w kraju. Do tej pory jest doskonale zorientowana w bieżącej polityce.
W jej rodzinie bywało, że przodkowie doczekiwali 80 lat. - Tylko ja taka wyjątkowa jestem, że żyję tak długo - przyznaje pani Władysława.
Do wszystkich życzeń dołącza się redakcja tygodnika Pałuki.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1279 (33/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze