Reklama

Władysława Brzezińska, z domu Kujawa, kończy 100 lat

Jubileusz w Barcinie i Wolicach
     Władysława Brzezińska, z domu Kujawa, kończy 100 lat
     Tylko przez kilkanaście lat jubilatka mieszkała w Złotowie w gminie Barcin, ale to z tą gminą związana jest do dzisiaj duża część jej rodziny, dlatego setne urodziny seniorki rodu obchodzono właśnie tutaj.

Władysława Brzezińska ze swoją córką Jolantą Gawrońską, która wraz z rodziną zorganizowała w Barcinie i Wolicach jubileusz setnych urodzin mamy
            fot. Karol Gapiński

     Władysława Brzezińska 13 sierpnia skończy 100 lat. Swój uroczysty jubileusz obchodziła już w ostatnią sobotę w Barcinie, gdzie w kościele pw. św. Maksymiliana Kolbego w jej intencji odprawiona została msza św., i w Wolicach, gdzie w domu działkowca na terenie ogródków Magnolia zorganizowane zostało przyjęcie urodzinowe.
     Jubilatka na świat przyszła 13 sierpnia w Sędzinach, niedaleko Nieszawy. We wczesnym dzieciństwie wraz z rodzicami i rodzeństwem przeprowadziła się do Włoszycy, a niedługo później do Pierania w powiecie inowrocławskim. Władysława Brzezińska była piątym z kolei dzieckiem wśród dziewięciorga latorośli państwa Kujawów, bo tak brzmi rodowe nazwisko stulatki.
     W 1930 r. rodzina pani Władysławy przeprowadziła się do Złotowa w gminie Barcin. Rodzina zajmowała się rolnictwem. W Złotowie zamieszkał też ze swoją żoną brat pani Władysławy, Marian Kujawa. Mieszkali w tym samym gospodarstwie z rodzicami i w kilkoro rodzeństwa. Żona Mariana, Zofia, w latach trzydziestych prowadziła w tym domu sklep kolonialny, jedyny w Złotowie, który zaopatrywał mieszkańców we wszystkie podstawowe towary spożywcze i do gospodarstwa domowego. Ten sklep Zofia Kujawa prowadziła jeszcze w pierwszych latach po wojnie.
     Już w latach przedwojennych, jeszcze nim pani Władysława przeprowadziła się na Pałuki, poznała swego przyszłego męża Stefana Brzezińskiego z Modliborzyc, czyli z sąsiedniej wsi w powiecie inowrocławskim, na terenie gminy Dąbrowa Biskupia. Znajomość dwojga młodych ludzi trwała przed ślubem kilkanaście lat, mimo że pani Władysława przeprowadziła się do Złotowa. Później w czasie wojny los też ich rozdzielił, gdyż Stanisław ukrywał się na Kielecczyźnie, zaś jego narzeczona pracowała w niemieckim gospodarstwie na terenie powiatu inowrocławskiego, ponieważ z gospodarstwa w Złotowie jej rodzina została przez Niemców wypędzona. Jak wspomina Władysława Brzezińska, w 1939 r. zdążyli jeszcze uciec ostrzeżeni przez złotowskiego sąsiada narodowości niemieckiej, Lauberta.
     Władysława Brzezińska zresztą doskonale pamięta niemieckich mieszkańców Złotowa z lat trzydziestych. Było ich tylko sześć rodzin. Kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy społeczność niemiecka była w Złotowie liczniejsza, służyła im we wsi kaplica kościoła ewangelickiego. W latach trzydziestych ta dawna kaplica pełniła już funkcję świetlicy wiejskiej. Odbywały się tutaj regularne potańcówki, na których bawiła się także uwielbiająca muzykę i taniec Władysława Brzezińska (wówczas jeszcze Kujawa). Złotowo należało do parafii pw. św. Jakuba w Barcinie, ale czasami niektórzy parafianie chodzili na msze św. do kościoła w Dźwierzchnie, bo mieli tam bliżej. Pani Władysława pamięta też, że w tamtych czasach, czyli jej młodości w Złotowie, oprócz ciężkiej pracy na roli były też rozrywki. Największą z nich były organizowane przez księdza wynajętymi barkami-węglarkami całodniowe, niedzielne wycieczki Notecią przez Barcin, Jezioro Wolickie, Jezioro Kierzkowskie, Jezioro Ostrowieckie aż do Ostrówiec. Niestety, na te zabawy i wycieczki nie zawsze udawało się pani Władysławie wybrać z narzeczonym, ponieważ ten mieszkał kilkanaście kilometrów dalej.
     W 1945 r. pani Władysława i część rodzeństwa wrócili do Złotowa. Ich rodzice zmarli w czasie wojny, podobnie jak wspomniany brat Marian, który został zamordowany w obozie w Mauthausen na terenie Austrii. Z jakich przyczyn został niedługo po rozpoczęciu okupacji wywieziony przez Niemców ze Złotowa, tego rodzina, łącznie z panią Władysławą, nie wie. Pamięta natomiast, że jej szwagierka Zofia, ta, która przed wojną prowadziła sklep w Złotowie, na wieść o śmierci męża w ciągu jednej nocy osiwiała. Dodajmy, że syn jej brata, Stanisław, później był przez długi czas sołtysem Złotowa.
     Zaraz po zakończeniu wojny pani Władysława spotkała się z narzeczonym, Stanisławem Brzezińskim, który wrócił z wygnania z południowo-wschodniej części Polski. Mężczyzna ten był po ciężkich, okupacyjnych przejściach. Miał już wtedy problemy z sercem.
     5 lipca 1945 r. pani Władysława wyszła za mąż za Stanisława Brzezińskiego, a ślub odbył się w kościele parafialnym panny młodej, czyli w Barcinie u św. Jakuba. Zaraz po ślubie przeprowadzili się do Modliborzyc, do gospodarstwa pana Stanisława.
     Władysława Brzezińska urodziła czworo dzieci, ale syn Andrzej zmarł 3 miesiące po narodzinach. Później w kolejności rodzili się: Marian, Lucyna Maria i Jolanta. Ich ojciec zmarł już w 1963 r. i pani Władysława została wdową. Dopiero w 1975 r. przeszła na emeryturę, przekazując gospodarstwo w Modliborzycach już oficjalnie synowi. Obecnie Władysława Brzezińska mieszka w Szczecinie u córki, ale zameldowana jest w Modliborzycach, a często odwiedza też druga córkę, Jolantę, która mieszka w Barcinie.
     I tutaj właśnie zorganizowano jubileusz setnych urodzin pani Władysławy. Na przyjęciu urodzinowym było 84 gości, gdyż rodzina nadal utrzymuje ze sobą ścisłe kontakty, choć niektórzy porozjeżdżali się w dalsze strony. Nikt z rodzeństwa pani Władysławy już nie żyje. Ona sama cieszy się dobrym zdrowiem, choć nie ukrywa, że jeszcze przed osiemdziesiątką miała duże problemy zdrowotne, a konkretnie nowotwór - na szczęście niezłośliwy. Receptą Władysławy Brzezińskiej na długowieczność jest ruch na świeżym powietrzu. Do dzisiaj spaceruje codziennie przynajmniej po kilkanaście minut, chyba że pogoda całkiem nie pozwala. Nadal zajmuje się gotowaniem obiadów, głównie z uwagi na rodzinę w Szczecinie, z którą mieszka, a która na co dzień jest w pracy, więc obowiązki w domowej kuchni przejęła od nich. Sama żadnej diety nie utrzymuje. Jak mówi, je wszystko, ale w małych ilościach. Na śniadanie i kolację jest to tylko pół bułki, a nieco więcej zjada na obiad.
     Jubilatka lubi muzykę. Śpiewała i tańczyła również podczas swojej imprezy urodzinowej w Wolicach. Tutaj też odwiedził ją wójt Dąbrowy Biskupiej, od którego otrzymała w prezencie swój portret namalowany na podstawie fotografii. Od kiedy została emerytką, mniej więcej do 80. roku życia zajmowała się w domu haftowaniem. Sprezentowała swoim bliskim wiele obrusów i serwetek, które sama wyhaftowała. Od 20 lat jednak już się tym nie zajmuje, ale nawet nie dlatego, że ma większe problemy ze wzrokiem. Po prostu palce nie są już tak zręczne, jak kiedyś.
     Władysława Brzezińska każdego roku odwiedza Barcin i Złotowo, w tym gospodarstwo, w którym spędziła młodość. Pani Władysława doczekała się 8 wnuków i 11 prawnuków.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1017 (32/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości