Reklama

Wyciągnąć wnioski

Po kilku tygodniach od nawałnicy przyszedł czas na podsumowania i pierwsze refleksje, czy zrobiono wszystko jak należy. Tego typu wątpliwości pojawiły się podczas sesji Rady Miejskiej w Barcinie, która odbyła się 30 sierpnia.

     W gminie Barcin wskutek nawałnicy z 11 sierpnia uszkodzonych zostało 49 dachów lub kominów domów mieszkalnych. Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Barcinie wydał 36 decyzji pozytywnych i wypłacił łącznie 77.000 zł, od 400 do 6.000 zł jednemu właścicielowi nieruchomości, przy czym najwyższy wymiar pomocy otrzymało pięciu właścicieli. Druga transza, którą gmina otrzymała do rozdysponowania, wyniosła ponad 31.000 zł. Pierwsze wypłaty dla poszkodowanych nastąpiły 22 sierpnia. Odbyło się pięć spotkań gminnego zespołu zarządzania kryzysowego, od 14 do 23 sierpnia.
     - W czwartek 17 sierpnia złożyły mi wizytę trzy mieszkanki Mamlicza i miały żal, że nikt do nich nie dotarł ze wzorem wniosku o 6.000 zł, bo usłyszały w telewizji, że każdej rodzinie poszkodowanej te 6.000 zł się należy - mówiła wiceburmistrz Barcina Lidia Kowal. - Nie można było dać wszystkim po 6.000 zł. Pomoc przeznaczona jest na remont lub odbudowę budynku mieszkalnego, który został zniszczony w czasie klęski. Budynek musiał być zamieszkany w dniu poprzedzającym zdarzenie. Kwota udzielonej pomocy nie może przekroczyć wysokości szkód wyrządzonych zdarzeniem klęskowym. Myślę, że to są istotne informacje.
     Inne zgłoszenia dotyczyły szkód w budynkach gospodarczych. Zgłoszono 33 takie budynki, a uszkodzeniu w nich uległy głównie dachy. Ucierpiało 16 budynków inwentarskich, 16 stodół, 13 garaży, a oprócz tego płoty, bramy, tunele i szklarnie. Składano też wnioski dotyczące strat w uprawach kukurydzy. Największy problem dotyczył braku prądu.
     - Wielu było zbulwersowanych, bardzo przeżywających brak energii elektrycznej - mówiła wiceburmistrz.
     - Dzwoniliśmy. Dzwoniłam ja, dzwonił pan sekretarz i pracownicy. Odpowiedzi były proste, że skala zniszczeń jest tak ogromna, że w Barcinie tylko dwie ekipy mogły cokolwiek robić.
     Gmina poniosła straty we własności komunalnej. Oszacowano je na 127.000 zł. Uszkodzone zostały niektóre drogi, zniszczone wiaty i ogrodzenie szkoły w Mamliczu. Uszkodzony został dach na budynku BOSiR oraz wiata dla trenerów i zawodników rezerwowych na stadionie. Uszkodzony został również monitoring wizyjny.
     Paliwo i sprzęt Ochotniczej Straży Pożarnej, a także dyżury strażaków będą kosztowały około 100.000 zł.
     - Można by dyskutować, jaka jest rola Ochotniczej Straży Pożarnej - powiedziała wiceburmistrz Barcina. - Kiedy byłam na naradzie sztabu kryzysowego u starosty, usłyszałam jednoznacznie od komendanta Państwowej Straży Pożarnej, że Ochotnicze Straże Pożarne są również pod komendą i w takich zdarzeniach losowych, to powiatowy komendant straży pożarnej ma władzę nad ochotniczą. Wiemy, co się zdarzyło w tamtym rejonie. Wiemy, że S5 była nieprzejezdna i nasza straż w tym pomagała. Strażacy nie spali trzy dni, pracowali w całym powiecie do upadłego. Właściwie nie chcę dziękować, ponieważ wszyscy wykonywali swoje obowiązki i swoje zadania.
     Burmistrz Michał Pęziak poinformował, że prezydent Bydgoszczy w ramach metropolii bydgoskiej zadysponował z budżetu miasta 400.000 zł wsparcia dla samorządów. Uznał, że to nie jest wielka kwota, a skoro są samorządy znacznie bardzo dotknięte klęską żywiołową, to Barcin o te pieniądze nie będzie się ubiegał.
     Radny Witold Antosik skrytykował fakt, że zespół zarządzania kryzysowego w gminie spotkał się dopiero dwie doby po nawałnicy. Podkreślał, że skoro jest kryzys, to nie powinno być tak, że w sobotę i w niedzielę nic się nie dzieje, a obywatel musi radzić sobie sam. Pytał, jak w przyszłości władze zamierzają reagować w podobnych sytuacjach.
     - Nie można się było w żaden sposób dodzwonić do „Enei“, bo tam automatyczna sekretarka przez całe dwa dni informowała, że nie ma prądu, tam nikt nie odbierał telefonu - zauważył radny i podkreślił, że ci, którzy przez tydzień nie mieli prądu, nie mieli skąd zaczerpnąć jakichkolwiek informacji. Pytał też, czy gmina posiada dodatkowe agregaty prądotwórcze czy większe płachty plandek, które mieszkaniec mógłby w podobnej sytuacji wypożyczyć.
     Wiceburmistrz Lidia Kowal zaznaczyła, że nie zaobserwowała strat, które wiązałyby się z koniecznością alarmowania burmistrza Michała Pęziaka, który w tym czasie był na urlopie. Nie uznała też za konieczne zwoływanie na sobotę po nawałnicy gminnego zespołu zarządzania kryzysowego. Podkreśliła, że nikt jej nie poinformował o tym, że jest jakiś większy problem. Dane na temat szkód zbierane były od sołtysów. Wiceburmistrz jednocześnie poinformowała, że gmina dysponuje czterema plandekami, które wydane były straży miejskiej. Dokupiono dziesięć kolejnych, żeby mieć zabezpieczenie na przyszłość. Jeśli chodzi o agregaty, to na wyposażeniu gminy nie ma mobilnych agregatów.
     - Chociaż w czasie rozmów, między innymi z panem burmistrzem Łabiszyna, który powiedział, że on się nosi z zamiarem kupna małego agregatu nawet prywatnie, myślę, że to nie jest głupi pomysł - stwierdziła Lidia Kowal i zapewniła, że burmistrz Barcina zastanowi się nad tym. - Panie radny, ja się niejedną noc zastanawiałam, co można jeszcze było zrobić. Jechać do tych ludzi, czy nie jechać? Jechać, paradować, udawać, obiecywać, nie wiedząc, gdzie pieniądze? Tam pojechały służby najwłaściwsze, które udzielały pomocy.
     Wiceburmistrz zauważyła, że wiele zgłoszeń jest naciąganych i dotyczą zdarzeń sprzed nawałnicy lub dotyczą nieruchomości będących w takim stanie, że mogłyby zostać zniszczone przez mniejszą wichurę. Uznała, że trzeba się zastanowić nad systemem ostrzegania. - Po wszystkim zbierzemy się, zastanowimy i na pewno udoskonalimy to, co robimy - zapewniła wiceburmistrz Lidia Kowal.
     Radny Henryk Popławski zapytał radnych, kto z nich był w sobotę rano w terenie i pytał mieszkańców, co się u nich wydarzyło. Pytał, czy radni, którzy krytykują burmistrza, rząd i sztab kryzysowy, nie mają sobie nic do zarzucenia. Zasugerował, żeby zastanowić się nad tym, co zrobić, żeby podobnych sytuacji w przyszłości uniknąć i żeby podejmować działania pomocowe w momentach krytycznych.
     Z kolei burmistrz Michał Pęziak zachęcał do instalowania na swoich telefonach komórkowych bezpłatnej aplikacji RSO, czyli Regionalnego Systemu Ostrzegania, która uprzedzałaby przed niekorzystnymi zjawiskami atmosferycznymi.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1334 (36/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości