Współczesna wigilia na Pałukach
W
większości pałuckich domów wieczerza wigilijna wygląda podobnie. Zawsze
pojawiają się ryby w różnej postaci, groch, kapusta, potrawy z makiem,
suszone owoce, pierniki. Zawsze stół nakryty jest białym obrusem, a pod
nim znajduje się siano. Często na stole stoi płonąca świeca.
W domu rodzinnym państwa Wituckich w Brudzyniu do dzisiaj kultywowane są tradycje wigilijne.
Gospodyni zastawia stół na tyle osób, ile będzie na wieczerzy oraz stawia jedno dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. Z boku stołu ustawiana jest duża miska, w niej połamany opłatek dla krów. Pod stołem karton z sianem. Po ukazaniu się pierwszej gwiazdki wszyscy stoją przy stole. Gospodarz czyta ewangelię Św. Łukasza "Narodziny Jezusa Chrystusa". Gospodyni podaje opłatek najpierw gospodarzowi życząc, aby darzyło się w domu, oborze i komorze. Wszyscy składają sobie życzenia łamiąc się opłatkiem.
Kolacja wigilijna składa się z 12 potraw. Z każdej odkłada się po 3 łyżki do stojącej obok miski. Oznacza to trzy wyrazy: "Narodził się Pan".
Pierwszą potrawą wigilijną jest zupa z suszonych owoców ze śmietaną. Przygotowuje się tradycyjnego karpia smażonego na maśle, z rodzynkami, w galarecie, po żydowsku i po grecku.
W różnej postaci podawany jest śledź - w śmietanie, w białym winie, w oleju, w occie i po polsku. Na stole musi być kapusta z grzybami i groch tarty. Zwyczaj nakazuje, że jedną łyżkę grochu rzuca się do sufitu i jeśli się przyklei będzie dobry urodzaj.
Przygotowane są ponadto sos grzybowy, ziemniaki, marchew z groszkiem, kluski z makiem, z rodzynkami, miodem i migdałami. Dużą białą fasolę ze słodką kapustą spożywa się, aby domowników ominęły wrzody. Zestaw wigilijny uzupełnia chleb, a po kolacji kompot ze śliwek. Przed udaniem się na pasterkę dobrze zrobi prawdziwa kawa.
Czas między kolacją a pasterką wypełniają kolędy i rozdawanie upominków złożonych pod choinką. Rano w dzień Bożego Narodzenia gospodarze idą do obory i na czyste koryta podają siano i każdej krowie po 3 łyżki wcześniej odłożonych do miski potraw. Tradycja stąd, że "Pan Jezus na sianie w żłobie leżał". Inne zwierzęta potraw wigilijnych nie otrzymują.
O nieco innej wieczerzy wigilijnej opowiedziała żona rolnika z Juncewa
W moim domu wigilia ma charakter tradycyjny. Tradycja, to rzecz święta - ja i mąż jesteśmy rodowitymi Pałuczaninami. Na wigilię zjeżdża do nas rodzina męża rozproszona po Polsce - dom, w którym gospodarzę jest dla nich domem rodzinnym, domem lat dzieciństwa i młodości.
W dzień wigilijny od rana ubierana jest przez synów choinka. Mąż oprzęty zaczyna wcześniej i przynosi do domu wiązkę siana, którą kładzie pod wigilijny stół. Natomiast ja przygotowuję razem z teściową wigilijne potrawy.
W ten wigilijny dzień obowiązuje post ścisły. Głównym posiłkiem jest kolacja wigilijna.
Stół jest nakryty białym obrusem i położone są tylko łyżki. Jedna dodatkowa dla obcego.
Około 17:00, kiedy zabłyśnie na niebie pierwsza gwiazdka, rodzina przystępuje do wieczerzy. Przed spożywaniem jest dzielenie opłatkiem (według starszeństwa), składanie życzeń i modlitwa.
Na wieczerzę wigilijną składają się cztery podania (taka była w moim i męża domu tradycja).
I podanie
Na dwóch głębokich talerzach podany jest kwas z kiszonej kapusty z grzybami i makaronem własnego wyrobu oraz gotowany groch na sypko. Każdy swoją łyżką z tych dwu talerzy spożywa potrawy. Jest to oczywiście spożywanie symboliczne, nie chodzi o najedzenie się.
II podanie
Na stół stawia się też dwa głębokie talerze - w jednym jest zupa owocowa z wiśni, a w drugim ryż z rodzynkami. Spożywa się jak w I podaniu.
III podanie
Na stół stawia się kolejne dwa głębokie talerze - w jednym są kluski z makiem, a w drugim gotowana kapusta kiszona z grzybami okroszona roztopionym masłem. Uczestnicy wieczerzy wigilijnej łyżkami spożywają, jak w poprzednich dwóch podaniach.
Po tych trzech podaniach na stół rozkładane są talerze dla każdego oddzielnie plus jeden talerz dla obcego. Na stół stawiane są ryby spożywane z chlebem: smażony karp na ciepło, karp w galarecie, śledzie w oleju.
W wigilię spożywa się słodycze, orzechy, owoce. Z ciast na wigilię obowiązkowo są pierniki i makowiec. Innych ciast, które na święta są upieczone, w dzień wigilijny nie spożywa się.
Około 19:00 przychodzi gwiazdor i przynosi prezenty. Potem jest rodzinne śpiewanie kolęd.
Na 24:00 dorośli jadą samochodem na tradycyjną pasterkę. Po pasterce, nad ranem gospodarz zanosi bydłu siano, które było pod stołem wigilijnym oraz pozostałości wigilijnych dań (bez resztek rybnych).
A tak wygląda współczesna wigilia w domu uczennicy Liceum Ogólnokształcącego w Kcyni:
W dzień wigilijny ojciec wspólnie ze mną i moim rodzeństwem ubiera choinkę, a przy tym śpiewamy kolędy. Mama z babcią gotuje 12 potraw, gdyż tylu było apostołów. Są to: makaron z grzybami, kapusta z grzybami, zupa rybna z karpia, karp gotowany, karp smażony, pstrąg w galarecie, chleb, pierogi z kapustą i z grzybami, kompot z suszonych śliwek, sos grzybowy z makaronem, ryba po grecku, barszcz z uszkami.
Na stole i drzwiach umieszczone są stroiki. Pod obrus kładzione jest trochę siana (ma oznaczać, że Jezus urodził się w stajence), pod talerzami umieszcza się łuski od karpia (mają symbolizować dobrobyt).
Kolacja wigilijna planowana jest na 1600. Potrawy umieszcza się na stole i czeka na pierwszą gwiazdę. Po jej ukazaniu każdy staje obok swego miejsca przy stole. Ojciec mówi, co zrobiliśmy w ciągu roku, co zamierzamy na przyszłość. Łamiemy się opłatkiem i składamy życzenia. Spożywając kolację trzeba spróbować każdą potrawę. Jeśli się czegoś nie posmakuje, to będzie znaczyło brak szczęścia w życiu. Około 19:00 przychodzi gwiazdor z prezentami. Kiedyś śpiewano kolędy przy choince, dziś ogląda się telewizję. Przed 24:00 idziemy na pasterkę.
Zofia Morawska z Żurawi powiedziała nam, że w ich domu utrzymana jest wigilijna tradycja dziadków, którzy mieszkali w Wilnie.
Kontynuują tę tradycję rodzice. W Wilnie tradycyjnymi wigilijnymi potrawami był barszcz z uszkami oraz śliżyki z makiem. Jadło się też karpia, bigos, śledzie w occie, śledzie w pomidorach.
Tradycja - jak widać - jest bardzo zróżnicowana, a po analizie potraw można by zapewne dojść historii niejednej rodziny. Wpływ tradycji z innych regionów Polski zaznaczył się na Pałukach dwukrotnie.
Pierwszy raz - po pierwszej wojnie światowej, kiedy osiedliło się na naszych terenach wiele rodzin z Galicji - wiele rodzin przenosiło się wtedy z przeludnionych terenów podgórskich do żyznej Wielkopolski, w której do kupienia były niedrogie poniemieckie gospodarstwa.
Druga fala osadnicza to uchodźcy zza Buga, których wielu osiedliło się w naszym regionie, gdyż w zamian za pozostawione na wschodzie mienie otrzymywali tu mieszkania i gospodarstwa po Niemcach.
Stąd w wielu domach - zarówno miejskich, jak i wiejskich - pierwszym daniem wigilijnym jest czerwony barszcz z uszkami. Potrawa ta - jak pierogi z kapustą oraz gołąbki - podawana jest zwłaszcza w rodzinach przybyłych z kresów wschodnich.
Są też gospodynie, które jako pierwsze danie podają zupę rybną lub grzybową. Nie ma jednak stołu wigilijnego, na którym zabrakło by karpia i grochu z kapustą. Do potraw przyrządzanych na byłych terenach wschodnich należy kutia. Jest to ugotowana na miękko pszenica z dodatkiem parzonego maku oraz miodu, rodzynek i olejków zapachowych. należy ona już do rzadkości.
Czesław Czuliński
Józef Marosz
Wigilia Bożego Narodzenia była wielką uroczystością. Dnia tego jednakowy po całej może Polsce był obiad. Trzy zupy, migdałowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybami i śledziem, kucja dla służących, krążki z chrzanem, karp do podlewy, szczupak z szafranem, placuszki z makiem i miodem, okonie z posiekanymi jajami i oliwą. Obrus koniecznie zasłany być musiał na sianie, w czterech kątach izby jadalnej stały cztery snopy jakiegoś niemłoconego zboża. Niecierpliwie czekano pierwszej gwiazdki, gdy ta zajaśniała, zbierali się goście i dzieci, rodzice wychodzili z opłatkiem na talerzu, a każdy z obecnych, biorąc opłatek obchodził wszystkich zebranych i łamiąc go powtarzał: bodajbyśmy na przyszły rok łamali go ze sobą.
Tak opisywał polską wigilię w swych pamiętnikach J.U. Niemcewicz. Trochę dziwne wydają się nam potrawy opisane w powyższym fragmencie. Są tu jednak wszystkie produkty mające symboliczne znaczenie - miód, mak, grzyby, orzechy, suszone owoce. Tych samych przecież używamy do dzisiaj.
Kolacja nie zaczyna się o przypadkowej porze. Dopiero znak z niebios - pierwsza gwiazda - upoważnia do zasiądnięcia do uroczystej wieczerzy. Rozpoczyna ją łamanie się opłatkiem. Gest ten przypomina zupełnie inną wieczerzę. Nie wiadomo, jakimi kolejami losu został opłatek przeniesiony z Chrystusowej ostatniej wieczerzy do uroczystej kolacji poprzedzającej Dzień Narodzenia. Pozostał nadal gestem łamania chleba przypisanym niegdyś Bogu, a przekazanym ludziom.
Ta uroczysta kolacja przebiega w podniosłym, poważnym nastroju. Rozmowy powinny dotyczyć spraw doniosłych, dziejów rodziny, wspomnień o tych, którzy już odeszli.
Bardzo często przy stole pozostawia się wolne miejsce, wolne nakrycie, nieprzeznaczone dla nikogo potrawy.
Wspólne spożywanie wieczerzy łączy ludzi, jest darem. Tworzy niepowtarzalną więź wspólnoty, przyjaźni i dobrych życzeń.
Beata Turek
Wigilia naszych przodków
Na Pałukach w wiejskim chłopskim domu wieczerza wigilijna była skromna. Przygotowano bowiem kaszę jęczmienną (pęczak), groch gotowany razem z kapustą, kluski z makiem, ziemniaki w mundurkach, barszcz z buraków, zupę grzybową. Były też karpie pieczone, śledzie w occie i oleju oraz kompot z suszonych owoców i makowiec. Przysmak dla dzieci stanowiły bułka z makiem, orzechy, lukrowane pierniki.
Wyrobnicy i komornicy nie kupowali ryb, były dla nich za drogie.
W Wigilię jedzenie było ograniczone ze względu na post. Z reguły rano siadano do skromnego śniadania. Na Pałukach w niektórych wiejskich domach był tzw. kapłon, czyli podrobiony chleb zalany przegotowaną wodą, posoloną i omaszczoną olejem. Gdy zaś zabłysnęła pierwsza gwiazdka zasiadano do wieczerzy.
W bogatych domach było 13 lub 14 potraw. We wsi Ostatkowska Struga gospodynie robiły 12 potraw, bo Pan Jezus miał 12 apostołów, a inne 11 potraw dlatego, że jeden z apostołów odszedł.
Na dworach pałuckich stół wigilijny był obficie zastawiony. Po wieczerzy wigilijnej nastawł czas radości, śpiewano kolędy i czekano na kolędników. Z reguły zjawiali się niezawodnie.
W Wigilię pamiętano o zwierzętach. Dzielono się z nimi specjalnym różowym opłatkiem i strawą z wigilijnego stołu.
Wigilia była zawsze dniem półświątecznym. Na Pałukach wstrzymywano się więc od wszelkich prac gospodarczych, nie handlowano, nie robiono interesów, a wszystkie prace w domu i obejściu należało wykonać wcześniej.
Józef Marosz
Przedwojenne Wigilie
Słuchając wspomnień sprzed wielu lat często dochodzimy do wniosku, że niewiele zmieniło się w sposobie obchodzenia najbardziej rodzinnych świąt. I na tym polega ich urok.
Stanisława Zmudzińska (lat 74) z Kcyni opowiedziała nam, że kilkadziesiąt lat temu mimo biedy, jaka w tamtych czasach panowała, każdy starał się, aby właśnie ten jeden dzień w roku był piękny.
W przeddzień Wigilii dzieciaki ubierały choinkę, którą ojciec przywoził z lasu. W dzień Wigilii każdy miał przydzielone obowiązki - ojciec z braćmi sprzątali, matka przygotowywała potrawy. Wieczorem oczekiwano na pierwszą gwiazdkę, a następnie siadano do wigilijnego stołu.
Stół był nakryty białym obrusem, na środku stała świeczka. Obok leżał opłatek. Było osiem dań: kapusta z grochem, pierogi z kapustą i grzybami oraz owocami, zupa rybna, karp smażony, śledzie w śmietanie, pierogi z makiem oraz zupa ze suszonych śliwek.
Przed rozpoczęciem kolacji dzielono się opłatkiem. Po kolacji przychodził gwiazdor z prezentami, które w tamtych czasach były bardzo drobne. Jednak każdy się cieszył. Potem cala rodzina zbierała się przy choine i śpiewano kolędy. Dorośli szli na pasterkę
wysłuchał Józef Marosz
Pałuki nr 200 (51/1995)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze