Reklama

Wyłudzenia na raty

Kredytobiorca za firanką
     Wyłudzenia na raty
     Stanisław Pogiel, przedsiębiorca z Łabiszyna, padł ofiarą wyłudzenia. Jego straty przekroczyły 18.000 zł. Podejrzani pochodzą z gminy Barcin. Sprawę bada policja, a oszukany ma nadzieję, że uda się wyegzekwować dług.

Stanisław Pogiel prowadzi firmę handlową „Domena” od 1994 r. i wcześniej padł już ofiarą serii kradzieży z włamaniem do sklepu RTV i AGD. W ostatnich miesiącach pierwszy raz miał do czynienia z wyłudzeniem. Podejrzani posłużyli się m.in. sfałszowanymi dokumentami poświadczającymi nieprawdę. Stanisław Pogiel zastanawia się, jakie kroki przedsięwziąć, aby w przyszłości jego sklep nie padał już ofiarą tego typu przestępstw. 
                   fot. Karol Gapiński

     Mieszkaniec Łabiszyna i jednocześnie radny Rady Powiatu w Żninie Stanisław Pogiel działa w branży handlowej. W jednym ze swoich sklepów w Łabiszynie zajmuje się sprzedażą artykułów RTV i AGD. Podkreśla, że prowadząc działalność gospodarczą dba o to, żeby obroty w sklepach były duże. Stąd różnego rodzaju udogodnienia dla klientów, które mają ich przyciągnąć do konkretnego sklepu. Jedną z takich propozycji, które Stanisław Pogiel stosuje,  są kredyty kupieckie. Część artykułów sprzedawanych w Domenie, czyli firmie łabiszynianina, jest dość droga i klienta i nie zawsze stać, aby kupić ten towar za gotówkę. Dlatego firma może np. zgodzić się na udzielenie kredytu kupieckiego klientowi. Wówczas nabywca podpisuje umowę nie z bankiem, a bezpośrednio z firmą na zakup towaru w systemie ratalnym. Firma sprawdza wiarygodność kredytową klienta na podstawie przedstawionych zaświadczeń i decyduje się - bądź nie - na udzielenie takiego kredytu.
      UMOWY NA PODSTAWIE RENT
      Pewnego dnia we wrześniu ub.r. w sklepie RTV AGD Domena w Łabiszynie zjawiło się dwoje nieznanych wcześniej właścicielowi firmy ludzi w średnim wieku. Byli to Krzysztof H. oraz jego żona Ewa T.-H. - Rozmawiał ze mną przede wszystkim ten pan. Powiedział, że mieszkają w Barcinie, a on prowadzi działalność gospodarczą, zaś żona jest na rencie. Przedstawili zaświadczenia o pobieranej przez kobietę rencie i o prowadzonej działalności gospodarczej przez jej partnera. Wydawali się całkiem wiarygodni i zgodziłem się na umowę kredytu kupieckiego. Towar ci klienci odebrali od ręki, a płacić mieli 18 rat po 530 zł co miesiąc. Pierwsze miesiące nie wskazywały na nic złego. Pieniądze wpływały od tych klientów w umówionych ratach na konto mojej firmy - opowiada Stanisław Pogiel.
     W październiku w sklepie pojawił się narzeczony córki Ewy T.-H. -  Sebastian B., a w styczniu br. do sklepu wybrały się Ewa T.-H. i jej córka Iwona T. Chcieli znowu coś kupić poprzez wzięcie w Domenie kredytu. Jak opowiada Stanisław Pogiel, zarówno w przypadku Iwony T., jak i Sebastiana B., nie miał wątpliwości, co do ich zdolności kredytowej, gdyż oboje młodzi mieli orzeczone w swoich przypadkach renty. Przedstawione dokumenty wtedy nie budziły podejrzeń  i Stanisław Pogiel zgodził się sprzedać im towar na raty i podpisał z obojgiem dwie kolejne umowy kredytu kupieckiego. I wówczas początkowo wymagane raty były spłacane przez tych kredytobiorców.
      W styczniu br. Stanisław Pogiel podpisał już czwartą umowę kredytu kupieckiego, która obecnie nie jest spłacana przez dłużnika. Tym razem do Łabiszyna przyjechał Eugeniusz G., mieszkaniec Młodocina w gminie Barcin. Ten również chciał zrobić zakupy na kredyt. Przedstawił zaświadczenie o tym, że jest zatrudniony i zarabia. Według tego zaświadczenia zatrudniającym Eugeniusza G. była firma Krzysztofa H., wspomnianego pierwszego kredytobiorcy u Stanisława Pogla. Ponadto Eugeniusz G. przedstawił dokument informujący o dochodach uzyskiwanych przez firmę w której pracuje, co miało być kolejnym dowodem na jego zdolność kredytową. I tym razem łabiszynianin zgodził się sprzedać towar na raty.
      Na podstawie tych czterech umów grupa klientów z gminy Barcin otrzymała z Domeny Stanisława Pogla m.in. telefony komórkowe, kuchenkę gazową, komputery, zestaw kina domowego.
      KREDYTOBIORCA ZA FIRANKĄ
      Minęła zima, mijała już także wiosna, a Stanisław Pogiel na darmo logował się, aby sprawdzić stan firmowego konta. Bezskutecznie czekał, aż wpłyną umówione i gwarantowane czterema umowami kwoty ratalne od wspomnianych barcinian. Wreszcie późną wiosną  przedsiębiorca z Łabiszyna stracił cierpliwość i wybrał się  do Barcina do Krzysztofa H. pod adres wskazany w umowie, czyli do mieszkania na ul. Artylerzystów. Tutaj jednak swojego wierzyciela nie zastał. Stanisław Pogiel dowiedział się, że Krzysztof H. mieszka teraz w niedalekim Krotoszynie.
      Po ustaleniu nowych faktów Stanisław Pogiel wybrał się do Krotoszyna. Uważał, że Krzysztof H. może być spiritus movens całego oszustwa i chciał z nim stanąć twarzą w twarz, by wyjaśnić brak spłaty kredytu.
      - Pojechałem tam. Widziałem tego mężczyznę w mieszkaniu. Odsuwał dyskretnie firankę, obserwując mnie i szybko zasłaniał, licząc na to, że nie dostrzegę go. Natomiast, gdy pukałem do drzwi, nie odzywał się, aby sprawić wrażenie, że nikogo nie ma w domu. „Nic to, mam przecież jego nowy adres i widzę, że jest w domu, więc mogę spróbować to zrobić pocztą” - pomyślałem i wróciłem do siebie. Zaraz też wysłałem pod adres w Krotoszynie pismo wzywające go do uregulowania wobec mojej firmy wierzytelności, w którym poinformowałem go również o konsekwencjach prawnych, jakie podejmę, jeśli nie spłaci tego długu. Na ten list szybko otrzymałem odpowiedź. Jednak nie była ona autorstwa Krzysztofa H., a jego żony. Ewa T.-H. Tłumaczyła, że mąż jest za granicą w celach zarobkowych, gdyż warunki w Polsce nie pozwalają mu na osiągnięcie godziwych zarobków. Oczywiście nie wierzyłem w te saksy, bo wcześniej tego mężczyznę widziałem za firanką w oknie w Krotoszynie. Pojechałem tam ponownie. Tym razem Krzysztof H. nie miał tyle szczęścia i nie zdołał uniknąć konfrontacji, ponieważ natknąłem się na niego w korytarzu. W efekcie wpuścił mnie do mieszkania. Kiedy zacząłem mówić, że dopuścił się wyłudzenia, biorąc towar i nie uiszczając za niego rat, zaczął się zarzekać, że nie jest oszustem, że ma zamiar spłacić te dobra, które nabył, tylko w tym momencie ma kłopoty natury finansowej i go nie stać. Stwierdził, że na tę chwilę może jedynie spłacać dług po 10 zł miesięcznie. Jednocześnie dowiedziałem się, że część sprzętu, który otrzymali z mojego sklepu, już zdążyli zbyć. Te dziesięciozłotowe raty, które chciał mi płacić miesięcznie, przekonały mnie, że inaczej, niż na drodze prawnej nie jestem w stanie uzyskać swoich pieniędzy. Jednak ostatecznie przekonały mnie do konieczności ścigania tego przestępstwa dwie rzeczy. Otóż Sebastian B. oraz jego narzeczona, a teraz już zdaje się jego żona, złożyli oświadczenia, że zostali przez Krzysztofa H. namówieni i zmuszeni do wzięcia kredytu i że nie była to ich wolna wola. A przecież ta dziewczyna była pasierbicą Krzysztofa H. Tutaj zatem mogło dojść też do innego przestępstwa, niż tylko wyłudzenie, czy oszustwo, ale po prostu do wymuszenia. I druga rzecz. Okazało się rzecz jasna, że ta firma Krzysztofa H. to fikcja. Od policjantów dowiedziałem się zresztą, że mężczyzna ten może mieć też związek z innego tego typu oszustwami. Ponieważ firmy nie było, to wszystko wskazuje na to, że doszło też do przestępstwa z wykorzystaniem nieprawdziwych dokumentów i do poświadczenia nieprawdy. Chodzi tutaj o tego rzekomego pracownika Krzysztofa H., czyli Eugeniusza G. Przedstawił on przecież zaświadczenia, które okazały się fikcją, a na podstawie których udzieliłem mu kredytu kupieckiego - mówi Stanisław Pogiel.
      NADZIEJA NA SĄDOWĄ EGZEKUCJĘ
      Oszukany radny odnalazł Eugeniusza G. Po rozmowie z nim ma jeszcze nadzieję, że będzie  możliwa sądowa egzekucja długu z zasiłku przedemerytalnego tego podejrzanego, jeśli rzecz jasna sąd uzna jego winę i zdecyduje o tej egzekucji. Podobnie na egzekucję długu Stanisław Pogiel może liczyć poprzez wejście komornika na renty podejrzanych, jeśli sąd zdecyduje o ich winie.
Łabiszynianin pojechał zgłosić sprawę do Prokuratury Rejonowej, ale tutaj od razu skierowano go na komisariat w Barcinie, który zajął się dochodzeniem. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nie jest wykluczone, że podejrzani, albo niektórzy z nich, mogą mieć związek z podobnymi oszustwami na szkodę innych podmiotów.
      Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie, której podlega barciński komisariat, powiedział, że prowadzone jest postępowanie wyjaśniające w oparciu o artykuł 286 kodeksu karnego, który mówi o oszustwie. Ustalenia policji wskazują, że podejrzani działali na szkodę Stanisława Pogla wspólnie i w porozumieniu, ale określenie udziału każdego z nich jest obecnie przedmiotem czynności śledczych.
      Stanisław Pogiel od 1994 r. działa w branży i jeszcze nigdy nie padł ofiarą tego typu oszustwa, choć miał w sklepie nawet serię czterech włamań. Nauczony ostatnim doświadczeniem przedsiębiorca podpisał teraz umowę z Krajowym Rejestrem Sadowym, który w przyszłości ma mu pomóc w walce z potencjalnymi oszustami. - O ile rzecz jasna znajdują się już oni w tym rejestrze, bo niektórzy z nich wciąż mogą mieć czystą kartę - kończy handlowiec.
      Straty łabiszyńskiego przedsiębiorcy wynoszą 18.747 zł.

Karol Gapiński, Pałuki nr 1013 (28/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości