Janina Kubiak żąda przebudowania zatoczki autobusowej w taki sposób, żeby skarpa nie blokowała wjazdu do jej warsztatu fot. Karol Gapiński
Januszkowo, wjazd, kuźnia, zatoczka autobusowa
Wykuwa wjazd do zablokowanej kuźni
Jedną ze sztandarowych, ubiegłorocznych inwestycji powiatu żnińskiego była przebudowa drogi ze Żnina w kierunku Chomętowa. Zmodernizowana droga została m.in. zaopatrzona w Januszkowie w długie i głębokie zatoczki autobusowe. Tak głębokie, że jedna z nich zablokowała wjazd do prywatnej posesji jednej z mieszkanek. Ta walczy do dzisiaj o przebudowę tego wjazdu i choć urzędy negatywnie odpowiadają na jej wnioski, to kobieta nie poddaje się.
Była kuźnia w Januszkowie ma już ponad 70 lat. Od zawsze wjazd do jej wrót przebiegał bezpośrednio z drogi między Żninem a Chomętowem. Od 20 lat obiekt starej kuźni nie jest już wykorzystywany regularnie, a przynajmniej nie dla działalności komercyjnej. Przestał być, gdy zmarł Marian Kubiak, który pochodził z rodu mistrzów kowalstwa i kuźnię w Januszkowie odziedziczył po swoim tacie. Początkowo obiekt ten należał do gminy Żnin. W latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia pan Marian wykupił nieruchomość.
WARSZTAT ZAWIESZONY
Jakkolwiek kowal już nie żyje, to w budynku starej kuźni wciąż znajdują się maszyny do obróbki metalu i inne wyposażenie warsztatu. Wszystko to należy do wdowy po kowalskim mistrzu - Janiny Kubiak. Warsztat nie jest na co dzień wykorzystywany, ale np. zdarzało się, że w przeszłości syn pani Janiny naprawiał tam swój prywatny samochód. Warsztat jest do wykonywania tego typu prac dodatkowo przystosowany, gdyż w podłodze skonstruowany został kanał.
Od drogi Żnin - Chomętowo, która posiada status drogi powiatowej, do położonego kilka metrów dalej wjazdu do warsztatu był dogodny dostęp. Tak było do zeszłego roku, kiedy to droga powiatowa została zmodernizowana.
Po tej stronie drogi, gdzie znajduje się stara kuźnia, kilkanaście metrów dalej jest też wiata autobusowa. - Tą drogą bowiem jeździ jeden czy dwa autobusy liniowe do Chomętowa i dalej do Szubina i Bydgoszczy. Z wiaty korzystają pasażerowie czekający na autobus w jedną i drugą stronę - mówi Janina Kubiak.
ZATOCZKI JAK BOCZNICE DLA POCIĄGÓW
W związku z modernizacją drogi w zeszłym roku wykonane zostały po obydwu jej stronach rozległe, kilkudziesięciometrowe zatoczki autobusowe. Pani Janina uważa, że poza wszystkimi problemami, które to spowodowało dla niej, te zatoczki są po prostu za duże dla potrzeb sporadycznie przejeżdżających autobusów. Według kobiety, takiej długości i szerokości to mogłyby być bocznice kolejowe dla wagonów towarowych, a nie zatoczki dla autobusów na mało znaczącej w transporcie pasażerskim drodze. - Nawet wzdłuż ruchliwych dróg wojewódzkich czy krajowych nie ma tak wielkich zatoczek autobusowych, jak w Januszkowie. Na każdej z nich mogłyby stanąć jeden za drugim dwa, a może nawet trzy tiry. Poza tym zatoczki sięgają daleko w głąb działek wzdłuż drogi, w tym jedna z nich zajęła właśnie część działki, na której był wjazd do starej kuźni. Wybudowanie tej zatoczki wiązało się również z podniesieniem terenu sąsiadującego z wjazdem do warsztatu - przedstawia sprawę mieszkanka Januszkowa.
WJAZD ZABLOKOWANY
W efekcie powstała skarpa, która uniemożliwia tam wjazd. Dlatego w razie chęci skorzystania z warsztatu, a tym bardziej np. wywiezienia stamtąd maszyn, Janina Kubiak ma zablokowane wszystkie możliwości. Wrót do starej kuźni nawet nie można otworzyć na oścież w związku z usypaniem przed nimi skarpy. Wartość działki należącej do pani Kubiak poprzez zablokowanie wjazdu zatoczką znacznie spadła. Teraz nawet gdyby chciała ją sprzedać, to nikt za satysfakcjonującą kobietę kwotę nie kupiłby jej. Jak bowiem korzystać z posesji, do której nie można wejść?
Jesienią zeszłego roku Janina Kubiak od razu próbowała interweniować widząc, co się dzieje w związku z budową zatoczki. - Bezskutecznie, bo i tak zrobili, co chcieli. A ja się pytam, dlaczego przed rozpoczęciem inwestycji do mnie nie przyszli inwestorzy i nie spytali mnie o zgodę, jako właścicielkę? - zapytuje Janina Kubiak.
W związku z tym jeszcze jesienią ub.r. 73-latka z Januszkowa skierowała pismo w tej sprawie do burmistrza Żnina Leszka Jakubowskiego. Ten jednak odpowiedział, że droga jest powiatowa i administracyjnie zarządzana przez starostwo oraz Zarząd Dróg Powiatowych w Żninie z siedzibą w Podgórzynie. Burmistrz zatem polecił Janinie Kubiak tam dochodzić swoich racji.
Mieszkanka Januszkowa skierowała do zarządu w Podgórzynie pismo z prośbą o przebudowanie dojazdu do starej kuźni. Podkreślała, że dotychczas dojazd z szosy był, a po wybudowaniu zatoczki i to bez konsultacji z nią jako właścicielką, dojazdu już nie ma.
PRZEBUDOWY NIE BĘDZIE, KONSULTACJE BYŁY
Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Jacek Mazany odpowiedział, że wniosek o przebudowę dojazdu do warsztatu został zaopiniowany przez drogowców powiatowych negatywnie. Dyrektor tłumaczy, że droga na tym odcinku posiada klasę techniczną Z i kategorię ruchu KR 3.
(...) Włączenie się do takiej drogi powinno odbywać się, o ile taka możliwość istnieje, poprzez drogi niższej kategorii (gminne, wewnętrzne). Każdy dodatkowy zjazd z drogi powiatowej klasy technicznej Z stanowi dodatkowe źródło kolizji, a w konsekwencji wpływa na pogorszenie poziomu bezpieczeństwa ruchu drogowego i jego płynności.
Działka nr 183/1, na której zlokalizowany jest warsztat, ma możliwość włączenia komunikacyjnego przez drogę gminną - działka 147/2, - jak i bezpośrednio przez zjazd w 5.767 km drogi.
Zarząd Dróg Powiatowych nie ma obowiązku indywidualnego konsultowania projektu przebudowy drogi z wszystkimi właścicielami działek sąsiadujących z drogą. (...) - czytamy w uzasadnieniu odmowy przebudowy dojazdu do warsztatu. Jacek Mazany w tej niekorzystnej dla Janiny Kubiak odpowiedzi dodaje też, że informacja o przebudowie drogi była wysłana do sołtysa Januszkowa i od 25 listopada do 16 grudnia 2009 r. wisiała na tablicy ogłoszeń tego sołectwa. W terminie 21 dni od daty podania do publicznej wiadomości Janina Kubiak mogła się zapoznać, tak jak inne zainteresowane strony, z dokumentacją projektową i wnieść ewentualne uwagi. Indywidualnie inwestor nie musi informować o swoich planach.
ZATOCZKA NA JEJ DZIAŁCE
Janina Kubiak jednak nie uważa, że ta negatywna odpowiedź kończy sprawę: (...) to z Państwa winy nie mam dojazdu do warsztatu zlokalizowanego na działce 183/1 w Januszkowie. Zakupiona działka była z myślą prowadzenia działalności usługowej dla mieszkańców. W 1992 r. po śmierci mojego męża działalność została zawieszona. Nie znaczy to jednak, że wybudowana zatoczka przekreśla dalszą historię tego warsztatu (...) Działka nr 183/1, na której znajduje się warsztat, zakupiona przeze mnie i mojego nieżyjącego już męża w 1972 r. wytyczona została aż do drogi. Nikt jednak nie pofatygował się, żeby odszukać kamieni granicznych i sprawdzić, czy można na prywatnej działce zbudować zatoczkę autobusową. W akcie notarialnym nie ma zapisu, że jeśli będzie przebudowywana droga, to każdy ma prawo wybudować „coś” na mojej działce. Jeśli nie rozwiążecie tego problemu, który sami stworzyliście, skieruję sprawę do wyższych instancji - ostrzega zarząd dróg powiatowych Janina Kubiak. Jednocześnie kobieta ma też pretensje do burmistrza Żnina, że wydał on decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach dla budowy zatoczki na prywatnej działce obok drogi powiatowej.
Wyższą instancją, którą groziła zarządowi dróg powiatowych Janina Kubiak, był na razie Zarząd Powiatu w Żninie, do którego kobieta skierowała także pismo w tej sprawie. Ten polecił przygotować wyjaśnienia Jackowi Mazanemu. Dyrektor powtórzył w obszernych wyjaśnieniach argumenty, które wcześniej przedstawiał Janinie Kubiak: konsultacje społeczne na etapie wydawania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach były 3 lata wcześniej przeprowadzone; informacje o tym były wywieszone na tablicach ogłoszeń w Januszkowie i Wilczkowie, a także dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miejskiego w Żninie. Tamte konsultacje miały służyć uzyskaniu opinii mieszkańców, instytucji samorządowych i innych (jak np. sanepid, który też jest informowany o takich inwestycjach na etapie załatwiania formalności), tak żeby zastosować najlepsze rozwiązania przebudowy.
DZIAŁKA PRYWATNA CZY SKARBU PAŃSTWA?
Ponadto dyrektor Jacek Mazany wykluczył możliwość, że zatoczkę zbudowano na działce prywatnej. Dyrektor zapewnia, że zatoczka w Januszkowie została wybudowana w pasie drogowym działki 147/1, która stanowi własność Skarbu Państwa Mienie Powiatu Żnińskiego i znajduje się w zarządzie dróg powiatowych.
Kobieta jednak nadal się nie poddaje. Uważa, że została skrzywdzona. - Mam już dość. Zostaję odsyłana od Annasza do Kajfasza, a wszyscy umywają ręce. Starostwo wyjaśnia, że zatoczka została wybudowana w pasie drogowym. Tymczasem gołym okiem widać, że jest inaczej, a mianowicie wybudowano ją pod oknami i wrotami warsztatu na działce 183/1, która stanowi moją własność. Gołym też okiem widać, że na zabudowę zatoczki zabrano z mojej działki 1 metr ziemi. Zastanawiam się tylko, jak można oszukiwać ludzi. Dlaczego nikt nie przyjechał i nie porozmawiał ze mną jak z człowiekiem, choćby nawet o wykupie tego warsztatu ode mnie. Zamiast tego, bez mojej zgody i ustaleń wybudowano zatoczkę. Dlaczego wszystkie posesje sąsiadujące ze mną mają wjazdy z drogi powiatowej, a u mnie jest zatoczka? W Żninie przy ul. Wilczkowskiej, czyli wzdłuż tej samej drogi, jest zlokalizowany przystanek autobusowy i tam nie ma zatoczki, tylko chodnik i wjazd na posesję. Tak też było i tutaj przedtem, i tak powinno było zostać - żali się Janina Kubiak.
Urzędnicy gminy i powiatu podpowiadają jej również w korespondencji, że wjazd na jej posesję jest możliwy przez drogę gminną na działce 147/2. - Tylko, że to jest z drugiej strony i niby, jak ja mam to przebudowywać wszystko? Niby za co? Mam rentę 693,48 zł i żeby pan burmistrz nie miał wątpliwości, to załączyłam w korespondencji do niego odcinek z tejże renty - mówi kobieta.
FUKANIE ZAMIAST ROZMOWY
Janina Kubiak w zeszłym tygodniu po raz kolejny swoje argumenty sformułowała na piśmie w trzech egzemplarzach. Jeden wysłała do starosty Zbigniewa Jaszczuka, drugi do burmistrza Leszka Jakubowskiego, a trzeci do przewodniczącego Rady Miejskiej Lucjana Adamusa. Kobieta zapytuje retorycznie notabli, czy oni zgodziliby się na to, żeby ktoś wybudował zatoczkę autobusową na działce, która należy do nich od 40 lat? Tymczasem w Januszkowie są mieszkańcy - jak podkreśla Janina Kubiak - którym wykonane zostały podczas przebudowy drogi nawet dwa wjazdy na posesję, a jej zabrano ten, który miała. Dlatego teraz czuje się ona obywatelem drugiej kategorii. (...), nikt ze mną nie rozmawiał i nadal nikt nie rozmawia, a tylko wszyscy podnoszą głos i fukają. Jeśli nikt nie wyjaśni mi tej sprawy i nie będzie to z korzyścią dla mnie, to wówczas skieruję to do władz wojewódzkich i do telewizji (...) - zapowiedziała mieszkanka Januszkowa w listach do burmistrza, starosty i przewodniczącego Rady Miejskiej w Żninie, które skierowała do urzędów 22 stycznia.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1094 (5/2013)
Komentarz
Trzeba przejść do realu
Przypadek wybudowania zatoczki autobusowej w Januszkowie w taki sposób, że niemożliwy stał się wjazd do prywatnej posesji, to kolejny przykład na to, że do kontaktowania się władzy ze społeczeństwem nie wystarczy Internet lub wywieszki na tablicy ogłoszeń. Do podobnych wniosków skłania mnie też przykład konsultacji w sprawie strategii rozwoju Żnina. Na te konsultacje też zaproszono mieszkańców przez Internet i nie wyszło. Moim zdaniem informacja w sieci kierowana jest do wszystkich i jednocześnie do nikogo.
Sprawy, jakie ma do rozwiązania władza lokalna, bardzo często zahaczają o kilka problemów kilku konkretnych mieszkańców gminy. Inwestycje publiczne mają służyć ogółowi, ale ich realizacja, bardzo często stoi w sprzeczności z indywidualnym interesem.
Tak jest w opisywanej sprawie Janiny Kubiak z Januszkowa. Obowiązkiem władzy było się z nią skontaktować przed rozpoczęciem inwestycji. Ta komunikacja jednak nie powinna była się odbyć za pośrednictwem tablicy ogłoszeń we wsi i poprzez Biuletyn Informacji Publicznej w Internecie, tylko na spotkaniu urzędników i drogowców z mieszkańcami wsi w świecie realnym, na imienne zaproszenia. Nie wirtualnym.
Przepisy mogą sobie mówić, że wystarczy informowanie całej wsi o jakimś przedsięwzięciu poprzez wywieszkę na tablicy, czy też w internetowej witrynie. To, że w jakiejś sprawie postąpiono zgodnie z przepisami nie jest żadnym argumentem potwierdzającym to, że została ona załatwiona dobrze.
Zadaniem gminy jest skuteczne rozwiązywanie trudnych spraw a nie ich mnożenie. Postępowanie zgodne z przepisami jest minimalnym wymogiem powodzenia - i bardzo dobrze, że niezbędne procedury zostały spełnione. Ale to nie wszystko. Są w życiu takie sprawy, których bez osobistej rozmowy nie da się rozwiązać i odhaczyć jako prawidłowo załatwione. Dokładniej rzecz ujmując - można spróbować to zrobić: tak samo, jak uzyskać przez Internet poradę lekarską czy wejść w związek małżeński.
Jednak czy posługiwanie się w takim przypadku ogólnoświatową siecią komputerową przyniesie nam zadowolenie i pomyślność - szczerze wątpię.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1094 (5/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze