Reklama

Woda z góry i z dołu

- Belka nad naszym sufitem wisi na włosku i lada moment po kolejnej ulewie się załamie i cały sufit spadnie nam na głowę. Jak pada, to nad sufitem aż wszystko trzeszczy. Między sufitem a dachem znajduje się kilkucentymetrowa pleśń, a sufit jest już wypukły i się zapada - mówi Danuta Nowak, pokazując na sufit w pokoju na poddaszu. - Sprzedać nie chcą, bo mówią, że gmina tego na razie nie planuje, remontów też nie chcą robić - dodaje jej córka. Mieszkańcy kamienicy przy ulicy Gnieźnieńskiej 18 w Żninie w ostatni weekend po raz kolejny dotkliwie odczuli skutki ulewy.

Henryk Sikorski pokazuje stan zalanej ściany na korytarzu prowadzącym do jego mieszkania fot. Bartosz Woźniak

     Katarzyna Nowak-Siejkowska w oficynie zabytkowej, secesyjnej kamienicy przy ulicy Gnieźnieńskiej 18 mieszka od 14 lipca ubiegłego roku. Lokal ma 49 m2, a mieszka w nim jeszcze jej mąż, czworo dzieci i matka.
     Niemal w rocznicę przeprowadzki, bo 7 lipca, Katarzyna Nowak wyszła za mąż. Przed ślubem jej mieszkanie zostało wymalowane. Niestety, czystym stanem ścian i sufitów rodzina nie cieszyła się długo. Obfite deszcze, które kilka razy przeszły w lipcu nad Żninem, spowodowały, że na sufitach i ścianach po raz kolejny pojawiły się plamy i zacieki, wskutek czego w mieszkaniu pojawia się wilgoć. - Belka nad naszym sufitem wisi na włosku i lada moment po kolejnej ulewie się załamie i cały sufit spadnie nam na głowę. Jak pada, to nad sufitem aż wszystko trzeszczy. Między sufitem a dachem znajduje się kilkucentymetrowa pleśń, a sufit jest już wypukły i się zapada - mówi matka Katarzyny Danuta Nowak, pokazując na sufit w pokoju na poddaszu. Dodaje zarazem, że gdy odkręciła lampę umieszczoną w regipsowej płycie, to przez otwór lała się woda.
     Wilgoć dostaje się do mieszkań nie tylko przez uszkodzony dach, ale także od strony piwnic i korytarzy, które także ulegają ciągłym zalaniom. - Kotłownia cała zalana aż węgiel pływa w wodzie. Piec od centralnego ogrzewania jest uszkodzony. Niewiele brakuje, abym wszystkich wysadziła. I jeszcze bojler jest dziurawy - pokazuje stan kotłowni Danuta Nowak. Twierdzi też, że podgrzewanie wody powoduje, iż wycieka ona z instalacji grzewczej, wskutek czego ściany robią się mokre. - A oni mi mówią, że wilgoć jest, bo nie ogrzewałam, a ja trzy tony węgla zużyłam - podkreśla Danuta Nowak.

Reklama

Danuta Nowak pokazuje zalany węgiel w kotłowni. W tle dziurawy bojler i piec. fot. Bartosz Woźniak

     - Dobrze, że zdążyliśmy chociaż ziemniaki z piwnicy przed ulewą przenieść, bo wszystko byłoby zalane. Jak mi kiedyś zalało piec, to nie kazali mi palić, ale jak nie palić, kiedy mam małego wnuka i musi być ciepło. Musiałem podmurować, żeby piec stał wyżej - dodaje mieszkający obok z rodziną Marek Piechowiak, który w niedzielę nie mógł wejść do piwnicy w normalnych butach. Stwierdza też, że cały problem z zalewaniem kotłowni i piwnic zaczyna się z drugiej strony budynku, gdzie podwórze nie jest do końca uporządkowane i leży na nim duża sterta gruzu. - Woda leje się stąd prosto do naszych piwnic przez tę pozostawioną dziurę przy budynku i przez drzwi, gdzie była kiedyś łazienka. Przez to mamy takie kłopoty - wyjaśnia. - Żebym musiał gumiaki zakładać, żeby wejść do piwnicy - stwierdza mieszkający w tej samej części budynku Henryk Sikorski.
     - Znam problem i uporządkujemy to. Będę jeszcze uzgadniał z panem Kowalczykiem, bo prace są tam niedokończone, a on planował coś w tym miejscu robić. Jeśli żadne prace nie będą tam prowadzone, to zasypiemy i zabetonujemy na jesień to miejsce, żeby woda nie ciekła do piwnic - zapewnia prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie Stanisław Wiciński.
     Z kolei o piecu obsługiwanym przez Danutę Nowak wypowiadał się już na naszych łamach mistrz kominiarski Józef Ganzera: - Trudny jest ten kocioł, jeśli chodzi o budowę. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby PGM inny piecyk zainstalował, mniej skomplikowany. Ja bym sobie z tym kotłem poradził, a pani Danucie Nowak często się on sadzą zawala. Ma kłopot. Sugerowałem w PGM, żeby zainstalowali jej inny piec. Teraz komin i piec jest drożny, bo przeczyściliśmy, ale piec miał awarię przy nas ostatnio. Dzieje się coś z elektryką. Kazałem jej więc tylko przepalać. Do tego pieca musiałby zajrzeć elektryk.
     - Ciepłą wodę każdy musi sobie zapewnić indywidualnie. Jeśli zakupią bojler, to my założymy nową instalację - stwierdza Stanisław Wiciński. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nowe urządzenia do centralnego ogrzewania, czyli piec i zbiornik wyrównawczy, będą założone jeszcze w sierpniu, jeśli mieszkańcy zakupią nowy bojler. Decyzja w tej sprawie miała zapaść w Urzędzie Miejskim w Żninie, choć informacji tej nie potwierdził burmistrz Leszek Jakubowski. - Ja nic o tym nie wiem - powiedział.
     Danuta Nowak jest już na granicy wytrzymałości nerwowej z powodu istniejącej w ich mieszkaniu sytuacji. - Przyznaję, że przestałam płacić i nie będę płacić za takie warunki. Już tego wszystkiego nie można dłużej wytrzymać. Mam dosyć wydatków na leki dla wnuków - stwierdza zdenerwowana. - Sprzedać nie chcą, bo mówią, że gmina tego na razie nie planuje, a remontów też nie chcą robić. Stale nam mówią, że mieszkający tu wcześniej pan Kalka nie zgłaszał usterek - podkreśla jej córka.
     Najgorsze, że panująca w budynku wilgoć ma, zdaniem mieszkańców, negatywny wpływ na instalację elektryczną. - W półtora tygodnia 6 żarówek się przepaliło. W pokoju do góry tylko jedna działa. Ja już nie mam pieniędzy na nowe - zaznacza Danuta Nowak. - Światła w korytarzu nie mam, bo było zwarcie i jest uszkodzona instalacja - dodaje Henryk Sikorski. - Przyjdzie zwarcie, jak ktoś zapali światło, prąd przejdzie i tragedia gotowa - obawia się Marek Piechowiak, który z jednym z sąsiadów pomalował klatkę, jak się przeprowadził do budynku 14 lat temu. - Od tamtego czasu nic nie było tu robione. Całe kamienice remontują, a tu nie mają farby, żeby pomalować klatkę. Niech nam dadzą farbę, to sami pomalujemy, bo człowiek się wstydzi zapraszać kogoś do domu - podkreśla pokazując zawilgoconą ścianę i sufit w swojej kuchni. Zwraca też jednocześnie uwagę, że po pożarze sprzed kilku lat woda nie spływa rynną, tylko się z niej wylewa prosto na jego okna, bo rynny są zarośnięte i zapchane piaskiem.
     - Każdy by sobie zrobił remont, bo każdy chce mieć czysto w domu. Niech zrobią najpierw remont kapitalny dachu, bo jak sobie zrobię w domu, to za chwilę znowu mi poleci po ścianach - zaznacza Henryk Sikorski, pokazując na ścianę korytarza prowadzącego po schodach do jego mieszkania, gdzie ciągle leje się woda aż ściana jest czarna od wilgoci. - Robili komin i zostawili nie otynkowaną ścianę. Jak to wygląda? - pyta retorycznie. - Jak robili dach, to poprosiłem, żeby mi też zrobili papą, bo inaczej by mi jeszcze bardziej leciało. A tu płyty przybili i myślą, że to się utrzyma - dodaje pokazując na sufit korytarza.
     Z kolei z sufitu na klatce schodowej, prawdopodobnie wskutek wilgoci, odłamał się już duży kawałek tynku, a zaraz obok widać dużą plamę, która jest sygnałem dla mieszkańców, że też może się tam coś oderwać.
     Fatalne warunki mieszkaniowe spowodowały, iż Katarzyna Nowak--Siejkowska 24 lipca skierowała do burmistrza pismo, w którym m.in. czytamy: mam 49 m2, na których mieszka 7 osób. Po drugie ze ścian ścieka woda, jest wilgoć, która szkodzi dzieciom, jest popsuty piec od centralnego (...) Dzieci często wymiotują. Bardzo często mają ataki astmy. Dlatego proszę Pana o zamianę mieszkania na większe. Lokatorka wyraża też w piśmie pretensje, że nie otrzymała zgody na remont mieszkania ze strony zarządcy budynku, którym jest prezes Stanisław Wiciński.
     - Tam utworzyła się wspólnota, bo część mieszkań została wykupiona na własność. Jak chcą, to niech remontują. Gmina nie może się w to wtrącać, bo to wspólnota decyduje. Część z nich nie płaci, a ciągle się czegoś domagają. To są dla nas trudne tematy - wyjaśnia burmistrz Leszek Jakubowski.
     - Poszycie dachowe nad panią Nowak zostało dzisiaj do końca zrobione [rozmawialiśmy we wtorek - przypis bw] i nie powinno już tam być żadnych problemów. Zresztą nie sądzę, żeby to ciekło przez dach. Podejrzewam, że zalanie mogło powstać od awarii naczynia zbiorczego, które znajduje się akurat w tym miejscu - podkreśla Stanisław Wiciński, dodając, że część remontów została już zlecona firmie budowlanej Stanisława Ziółkowskiego.
     - Wspólnota nie ma pieniędzy na poważny remont dachu, ale sukcesywnie będziemy wykonywać prace polepszające stan poszycia dachowego - zaznacza prezes PGM.
     - Naszą rolą, wynikającą z ustawy o prawie budowlanym, jest sprawdzenie dokumentacji, czy przegląd budynku był przeprowadzony w odpowiednim czasie i czy dokonywali go ludzie z odpowiednimi uprawnieniami. Wiem, że kontrole tego budynku były przeprowadzane i widocznie nie grozi tam żadna katastrofa, skoro ludzie tam mieszkają. Nie mogę się jednak szczegółowo wypowiadać, bo nie ja kontrolowałem budynek. Za jego utrzymanie w należytym stanie odpowiada zarządca - wyjaśnia Andrzej Zaroda z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Żninie.

Reklama

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1068 (31/2012)

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/06/2025 13:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości