Biskupin, wykopaliska, pracownik, Ludwik Najrzał
Wykopaliska wspomnień
Ludwik Najrzał był w Biskupinie ostatni raz ponad 10 lat temu. Gdy usłyszał, że pracuje tam około 50 ludzi zadał pytanie - W jakim kierunku teraz kopią? Gdy powiedziano mu, że od 30 lat nie kopie się w Biskupinie, ze zdziwieniem zapytał - To co tylu ludzi tam teraz robi?
Ludwik Najrzał pokazuje pamiątkowe zdjęcie sprzed wojny fot. Mariusz Kazik Od 17 do 18 października w Biskupinie odbywać się będą uroczystości z okazji 70. rocznicy jego odkrycia. Już dzisiaj prowadzone są poszukiwania ludzi, którzy pracowali w pierwszych archeologicznych sezonach w Biskupinie.
Październikowe uroczystości będą poświęcone badaczom archeologii i przedstawicielom innych nauk, którzy pracowali od 1934 do 1942 roku w Biskupinie oraz ludziom, którzy jako pierwsi pracowali w pierwszych sezonach archeologicznych w Biskupinie. O tych ludziach i ich pracy będą mówili najbardziej znani archeolodzy i przyrodnicy. Częstokroć będą to ich uczniowie.
Temu wydarzeniu towarzyszyć będzie wystawa fotograficzna, obrazująca początki prac na półwyspie biskupińskim. Zostanie również zaprezentowany film dokumentalny pt. Kraj mojej Matki, w którym zawarte są fragmenty o Biskupinie.
Pracownicy Muzeum w Biskupinie, Mariusz Kazik i Szymon Nowaczyk dotarli do żyjącego i mieszkającego od 1950 roku w Bydgoszczy Ludwika Najrzała, który na biskupińskich wykopaliskach pracował w latach 1934-1936. Spotkaniu towarzyszył jego bratanek Stefan Najrzał. Ludwik Najrzał pochodzi z Gąsawy, gdzie urodził się w 1917 roku. Ojcu, który był listonoszem pan Ludwik często pomagał w pracy. To właśnie od ojca, który znał Walentego Szwajcera, dowiedział się, że potrzebni są ludzie do pracy w biskupińskich wykopaliskach. Było to wiosną 1934 roku. Jak wspomina Ludwik Najrzał nie była to ciężka praca, nie gonili ich, lecz wymagali, aby wykonano ją dokładnie. Nad przebiegiem prac czuwali profesorowie: Józef Kostrzewski i Zdzisław Rajewski. Pan Ludwik stwierdził w czasie rozmowy, że bardzo się zdziwił gdy usłyszał, że w pracach w tych latach brało udział 250 robotników. - Jak to usłyszałem, wspomina, to zaraz wyciągnąłem fotografię i przeliczyłem. Było nas 25. Czy wszystkich pamięta? Nie wie, to tyle lat temu było. Próbuje wymieniać nazwiska tych z fotografii i tych, którzy nadzorowali prace.
- Razem ze mną - mówi - pracowali Józef Komorowski z Wenecji, Roman Gramza, Świątek, Kazimierz Wiśniewski z Gąsawy, dwóch Pichłaczów z Podgórzyna, Alojzy i Marian Jagodzińscy jako cieśle, Franciszek Maciejewski był zaopatrzeniowcem i kucharzem. Był też Kazimierz Maciejewski, którego nazywaliśmy Berlińczykiem. Stanisław Łuczak jako fotograf, Jan Żurek, Turczynowicz. Był też i drugi fotograf na którego mówiliśmy Max. Był to Polak z Niemiec i nazywał się Wojciech Koczka. Od niego właśnie dostałem to grupowe zdjęcie.
Ostatni raz w Biskupinie Ludwik Najrzał był ponad 10 lat temu. Z zaciekawieniem wysłuchał wieści z Biskupina, a gdy usłyszał, że pracuje tam około 50 ludzi to zadał pytanie - W jakim kierunku teraz kopią? Gdy powiedziano mu, że już od 30 lat nie kopie się w Biskupinie, to ze zdziwieniem zapytał - To co tylu ludzi tam teraz robi?
- Wtedy, wiosna i lato były ciepłymi porami roku, nie to co teraz. Każdy z nas miał łopatę, którą zdejmował wierzchnią warstwę ziemi, następnie siadał na małym stołeczku i już małą łopatką powoli odgarniało się ziemię. Mieliśmy też wiadra, do których wkładaliśmy to co znaleźliśmy. Gdy ktoś z nas natrafił na jakieś skorupy to zaraz podchodził Turczynowicz stawiał numerek i wszystko opisywał - wspomina Ludwik Najrzał.
Wydarzeniem, które głęboko zapadło w jego pamięć była wizyta Marszałka Rydza-Śmigłego. - Była to sobota - mówi - akurat mieliśmy przerwę i od strony Gąsawy na drodze pojawiło się pięć samochodów, które wznieciły tumany kurzu. Podjechały prosto do nas. Z jednego wyszedł Marszałek i przyszedł do nas. "Czołem chłopcy", powiedział. Jak my to usłyszeliśmy to odpowiedzieliśmy: "czołem panie Marszałku". Wtedy on zapytał: "To wy mnie znacie?" My odpowiedzieliśmy: "tak znamy". Marszałek przyjechał do Biskupina, ponieważ wybierał się do Bydgoszczy na zakończenie manewrów wojskowych. I chociaż powtarzał, że nie ma czasu, bardzo się spieszy i że będzie tylko pół godziny, został co najmniej dwie i pół godziny - wspomina Ludwik Najrzał - Oprowadziliśmy Marszałka po wykopach, były robione też zdjęcia z balonu. Później, dowiedzieliśmy się, że Marszałek przysłał na koszt państwa duży balon obserwacyjny Cepelin, który w Biskupinie był chyba dwa tygodnie. Wtedy, był to też dzień wypłaty, bo w każdą sobotę dostawaliśmy pieniądze i pan Marszałek każdemu z nas kazał dać po dwie paczki dobrych papierosów. Ja pracowałem przy wykopach do 36 roku, później już nie, bo dostałem stałą pracę jako listonosz i jeździłem do Żnina.
- W czasie wojny - mówi pan Ludwik - Niemcy raczej tylko doglądali wykopalisk a później je zasypali piaskiem, który wozili przez trzy miesiące z góry przy Świętym Jeziorze. Prawie pół tej góry zwieźli. Gdybym wiedział wcześniej, że przyjedziecie, to bym poszukał i się przygotował.
Jacek Mielcarzewicz
Pałuki nr 585 (18/2003)
Wspomnienia Ludwika Najrzała
zostały spisane dzięki uprzejmości
Mariusza Kazika i Szymona Nowaczyka,
którzy udostępnili nagraną rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze