Reklama

Wymalować sobie zdrowie i przyszłość

Sztuka już od najmłodszych lat stała się dla niej rozwiązaniem dla wielu problemów. Odgrywa w jej życiu ogromną rolę, jest nie tylko formą spędzenia wolnego czasu, ale autoterapią. Dzięki niej wspiera również innych; dzieci, młodzież i starszych. Jest malarką, ale także pomocną osobą, która wykorzystuje swoje talenty, aby zmieniać czyjeś życie na lepsze, czynić je bardziej barwnym i sensownym. - Nigdy nie wybieram najlepszej pracy, ale wraz z podopiecznymi rozkładamy wszystkie i szukamy w każdej tego, co jest oryginalne, swoiste dla młodego twórcy - mówi Katarzyna Baszak, artystka, nauczycielka, mieszkanka malowniczych Brzózek w gminie Szubin.

Angelika Uścińska: - Pani dom wypełniony jest pięknymi pracami. To nie tylko obrazy, ale również rzeźby. Jest ich tak wiele i każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego. Dlaczego pani zaczęła tworzyć?

Katarzyna Baszak: - Tworzenie zaczęło się od dzieciństwa. Miałam problemy z chodzeniem. Leżąc w łóżku do dyspozycji były książki i kartki, oraz ściana przy łóżku, na której rysowałam. Na tej ścianie był mój ból, ale i radość. Jako dziecko malowałam bazgroły, a później te obrazki zaczęły przyjmować bardziej realne kształty. To normalne w rozwoju rysunkowym dziecka. Później w szkole lubiłam rysować, ale nie czułam, że to jest moja wielka pasja. Zawsze była to moja podstawowa forma wypowiedzi. Jest tak do dzisiaj. Zawsze sprawiało mi to radość i pewną ulgę. Poczułam, że plastyka jest formą terapii dla mnie, ale i może być też dla innych. Dlatego wybrałam studia pedagogiki specjalnej i kształciłam się w kierunku terapii przez sztukę. Do dzisiaj prowadzę zajęcia z uczniami z różnorodnymi niesprawnościami i zaburzeniami. Sama nie przestaję tej formy autoterapii stosować. Malarstwo było pierwsze, natomiast obok niego ceramika i rzeźba w glinie.

Reklama

 

Jedna ze ścian, która została ozdobiona obrazami fot. Angelika Uścińska

 

- W pani życiu sztuka, to nie tylko forma rozrywki, która sprawia dużo radości i wypełnia wolny czas. To sposób radzenia sobie z problemami. Jak przekłada pani swoją pasję na rzecz pomocy innym?

- Zaczęłam pracować z dziećmi niepełnosprawnymi. Od 25 lat pracuje w szkole integracyjnej, gdzie oprócz plastyki jako przedmiotu, prowadzę również terapię przez sztukę. Obecnie studiuję malarstwo i zastanawiam się, czy nie powinnam zrobić tego na początku, ale najwidoczniej tak miało być. Zaczęłam od terapii, a teraz skupiłam się na artystycznej stronie plastyki. Sztuka jest niezwykle ciekawą formą terapii, przede wszystkim jest bezpieczna. Nie trzeba wypowiadać słów, pozwala spotkać się z sobą, kreować siebie, swoją wyobraźnię, uwierzyć w siebie jako w twórcę.

Reklama

- Istnieją różne sposoby malowania obrazów. Jaka jest pani ulubiona? Widziałam, że na pewno korzysta pani z pasteli, ale czy są jeszcze jakieś inne metody, które lubi pani wykorzystywać w tworzeniu?

- Wszystko zaczęło się od pasteli suchych, później doszły: pastel olejny, akwarela i farba olejna na płótnie. Każda ma swoje zalety. Pastel suchy może być subtelny i ekspresyjny jednocześnie, pastel olejny, podobnie jak farba dają świetlistość, a akwarela delikatność, i jak dla mnie - nieprzewidywalność. Często maluję tę samą treść w różnych technikach, co pokazuje jak różne są to sposoby i odbiory. Czasami maluję obrazy w cyklach tematycznych, które układają się w pewne opowieści.

Reklama

 

Takie dzieła zdobią dom Katarzyny Baszak fot. Angelika Uścińska

 

- Świat w najprostszych detalach jest fascynujący. Wokół nas jest wiele roślin, zwierząt i przedmiotów, które mogą wpływać na wyobraźnię, a także motywować do działania. Skąd pani czerpie inspirację?

- Inspiracja jest wszędzie. Wszystko mnie inspiruje. Gdy przeprowadziłam się tutaj do Brzózek 16 lat temu, to najbardziej zaczęła mnie inspirować natura. Widzę za oknem ptaki, drzewa, roślinność na łące, więc moją inspiracją w szczególności jest przyroda. Człowiek w mniejszym stopniu, ale bardzo często to, co jest ludzkie przekładam w swoich obrazach na elementy natury, gdyż przecież jest on cząstką jej właśnie. Stąd metafory w moim malarstwie. Związki pomiędzy ludźmi; przywiązanie, miłość, ale i samotność ukazuję na przykład wyręczając się ukazywaniem ptaków. Przełożyłam świat ludzki na ptasi. Kto chce, dostrzeże. Może dlatego, że jest to bezpieczne, symboliczne, skłaniające do refleksji. Lubię zawierać w obrazie jakąś tajemnicę. Poza tym takie obserwacje bardzo dużo uczą człowieka. Fascynuje mnie również świat drzew. Gdy zobaczę daną roślinę czy zwierzę, to później czytam i w końcu maluję. Tak wygląda mój proces tworzenia.

Reklama

- Jest wielu artystów, którzy na przestrzeni wieków tworzyli przepiękne dzieła. Czy jest jakiś artysta, którego prace pani bardzo lubi?

- Ulubionego może nie mam, ale jest grupa artystów, których obrazy bardzo lubię. Jednym z nich jest na pewno Vincent van Gogh - artysta niedoceniony za życia, wymykający się ówczesnym trendom. Jego ekspresja i emocje, sposób posługiwania się kolorem, nakładaniem farby - zachwycają mnie.

- Artyści nie zawsze są zadowoleni ze swoich obrazów, choć innym bardzo się podobają. Jednak może pojawić się taka praca, która jest w jakiś sposób ważna. Do jakiego dzieła ma pani największy sentyment?

Reklama

- W sumie o każdym z moich obrazów mogłabym opowiedzieć, ponieważ pamiętam, jak je tworzyłam, w jakich okolicznościach i stanie. Jest to mój pamiętnik. Do wielu obrazów mam sentyment. Lubię swój obraz wróbla siedzącego na oknie. Jest przedstawiony od tyłu. Namalowałam ten obraz w okresie zimowym, czekając na lepszy czas. Jestem bardzo emocjonalnie z nim związana. Nie chcę wszystkiego mówić, ale myślę, że trudno by było mi się z nim rozstać.

 

Obraz wróbla fot. Angelika Uścińska

 

- Zdarza się, że w naszej głowie narodzi się pomysł, jednak w trakcie realizacji nie wszystko wyjdzie nam tak jak byśmy chcieli. Praca nas nie satysfakcjonuje. Czy w takich sytuacjach niszczy pani obrazy?

Reklama

- Na początku, gdy uczyłam się malować i chodziłam do mojej nauczycielki, to były takie sytuacje, w których chciałam zniszczyć obraz. Jednak ona nauczyła mnie, że tego raczej nie powinno się robić. W takiej sytuacji warto odejść od pracy, odetchnąć od niej, a później powrócić ponownie, czy po prostu zmazać część, czy nałożyć na nią inną treść. Po to są sztalugi, aby obok tego obrazu chodzić, przyglądać się i ta praca powoli dojrzewa w głowie, sercu. Nie niszczę prac, ale kilka wyrzuciłam. Były to prace szkoleniowe. Uczę również tego moich uczniów, ponieważ każdy obraz to ich cząstka. Nawet jeśli nie wyjdzie, to warto pracę pozostawić z wypisaną datą, aby chociażby uświadomić sobie swój progres.

- Każdy obraz, nawet ten najmniejszy i najprostszy, jest cenny, ponieważ w jego wykonanie zostało włożone serce oraz poświęcony czas. Dlatego miło, gdy ktoś taką pracę zauważy i pochwali. Z jakich osiągnięć jest pani najbardziej dumna?

Reklama

- Nie dążę do nagród, a nawet nie lubię swoich wystaw. Po prostu nie lubię takich oficjalnych wystaw, gdzie jeszcze mam mówić na temat tego co namalowałam. Wolę być w procesie tworzenia w domu albo w grupie. Oczywiście miałam wystawy indywidualne lub grupowe. Jedną z wystaw miałam pięć lat temu w bibliotece w Szubinie, w Bydgoszczy, w Niemczech. Jednak moim największym sukcesem jest to, że potrafiłam, jak mi się wydaje, zainspirować sporo osób do tworzenia. Może to osiągnięcie nie jest spektakularne, nikt o tym nie wie, oprócz tych osób. Bardzo miło patrzy się na to, w jaki sposób się rozwijają. Osoby te malują, tworzą w glinie albo założyły swoje własne pracownie. Czasem nie dowierzam jak bardzo się rozwinęły. Zawsze czuję się bardziej nauczycielem niż artystą.

 

Reklama
Prace artystki mają w sobie coś tajemniczego i każdy może interpretować je inaczej fot. Angelika Uścińska

 

- Jako osoba, która w przeszłości miała problemy, a artystyczne rzeczy stały się lekarstwem, rozumie pani dokładnie czego potrzebują te dzieci. Jaką rolę w tej terapii dla pani podopiecznych odgrywa sztuka?

- Myślę, że jak ktoś tworzy i jest w tym procesie tworzenia, to ten proces jeszcze bardziej go uczłowiecza. Każdy nadawałby się do takiej terapii, gdzie głównym celem jest tworzenie, a nie sam efekt tej pracy. Pisałam nieco na temat arteterapii, która pozytywnie wpływa na osobę niezależnie od zaburzeń fizycznych, umysłowych, emocjonalnych, społecznych itd. W szkole, w której uczę, jest bardzo wiele osób z różnymi zaburzeniami, są to np. dzieci, które mają mutyzm wybiórczy, autyzm. Komunikacja z takim uczniem, który nie powie o swoich potrzebach, jest niemożliwa, dlatego człowiek szuka innych sposobów. W takiej sytuacji metoda tworzenia jest idealną formą. Dzieci z autyzmem mają problem w nawiązywaniu kontaktów społecznych. Trzy lata pracowałam z Krzysiem, który był autystą. Dopiero na trzecim roku zaczął coś więcej do mnie mówić, ale przez ten cały czas przychodził na zajęcia, tworzył. Dzięki temu dowiedziałam się co lubi malować czy rysować, a do tego uwzględniał w swoich pracach towarzyszące mu emocje.

Reklama

- To tylko pokazuje, że na co dzień spotyka się z pani z różnymi dziećmi, które mają ogromny talent, a nawet same o tym jeszcze nie wiedzą. Czy zechciałaby podać pani przykład osoby, której motywacja oraz chęć działania są inspirujące?

- Chętnie opowiadam o nim moim uczniom, o Stevie. Lepił w glinie nie mając dłoni. Zrobił korale dla mamy z idealnych kuleczek, a przekuwał je mając wykałaczkę w ustach. Steve nigdy nie mówił, że coś mu się nie uda. Teraz studiuje biomedycynę w Stanach Zjednoczonych. Trzeba odpowiednio poprowadzić zajęcia, w których nie chodzi o to, aby powstało dzieło, leczy sam proces tworzenia. Zdarzają się dzieci, które nie radzą sobie w różnych przedmiotach, a mają wielką wyobraźnię, kreatywność, świetnie pracują. Jednak, gdy jest dobry z plastyki, to zaczyna wierzyć w siebie, co potem może przełożyć się na inne przedmioty. Poza tym podopieczni uwielbiają, gdy rysuję lub maluję z nimi.

Reklama

 

Piękny obraz, który przedstawia mrocznego kwiata fot. Angelika Uścińska

 

- Brzózki pozytywnie wpływają na samopoczucie. To miejsce ma w sobie niezwykły klimat. Czy trzeba przeprowadzić się do Brzózek, aby odkryć w sobie talent?

- Kiedyś wraz z mężem mieszkaliśmy w Bydgoszczy w bloku. Gdy przeprowadziliśmy się do Brzózek, dało się odczuć, że ta zmiana przestrzeni, poszerzyła nasze horyzonty, dała oddech, odwagę, mamy lepszy kontakt z naturą, więcej spokoju, czujemy się wolniejsi. Zmiana miejsca na pewno wpływa na człowieka. Poza tym ja bardzo chciałam mieszkać blisko natury. Należy również podkreślić, że dzieci też inaczej się rozwijają, gdy wokół nich jest więcej roślin, zwierząt, drzew.

- Tworzy pani obrazy, stara się pomóc dzieciom poprzez sztukę. Jest to dla pani bardzo ważne. Jakie plany ma pani na przyszłość?

- Dalej będę robić to, co dotychczas. Przybliżać dzieciom piękno natury. Dalej będę malować. Może powrócę do ceramiki. Chętnie będę nadal gościła u siebie w Brzózkach tych, którzy pragną nieco pobyć wśród natury, wyciszyć się, stworzyć obraz lub rzeźbę. Będę tutaj, aby pokazywać swoim życiem i działaniem, że do szczęścia nie potrzeba wiele, a natura i tworzenie mają moc uzdrawiania. Zawsze też marzyłam o poznaniu dzieci innych kultur, bardzo odległych. Zawsze chciałam pomalować z dziećmi Afryki. Ciekawa byłabym jak miejsce i kultura, w której rosną, wpływa na ich twórczość.

Angelika Uścińska, 28 VI 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości